<?xml version='1.0' encoding='UTF-8'?><?xml-stylesheet href="http://www.blogger.com/styles/atom.css" type="text/css"?><feed xmlns='http://www.w3.org/2005/Atom' xmlns:openSearch='http://a9.com/-/spec/opensearchrss/1.0/' xmlns:georss='http://www.georss.org/georss' xmlns:gd='http://schemas.google.com/g/2005' xmlns:thr='http://purl.org/syndication/thread/1.0'><id>tag:blogger.com,1999:blog-5360692068899110733</id><updated>2011-07-07T16:28:38.502-07:00</updated><title type='text'>Dziennik podróży</title><subtitle type='html'></subtitle><link rel='http://schemas.google.com/g/2005#feed' type='application/atom+xml' href='http://mariuszch.blogspot.com/feeds/posts/default'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/5360692068899110733/posts/default?max-results=100'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://mariuszch.blogspot.com/'/><link rel='hub' href='http://pubsubhubbub.appspot.com/'/><link rel='next' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/5360692068899110733/posts/default?start-index=101&amp;max-results=100'/><author><name>camer</name><uri>http://www.blogger.com/profile/10716862559304391619</uri><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='16' height='16' src='http://img2.blogblog.com/img/b16-rounded.gif'/></author><generator version='7.00' uri='http://www.blogger.com'>Blogger</generator><openSearch:totalResults>107</openSearch:totalResults><openSearch:startIndex>1</openSearch:startIndex><openSearch:itemsPerPage>100</openSearch:itemsPerPage><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-5360692068899110733.post-5327248593497085716</id><published>2010-08-18T11:48:00.000-07:00</published><updated>2010-08-18T11:55:03.961-07:00</updated><title type='text'>ZMIANA BLOGA</title><content type='html'>Pozazdroscilem Olce mapki na jej blogu na ktorej sa wymalowane nasze wyczyny i postanowilem przeniesc sie na portal o podobnej funkcjonalnosci. Zapraszam na &lt;a href="http://www.travelpod.com/travel-blog/camer/1/tpod.html"&gt;TRAVELPOD&lt;/a&gt;, przenioslem tam prawie wszystko co jest na tym blogu (oprocz komentarzy), a ponadto uzupelnilem bloga o opis calego naszego pobytu w Indonezji + pare zdjec. Goraco zapraszam :). &lt;br /&gt;&lt;br /&gt;PS. Prosze mi wybaczyc bledy stylistyczne i literowki, ktorych zapewne wiele w ostatnich wpisach, jest juz dosc pozno (3cia rano), a ja uparlem sie, ze dzisiaj to opublikuje i niestety nie mialem nawet okazji przeczytac dokladnie co napisalem.&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/5360692068899110733-5327248593497085716?l=mariuszch.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;</content><link rel='replies' type='application/atom+xml' href='http://mariuszch.blogspot.com/feeds/5327248593497085716/comments/default' title='Komentarze do posta'/><link rel='replies' type='text/html' href='http://www.blogger.com/comment.g?blogID=5360692068899110733&amp;postID=5327248593497085716' title='Komentarze (2)'/><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/5360692068899110733/posts/default/5327248593497085716'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/5360692068899110733/posts/default/5327248593497085716'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://mariuszch.blogspot.com/2010/08/zmiana-bloga.html' title='ZMIANA BLOGA'/><author><name>camer</name><uri>http://www.blogger.com/profile/10716862559304391619</uri><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='16' height='16' src='http://img2.blogblog.com/img/b16-rounded.gif'/></author><thr:total>2</thr:total></entry><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-5360692068899110733.post-4597385052636956037</id><published>2010-08-15T21:57:00.000-07:00</published><updated>2010-08-16T00:03:20.416-07:00</updated><title type='text'>[7-10.05.2010 Malezja] Na wschod Borneo do KK</title><content type='html'>Rano o 7:30 zameldowalismy sie na skrzyzowaniu przy hotelu z plecakami, po 10 min przyjechal nasz jeep (koszt 45 rm/osobe). Pierwsza czesc podrozy (ok 2,5h) wiodla przez czesciowo blotnista, czesciowo ubita droge gruntowa - akurat przez kilka ostatnich dni nie padalo, wiec daloby rade przejechac normalnym autem, ale po deszczach to jedyna opcja w tym rejonie bylo 4x4. Pozniej jeszcze okolo godziny jechalismy juz asfaltowka do skrzyzowania z glowna trasa Sibu - Miri (nam "bylo po drodze" do tego drugiego). Komunikacja w tym rejonie wyglada tak, ze sie staje przy jezdni i czeka az przyjedzie jakis autobus (kazdy z nich jechal do naszego celu). Jako, ze byla chwila wolnego czasu to skusilem sie na male co nieco w przydroznym fastfoodzie. Akurat gdy skonczylem przegryzke to nadjechal autobus (ktory w dodatku sie zatrzymal :) ) i zaladowalismy sie na kolejne 160km jazdy (za 10rm od lebka na popsutych fotelach :D). Po dotarciu do Miri najpierw krecilismy sie chwile w okolicy dworca w poszukiwaniu jakiegos taniego dojazdu do centrum (czego w Azji maja taka manie robienia dworcow na dalekich przedmiesciach np 5 -10 km od miasta?? - pewnie zeby wyciagac pieniadze od biednych backpackersow ;)), w koncu jakis lokales uslyszal nasze pytania i pomimo, ze tam nie jechal to nam zaproponowal podwozke (z czego skwapliwie skorzystalismy). Pozniej zostawilem Olke z bagazami, a sam zrobilem szybki rekonesans po pobliskich hotelach, padlo na jakis tani? (30rm) chinski hotel, ktorych wiele w tym miasteczku. Po zakwaterowaniu poszlismy na obiad w hinduskiej knajpce, natomiast caly wieczor spedzilem na probie odblokowania konta w Alior Bank (dzwoniac na infolinie), zeby moc wysylac przelewy. Oj jakich ja sie sposobow nie imalem (oczywiscie kombinowalem zeby bylo jak najtaniej ). Najpierw poszedlem po najmniejszej linii oporu i wrzucilem kase na konto skype, zeby zadzwonic korzystajac z mozliwosci telefonowania na stacjonarne - okazalo sie ze skucha - nie moglem dodzwonic sie na infolinie, bo to jakis numer specjalny. Wiec wyskoczylismy do pobliskiego centrum handlowego (10 min drogi) i doladowalem wieksza kasa moj prepaidowy malezyjski numer. Myslalem ze to spoko wystarczy na 20 min rozmowe, a okazalo sie, ze troche musialem poczekac na lini (jak to w infoliniach bywa), pozniej mnie przelaczyli raz, drugi i w koncu ledwo sie zautoryzowalem u przemilej Pani i wyluszczylem problem to juz bylo po limicie :/. Wiec mialem kolejnego "lota" do centrum handlowego, a tam po rozmowie ze sprzedajaca okazalo sie, ze moge skorzystac z tanszej alternatywy czyli specjalnych kart do dzwonienia za granice (uzywalem ich juz w Iranie i moja siostra tez z tego korzystala w Barcelonie podczas mojej wczesniejszej wycieczki - dlaczego ja o tym zapomnialem !!).Kupilem od razu dwie, obliczylem ze powinno wystarczyc i do hotelu. A tu zdziwko: zeby uzyc takiej karty trzeba najpierw wpisac numer seryjny, a pozniej haslo z karty wybierajac odpowienie opcje z menu glosowego. Niby proste, ale menu bylo po malezyjsku :/. Najpierw poszedlem do recepcjonisty - Chinczyka - ktory dobrze mowil po malezyjsku, troche gorzej po chinsku, a najgorzej po angielsku. Po godzinie spedzonej na probie zautoryzowania kart i dogadania sie z nim w koncu sie poddalem i zdecydowalem na 3ciego "lota" do centrum h. modlac sie zeby punkt sprzedazy byl jeszcze otwarty. Udalo sie, chociaz pani byla juz na wylocie, wprowadzila mi obie karty, szczesliwy dotarlem do hotelu i ... okazalo sie, ze z korzystajac z tego serwisu nie moge dodzwonic sie na numer specjalny infolinii. Mialem juz dosc walk na ten dzien, zreszta wszystko bylo juz zamkniete, wiec liczac na to, ze przemila pani z infolinii pociagnie temat i odblokuje mi konto i nie potrzeba zadnych dodatkowych potwierdzen od mnie na pytania typu: prosze powiedziec "zgadzam sie" na odblokowanie .... :D - poszedlem spac. Pani wywiazala sie z zdania wysmienicie (drogi Aliorze - zawsze wierzylem w Ciebie ;) ) i nastepnego dnia mialem w koncu odblokowana mozliwosc puszczania przelewow, ktora byla zablokowana (nie wiem dlaczego - jakis blad systemu pewnie) od poczatku jak tylko zalozylem konto (czyli ok 1 rok). &lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Zeby nie bylo zbyt rozowo to nastepnego dnia juz o piatej musielismy wstac i drzec na dworzec autobusowy (na szczescie podczas moich walk z kartami telefonicznymi obczailem dokladnie rozklad jazdy autobusow, bo po drodze do centrum h. byl przystanek autobusowy ktory mijalem chyba 9 razy :)). Dojechalismy idealnie tzn zdazylismy kupic bilety, zajac sobie miejsca w nierozwalonych fotelach (wazne, bo czekala nas dluga podroz), zjesc spokojnie sniadanie. To byla podroz obfitujaca chyba w najwieksza ilosc przejsc granicznych, bo przekraczalismy 2x granice z Sultanatem Brunei wiec najpierw byla wysiadka przy opuszczaniu Malezji, pozniej przy wjezdzie do Brunei, pozniej znowu opuszczanie Brunei i ponownie wjazd do Malezji i tak jeszcze jeden raz. Finalnie mialem cala strone w paszporcie zuzyta tylko na ten przejazd. Okolo 20tej dotarlismy do Kota Kinabalu (po ichniemu KK - Malezyjczy wszystko skracaja :) ) - miejscowosci wypoczynkowej na Borneo i stolicy prowincji Sabah.Zakwaterowalismy sie w Tropicana Lodge, gdzie wzielismy lozka w 6cio osobowym dormie, ale ze nie bylo innych gosci to caly pokoj byl dla nas. Dodatkowo w cenie (20rm/lozko) bylo sniadanie (czyli tradycyjnie juz tosty i dzemik kokosowy) oraz darmowe wi-fi.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Nastepny dzien spedzilismy na nic-nierobieniu tzn poszlismy nad wode, obejrzalem F1 w hotelu z recepcjonistka - fanka tego sportu, pozniej odwiedzil nas w hotelu Herbert - policjant z Niemiec, ktorego pierwszy raz poznalismy na Langkawi, a pozniej spotykalismy sie jeszcze kilka razy w innych miejscach. Byl akurat po zrobieniu Mount Kinabalu - najwyzszego szczytu na Borneo (i chyba w tej czesci Azji) - wlasnie glownie z tego powodu miejscowosc Kota Kinabalu jest bardzo chetnie odwiedzana przez zagranicznych turystow. Dodatkowo w okolicy sa malownicze wyspy, szczegolnie polecana przez spotkanego pozniej Australijczyka jest Sipadan - koralowa wyspa o ksztalcie komina, wokol ktorego mozna nurkowac ogladajac podwodne zycie. Obie atrakcje (szczyt i wyspa) sa niemilosiernie drogie (nawet wspomniani Niemiec i Australijczyk - nie backpackersi - plakali) - ale podobno warto. My nie mielismy az tyle pieniedzy, gory mielismy w Nepalu, na wyspy jechalismy do Indonezji - wiec olalismy (albo odlozylismy na kiedy indziej ;) ) te lokalizacje. Wieczor spedzilem na walce z Iphonem, chcialem tylko zresetowac ustawienia, okazalo sie ze koncowo musialem przeinstalowac cale oprogramowanie (niezle mi Ci Chinczycy z HK w nim namieszli :)) - dzieki temu spac polozylem sie dopiero nastepnego dnia wieczorem, jak wsiedlismy do nocnego autobusu do Tawau - miejscowosci skad mozna statkiem dotrzec do Indonezji.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Dojazd do tego autobusu to tez historia - oczywiscie dworzec jest na zewnatrz miasta, wiec najpierw skorzystalismy z darmowego autobusu, zeby dojechac na lokalny mini-dworzec, z ktorego odjezdzaja busiki do pobliskich miejscowosci, pozniej znalezlismy ten, ktory nas mial dowiezc do wiekszego dworca, ale byl juz pelny. Nie chcielismy trwonic czasu, wiec dogadalismy sie z kierowca ze usiadziemy w przejsciu na podlodze na plecakach. Po 15 min bylismy u celu, od razu podbiegli do nas mlodzi chlopcy-naganiacze, ktorzy chcieli pomoc niesc bagaz, po to zebysmy "trafili" do odpowiedniego okienka. "Grzecznie, acz stanowczo" odmowilem (no, I SAID NO!!) ;) i poszlismy znalezc najtansza opcje we wlasnym zakresie. Ceny byly podobne (ok 50rm), wiec tylko upewnialismy sie czy sa miejsca po srodku autobusu (nie na poczatku bo duzy ruch i kierowcy czesto gadaja) i nie na koncu (bo strasznie sie podskakuje i trudno spac) oraz czy maja klime. Nawiew mieli ze heej - Olka plakala, ze zostawila nauszniki kupione w Indiach w plecaku glownym, poza tym okazalo sie, ze trafila na ... zepsute siedzenie, ktore sie nie rozkladalo :D. MI nie wialo i mialem dobre miejsce, a ze mialem za soba nieprzespana noc, to obudzilem sie dopiero o 5tej rano jak dotarlismy do Tawau :).&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/5360692068899110733-4597385052636956037?l=mariuszch.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;</content><link rel='replies' type='application/atom+xml' href='http://mariuszch.blogspot.com/feeds/4597385052636956037/comments/default' title='Komentarze do posta'/><link rel='replies' type='text/html' href='http://www.blogger.com/comment.g?blogID=5360692068899110733&amp;postID=4597385052636956037' title='Komentarze (0)'/><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/5360692068899110733/posts/default/4597385052636956037'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/5360692068899110733/posts/default/4597385052636956037'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://mariuszch.blogspot.com/2010/08/7-10052010-na-wschod-borneo-do-kk.html' title='[7-10.05.2010 Malezja] Na wschod Borneo do KK'/><author><name>camer</name><uri>http://www.blogger.com/profile/10716862559304391619</uri><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='16' height='16' src='http://img2.blogblog.com/img/b16-rounded.gif'/></author><thr:total>0</thr:total></entry><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-5360692068899110733.post-4629651259748769128</id><published>2010-08-03T20:22:00.000-07:00</published><updated>2010-08-03T20:24:07.448-07:00</updated><title type='text'>[4-6.05.2010 Malezja] W tropikalnej dzungli</title><content type='html'>4.05. Kapit Belaga&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Wczesnie rano zrobilismy sobie pobudke i juz o godz 8 bylismy na arabskim markecie. Olka zjadla 2 roti canai (smazone chlebki jeden z jajkiem i sosem curry, drugi zwykly za to z dzemem na pikantnie), ja polasilem sie jak zwykle na fried kueh touw (special) czyli kluski z roznymi kawalkami miesa, owocow morza i warzyw. Pozniej w planach bylo zalatwienie permitow na dalsza podroz w glab Borneo, ale okazalo sie, ze posterunek policji zostal przeniesiony gdzies dalej, trzeba by bylo brac taxi, zeby sie wyrobic czasowo, wiec zapytalismy bileciarzy na nabrzezu czy mozna inaczej i podpowiedzieli, ze da rade wyrobic permit na miejscu w Beladze. Jeszcze dla pewnosci zapytalismy akurat napotkanego policjanta (ktory wlasnie wypisywal komus mandat) i gdy on to potwierdzil z czystym sumieniem udalismy sie na nabrzeze, zeby poczekac na statek. Tam nie lada wyzwaniem bylo odnalezienie wlasciwej lajby, ale staruszka sprzedajaca lakocie pomogla nam, najpierw nam go opisala, a gdy statek nadplynal przyszla i go wskazala. Wygladalo na to, ze bedzie dosc tloczno, a ze chcielismy zajac miejsca w tanszej,drugiej klasie skorzystlismy z bandyckiej metody i Olka skoczyla szybko z malym plecaczkiem zajac miejsca, a ja potem dotarlem juz powoli i ostroznie (bo bylo bardzo wasko i slisko) z dwoma duzymi. Bilety kosztowaly nas po 35Rm na osobe, podroz trwala kolejne 5h, widoki za oknami znowu byly zawaliste, ale ja skupilem sie na wyswietlanym wlasnie filmie (po tylu miesiacach bez tv jak tylko zobacze kawalek ekranu to mnie od razu "wciaga"). &lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Po dotarciu do Belagi podszedl do nas jakis miejscowy moczymorda, ktory wreczyl wizytowke guest hause'u "Daniel's Corner" proponujac od razu bardzo dobre ceny 20Rm za pokoj. Poszlismy za nim i tam spotkalismy sie z wlascicielem, ktory pokazal nam pokoj, bardzo czysty, oddany do uzytku 4 miesiace temu. Zdecydowalismy sie rowniez dlatego, ze Daniel jest lokalesem z krwi i kosci, rdzennym mieszkancem Borneo wychowanym w dzungli, wiec liczylismy na ciekawe opowiesci i moze jakies podpowiedzi co do naszych planow pochodzenia po dzungli. Aha-okazalo sie, ze permity nie sa potrzebne, a w tym samym miejscu zakwaterowali sie Olivier ze Szwajcarii i Nati z Tajlandii, ktorych poznalismy juz dzien wczesniej na statku. Po krotkiej pogawedce z Danielem, gdzie zaproponowal nam kilka opcji spedzenia czasu (niestety wszystkie bardzo jak dla nas kosztowne) m.in. wizyta w jego rodzinnej wiosce, wypad w dzungle, poszlismy "na miasto" poszukac jakiegos jedzenia. Padlo na "babi hutal" - danie z dzika z ryzem i szpinakiem (za 5 rm). Po powrocie do hotelu rowniez Daniel zaprosil nas na jedzenie, ktorym okazalo sie to samo danie tylko mieso bylo troche mniej smaczne, a zamiast szpinaku byly gotowane, a potem smazone paprocie lesne (zreszta bardzo smaczne). Wieczor spedzilismy na pogaduchach na werandzie z Olivierem i Natim (i tysiacami latajacych zyjatek). Bylo o podrozach, o ich osobistych perypetiach (sa para gejow), o Indonezji (naszym kolejnym celu). Przy okazji pozyczylismy na nastepny dzien pelna nowa edycje LP Indonesia, zeby zaczac ukladac plany pobytu w tym kraju.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Kolejny dzien spedzilismy na wgryzaniu sie w temat Indonezji, po poludniu znowu zalapalismy sie na lunch u Daniela (rybka i jakies grzyby), po poludniu poszlismy poplywac w miejscowej rzeczce (przy okazji zaliczajac stopa z lokalesem). Tam dolaczyla do nas pozniej grupa kolejnych travellersow ktorzy zakwaterowali sie u Daniela (dwojka Kanadyjczykow, jeden Aussie i jeszcze ktos). Po powrocie pozny wieczor spedzilismy jak zwykle na werandzie na pogaduchach. &lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Nastepnego dnia wybralismy sie w koncu do dzungli na pare godzin, najpierw przekroczylismy sie chyboczaca lodka (za 2rm) rzeke, pozniej szlismy ok poltorej godz w glab dzungli (przy okazji zaliczylem uzadlenie przez dzika pszczole albo szerszenia w cycek-szczypalo jak diabli :D), tam zaliczylismy drobna kapiel w plytkiej rzeczce. Podczas powrotu okazalo sie ze jakos slabo dogadalismy sie z naszym przewodnikiem i go nie bylo o umowionej godzinie. Spedzilismy ok pol godz czekajac na niego, az w koncu podplynal ktos inny i sie nad nami zlitowal. Wieczorem siedzac jak zwykle na werandzie przezylismy najazd insektow, bylo ich o wiele wiecej niz zazwyczaj tak, ze bylo trudno sie od nich opedzic. Jedynie Olka miala funa, bo wziela sie za ich fotografowanie. Po godzinie stwierdzila z duma ze " ma juz chyba wszystkie gatunki". Na nastepny dzien umowilismy sie z gosciem, ktory mial nas zabrac jeepem do najblizszego skrzyzowania drog, gdzie moglismy zlapac bus do Miri.&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/5360692068899110733-4629651259748769128?l=mariuszch.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;</content><link rel='replies' type='application/atom+xml' href='http://mariuszch.blogspot.com/feeds/4629651259748769128/comments/default' title='Komentarze do posta'/><link rel='replies' type='text/html' href='http://www.blogger.com/comment.g?blogID=5360692068899110733&amp;postID=4629651259748769128' title='Komentarze (0)'/><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/5360692068899110733/posts/default/4629651259748769128'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/5360692068899110733/posts/default/4629651259748769128'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://mariuszch.blogspot.com/2010/08/4-6052010-malezja-w-tropikalnej-dzungli.html' title='[4-6.05.2010 Malezja] W tropikalnej dzungli'/><author><name>camer</name><uri>http://www.blogger.com/profile/10716862559304391619</uri><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='16' height='16' src='http://img2.blogblog.com/img/b16-rounded.gif'/></author><thr:total>0</thr:total></entry><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-5360692068899110733.post-1290367772972933322</id><published>2010-08-03T20:14:00.000-07:00</published><updated>2010-08-03T20:19:10.265-07:00</updated><title type='text'>[3.05.2010 Malezja] Statkiem w glab Borneo</title><content type='html'>W koncu udalo nam sie skorzystac z komunikacji publicznej, wsiedlismy do autobusu jadacego w okolice przystani. W nim nadzywaczaj uprzejmy konduktor i rownie przyjazny kierowca wytlumaczyli nam dokladnie (lacznie z narysowaniem mapki) jak dotrzec na miejsce. Tam po chwili czekania kupilismy bilety (po 44RM) i wsiedlismy na poklad. Podroz trwala 5 godzin, widoki bylo zajebiste-Mekong sie do tego nawet nie umywa, wszedzie dzikie nabrzeza porosniete gestym lasem. W koncu dotarlismy do miejscowosci Sibu, gdzie musielismy sie przesiasc na inny statek plynacy do Kapit. Szybko kupilismy bilety, poprosilismy kapitana zeby o nas pamietal bo chcemy wyskoczyc kupic cos do jedzenia. Szybko wzielismy kurczaka z ryzem co okazalo sie bardzo dobrym pomyslem, bo kolejny etap podrozy trwal kolejne 3 godziny. Po dotarciu do Kapit zakwaterowalismy sie w chinskim hotelu, zjedlismy obiad na markecie i poszlismy spac, bo nastepnego dnia czekalo nas kolejne kilka godzin na statku.&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/5360692068899110733-1290367772972933322?l=mariuszch.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;</content><link rel='replies' type='application/atom+xml' href='http://mariuszch.blogspot.com/feeds/1290367772972933322/comments/default' title='Komentarze do posta'/><link rel='replies' type='text/html' href='http://www.blogger.com/comment.g?blogID=5360692068899110733&amp;postID=1290367772972933322' title='Komentarze (0)'/><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/5360692068899110733/posts/default/1290367772972933322'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/5360692068899110733/posts/default/1290367772972933322'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://mariuszch.blogspot.com/2010/08/statkiem-w-glab-borneo.html' title='[3.05.2010 Malezja] Statkiem w glab Borneo'/><author><name>camer</name><uri>http://www.blogger.com/profile/10716862559304391619</uri><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='16' height='16' src='http://img2.blogblog.com/img/b16-rounded.gif'/></author><thr:total>0</thr:total></entry><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-5360692068899110733.post-3532894007806263955</id><published>2010-08-03T20:13:00.000-07:00</published><updated>2010-08-03T20:18:24.189-07:00</updated><title type='text'>[30.04.-3.05.2010 Malezja]  Wiza AU, treking na Santubong</title><content type='html'>Pobudka wyszla troche pozno po takim udanym wieczorze, bo okolo 11tej, potem sniadanie ktore mielismy w cenie pokoju, a pozniej bieganie do drugiego budynku i sprawdzanie sieci. W koncu okolo 16tej dostalem upragniony mail z australijskiej imigracji o przyznaniu wizy. Wiec znowu bylo co swietowac ;). Ale najpierw wyskoczylismy na miasto, zeby zasiegnac jezyka jak sie dostac do wioski lezacej niedaleko Kuchingu, skad mozna sie wybrac bylo na najwiekszy szczyt w okolicy (okolo 800 m). Okazalo sie to niemalym wyzwaniem, jesli chcielismy skorzystac z komunikacji publicznej ktora w tym kilkuset tysiecznym miescie prawie nie istniala. Przy okazji zaczepilismy lokalesa gdzie tu mozna zjesc tanio i dobrze i zaprowadzil nas na Open-air Market, gdzie dodatkowo podpowiedzial co wybrac, chwile nam potowarzyszyl, a pozniej jeszcze uparl sie zeby za wszystko zaplacic. Wieczor ponownie spedzilismy z Herbertem przy piwku opijajac przyznanie mi wizy australijskiej.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Nastepnego dnia ruszylismy z rana w kierunku pobliskiego wzgorza Santubong, po dotarciu tam przy wykorzystaniu (troche przydrogiej) komunikacji prywatnej, wzielismy sie ostro do roboty. Szlak byl dosc trudny glownie dlatego, ze bylo stromo i bardzo goraco, a wzielismy tylko jedna niepelna 1litrowa butelke wody. Po drodze rozmawialismy z mnostwem ludzi, wszyscy byli usmiechnieci i przyjazni. W drodze powrotnej wyhaczylismy dwoch mlodych chlopakow, ktorzy przyjechali tutaj samochodem, dzieki czemu powrot mielismy zapewniony. Po powrocie znowu uderzylismy na Open-Air Market na lokalne jedzonko. Kolejny dzien spedzilismy na obijaniu sie i nic nie robieniu.&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/5360692068899110733-3532894007806263955?l=mariuszch.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;</content><link rel='replies' type='application/atom+xml' href='http://mariuszch.blogspot.com/feeds/3532894007806263955/comments/default' title='Komentarze do posta'/><link rel='replies' type='text/html' href='http://www.blogger.com/comment.g?blogID=5360692068899110733&amp;postID=3532894007806263955' title='Komentarze (0)'/><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/5360692068899110733/posts/default/3532894007806263955'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/5360692068899110733/posts/default/3532894007806263955'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://mariuszch.blogspot.com/2010/08/wiza-au-treking-na-santubong.html' title='[30.04.-3.05.2010 Malezja]  Wiza AU, treking na Santubong'/><author><name>camer</name><uri>http://www.blogger.com/profile/10716862559304391619</uri><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='16' height='16' src='http://img2.blogblog.com/img/b16-rounded.gif'/></author><thr:total>0</thr:total></entry><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-5360692068899110733.post-5641344969636087999</id><published>2010-06-14T18:17:00.000-07:00</published><updated>2010-06-26T00:52:18.825-07:00</updated><title type='text'>Info</title><content type='html'>Widze, ze niektorzy juz sie zaczynali martwic co sie z nami dzieje, wiec spiesze uspokoic, ze podrooz dalej trwa. W stosunku do bloga jestesmy juz po HongKongu, Malezji i Indonezji, a dzisiaj "wlatujemy" do Australii.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;W najblizszym czasie postaram sie uzupelnic braki (a jest o czym pisac!!), zeby byc na biezaco :).&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/5360692068899110733-5641344969636087999?l=mariuszch.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;</content><link rel='replies' type='application/atom+xml' href='http://mariuszch.blogspot.com/feeds/5641344969636087999/comments/default' title='Komentarze do posta'/><link rel='replies' type='text/html' href='http://www.blogger.com/comment.g?blogID=5360692068899110733&amp;postID=5641344969636087999' title='Komentarze (5)'/><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/5360692068899110733/posts/default/5641344969636087999'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/5360692068899110733/posts/default/5641344969636087999'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://mariuszch.blogspot.com/2010/06/info.html' title='Info'/><author><name>camer</name><uri>http://www.blogger.com/profile/10716862559304391619</uri><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='16' height='16' src='http://img2.blogblog.com/img/b16-rounded.gif'/></author><thr:total>5</thr:total></entry><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-5360692068899110733.post-5840062365138498284</id><published>2010-04-27T21:18:00.000-07:00</published><updated>2010-06-28T00:00:37.344-07:00</updated><title type='text'>[27-29.04.2010 Malezja] Kuala Lumpur</title><content type='html'>Do KL pojechalismy super wygodnym autobusem (klima, wygodne siedzenia, tylko 3 miejsca w jednym rzedzie) za jedyne 12 RM/os. Po dotarciu do miasta poszlismy na piechote do hotelowej dzielnicy, gdzie znalezlismy niesamowicie ciasny pokoik z dwoma waskimi lozkami (po wstawieniu plecakow praktycznie nie bylo miejsca zeby sie swobodnie w nim poruszac) za 32RM. Od razu z buta ruszylismy do ambasady indonezyjskiej, zeby zalatwic sobie wizy, ale niestety bylo juz zamkniete. Dzien zakonczylismy w McDonald's przygotowujac dokumenty dla australijskiego urzedu imigracyjnego. Nastepnego dnia z samego rana najpierw poszlismy zarezerwowac sobie bilety na Petronas Towers (wejsciowka jest darmowa, ale jest sporo chetnych, wiec trzeba sie umawiac wczesniej). Pozniej zlozylismy wnioski w ambasadzie indonezyjskiej, gdzie zaskoczyli nas dwukrotnie wyzsza cena za wize (zamiast 25$ zaplacilismy 50$ :/). Nastepnie zrobilismy lekki sightseeing polaczony z wizyta w Tourist Center, gdzie zdobylismy troche informacji o naszym nastepnym celu-Borneo, pozniej poogladalismy panorame miasta z Petronas Towers (wszystko jest super fajnie zorganizowane - wprowadzenie w malej sali kinowej dot. koncernu Petronas i samej wiezy, potem wizyta pod opieka przewodnika na 41 pietrze i przechadzka po moscie laczacym dwie wieze, na koniec ekspozycja dot. malezyjskich wiez i innych wysokich budynkow na swiecie). Popoludnie tez bylo pracowite-najpierw odbior wiz indonezyjskich, pozniej spacer po shoppingowej ulicy Bintang, gdzie poznalismy pare Argentynczykow, ktorzy na motorze zwiedzaja swiat (wyruszyli 8 lat temu!!!). Jako ze to byl przedostatni dzien na wyslanie dokumentow do Australii, jak rowniez wylatywalismy nastepnego dnia na Borneo - wieczor rowniez zapowiadal sie pracowicie. Skonczylo sie na netowaniu w McD do 4tej rano. Po drodze wstapilismy jeszcze do sklepiku, gdzie miala miejsce smieszna sytuacja, mianowicie zapytalismy sprzedawce (ktory slabo mowil po angielsku): Have you got postcards?, a on pokazal nam na to wodke marki "Polska" :D. Niestety nie moglismy odespac zarwanej nocy, trzeba bylo wstawac okolo 10tej (kto powiedzial, ze podrozowanie to tylko przyjemnosc i wypoczynek), pozniej lot na poczte zeby wyslac kartki, sniadanie i zaraz ruszylismy w pospiechu na lotnisko (tym razem zostawilismy sobie wiekszy zapas i upewnilismy sie co do godziny odlotu). Dojazd zajal nam 2 godziny (metro z przesiadka, a pozniej autobus), ale bonusem byl przejazd kolo slawnego toru Sepang. Na lotnisku okazalo sie ze nasz znajomy z Niemiec - Herbert zdolal zarezerwowac sobie miejsce na ten sam lot, dzieki czemu ponownie sie spotkalismy. Podczas lotu ja odsypialem zaleglosci, a Olka zaszalala i zamowila sobie danie w samolocie (akurat obchodzila 30te urodziny wiec jakies tam wytlumaczenie bylo ;) ). Po zakwaterowaniu sie w Kuchingu poszlismy z Herbertem na wypasne seafood (rowniez tytulem Olki urodzin), a pozniej juz w hotelu znowu zaszalelismy i wypilismy rowniez na to konto kilka piw, takze kolejny wieczor zakonczylismy bardzo pozno (okolo 3ciej nad ranem).&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/5360692068899110733-5840062365138498284?l=mariuszch.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;</content><link rel='replies' type='application/atom+xml' href='http://mariuszch.blogspot.com/feeds/5840062365138498284/comments/default' title='Komentarze do posta'/><link rel='replies' type='text/html' href='http://www.blogger.com/comment.g?blogID=5360692068899110733&amp;postID=5840062365138498284' title='Komentarze (0)'/><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/5360692068899110733/posts/default/5840062365138498284'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/5360692068899110733/posts/default/5840062365138498284'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://mariuszch.blogspot.com/2010/06/27-29042010-malezja-kuala-lumpur.html' title='[27-29.04.2010 Malezja] Kuala Lumpur'/><author><name>camer</name><uri>http://www.blogger.com/profile/10716862559304391619</uri><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='16' height='16' src='http://img2.blogblog.com/img/b16-rounded.gif'/></author><thr:total>0</thr:total></entry><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-5360692068899110733.post-2117917085382885491</id><published>2010-04-25T23:09:00.000-07:00</published><updated>2010-06-26T00:54:38.904-07:00</updated><title type='text'>[25-27.04.2010 Malezja] Melaka</title><content type='html'>Nad ranem dotarlismy do Tampin, miasteczka poloznego najblizej Melaki, do ktorego mozna bylo dostac sie pociagiem. Tam zaryzykowalismy lokalne sniadanie – makaron z ciastem na slodko (z sezamem). Niezla wpadka, ale jako ze Pani byla mila robilismy dobra mine do zlej gry i nie dalismy po sobie poznac ze nnie bardzo nam smakuje. Pozniej wskoczylismy w autobus do Melaki i po godzinie bylismy juz na miejscu. Chwile zajelo nam znalezienie wglednie taniego lokum (35RM!! :/), ze sniadaniem w cenie hotelu i darmowym wifi (ktore nie dzialalo) :D. Po ogarnieciu sie ruszylismy na miasto, ktore pomimo bardzo dlugiej historii okazalo sie byc wzglednie nieduzym siedliskiem, ktore mozna „obleciec” w 1h. Pozwiedzalismy troche ruin i zabytkow, pozniej poszlismy jeszcze zobaczyc Chinatown. Nie chcielismy wydawac dodatkowych pieniedzy wiec odpuscilismy sobie zwiedzanie muzeow, ktorych tam maja zatrzesienie. Wieczorem wyskoczylismy ponownie do Chinatown, akurat mieli tam Night Market, wiec bylo duzo okazji do zjedzenia lokalnych dan. Ja jak zwykle w Malezi skonczylem na smazonych, bialych, plaskich kluskach ryzowych z krewetkami, kurczakiem i warzywami. Koncowka dnia (albo poczatek nocy ;) ) zaliczylismy w McDonald’s gdzie byl darmowy net. Kolejny dzien uplynal na kreceniu sie po miescie i netowaniu w McDonald’s, gdzie po raz kolejny zostalismy zaskoczeni uprzejmoscia Malezyjczykow. Kiedy Olka zapytala obsluge, gdzie moznaby bylo podlaczyc sie do gniazdka elektrycznego prawie cala ekipa rzucila sie do pomocy, przytrzymala nam miejsce, zeby inni klienci go nam nie zajeli. Na kolejny dzien mielismy juz zaplanowana jazde do Kuala Lumpur – stolicy Malezji.&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/5360692068899110733-2117917085382885491?l=mariuszch.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;</content><link rel='replies' type='application/atom+xml' href='http://mariuszch.blogspot.com/feeds/2117917085382885491/comments/default' title='Komentarze do posta'/><link rel='replies' type='text/html' href='http://www.blogger.com/comment.g?blogID=5360692068899110733&amp;postID=2117917085382885491' title='Komentarze (0)'/><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/5360692068899110733/posts/default/2117917085382885491'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/5360692068899110733/posts/default/2117917085382885491'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://mariuszch.blogspot.com/2010/06/25-27042010-malezja-melaka.html' title='[25-27.04.2010 Malezja] Melaka'/><author><name>camer</name><uri>http://www.blogger.com/profile/10716862559304391619</uri><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='16' height='16' src='http://img2.blogblog.com/img/b16-rounded.gif'/></author><thr:total>0</thr:total></entry><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-5360692068899110733.post-28251727935811776</id><published>2010-04-17T21:34:00.000-07:00</published><updated>2010-06-26T00:54:02.588-07:00</updated><title type='text'>[17-24.04.2010 Malezja] Langkawi - bezpodatkowy "raj"</title><content type='html'>Wczesnie rano zjedlismy sniadanie (hokkien char czyli zolty smazony makaron z krewetkami, jajkiem i sosem sojowym), pozniej przeprawilismy sie promem do Butterworth i postanowilismy wyprobowac autostop w Malezji. Chyba jednak miejsce wybralismy nie za ciekawe, przez polgodziny stania nikt sie nie zatrzymal, wiec zrezygnowalismy i skorzystalismy z transportu publicznego (bardzo wygodnego autobusu, przy tym nie za drogiego), pozniej byla jeszcze przesiadka w autobus lokalny, a na koniec prom na Langkawi i taksowka na druga (ciekawsza i ladniejsza) strone wyspy. Dziwna sprawa bo sama wyspa zamieszkana jest przez ok 50 000 ludzi, zawsze jest sporo turystow, a nie maja tam w ogole autobusow (podobno im sie nie oplaca). Tak czy inaczej jedynymi mozliwosciami poruszania sie tam sa taksowka lub skuter i z tej drugiej opcji skorzystalismy po 3 dniach byczenia sie na plazy. Wycieczke po wyspie troche zepsul nam deszcz, musielismy sie schronic na okolo godzine, ale dzieki temu poznalismy Herberta z Niemiec, z ktorym pozniej czesto spotykalismy sie jeszcze na naszej trasie. Po ustaniu deszczu kontynuowalismy nasza wycieczke juz wspolnie z nim. Postanowilismy wejsc na jeden z wyzszych szczytow w okolicy, z ktorego jest piekny widok na cala wyspe. Normalnie ludzie korzystaja z kolejki linowej, ale my zdecydowalismy sie ze tam wejdziemy, co pozwoli nam sie troche rozruszac, a Herbertowi tez bylo to na reke gdyz pozniej w planach mial treking na Kota Kinabalu na Borneo. Niestety z powodu zlego oznaczenia trasy wyszlo na to, ze wspielismy sie nie na ten szczyt co chcielismy, widoki byly rownie ciekawe, ale nie mielismy mozliwosci przespacerowania sie po "Sky Bridge" - specjalnym stalowym pomoscie wybudowanym na samym szczycie gory, ktora byla naszym pierwotnym celem. Podczas zejscia w dol zaliczylismy jeszcze kapiel w studniach wodnych - glebokich zaglebieniach wyzlobionych przez rzeke plynaca z gor. Jako, ze skuter mielismy do 12tej kolejnego dnia, wiec wykorzystalismy go ponownie i zrobilismy sobie z rana objazdowke polowy wyspy (zaliczajac przy okazji luksusowa plaze Datai, dostepna tylko dla gosci drogich hoteli polozonych na polnocy wyspy - my przedarlismy sie jakas lesna sciezka). Kolejny dzien uplynal nam netowaniu gdyz zajelismy sie aplikowaniem o wizy australijskie. O ile w przypadku Olki nie bylo w ogole problemu i dostala wize po godzinie czekania, u mnie trzeba sie bylo troche napocic. Sluzby imigracyjne zazadaly przeslania rozkladu jazdy na Australie, wykazu operacji bankowych za ostatnie 3 miesiace i stanu konta. Mialem na to 7 dni, wiec dalsza czesc dnia uplynela na poszukiwaniu rozwiazania, gdyz nastepnego dnia zaplanowalismy podroz do Melaki, miejscowosci na poludniu Malezji.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Langkawi nie zrobila na nas jakiegos piorunujacego wrazenia, bylo milo i fajnie, ale jakos tak bez klimatu (moze dlatego ze mielismy juz na swoim koncie Goa, Andamany i kilka innych plaz), jednak warto sie tam wybrac chocby dlatego, ze wyspa jako chyba jedyne miejsce w tym kraju nie ma nalozonych podatkow (nie wiem dokladnie czy wszystkich czy tylko VAT i dochodowego), w zwiazku z czym piwo jest 3x tansze, a paliwo kosztuje ok 1,5 PLN/litr.&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/5360692068899110733-28251727935811776?l=mariuszch.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;</content><link rel='replies' type='application/atom+xml' href='http://mariuszch.blogspot.com/feeds/28251727935811776/comments/default' title='Komentarze do posta'/><link rel='replies' type='text/html' href='http://www.blogger.com/comment.g?blogID=5360692068899110733&amp;postID=28251727935811776' title='Komentarze (2)'/><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/5360692068899110733/posts/default/28251727935811776'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/5360692068899110733/posts/default/28251727935811776'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://mariuszch.blogspot.com/2010/06/17-24042010-malezja-langkawi.html' title='[17-24.04.2010 Malezja] Langkawi - bezpodatkowy &quot;raj&quot;'/><author><name>camer</name><uri>http://www.blogger.com/profile/10716862559304391619</uri><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='16' height='16' src='http://img2.blogblog.com/img/b16-rounded.gif'/></author><thr:total>2</thr:total></entry><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-5360692068899110733.post-95818431745133795</id><published>2010-04-14T20:10:00.000-07:00</published><updated>2010-06-26T00:53:39.186-07:00</updated><title type='text'>[14-17.04.2010 Malezja] Kolejny kraj usmiechnietych ludzi</title><content type='html'>Jak pisalem, lot mielismy zabukowany duzo wczesniej (jeszcze w innej strefie czasowej) i od razu wpisalismy sobie przypomnienie do kalendarza w komorce. Nie wiedzielismy ze po zmianie czasu w komorce zmienia sie rozniez ten wpis. W ten sposob zgubilismy godzine i bylismy niezle zdziwieni, gdy dotarlismy zrealaksowani na lotnisko, bedac przekonani ze mamy sporo zapasu, ze nasz lot jest na styk. Rozpoczelismy wyscig z czasem, ale wszedzie mielismy "klody pod nogi"i "wiatr w oczy". Najpierw przy check-inie zadaja od nas pokazania biletu powrotnego z Malezji, twierdzac ze bez niego sluzby graniczne nas nie wpuszcza. Nie mamy takiego (plan zakladal przeplyniecie promem do Indonezji), ale sprawe ratuje posiadana przeze mnie karta kredytowa, dzieki ktorej moge kupic ewentualnie bilet wylotowy z Malezji. Pozniej drobna kolejka na security checkpoint, ktora zabiera nam kolejne 10 minut. W tym momencie do planowanego czasu odlotu zostalo nam bodajze 15min. Wiec dalej ruszylismy biegiem w poszukiwaniu naszego gate-a. Kolejna niespodzianka - trzeba wsiasc do pociagu, ktory dopiero zawozi pod wejscia do samolotu. Strata kolejnych 5 minut. Bedac juz w pociagu odliczamy niemalze sekundy, ale po wyjsciu z niego okazuje sie, ze nasz gate jest troche dalej i trzeba skorzystac z kolejnego pociagu. W tym momencie zaczelismy sie juz zdrowo pocic z nerwow. Po opuszczeniu pociagu zaczelismy sie rozgladac za wejsciem do samolotu, ale do pokonania bylo jeszcze pietro - na szczescie z ruchomymi schodami. Nigdy nie rozumialem ludzi biegajacych po ruchomych schodach, ale od tego wydarzenia juz mnie to nie bedzie dziwilo - my wrzucilismy od razu wysoki bieg, wystartowalismy jak z procy i po niecalej minucie (juz spoznieni na odlot) bylismy u wejscia ..... gdzie okazalo sie, ze samolot sie opoznil i musimy poczekac jeszcze ok 20 min :D. Wolny czas poswiecilismy na opracowanie naszego wytlumaczenia dla malezyjskich sluzb granicznych. Sam lot przebiegl bez zadnych niespodzianek, na lotnisku Penang formalnosci ograniczyly sie do szerokiego usmiechu Pani z imigracji i bezproblemowego wbicia nam pieczatki z 90cio dniowa wiza. Po dotarciu do miasta Georgetown najpierw zjedlismy srednio smaczny obiad,za to przy okazji zostalismy wyposazeni we wszystkie niezbedne foldery dotyczace pobytu na tej wyspie (sciagawka z atrakcjami turystycznymi i poradnik kulinarny). Pozniej znalezlismy tani hostel (za 25 ringit), pozniej wyskoczylismy do supermarketu na zakupy, zeby jakos uczcic nasz pierwszy dzien w nowym kraju. Piwo mieli strasznie drogie, wiec skonczylo sie na tym ze ja kupilem 800ml lody, a Olka salatke owocowa i wafelki :). Kolejne dni spedzilismy na zwiedzaniu miasta i probowaniu potraw wg przewodnika kulinarnego otrzymanego pierwszego dnia. Kuchnia malezyjska jest mieszanka tajskiej, chinskiej i indyjskiej (przynajmniej na wyspie Penang), wiec nie bylo na co narzekac. Ludzie sa bardzo mili, usmiechnieci i pomocni. Zdziwilo nas ze gdy szukalismy tanszego hotelu lub srodka transportu to nawet osoba ktorej odmowilismy z powodu zbyt wysokiej ceny (hotelarz lub taksowkarz) udzielal nam wyczerpujacej odpowiedzi gdzie mozna znalezc tansza konkurencje. &lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Na nasz kolejny cel wybralismy wyspe Langkawi na polnocy kraju tuz przy tajskiej granicy - centrum turystyczne dla bogatszych malezyjczkow.&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/5360692068899110733-95818431745133795?l=mariuszch.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;</content><link rel='replies' type='application/atom+xml' href='http://mariuszch.blogspot.com/feeds/95818431745133795/comments/default' title='Komentarze do posta'/><link rel='replies' type='text/html' href='http://www.blogger.com/comment.g?blogID=5360692068899110733&amp;postID=95818431745133795' title='Komentarze (0)'/><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/5360692068899110733/posts/default/95818431745133795'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/5360692068899110733/posts/default/95818431745133795'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://mariuszch.blogspot.com/2010/06/14-17042010-malezja-kolejny-kraj.html' title='[14-17.04.2010 Malezja] Kolejny kraj usmiechnietych ludzi'/><author><name>camer</name><uri>http://www.blogger.com/profile/10716862559304391619</uri><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='16' height='16' src='http://img2.blogblog.com/img/b16-rounded.gif'/></author><thr:total>0</thr:total></entry><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-5360692068899110733.post-3929083151716204950</id><published>2010-04-11T19:46:00.000-07:00</published><updated>2010-06-26T00:53:01.031-07:00</updated><title type='text'>[11-14.04.2010 HongKong] Kawalek Anglii w Chinach</title><content type='html'>Autobus okazal sie byc "sleeping" busem z lozkami, nam jako zagraniczniakom, ktorzy kupili przeplacony bilet lozko przyslugiwalo, ale wielu Chinczykow spedzilo cala podroz siedzac na podlodze, oparci jeden o drugiego. Nad ranem dotarlismy do Shenzen, gdzie przekroczylismy granice (pomimo wlaczenia HK do Chin nadal to panstwo cieszy sie szeroka autonomia), wsiedlismy do szybkiej kolejki MTR i po ok 1h bylismy w samym centrum HongKong Island. Od razu rzucily nam sie w oczy roznice pomiedzy HK a Chinami - lewostronny ruch, duzo wyzsze ceny, porzadek i lad, zrelaksowani i usmiechnieci ludzie, nie ma problemu z angielskim, duzo obcokrajowcow. Poza tym mnostwo McDonaldsow i sklepow sieci 7eleven, wszedzie bujna roslinnosc, poprawne kolejki na przystankach do pietrowych, bardzo waskich tramwajow i autobusow, kultura wychodzenia i wchodzenia w metrze, w stosunku do Chin - "wyludnione" ulice. Pierwsze kilka godzin musielismy spedzic walesajac sie po miescie gdyz nasz host - Richard z Anglii poznany w Rumunii - wracal wlasnie z Wietnamu. Pozniej po zakwaterowaniu sie i chwili rozmowy ruszylismy ponownie na zwiedzanie miasta, co (w moim przypadku) zaowocowalo zakupem uzywanego Iphone :). W zwiazku z tym nasze kolejne dni uplynely glownie na netowaniu i doposazaniu Iphona, chociaz nie omieszkalismy zaliczyc rowniez Victoria Peak i Kowloon (czyli tej bardziej chinskiej dzielnicy HK). 3 dni wystarczylo na szybkie zwiedzenie tego panstwa-miasta, ale wg naszych hostow mozna rownie dobrze spedzic tam miesiac i jest co robic - wbrew pozorom maja tam mnostwo niezamieszkanych miejsc, gdzie sa wytyczone sciezki trekingowe co pozwala rozniez czynnie zagospodarowac wolny czas.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Naszym kolejnym celem byla Malezja, mielismy juz duzo wczesniej zabukowane bilety na lot, takze nie liczylismy na zadne niespodzianki, ale okazalo sie inaczej :).&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/5360692068899110733-3929083151716204950?l=mariuszch.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;</content><link rel='replies' type='application/atom+xml' href='http://mariuszch.blogspot.com/feeds/3929083151716204950/comments/default' title='Komentarze do posta'/><link rel='replies' type='text/html' href='http://www.blogger.com/comment.g?blogID=5360692068899110733&amp;postID=3929083151716204950' title='Komentarze (0)'/><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/5360692068899110733/posts/default/3929083151716204950'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/5360692068899110733/posts/default/3929083151716204950'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://mariuszch.blogspot.com/2010/06/11-14042010-hongkong-kawalek-anglii-w.html' title='[11-14.04.2010 HongKong] Kawalek Anglii w Chinach'/><author><name>camer</name><uri>http://www.blogger.com/profile/10716862559304391619</uri><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='16' height='16' src='http://img2.blogblog.com/img/b16-rounded.gif'/></author><thr:total>0</thr:total></entry><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-5360692068899110733.post-3621617012078739454</id><published>2010-04-07T18:16:00.000-07:00</published><updated>2010-06-26T00:34:31.389-07:00</updated><title type='text'>[7-10.04.2010 Chiny] Yangshuo-bajkowa kraina</title><content type='html'>Pociag dowiozl nas do Guilin, skad po okolo godzinnej jezdzie dotarlismy do celu. Yangshuo jest obecnie ekstremalnie turystyczna miejscowoscia, taki drugi Lijiang, z milionami chinskich turystow przyjezdzajacych w sezonie. Jest to do tego stopnia slawne (i piekne) miejsce, ze widok gor i rzeki z okolic tej miejscowosci jest umieszczony na banknocie 20Y. Nam udalo sie (mozna powiedziec "jak zwykle") wstrzelic tuz przed rozpoczeciem sezonu, co gwarantowalo przynajmniej, ze nie bedzie niesamowicie tloczno. Po dotarciu autobusem na dworzec dalismy sie zgarnac jakiejs pani mowiacej troche po angielsku, cena wyjsciowa za pokoj byla dosc wysoka, my ja zbilismy na 40Y. Pierwszy dzien poswiecilismy na netowanie, gdyz mielismy kilka spraw organizacyjnych do zalatwienia, natomiast nastepnego dnia wypozyczylismy rower tandem :D i ruszylismy na prawie calodniowa wycieczke po okolicy. Korzystajac z GPSa w Omnii wyznaczylismy sobie ambitna trase, ktorej realizacje zakonczylismy po zapadnieciu zmroku. Nie ma co sie wiele rozpisywac na temat urokow tego miejsca, bo zdjecia na blogu Olki mowia same za siebie-dosc powiedziec ze kilkakrotnie przystawalismy tylko dlatego, ze byla tak ladnie iz grzechem byloby tak po prostu przejechac. Jesli chodzi o kulinarne wspomnienia z tego miasteczka to zapewne zapamietamy chlebki z sosem pomidorowym i sezamem (znane nam juz z Pekingu i Shanghaiu), ktore jedlismy na mase, czym chyba zdziwilismy nawet sprzedawce (prawie codziennie kupowalismy po pol wielkiego placka, gdzie Chinczycy kupuja zazwyczaj po jednym-dwoch kawalkach czyli jednej-dziesiatej tego co my). Poza tym bardzo popularnym daniem bylo cos co nazwalismy do-it-yourself: po przyjsciu do lokantki dostawalismy talerz i na niego nakladalismy sobie jakie chcielismy warzywa wystawione na stole (wybor byl bardzo duzy), pozniej wybieralismy rodzaj miesa i podawalismy wymagania (np nie pikantne w przypadku Olki). Wszystko to ladowalo w woku i bylo zasmazane na oleju z dodatkami roznych sosow. Danie o tyle ciekawe, ze rozne kombinacje warzyw dawaly calkowicie odmienny smak i za kazdym razem (o ile ktos chcial zmieniac) mialo sie wrazenia jedzenia roznych potraw. Aha-do tego oczywiscie szedl jeszcze niesmiertelny gotowany ryz, bez ktorego potrawy w Chinach nie sa kompletnymi ;). Ostatni dzien spedzilismy znowu na netowaniu (tym razem w holu hotelowym po "wyczekaltowaniu" sie o 12tej), jako ze nie bylo sensu placic za kolejna dobe. Wieczorem mielismy nocny autobus do Shenzen, miejsca przesiadkowego w drodze do HongKongu.&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/5360692068899110733-3621617012078739454?l=mariuszch.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;</content><link rel='replies' type='application/atom+xml' href='http://mariuszch.blogspot.com/feeds/3621617012078739454/comments/default' title='Komentarze do posta'/><link rel='replies' type='text/html' href='http://www.blogger.com/comment.g?blogID=5360692068899110733&amp;postID=3621617012078739454' title='Komentarze (1)'/><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/5360692068899110733/posts/default/3621617012078739454'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/5360692068899110733/posts/default/3621617012078739454'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://mariuszch.blogspot.com/2010/06/7-10042010-chiny-yangshuo-bajkowa.html' title='[7-10.04.2010 Chiny] Yangshuo-bajkowa kraina'/><author><name>camer</name><uri>http://www.blogger.com/profile/10716862559304391619</uri><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='16' height='16' src='http://img2.blogblog.com/img/b16-rounded.gif'/></author><thr:total>1</thr:total></entry><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-5360692068899110733.post-8314094112606051482</id><published>2010-04-06T18:14:00.000-07:00</published><updated>2010-07-07T01:09:07.613-07:00</updated><title type='text'>[4-6.04.2010 Chiny] Shanghai - w koncu jakies fajne miasto.</title><content type='html'>Po prawie 18sto godzinnej jezdzie dotarlismy okolo poludnia do Shanghai'u. Pierwsze kroki skierowalismy do pobliskich restauracji w poszukiwaniu odpowiednika naszego wielkanocnego sniadania ;)-w planie byl McDonalds, ale skonczylismy w jakims chinskim fastfoodzie na smazonym miesie z warzywami i ryzem. Pozniej udalismy sie na dzielnice The Bund, gdzie liczylismy na znalezienie niedrogiego hostelu. Wyszlo srednio-bo po 20Y od lebka w dormie 12 osobowym, ale byla to i tak niska cena  jak na to miasto. Za to okolica hostelu okazala sie strzalem w 10tke-tuz za rogiem mielismy market (targ) z taka roznorodnoscia jedzenia ze czasem nie wiedzielismy co wybrac. Tego samego wieczoru ruszylismy na nabrzeze zeby poogladac slynna panorame szanghajskich drapaczy chmur po drugiej stronie rzeki. Wygladaja naprawde super, jedynie olbrzymie tlumy chinskich weekendowych turystow troche przeszkadzaly. Pozniej pokrecilismy sie jeszcze po Nanjing Rd, wracajac poogladalismy drapacze tym razem w nocnej oprawie (wszystko oswietlone w stylu "wies tanczy i spiewa" ;) ) i powrocilismy do hostelu na zasluzony odpoczynek. Nastepny dzien tez poswiecilismy na zwiedzanie miasta i zrobilismy sporo kilometrow na nogach-dosc powiedziec ze juz o 20tej spalismy smacznym snem. Kolejnego dnia o 17 tej mielismy pociag do Guilin wiec zajelismy sie sprawami internetowymi z przerwa na jedzenie. Akurat wynalezlismy nowy stragan z ciekawie wygladajacym jedzeniem wiec postanowilismy zaeksperymentowac. Po sprobowaniu tego co kupilismy nie bardzo bylismy pewni co jemy: jakies seafood, zabe czy moze jeszcze cos innego. Pozniej recepcjonistka oswiecila nas ze to prawdopodobnie wieprzowina, ale troche trudno nam bylo w to uwierzyc. Tuz przed wyjazdem na dworzec postanowilismy zrobic zapasy jedzenia do pociagu, zeby tam nie przeplacac. Ja kupilem fure miesa z kurczaka a do tego chlebki sezamowe znane nam z Pekinu, Olka podeszla do tematu ambitnie i wziela owoce i cos a'la drozdzowki. Podroz na dworzec byla splotem szczesliwych przypadkow i drobnych wpadek-wyjechalismy na styk i dopiero po wyjsciu przypomnielismy sobie, ze pociag nie odjezdza z tego dworca gdzie kupilismy bilety i gdzie pierwotnie mielismy jechac. Po zmianie planow okazalo sie ze nie zostalo nam zbyt wiele zapasu, a jeszcze 2 razy pomylilismy sie w metrze. Z sercem na ramieniu dotarlismy na miejsce ktore wygladalo bardziej jak terminal lotniska niz dworzec kolejowy. Nie tylko skala ale rowniez sposob organizacji nas troche zaskoczyl. Weszlismy nie od tej strony co trzeba i stracilismy jeszcze pare dodadtkowych minut na dotarcie do drzwi wagonu. Po bodajze 5ciu minutach pociag ruszyl :). Jesli chodzi o wrazenia po pobycie w Shanghai'u to prawie wszystko na plus (moze oprocz cen hosteli ;) ), dobrze przemyslana i rozwiazana komunikacja, przestronne ulice, sporo placow i parkow, fajne widoki na dzielnice biznesowa w dzien, a jeszcze lepszy w nocy, czysto i europejsko - taki drugi Bangkok tylko z "odrobine wieksza" iloscia ludzi. &lt;br /&gt;Aha - kilka slow o kolei, gdyz wyglada to troche inaczej niz u nas i w innych dotychczas odwiedzonych przez nas panstwach.  Generalnie w Chinach wszedzie jest tak, ze do budynku dworcowego moga wejsc tylko ludzie z biletami na najblizsze pociagi, kasy biletowe sa w innym budynku lub na zewnatrz dworca. Po wejsciu trzeba odnalezc wlasciwy "gate" gdzie staje sie w kolejce i czeka na jego otwarcie (zazwyczaj okolo pol godz przed odjazdem). Przy jego przekraczaniu drugi raz sa weryfikowane bilety, natomiast samo przejscie jest tak zorganizowane ze w zasadzie mozna pojsc tylko na wlasciwy peron, gdzie przy wsiadaniu do pociagu po raz kolejny sprawdzane sa bilety (przy kazdych drzwiach stoi konduktor/opiekun wagonu). Ostatni raz bilety sprawdzane sa juz podczas jazdy przez konduktora.&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/5360692068899110733-8314094112606051482?l=mariuszch.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;</content><link rel='replies' type='application/atom+xml' href='http://mariuszch.blogspot.com/feeds/8314094112606051482/comments/default' title='Komentarze do posta'/><link rel='replies' type='text/html' href='http://www.blogger.com/comment.g?blogID=5360692068899110733&amp;postID=8314094112606051482' title='Komentarze (0)'/><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/5360692068899110733/posts/default/8314094112606051482'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/5360692068899110733/posts/default/8314094112606051482'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://mariuszch.blogspot.com/2010/06/4-6042010-chiny-shanghai-w-koncu-jakies.html' title='[4-6.04.2010 Chiny] Shanghai - w koncu jakies fajne miasto.'/><author><name>camer</name><uri>http://www.blogger.com/profile/10716862559304391619</uri><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='16' height='16' src='http://img2.blogblog.com/img/b16-rounded.gif'/></author><thr:total>0</thr:total></entry><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-5360692068899110733.post-4794172423384192014</id><published>2010-03-29T10:04:00.000-07:00</published><updated>2010-06-26T00:35:56.416-07:00</updated><title type='text'>[29.03.-3.04.2010 Chiny] Pekin - "zakazane miasto" dla ludzi ktorzy mysla ze zobacza cos naprawde ciekawego.</title><content type='html'>W pociagu nie daja nam zapomniec ze jestesmy w panstwie o zaostrzonym rygorze policyjnym-w pewnym momencie zaczyna sie kontrola dokumentow, pan policjant z surowa mina pobiera od wszystkich dowody osobiste i sprawdza je na jakims zdalnym urzadzeniu (a'la czytnik kart kredytowych) dodatkowo wypytujac (jak mniemamy, bo chinskiego nie kumamy) o cel podrozy. Widac bylo, ze niektorzy niezle sie gimnastykowali i pocili przy odpowiedziach. Juz nad ranem niedaleko Pekinu zagadnela nas mloda Chinka - Liu - ktora najpierw uzyczyla nam telefonu, zebysmy zadzwonili do naszego hosta, a pozniej pomogla nam odnalezc autobus i linie metra. Po dotarciu na miejsce zapoznalismy sie z naszym gospodarzem. Pochodzi ze Stanow, obecnie uczy w Chinach angielskiego za dobra kaske (cos w okolicach 30$/h), umila sobie czas hostujac ludzi z CS. Okazalo sie, ze nie jestesmy jedynymi jego goscmi, jest jeszcze para Francuzow, a w kolejnych dniach mialy dojechac jeszcze 2 Angielki. Poza kilkoma drobnymi minusami (cholernie zimno, spanie w mozna powiedziec zabudowie balkonu) mieszkanko Sullego mialo kilka duzych plusow jak: dobry dojazd do centrum, wifi, dobre i tanie jedzenie ze straganow w pobilzu (smazony makaron z warzywami i parowka 3.5Y, przepyszne chlebki posmarowane sosem pomidorowym i obsypane sezam-tez za grosze), tanie piwo (3Y czyli ok 1.5zl za 0.6l), pralka!! Ten dzien skonczylismy na grze CONTACT (gra w slowka poznana przez nas w Turcji u chlopakow z Istambulu) w ktorej rowniez uczestniczyla para Francuzow. Nastepnego dnia pomimo dobrych checi ;) odpuscilismy zwiedzanie, bylo zimno i deszczowo, my troche podziebieni, mielismy pare intrnetowych spraw do zalatwienia wiec zostalismy w domu. Ponadto po raz pierwszy od niepamietnych czasow (ostatni raz chyba w Indiach w Delhi u Ravza) zrobilismy pranie w pralce. Nawet dwa razy bo za pierwszym podejsciem nie udalo nam sie "zhackowac" dobrze pralki, ktora miala chinskie napisy i musielismy poprawic. Wieczorem znowu pogralismy wspolnie, tym razem w gre Dominion (nuuuuda). Kolejnego dnia w koncu pojawilo sie troche slonca, wiec "rzucilimy" sie do zwiedzania i poszlismy do Summer Palace. Mialo tam byc super-duper ale moze przez troche niewyrazna pogode nie podobalo sie nam za bardzo. Tzn nie bylo jakos brzydko, po prostu fajny ogrod w srodku miasta z fajnym jeziorem po srodku. Moze ewentualnie skala troche wieksza niz w innych miastach/panstwach. Za to ponownie przydaly sie nasze lipne karty studenckie i weszlismy za polowe ceny czyli 10Y :D. Pozniej poszlismy jeszcze zobaczyc miejsce studenckiej masakry czyli plac Tiananmen. Ponownie dalo sie zauwazyc wzmozona czujnosc policyjna w tej okolicy, przy wejsciu na plac przeswietlane sa wszystkie bagaze, a ludzie niosacy jakiekolwiek papiery/dokumenty musieli je dac policjantom do przeczytania. Wszedzie widac rowniez mnostwo kamer do monitoringu. Sam plac jak to plac, niby troche duzy (podobno najwiekszy na swiecie), ale przez to ze wszyscy pisali o jego ogromnych wymiarach spodziewalismy sie chyba czegos wiekszego. Jednak chyba swoje rozmiary ma bo jakos nie trafilismy do mauzoleum Mao ;). Poza tym mnie bardziej pociagala obserwacja jak zachowuja sie sluzby policyjne :D. Pozniej skierowalismy sie na pobliski market, ale okazal sie byc komercyjna lipa zrobiona pod turystow. Chcielismy na nim poprobowac jakis typowych dla Pekinu dan, ja wzialem cos co w zamierzeniu mialo byc kaczka z ryzem z warzywami, Olka zamowila ryz na slodko w ananasie. Moja kaczka okazala sie byc zlozona glownie z kosci, tylko ryz jakos uratowal sprawe, a danie Olki nie zaspokoilo jej apetytu. Takze wyszlo na to ze i  tak musielismy po tym poprawic czyms na naszym osiedlu :D + obowiazkowe dwa piwa Tsingtao (jak zwykle kazdego wieczora w Pekinie). Na nastepny dzien zaplanowalismy zaliczenie Wielkiego Muru, ktory jak sie okazuje juz nie jest wielki. Po pierwsze niewiele go zostalo, duzo rozebrali rolnicy na potrzeby budowy domow. Poza tym to co teraz jest dostepne dla turystow to rekonstrukcja oryginalnej budowli, ktora byla wczesniej w oplakanym stanie. Aha i jeszcze jedna rzecz-podobno ten mur nigdy nie spelnil swoich funkcji obronnych i pokladanych w nim nadziei, przy jego budowie zginely miliony ludzi, a i tak kto chcial to wchodzil do Chin i ustanawial swoja dynastie cesarskie :P. Uzbrojeni w taka wiedze ruszylimy na poszukiwanie busa do Badaling - ten fragment muru wybralismy na nasz cel (dodam tylko, ze bilet kupuje sie na poszczegolne sekcje, nie da sie ot tak polazic ile sie chce po murze - ehh komercha). Najpierw na dworcu trzeba bylo znalezc odpowieni bus, ktory wiezie bezposrednio na mur, a nie do okolicznych marketow. Udalo sie to dzieki pomocnej Chince, ktora sama zaoferowala pomoc i pozniej przypilnowala zebysmy wsiedli do odpowiedniego busa. Po dojezdzie na miejsce jako jedni z niewielu poszlismy na piechote na mur (5min drogi), wiekszosc Chinczykow skorzystala z kolejki wyciagowej za 50Y od lebka. Nie wiem - moze dla nich to nie podchodzi pod ulatwianie sobie sprawy tylko jest to taka atrakcja a'la wesole miasteczko? W kazdym badz razie prawie przy kazdej wiekszej ciekawostce turystycznej maja wagoniki wyciagowe (no moze procz Teracotta Warriors bo tam sie schodzi w dol ;) ). Ponownie skorzystalismy z naszych kart studenckich wyrobionych w BKK, dzieki czemu zaplaciliy polowe ceny. Sam mur wyglada fajnie :D. Po powrocie do hosta okazalo sie, ze przybyly juz mu dwie nowe couchsurferki-dwie kolezanki z Anglii-jedna 40, druga 70 lat. Okazaly sie niezle wyluzowane jak na swoje lata, mozna bylo z nimi spoko pogadac i podowcipkowac. Wieczorem padlismy "jak muchy", a nastepnego dnia okazalo sie dlaczego-ja mialem juz lekka grype, a Olka kaszlala jak stary gruzlik z dlugoletnim stazem palacza. Jako ze bilety do Shanghaiu kupilismy na dzien pozniej niz planowalismy i juz wczesniej poprosilismy Sullego o mozliwosc zostania o jeden dzien dluzej postanowlismy ponownie zostac w domu i sie podkurowac. Kupilismy jakies chinskie medykamenty, narobilsmy sobie goracej herbaty, okrecilismy sie w cieple spiwory i koldry i zdrowielismy. Wieczorem, kiedy wszyscy juz wrocilismy miala miejsce wesola scenka zapewne czesto spotykana w srodowisku CS, mianowicie ktos zapukal do drzwi, Sully otworzyl i zobaczylismy mlodego chlopaka o wygladzie typowo nie-chinskim "z twarzy podobnego zupelnie do nikogo" ;). Sully tez stanal jak wryty, gdyz nie spodziewal sie juz zadnego CSa tego wieczoru. Chlopak sie przedstawil i dodal szczesliwy: "finally i've made it", na co Sully odpowiedzial: "oh I supposed you'd come tomorrow". Okazalo sie, ze Sullyemu troche pomylily sie daty i wyszlo na to, ze tego wieczoru bedziemy spali w osmioro: 2ka Francuzow, 2ka Polakow, 2ka Angielek, Sully i nowo przybyly Kanadyjczyk :D. Jakos sie pomiescilismy, tylko biedny Kanadyjczyk musial skorzystac z podlogi. Na nastepny dzien mielismy kupione bilety do Shanghaiu na 17:40, tak wiec wstalismy wczesnie rano, zeby zaliczyc ostatnia slawna atrakcje Pekinu czyli Zakazane Miasto. Pech chcial ze byla to sobota, tlumy Chinczykow, takze zwiedzanie przypominalo bardziej udzial w procesji. Samo miejsce zrobilo na nas wrazenie troche nudnego, wszystkie budynki, dziedzince i korytarze sa podobne do siebie, nie bardzo jest na czym oko zawiesic. Duzo bardziej ciekawym i zroznicowanym miejscem byl kompleks palacowy w BKK. Jak sie okazalo pozniej nasi francuscy koledzy tez mieli podobne odczucia odnosnie calego Pekinu i poszczegolnych jego atrakcji, a juz zaczynalismy sie martwic ze cos z nami jest nie tak ;). Po powrocie "na osiedle" zalatwilismy jeszcze fotki do legitymacji studenckich na przyszly rok, ktore maja nam zalatwic Francuzi w BKK i przyslac do Australii. Pozniej zostalo nam tylko zabrac juz wczesniej spakowane bagaze i pojechac na dworzec.&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/5360692068899110733-4794172423384192014?l=mariuszch.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;</content><link rel='replies' type='application/atom+xml' href='http://mariuszch.blogspot.com/feeds/4794172423384192014/comments/default' title='Komentarze do posta'/><link rel='replies' type='text/html' href='http://www.blogger.com/comment.g?blogID=5360692068899110733&amp;postID=4794172423384192014' title='Komentarze (2)'/><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/5360692068899110733/posts/default/4794172423384192014'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/5360692068899110733/posts/default/4794172423384192014'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://mariuszch.blogspot.com/2010/04/2903-3042010-chiny-pekin-zakazane.html' title='[29.03.-3.04.2010 Chiny] Pekin - &quot;zakazane miasto&quot; dla ludzi ktorzy mysla ze zobacza cos naprawde ciekawego.'/><author><name>camer</name><uri>http://www.blogger.com/profile/10716862559304391619</uri><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='16' height='16' src='http://img2.blogblog.com/img/b16-rounded.gif'/></author><thr:total>2</thr:total></entry><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-5360692068899110733.post-728622127731803580</id><published>2010-03-25T11:52:00.000-07:00</published><updated>2010-06-26T00:35:24.799-07:00</updated><title type='text'>[25-28.03.2010 Chiny] Xian i okolice</title><content type='html'>&lt;p class="mobile-photo"&gt;&lt;a href="http://4.bp.blogspot.com/_8nGKW0bDeJo/S74mNV72aVI/AAAAAAAAApI/xYeMg1MfVu4/s1600/P1060329-721099.JPG"&gt;&lt;img src="http://4.bp.blogspot.com/_8nGKW0bDeJo/S74mNV72aVI/AAAAAAAAApI/xYeMg1MfVu4/s320/P1060329-721099.JPG"  border="0" alt="" id="BLOGGER_PHOTO_ID_5457841809087949138" /&gt;&lt;/a&gt;&lt;/p&gt;&lt;SPAN style='FONT-SIZE: 10pt; FONT-FAMILY: Arial; FONT-WEIGHT:Normal;'&gt;Wieczorem zapakowalismy sie na 15 godzin do pociagu do Xian, a ze nie bylo co w nim robic to zanotowalem sobie kilka spostrzezen :). Oto one:&lt;br /&gt;1. roznice miedzy Tajami a Chinczykami:&lt;br /&gt;- rozmowa przez telefon: Tajowie mowia cicho zakrywajac sobie przy tym usta (tak jakby bali sie ze ktos czyta z ruchu ust), Chinczycy podobnie jak Hindusi dra sie na caly wagon, jakby sie popisywali, "ze posiadaja telefon komorkowy, w dodatku ktos na niego dzwoni!!" :D&lt;br /&gt;- Tajowie maja w tel normalne dzwonki, bardzo szybko odbieraja (tak jak w EU), Chinczycy maja glosne (co prawda nie tak przesterowane jak w Indiach), ale I tak uciazliwe. W dodatku podobnie jak w Indiach nie odbieraja polaczenia od razu tylko daja otoczeniu przez dluzsza chwile posluchac ich przepieknego dzwonka.&lt;br /&gt;- Tajowie zazwyczaj rozmawiali ze soba usmiechnieci, przy powitaniu robia wai (czyli skladaja rece jak do pacierza i sie pochylaja), sa uprzejmi wobec siebie. Bedac wsrod Chinczykow czesto mam wrazenie ze wlasnie jest jakis dym, bo ostro i szybko cos pokrzykuja do siebie, a okazuje sie ze to tylko zwykla rozmowa i to nic ze nawet na drugim koncu wagonu tez ich slychac :D&lt;br /&gt;- Tajowie maja bzika na punkcie czystosci, w pociagu nawet pod koniec trasy jest czysto (i to w najnizszej klasie, bo taka zwykle podrozujemy :D), w Chinach – podobnie jak w Indiach – wszystko rzucane jest na podloge, czasem tez pluja i rzucaja pety, roznica w stosunku do Indii jest taka, ze tam co jakis czas zamiata te smieci jakis mlody, niepelnosprawny Hindus, ktory w ten sposob zebrze o pieniadze, natomiast w Chinach robi to obsluga pociagu.&lt;br /&gt;- z tego co zauwazylismy (przynajmniej w zachodnich prowincjach) kobiety sa bardzo opryskliwe w stosunku do mezczyzn. Moze to sie bierze z tego, ze w wyniku programu kontroli urodzin przez rzad chinski rodzi sie wiecej chlopcow niz dziewczynek (bodajze 120 vs 100), wiec maja one w czym wybierac i sie nie staraja byc mile (to taka moja prywatna teoria ;) )&lt;br /&gt;2. obserwacje ogolne:&lt;br /&gt;- Chinczycy na mase jedza chinskie zupki instant (co nie dziwi ;) ) – maja dostepny wrzatek w pociagach, wiec co chwile do niego ktos kursuje&lt;br /&gt;- male dzieci maja w spodniach dziure w okolicy siusiaka/cipki i pupy, tak ze czesto sie widzi brzadca latajacego z golym tylkiem (nawet jak jest zimno). Rodzice wysadzaja (czy jak to sie nazywa) dzieci w ten sposob, ze je podnosza i trzymaja za nogi, a te zalatwiaja sie bez sciagania spodni. Czasem widac tez ze dzieci maja wsadzona tam pieluche/pampersa – wymiana tez chyba odbywa sie bez sciagania spodni :P.&lt;br /&gt;- bilety kolejowe sprzedawane sa bez mozliwosci wybrania miejsc, takze czasem zdarzalo sie, ze niby mielismy numery kolo siebie, ale jedna osoba siedziala na koncu jednego rzedu, a druga na poczatku innego. Na szczescie zazwyczaj dalo sie z kims zamienic – pod tym wzgledem Chinczyc sa duzo bardziej elastyczni od Hindusow, ktorzy swoje miejsce (i miejsce pod swoim siedzeniem) traktowali jak swietosc.&lt;br /&gt;- pociagi sa mniej zatloczone niz w Indiach, ale widac ludzi ktorzy na stojaco spedzaja podroz, wiec i tu bilety sprzedawane sa ponad norme&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Wracajac do wydarzen: po dotarciu do Xian najpierw skoczylismy wyprobowac jak smakuje McDonalds w Chinach (moim zdaniem McChicken jest gorszy niz w Indiach, ktory byl gorszy niz w Polsce :P), pozniej znalezlismy autobus do miescowosci Hua Shan, gdzie chcielismy zrobic jednodniowy treking po okolicznej gorce o tej samej nazwie. Bilet kosztowal nas 33Y/osobe i bylismy tam po ok 3h. Tam dalismy sie zwinac naganiaczowi, ktory zaproponowal nam pokoj za 40Y/dobe, co prawda zimny i bez cieplej wody – za to tani :). Poznym wieczorem wybralismy sie jeszcze na pobliski market (od czasu Tajlandii w kazdym miescie probujemy taki namierzyc, tam mozna znalezc bardzo smaczne jedzonko po przystepnych cenach), gdzie trafilismy na chinska odmiane burgerow – w chlebki a'la nasze podplomyki wrzucane jest swiezo ugotowane (ale tak jakby w mieszance oleju i wody) mieso chyba wieprzowe, posiekane na drobno zmieszane z niewielka iloscia warzyw – jak dla nas strzal w dziesiatke. Oprocz tego ze na miejscu zjedlismy po 3 czy 4ry kanapki, to jeszcze kupilismy 12 szt na treking.&lt;br /&gt;Nastepnego dnia wyruszylismy z samego rana na treking, ktory ponownie wg opisu LP mial byc wyzwaniem, a okazal sie bardziej spacerem po schodach. Ponownie tez plenery byly tak ladne, ze mozna bylo LP wybaczyc to potkniecie ;). Po poludniu bylismy juz z powrotem w miasteczku, szybko zlapalismy busa do Xian, a tam od razu skierowalismy sie do Qixian Hostel, ktory zostal zabukowany przez Olke jeszcze w Chengdu. Nastepnego dnia pojechalismy zobaczyc ta slynna terakotowa armie, co to miala chronic pierwszego cesarza Chin po smierci. Niewiele jej zostalo, w dodatku wszystko szaro-bure (kolory sie stracily gdy archeolodzy otworzyli krypty), niektorzy wojownicy gdzies potracili glowy ;), konie zgubily ogony, w dodatku zaginela cala bron, jaka dysponowala armia – oj nie wiem jakby doszlo co do czego czy by dali rade obronic swojego wladce :D.  Po powrocie zabralismy nasze bagaze i juz ruszalismy dalej – w kolejna dluga (12h) noc w pociagu do Pekinu, gdzie mielismy zamieszkac u naszego pierwszego CS w Chinach – Sully'ego (Amerykanina).&lt;/SPAN&gt;&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/5360692068899110733-728622127731803580?l=mariuszch.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;</content><link rel='replies' type='application/atom+xml' href='http://mariuszch.blogspot.com/feeds/728622127731803580/comments/default' title='Komentarze do posta'/><link rel='replies' type='text/html' href='http://www.blogger.com/comment.g?blogID=5360692068899110733&amp;postID=728622127731803580' title='Komentarze (5)'/><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/5360692068899110733/posts/default/728622127731803580'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/5360692068899110733/posts/default/728622127731803580'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://mariuszch.blogspot.com/2010/04/25-28042010-chiny-xian-i-okolice.html' title='[25-28.03.2010 Chiny] Xian i okolice'/><author><name>camer</name><uri>http://www.blogger.com/profile/10716862559304391619</uri><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='16' height='16' src='http://img2.blogblog.com/img/b16-rounded.gif'/></author><media:thumbnail xmlns:media='http://search.yahoo.com/mrss/' url='http://4.bp.blogspot.com/_8nGKW0bDeJo/S74mNV72aVI/AAAAAAAAApI/xYeMg1MfVu4/s72-c/P1060329-721099.JPG' height='72' width='72'/><thr:total>5</thr:total></entry><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-5360692068899110733.post-5086702594326760417</id><published>2010-03-20T22:42:00.000-07:00</published><updated>2010-06-26T00:49:14.750-07:00</updated><title type='text'>[20-25.03.2010 Chiny] Shangri-la, Chengdu - nieudane plany</title><content type='html'>&lt;p class="mobile-photo"&gt;&lt;a href="http://2.bp.blogspot.com/_8nGKW0bDeJo/S7rKQd60e-I/AAAAAAAAApA/Nu98ZyGRr1U/s1600/P1060110-773130.JPG"&gt;&lt;img src="http://2.bp.blogspot.com/_8nGKW0bDeJo/S7rKQd60e-I/AAAAAAAAApA/Nu98ZyGRr1U/s320/P1060110-773130.JPG"  border="0" alt="" id="BLOGGER_PHOTO_ID_5456896282770832354" /&gt;&lt;/a&gt;&lt;/p&gt;&lt;SPAN style='FONT-SIZE: 10pt; FONT-FAMILY: Arial; FONT-WEIGHT:Normal;'&gt;Po dojezdzie do miasta probowalismy znalezc tani hotel z LP, ale po drodze zawinela nas lokalna babuszka, zebysmy poogladali jej pokoje. Po krotkich negocjacjach stanelo na 40Y za noc, mielismy olbrzymi pokoj z 2ma lozkami dla siebie, lazienka z goracym prysznicem i stare miasto pod samym nosem, natomiast pare krokow w druga strone ulice z tanimi lokantkami. W ogole z miastem Shangri-la wiaze sie ciekawa historia charakteryzujaca podejscie chinczykow do turystyki mianowicie wg LP jeszcze 10 lat temu nic tu sie nie dzialo, wladze miasta widzac turystyczny boom w sasiednich Lijiang i Dali wpadly na pomysl aby do promocji miasta uzyc bestellera z lat 30 'Lost Horizon', przechrzcili nazwe z Zhongdian na ksiazkowe Shangri-la i zaczeli liczyc kase ;). Zreszta niedlugo pozniej okazalo sie, ze rowniez 2 inne miasta pretenduja do tej nazwy bo odnalazly u siebie opisywane w ksiazce miejsca :D. Generalnie widac ze miasto teraz swietnie prosperuje, stalo sie baza wypadowa do organizowania wycieczek konnych po okolicznych wzgorzach, ma kilka miejsc przygotowanych pod turystow, a dla zagraniczniakow jest wygodne, bo lezy na drodze Lijiang, Tiger Leaping Gorge i autostrada Tybet-Syczuan (ktora byla rowniez naszym celem). Niestety Chiny nie sa krajem gdzie wszystko jest na wprost, wiec ma dworcu dowiedzielismy, ze nie mozemy pojechac dalej na polnoc, Pani w okienku nie sprzedaje biletow zagranicznym turystom. Po krotkiej pogawedce powiedziala nam, ze potrzebuje papier z policji z zezwoleniem dla nas. Wiec skierowalismy sie do policji, gdzie powiedziano nam ze z papierem nie bedzie problemu, tylko musimy przyjsc nastepnego dnia jak bedzie przelozony. Kolejnego dnia po przyjsciu dowiedzielismy sie, ze jednak policja nie moze wydac takiego pozwolenia, bo za to odpowiada PSB (sluzby zajmujace sie m.in. przedluzaniem wiz). Kiedy tam dotarlismy i wyluszczylismy sprawe Pani ktora nas obslugiwala najpierw przeprowadzila dluzsza rozmowe z przelozonym, a pozniej wytlumaczyla nam, ze rzad chinski w trosce o turystow (bo tam sa drogi w bardzo zlej kondycji przez co jest niebezpiecznie tam podrozowac) ustalil takie reguly i tylko ze specjalnym pozwoleniem mozna tam pojechac, ten dokument jest latwo zdobyc, tylko ona nie wie gdzie i doradza, zeby zapytac na dworcu. Juz wowczas mielismy pewnosc, ze bawia sie z nami w kotka i myszke, niby chca pomoc, lecz nie moga. Jeszcze poszlismy na dworzec zapytac, zeby miec czyste sumienie, ze zrobilismy wszystko co sie dalo, ale oczywiscie nic sie nie dowiedzielismy. Stracilismy w sumie w Shangri-la 3 dni, nic nie zalatwilismy, troche tylko pochodzilismy po okolicznych wzgorzach i trzeba bylo wracac do Lijiang, zeby inna droga dostac sie do Chengdu - stolicy Syczuanu. Okolo 17tej dotarlismy do Lijiang, tam w ciagu 5min przesiedlismy sie w nocny autobus do Panzhihua, gdzie dotarlismy w srodku nocy. Nie bardzo wiedzielimy co robic, chcielismy poczatkowo jechac od razu na dworzec, ale nie moglismy sie dogadac z taksowkarzami co do ceny (oni chca 60Y, ja proponuje 10Y :D), pozniej w pobliskim hotelu Olka sprobowala porozumiec sie z Pania recepcjonistka ile kosztuje nocleg ew. gdzie mozna tanio sie przespac. Konwersacja wygladala komicznie i obie strony mialy z niej niezla polewke, Olka pokazywala Pani tekst w LP po chinsku, pozniej Pani cos mowila po chinsku, ale ze nie rozumielismy to szukala tego tekstu w LP i nam pokazywala, my odszyfrowywalismy i znowu formulowalismy nastepne pytanie przy pomocy poszczegolnych fragmentow z roznych zdan w LP. Stanelo na tym, ze w hotelu jest dla nas za drogo, a w miedzyczasie przypaletal sie jeden z wielbicieli Olki z autobusu, ktory wczesniej czesto sie do niej jarzyl, a teraz na migi wytlumczyl nam, ze mozna sie przespac do rana w autobusie ktorym przyjechalismy (stal ciagle zaparkowany na parkingu i byl otwarty)  - takze przespalismy sie w nim do samego rana, po czym pojechalismy na dworzec kolejowy lokalnym autobusem za 3Y. Tam kupilismy bilety do Chengdu (chociaz naszym celem byla miejscowosc Emeishan, gdzie chcielismy zrobic treking, lezaca na trasie Panzhihua-Chengdu) na ok 12ta, przeczekalismy pare godzin na dworcu i wsiedlismy na kolejne kilkanascie godzin do pociagu. Przed wejsciem do wagonu upewnilismy sie u konduktorki czy ten pociag jedzie do Emeishan i o ktorej tam dociera, troche nas zdziwilo, ze troche inaczej wymawiaja ta nazwe, bez „E" – jak Meishan, ale pomyslelismy, ze widocznie ten typ tak ma. Wiedzielismy, ze pociag powinien byc w tej miejsowosci 2 godz przed dotarciem do Chengdu, wiec jak juz bylo 1,5 do planowego przyjazdu zaczelismy sie niepokoic. Pani konduktorka przechodzila kolo nas i nic nie mowila, wiec to nas uspokajalo, z drugiej strony az trudno nam bylo uwierzyc ze pociag ma tak duze opoznienie. W koncu gdy pociag stanal na kolejnej neopisanej stacji postnowilismy uruchomic GPSa w mojej omnii i ustalic gdzie jestesmy. Google Maps zlapal fixa akurat gdy ruszylismy i okazalo sie, ze to byla wlasnie nasza stacja. Od razu podejrzelismy jaka i za ile km bedzie kolejna stacja, zeby ewentualnnie wysiasc. I tu sie zdziwilismy bo kolejna stacja byla pol godz przed Chengdu (tak jak nam konduktorka powiedziala, w co zreszta nie chcielismy wierzyc), a nazywala sie Meishan :D. Zgodnie z obietnica Pani pojwila sie tuz przed nia i powiadomila nas ze do niej dojezdzamy, lecz my juz podjelismy decyzje, ze jedziemy do stolicy Syczunu – nie chcialo nam sie wracac. Po drodze zapoznalismy sie z para francuzow, ktorzy podpowiedzieli nam tani hostel, podjechalismy tam z nimi taksowka, pozniej zalatwilismy formalnosci hotelowe (zaakomodowali nas w dormie 4ro osobowym razem z nimi), francuzi poszli spac, bo rano ruszali dalej, a my jeszcze skoczylismy wypic po piwie z okazji uplywajacego wlasnie 11tego miesiaca podrozy. W Chengdu musielismy zostac 1 dzien dluzej niz chcielismy, gdyz bilety do Xian na nastepny dzien byly juz niedostepne. &lt;/SPAN&gt;&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/5360692068899110733-5086702594326760417?l=mariuszch.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;</content><link rel='replies' type='application/atom+xml' href='http://mariuszch.blogspot.com/feeds/5086702594326760417/comments/default' title='Komentarze do posta'/><link rel='replies' type='text/html' href='http://www.blogger.com/comment.g?blogID=5360692068899110733&amp;postID=5086702594326760417' title='Komentarze (0)'/><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/5360692068899110733/posts/default/5086702594326760417'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/5360692068899110733/posts/default/5086702594326760417'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://mariuszch.blogspot.com/2010/04/20-25032010-chiny-shangri-la-chengdu.html' title='[20-25.03.2010 Chiny] Shangri-la, Chengdu - nieudane plany'/><author><name>camer</name><uri>http://www.blogger.com/profile/10716862559304391619</uri><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='16' height='16' src='http://img2.blogblog.com/img/b16-rounded.gif'/></author><media:thumbnail xmlns:media='http://search.yahoo.com/mrss/' url='http://2.bp.blogspot.com/_8nGKW0bDeJo/S7rKQd60e-I/AAAAAAAAApA/Nu98ZyGRr1U/s72-c/P1060110-773130.JPG' height='72' width='72'/><thr:total>0</thr:total></entry><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-5360692068899110733.post-7053657032324859672</id><published>2010-03-18T05:56:00.000-07:00</published><updated>2010-06-26T00:48:30.541-07:00</updated><title type='text'>[18-20.03.2010 Chiny] Tiger Leaping Gorge – 2dniowy trekking wzdluz rzeki Jinsha</title><content type='html'>&lt;p class="mobile-photo"&gt;&lt;a href="http://1.bp.blogspot.com/_8nGKW0bDeJo/S7H1NqjL-JI/AAAAAAAAAo4/e-PXSAJmFPs/s1600/P1050853+tlp-746566.JPG"&gt;&lt;img src="http://1.bp.blogspot.com/_8nGKW0bDeJo/S7H1NqjL-JI/AAAAAAAAAo4/e-PXSAJmFPs/s320/P1050853+tlp-746566.JPG"  border="0" alt="" id="BLOGGER_PHOTO_ID_5454410238831360146" /&gt;&lt;/a&gt;&lt;/p&gt;&lt;SPAN style='FONT-SIZE: 10pt; FONT-FAMILY: Arial; FONT-WEIGHT:Normal;'&gt;Zakwaterowalismy sie w Jane's GH, ktora po dlugich negocjacjach spuscila nam z ceny i zamiast 80Y zaplacilismy 60Y. Troche sie zmartwila jak uslyszala, ze w dodatku nic nie bedziemy u niej jedli, bo teraz jestesmy juz po obiedzie, rano bedziemy ruszali na tyle wczesnie, ze jeszcze nie bedziemy mysleli o sniadaniu, a poza tym mamy swoj prowiant na trekking. Po chwili dodala "ok – I know your way" i juz skonczyla z dopytywaniem sie czy cos u niej zamowimy :). Rano wstalismy po 5tej i po zostawieniu bagazy w restauracji u Jane wyruszylismy jeszcze po ciemku (bo ok 6tej) na szlak. Po okolo godzinnym spacerze z latarkami zaczelo sie rozwidniac. Akurat dotarlismy do wejscia do parku, gdzie zazwyczaj gola po 50Y/osobe, ale nasz misterny plan sie powiodl i jeszcze obsluga nie dotarla :D. Droga opisywana byla w LP jako jedna z najciekawszych w Chinach do samodzielnego wedrowania, jednoczesnie ostrzegano, ze jest to dosc trudny szlak wymagajacy sporego wysilku nawet od wysportowanych osob. Niestety (albo stety :) ) - pierwsze mozemy potwierdzic, ale drugie to stanowczo jakas pomylka w druku ;) - po okolo 2h wspinania sie, gdzie tylko troche sie spocilismy, okazalo sie, ze dalej juz jest tylko z gorki. Za to widoki byly naprawde przednie. Okolo 13tej zatrzymalismy sie HalfWay GH, gdzie wciagnelismy ryz z namiastka miesa, pogawedzilismy chwile ze spotkanym juz wczesniej na drodze Chinczykiem, pozniej ruszlismy dalej, tak, ze okolo 16tej dotarlismy do Walnut Garden – naszej docelowej miejscowosci. Tam zakwaterowalismy sie w praktycznie pierwszym z brzegu hotelu Tibet GH za 40Y i po wciagnieciu zupek instant + po 2 piwa poszlismy na zasluzony odpoczynek. Z rana wyruszylismy w droge powrotna innym szlakiem rowniez wczesnie, gdyz chcielismy jeszcze tego samego dnia wrocic do Qiautou i zlapac busa do Shangri-La – miasteczka oddalonego o 2h drogi od Qiautou. Po zaliczeniu z bliska przelomow na rzece i w ich uroczej bliskosci zjedzeniu home made sniadanka (chlebki baba + mielonka) ruszylismy juz dosc nudna droga z powrotem. Okolo godz 16tej dotarlismy do wiosku, a godzine pozniej siedzielismy juz w autobusie do Shangri-La.&lt;/SPAN&gt;&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/5360692068899110733-7053657032324859672?l=mariuszch.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;</content><link rel='replies' type='application/atom+xml' href='http://mariuszch.blogspot.com/feeds/7053657032324859672/comments/default' title='Komentarze do posta'/><link rel='replies' type='text/html' href='http://www.blogger.com/comment.g?blogID=5360692068899110733&amp;postID=7053657032324859672' title='Komentarze (1)'/><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/5360692068899110733/posts/default/7053657032324859672'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/5360692068899110733/posts/default/7053657032324859672'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://mariuszch.blogspot.com/2010/03/18-20032010-chiny-tiger-leaping-gorge.html' title='[18-20.03.2010 Chiny] Tiger Leaping Gorge – 2dniowy trekking wzdluz rzeki Jinsha'/><author><name>camer</name><uri>http://www.blogger.com/profile/10716862559304391619</uri><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='16' height='16' src='http://img2.blogblog.com/img/b16-rounded.gif'/></author><media:thumbnail xmlns:media='http://search.yahoo.com/mrss/' url='http://1.bp.blogspot.com/_8nGKW0bDeJo/S7H1NqjL-JI/AAAAAAAAAo4/e-PXSAJmFPs/s72-c/P1050853+tlp-746566.JPG' height='72' width='72'/><thr:total>1</thr:total></entry><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-5360692068899110733.post-4063803463381204683</id><published>2010-03-17T05:51:00.000-07:00</published><updated>2010-06-26T00:47:42.957-07:00</updated><title type='text'>[17-18.03.2010 Chiny] Lijiang – tym razem chinskie “Zakopane” ;)</title><content type='html'>&lt;p class="mobile-photo"&gt;&lt;a href="http://2.bp.blogspot.com/_8nGKW0bDeJo/S7Hz6fu5xVI/AAAAAAAAAow/ZzKIgiWWjHw/s1600/P1050581+lijiang-713660.JPG"&gt;&lt;img src="http://2.bp.blogspot.com/_8nGKW0bDeJo/S7Hz6fu5xVI/AAAAAAAAAow/ZzKIgiWWjHw/s320/P1050581+lijiang-713660.JPG"  border="0" alt="" id="BLOGGER_PHOTO_ID_5454408809998566738" /&gt;&lt;/a&gt;&lt;/p&gt;&lt;SPAN style='FONT-SIZE: 10pt; FONT-FAMILY: Arial; FONT-WEIGHT:Normal;'&gt;O 8smej wsiedlismy do pociagu, oczywiscie wybralismy najtansza klase – hard seats – podroz 12 godzinna kosztowala nas tylko 41Y. Sama jazda byla o tyle ciekawa, ze moglismy po raz pierwszy poogladac jak zachowuja sie Chinczycy w pociagu. Przede wszystkim smieca podobnie jak w Indiach rzucajac na podloge wszystko co jest niepotrzebne, czasem  tez pluja, jednak roznica jest taka ze tu od czasu do czasu ktos z obslugi przechodzi o zamiata i sciera podloge. Drugie spostrzezenienie to ze Chinczycy na mase jedza podczas podrozy, przede wszystkim zupki instant w wiadereczkach wiekszych niz nam serwowali drinki w Van Vieng'u, a ze wrzatek w kazdym wagonie jest darmowy, co chwile ktos kursuje w kierunku kranika, a na poczatku podrozy nawet ustawiaja sie do niego kolejki. Jesli ktos otwiera ciastka, orzeszki, cukierki itp to od razu czestuje wszystkich dookola. Chinczycy tak jak Hindusi podrozuja z olbrzymia iloscia toreb – jesli wsiadzie sie dosc pozno do pociagu to nie ma prawie gdzie wcisnac plecaka. Wielu z wspolpasazerow probowalo nas zaczepiac, jednak bariera byl jezyk – zazwyczaj dogadywalismy sie jak mamy na imiona i z jakiego kraju jestesmy – poza tym tylko wzruszalismy ramionami i bezradnie rozkladalismy rece. Wieczorem dotarlismy na dworzec w Lijiangu, ktory jak sie okazalo, jest oddalony ok 5 km od samego miasta. Z lekkim trudem dogadalismy sie z lokaleska odnosnie dowiezienia nas do konkrentnego guesthouse'u wybranego z LP, mialo nas to kosztowac po 5Y/osobe. Po dojezdzie do centrum dosiadlo sie do nas dwoje Chinczykow i zaczeli nam pokazywac folder swojego hotelu. My oczywiscie upieralismy sie, ze chcemy zeby nas dowiezc tam gdzie prosilismy, bo tam pobyt mial kosztowac wg LP po 20Y/osobe. Po dluzszych negocjacjach wydawalo sie, ze przewozniczka z mezem zrozumieli, jednak hotelarze nie rezygnowali i postanowili z nami jechac dalej. Nam to nie przeszkadzalo wiec wszyscy jechali usmiechnieci i zadowoleni z siebie :). Po chwili kierowca zatrzymal sie przed jakims hotelem, my zaczelismy dopytywac sie, czy to na pewno zadana ulica, oni potwierdzali ze tak, zaplacilismy i okazalo sie, ze hotelarze wysiadaja z nami i kieruja sie do pobliskich drzwi, zapraszajac nas do obejrzenia pokoi :D. Juz nie mielismy sily sie denerwowac i droczyc, wiec poszlismy z przyzwoitosci je obejrzec, potem pokiwalismy glowa ze sa "very nice" i "OK", pozniej zaczely sie rozmowy o cenach, ktore skonczyly sie tym, ze z poczatkowej ceny 120Y/dobe zeszli do naszej 40Y :). Ponadto, jako, ze bylismy strasznie glodni i im to na migi przekazalismy, zaraz po rzuceniu plecakow, kiedy ruszylismy na miasto poszli z nami w roli opiekunow/przewodnikow. Okazali sie byc bardzo mili i cierpliwi, najpierw wytrwale szukali nam potraw ktore im pokazalismy w LP (w dodatku za niskie pieniadze), pozniej poczekali az zjemy i jedno z nich poszlo z nami pokazac nam miasteczko. Po raz kolejny zostalismy zaskoczeni skala tego co zobaczylismy. Czytalismy w LP o tym miescie, ze jest to odpowiednik naszych gorskich kurortow , ze maja ladne stare miasto, ktore niestety zostalo mocno uszkodzone w czasie silnego trzesienia ziemi kilka lat temu, ale zostalo wszystko zrekonstruowane olbrzymim nakladem srodkow, wiec wyobrazalismy sobie, ze bedzie ciekawie, ale to  co zobaczylismy przeroslo nasze oczekiwania. Miasto (a nie miasteczko tak jak myslelismy) ma olbrzymia wypasna starowke, gdzie oprocz ogladania architektury mozna sie niezle zabawic, wystarczy wejsc do jednej z olbrzymich restaruracji do ktorej zaprasza obsluga juz na zewnatrz, tam w kazdej jest inny program kulturalny typu wystepy taneczne, piosenkarskie, kareoke, wszystko zrobione z pompa i na wypasie pod Chinczykow (klient zagraniczny tu sie chyba w ogole nie liczy, malo kto mowil po angielsku :) ) - nasi gorale mogli by sie sporo tutaj nauczyc nt wyciagnia kasy z kieszeni turystow. Cala starowka to wielki market z pamiatkami, w dodatku naprawde fajne i porzadnie wykonane rzeczy, nie jakas chinska tandeta, takze rowniez trudno sie powstrzymac przed uwolnieniem kilku yuanow z portfela. Wlasciciel hotelu zafundowal nam rajd po highlight'ach starego miasta, ktory trwal chyba okolo godziny. Bylo juz ciemno, ale udalo nam sie zrobic kilka ciekawych zdjec, bo podswietlenie tych wiekowych budowli tez robilo swoje i dodawalo im uroku. Po powrocie do hotelu cieply prysznic, ktory wydawal sie blogoslawienstwem (na zewnatrz bylo dosc chlodno, w Chinach obecnie trwa wiosna) i internetowanie (okazalo sie, ze maja w hotelu wifi, czym nam sie nie pochwalili :) ). Z rana ruszylismy w poszukiwaniu dworca autobusowego, oczywiscie z drobnymi problemami w koncu udalo sie nam go namierzyc, kupilismy bilety do Qiautou (20Y) wioski wypadowej do zrobienia Tiger Leaping Gorge. Pozniej poszlismy za dnia poogladac starowke, potem po powrocie do hotelu jeszcze troche pointernetowalismy, a po poludniu wsiedlismy w busa, by po 2ch godzinach dotrzec na miejsce. &lt;/SPAN&gt;&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/5360692068899110733-4063803463381204683?l=mariuszch.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;</content><link rel='replies' type='application/atom+xml' href='http://mariuszch.blogspot.com/feeds/4063803463381204683/comments/default' title='Komentarze do posta'/><link rel='replies' type='text/html' href='http://www.blogger.com/comment.g?blogID=5360692068899110733&amp;postID=4063803463381204683' title='Komentarze (0)'/><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/5360692068899110733/posts/default/4063803463381204683'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/5360692068899110733/posts/default/4063803463381204683'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://mariuszch.blogspot.com/2010/03/17-18032010-chiny-lijiang-tym-razem.html' title='[17-18.03.2010 Chiny] Lijiang – tym razem chinskie “Zakopane” ;)'/><author><name>camer</name><uri>http://www.blogger.com/profile/10716862559304391619</uri><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='16' height='16' src='http://img2.blogblog.com/img/b16-rounded.gif'/></author><media:thumbnail xmlns:media='http://search.yahoo.com/mrss/' url='http://2.bp.blogspot.com/_8nGKW0bDeJo/S7Hz6fu5xVI/AAAAAAAAAow/ZzKIgiWWjHw/s72-c/P1050581+lijiang-713660.JPG' height='72' width='72'/><thr:total>0</thr:total></entry><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-5360692068899110733.post-7624936578082752442</id><published>2010-03-16T22:48:00.000-07:00</published><updated>2010-06-26T00:46:03.541-07:00</updated><title type='text'>[16.03.2010 Chiny] Kunming - “Spring City” zaliczone przelotem :)</title><content type='html'>&lt;p class="mobile-photo"&gt;&lt;a href="http://4.bp.blogspot.com/_8nGKW0bDeJo/S7HlPyKpJLI/AAAAAAAAAoo/OFzedoGLOLE/s1600/P1050556+kunming-759477.JPG"&gt;&lt;img src="http://4.bp.blogspot.com/_8nGKW0bDeJo/S7HlPyKpJLI/AAAAAAAAAoo/OFzedoGLOLE/s320/P1050556+kunming-759477.JPG"  border="0" alt="" id="BLOGGER_PHOTO_ID_5454392683049591986" /&gt;&lt;/a&gt;&lt;/p&gt;&lt;SPAN style='FONT-SIZE: 10pt; FONT-FAMILY: Arial; FONT-WEIGHT:Normal;'&gt;Do Kunmingu dotarlismy okolo 6tej rano. Staralismy sie znalezc na dworcu kogos mowiacego po angielsku, ale z powodu wczesnej pory jeszcze nie bylo zbyt wielu osob z obslugi, wiec musielismy przejsc na chinski (tzn na migi i slowka umieszczone w LP). Po dluzszej chwili dowiedzielismy sie, ze trzeba wziac autobus nr 60, zeby dojechac do centrum miasta i stamtad wziac drugi, nr 80, zeby pojechac na dworzec autobusowy, ktory obsluguje miejscowosci na polnoc od Kunmingu. Wpakowalismy sie (z trudem) w nabity do granic mozliwosci autobus (koszt 1Y/osobe) i po pol godz znalezlismy sie w centrum. Od razu podskoczylo do nas kilka osob (niewiele w porownaniu z Iranem czy Indiami), jednak zadna z nich nie mowila po angielsku (nawet tak prostych slow jak taxi czy hotel).  Najpierw zaczelismy od sniadania, weszlismy do ichniego fastfooda i pokazalismy reka na obrazkach co chcielibysmy zjesc. Nasz wybor padl na zupy (normalna rzecz w Chinach :) ), dostalismy wielka miche kluchow okraszonych odrobina miesa. Wciagniecie tego zajelo nam okolo pol godz, ale rzeczywiscie po takiej porcji bylismy najedzeni. Pozniej probowalismy sie jakos sami zorientowac na podstawie mapy i gdzie poszlo wiekoszosc ludzi – gdzie moze znajdowac sie przystanek autobusu nr 80, ale proby spelzly na niczym. Nastepnie zaczepil nas jakis chlopak w garniturze, ktory dukal troche po angielsku i okazal sie byc agentem turystycznym. Zaproponowal nam wycieczke gdzies tam, ale powiedzielismy czego szukamy, wiec wskazal nam droge i jeszcze dal swoja wizytowke z telefonem na wszelki wypadek jakbysmy mieli problem z dogadaniem sie po chinsku, zeby do niego zadzwonic to pomoze i przetlumaczy. Poszlismy we wskazanym kierunku, jednak dalej nie moglismy odnalezc przystanku wiec zaczepilismy jakas mloda dziewczyne, ktora mowila po angielsku, a w dodatku oswiecila nas, ze po co kombinujemy z autobusem, jak mozna skorzystac z kolei, jest taniej i wygodniej. W dodatku okazalo sie, ze oryginalnie wysiedlismy wlasnie przy dworcu kolejowym. Wrocilismy wiec z powrotem, kupilismy bilet na nastepny dzien do Lijiang, gdyz naszym kolejnym celem mial byc Tiger Leaping Gorge – malowniczo polozony wawoz, cel wielu trekkerow, znajdujacy sie pomiedzy Lijiang a Shangri-La. Teraz jedyne co nam pozostalo do zrobienia to znalezienie lokum do przespania sie. Po kilku minutach chodzenia zdecydowalismy sie na hotel "pelna geba", za zbojecka kwote 80Y za noc (gdyz nie moglismy znalezc nic innego w okolicy, a nie chcielismy sie oddalac od dworca). Po odespaniu paru godzin, przepierce kilku ciuchow ruszylismy wieczorem poogladac miasto i cos zjesc :). Pokrecilismy sie troche po centrum miasta, ktore trzeba przyznac, jest bardzo ladne i gustownie zaprojektowane, ponownie (tak jak juz to raz mialo miejsce w BKK) zdziwilismy sie, ze to nie 3ci swiat, nawet nasza Warszafka sie chowa. Wrocilismy dosc wczesnie do hotelu, gdyz o 6tej miala byc pobudka, zeby zdazyc na pociag o 8:20. Rano obudzilismy recepcjonistke (tu maja taki zwyczaj jak w Indochinach, ze zawsze ktos w hotelu zostaje na strazy, rozstawia sobie lozko i spi w nocy, a nie czuwa za kontuarem), odebralismy depozyt za magnetyczna karte i pobieglismy na dworzec. &lt;/SPAN&gt;&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/5360692068899110733-7624936578082752442?l=mariuszch.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;</content><link rel='replies' type='application/atom+xml' href='http://mariuszch.blogspot.com/feeds/7624936578082752442/comments/default' title='Komentarze do posta'/><link rel='replies' type='text/html' href='http://www.blogger.com/comment.g?blogID=5360692068899110733&amp;postID=7624936578082752442' title='Komentarze (0)'/><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/5360692068899110733/posts/default/7624936578082752442'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/5360692068899110733/posts/default/7624936578082752442'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://mariuszch.blogspot.com/2010/03/16032010-chiny-kunming-spring-city.html' title='[16.03.2010 Chiny] Kunming - “Spring City” zaliczone przelotem :)'/><author><name>camer</name><uri>http://www.blogger.com/profile/10716862559304391619</uri><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='16' height='16' src='http://img2.blogblog.com/img/b16-rounded.gif'/></author><media:thumbnail xmlns:media='http://search.yahoo.com/mrss/' url='http://4.bp.blogspot.com/_8nGKW0bDeJo/S7HlPyKpJLI/AAAAAAAAAoo/OFzedoGLOLE/s72-c/P1050556+kunming-759477.JPG' height='72' width='72'/><thr:total>0</thr:total></entry><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-5360692068899110733.post-6364580935862249399</id><published>2010-03-15T20:59:00.000-07:00</published><updated>2010-06-26T00:45:28.161-07:00</updated><title type='text'>[15.03.2010 Chiny] Hekou - zaskoczeni "na plus" przez pomocnych  "ping-pongow" ;)</title><content type='html'>&lt;p class="mobile-photo"&gt;&lt;a href="http://2.bp.blogspot.com/_8nGKW0bDeJo/S6rfpQQktlI/AAAAAAAAAog/nZeVNzniTkg/s1600/P1050540-773378.JPG"&gt;&lt;img src="http://2.bp.blogspot.com/_8nGKW0bDeJo/S6rfpQQktlI/AAAAAAAAAog/nZeVNzniTkg/s320/P1050540-773378.JPG"  border="0" alt="" id="BLOGGER_PHOTO_ID_5452416198717519442" /&gt;&lt;/a&gt;&lt;/p&gt;&lt;div class="gmail_quote"&gt;&lt;p class="MsoNormal" style="text-autospace:none"&gt;&lt;span lang="EN-US" style="font-size:10.0pt;font-family:Tahoma"&gt;Rano wsiedlismy w busa do Lao Cai, ktorym za dodatkowa oplata 10k dong dotarlismy na granice chinska. Na przejsciu byl dosc duzy ruch, ale tylko weszlismy do budynku zaopiekowal sie nami oficer sluzby celnej. Najpierw kazal nam wypelnic odpowiednie papierki, natomiast pozniej zaprosil do oddzielnego pokoju na dodatkowa kontrole. W lp ostrzegali, ze chinska wersje ich przewodnika warto schowac na dno plecaka, dlatego ze mapa zamieszczona w lp china nie pokazuje Tajwanu jako czesci Chin. Kontrola byla dosc drobiazgowa, Pan przeszukiwal nawet notesiki (chyba w poszukiwaniu zdjec Dalajlamy), na szczescie celnik zaczal najpierw od malego plecaczka, potem sprawdzal moj, a juz przy Olki chyba byl znudzony i nie sprawdzal zbyt gleboko, dzieki czemu piracka kopia lp china (wydrukowana prawdopodobnie z pdf&amp;#39;a) kupiona w Hanoi za 200 tys dong towarzyszy nam dalej w podrozy :). Po przejsciu granicy prawie od razu trafilismy na bariere jezykowa, trudno bylo sie o cokolwiek dowiedziec, nawet podstawowe rzeczy typu o dworzec autobusowy czy ceny produktow trzeba bylo raczej pokazywac niz artykulowac. Chwile pokrecilismy sie &amp;quot;po omacku&amp;quot; w poszukiwaniu dworca, w koncu trafilismy do jakiegos banku, w ktorym Pan z obslugi kojarzyl pare angielskich slowek i po zrozumieniu o co nam chodzi wymalowal mapke dojscia do dworca. Mimo dosc prostej drogi trudno nam bylo go odnalezc, wiec postanowilismy zapytac w sklepie, gdzie bylo kilka osob i szansa na to ze ktos zna angielski. Niestety przeliczylismy sie ;), za to po wyjsciu zahaczyl nas po angielsku mlody Chinczyk, ktory widzac nasze problemy postanowil nam pomoc. Najpierw wytlumaczyl nam, ze dworzec jest bardzo blisko, pozniej nas do niego zaprowadzil, tam pogadalismy z nim dluzsza chwile, pozniej pomogl nam w zakupie biletow autobusowych do Kunming (137Y/osobe = 2$), potem pomogl w znalezieniu bankomatu obslugujacego nasze karty Maestro, a po powrocie ponownie na dworzec ucielismy sobie z nim dluga pogawedke polaczona z nauka chinskich slowek. Sun (tak nam sie przedstawil) przyjechal do Hekou w poszukiwaniu partnerow handlowych, ma 31 lat i jest wlascicielem agencji/fabryki obuwia tzn jego firma (w ktorej pracuje 50 osob) zajmuje sie projektowaniem i sciaganiem zza granicy oraz obrobka skor na buty, natmiast sam proces produkcji zlecaja zewnetrznym fabrykom. Takie podejscie do tematu pozwala mu wykonac kopie kazdego modelu buta (np takich firm jak CAT, Heavy Duty czy Timberland) za 1/4 oryginalnej ceny sklepowej. Z tego co mowil ma juz partnerow w USA, UE i Rosji. Zainteresowal sie nami bo rozmawiajac moze tez poprawic swoj angielski. Okolo 16tej zaproponowal ze moze cos bysmy zjedli, przyblizylismy mu mniej wiecej pulap cenowy jaki nas interesuje i po odwiedzeniu kilku lokantek w koncu sie zdecydowalismy w jednej z nich na zasmazany ryz z warzywami ze sladowa iloscia miesa za 7Y :D. Do tego Sun zaproponowal piwo, mowiac ze jest to coraz bardziej popularny napoj rowniez w Chinach. Za calosc obiadu on zaplacil i nie dal sobie wcisnac naleznosci za nas, wiec co bylo zrobic, podziekowalismy i juz. Pozniej zaprosil nas jeszcze do hotelu zebysmy sobie troche odpoczeli, tam jeszcze troche porozmawialismy i czulismy sie juz z nim tak swobodnie, ze nawet odwazylem sie zapytac o Tybet. Udzielil mi odpowiedzi, ze rzad bardzo pomaga tym ludziom, dostarcza im kolej, drogi, szkoly itp. Nie kontynuowalem watka zeby nie psuc atmosfery, bo wygladalo na to, ze Sun nic nie wie o represjach i przesladowaniach jakie spotykaja rdzennych tybetanczkow. Wieczorem odprowadzil nas na dworzec, ostrzegl przed zlodziejami (ktorzy sa podobno plaga w nocnych autobusach), zapakowal nas do srodka i pozegnal. My mu goraco pdziekowalismy za pomoc, obiecalismy do niego napisac i byc w kontakcie. Z Hekou wyjechalismy dokladnie o czasie (czyli 20:10), a do Kunmingu mielismy dojechac ok 6 rano.&lt;/span&gt;&lt;/p&gt;  &lt;p class="MsoNormal" style="text-autospace:none"&gt;&lt;span lang="EN-US" style="font-size:10.0pt;font-family:Tahoma"&gt; &lt;/span&gt;&lt;/p&gt;  &lt;p class="MsoNormal" style="text-autospace:none"&gt;&lt;span lang="EN-US" style="font-size:10.0pt;font-family:Tahoma"&gt;Aha - chodzac po miescie z Sunem natknelismy sie ponownie na pare Australijczyka i Niemke z dwojka dzieci, jechali do Kunmingu rowniez wieczorem, na szczescie wybrali inny autobus :D.&lt;/span&gt;&lt;/p&gt; &lt;/div&gt;&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/5360692068899110733-6364580935862249399?l=mariuszch.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;</content><link rel='replies' type='application/atom+xml' href='http://mariuszch.blogspot.com/feeds/6364580935862249399/comments/default' title='Komentarze do posta'/><link rel='replies' type='text/html' href='http://www.blogger.com/comment.g?blogID=5360692068899110733&amp;postID=6364580935862249399' title='Komentarze (0)'/><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/5360692068899110733/posts/default/6364580935862249399'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/5360692068899110733/posts/default/6364580935862249399'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://mariuszch.blogspot.com/2010/03/15032010-chiny-hekou-zaskoczeni-na-plus_24.html' title='[15.03.2010 Chiny] Hekou - zaskoczeni &quot;na plus&quot; przez pomocnych  &quot;ping-pongow&quot; ;)'/><author><name>camer</name><uri>http://www.blogger.com/profile/10716862559304391619</uri><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='16' height='16' src='http://img2.blogblog.com/img/b16-rounded.gif'/></author><media:thumbnail xmlns:media='http://search.yahoo.com/mrss/' url='http://2.bp.blogspot.com/_8nGKW0bDeJo/S6rfpQQktlI/AAAAAAAAAog/nZeVNzniTkg/s72-c/P1050540-773378.JPG' height='72' width='72'/><thr:total>0</thr:total></entry><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-5360692068899110733.post-6346693283368270953</id><published>2010-03-11T20:57:00.000-08:00</published><updated>2010-06-26T00:44:23.553-07:00</updated><title type='text'>[11-15.03.2010 Wietnam] Sapa - wietnamskie "Zakopane", fake  hill-tribe trekking</title><content type='html'>&lt;p class="mobile-photo"&gt;&lt;a href="http://3.bp.blogspot.com/_8nGKW0bDeJo/S6rfRTzdnwI/AAAAAAAAAoY/0GhjcabtAtQ/s1600/P1050449-777107.JPG"&gt;&lt;img src="http://3.bp.blogspot.com/_8nGKW0bDeJo/S6rfRTzdnwI/AAAAAAAAAoY/0GhjcabtAtQ/s320/P1050449-777107.JPG"  border="0" alt="" id="BLOGGER_PHOTO_ID_5452415787352301314" /&gt;&lt;/a&gt;&lt;/p&gt;&lt;div class="gmail_quote"&gt;Dotarlismy do Lao Cai ok 7mej rano, wsiedlismy do busa za 30tys dong (standardowa cena) do Sapy i godzine pozniej bylismy juz zakwaterowani w Queen Hotel za 5$. Miasteczko jest odpowiednikiem naszego Zakopanego, gdzie w zasadzie nie ma co robic tylko siedziec ze ze znajomymi i pic ;). Jest tez baza wypadowa do trekingow po okolicznych wzgorzach, gdzie mozna poogladac wioski plemion Hmong, Rza i innych podobnych, ktore przybyly w te okolice glownie z Chin i wyrozniaja sie ubiorem i tradycyjnym stylem zycia (uprawa ryzu, wyrob tkanych pamiatek, ktore sprzedaja potem turystom). Przeczuwajac ze to moze nie byc zbyt ciekawe dla nas (mielismy juz okazje pojsc na cos podobnego w Tajlandii i Laosie, ale sie nie zdecydowalismy) chcielismy zrobic treking na gore FanSiPan, najwyzszy szczyt Indochin zdobyty po raz pierwszy przez Polakow. Niestety okazalo sie, ze pozary lasow wokol szczytu uniemozliwiaja wejscie, w zwiazku z czym zdecydowalismy sie na 2 dniowy treking po wioskach (za 20$/osobe). Mielismy pierwszego dnia pokonac 16km drogi ogladajac 3 wioski, jedzac w jednej z nich lunch, a noc mielismy spedzic w tradycyjnym domu, jedzac kolacje z rodzinka z wioski. Drugiego dnia mialo byc tam sniadanie, pozniej okolo 12 km do przejscia i lunch z kolejna rodzinka. Brzmi pieknie :P, jednak okazalo sie, ze jest to komercha na mase pod turystow i wiedzielismy co robimy unikajac tego wczesniej. Rano przywitalismy sie z przewodnikiem, mlodym, sympatycznym chlopakiem z centralnego Wietnamu, ktory dukal jako tako po angielsku i cos nam poopowiadal o plemionach. Potem ruszylismy na treking, bylo troche mgly, wiec wiele nie widzielismy, grupa nam sie trafila troche leniwa (w sumie bylo nas 7 osob), wiec wiecej odpoczywalimy niz szlismy ;P, a po 2ch czy 3ch godzinach dotarlismy do a'la restauracji, gdzie dostalismy bulki z serkiem topionym, plasterkiem szynki i warzywami na lunch, pozniej dalej idac slimaczym tempie zaliczylismy 2 wioski, w ktorych nie bylo praktycznie nic ciekawego do ogladania, zeby ok 16tej dotrzec do miejsca naszego noclegu, gdzie na gornym pietrze murowanego domku ze stolem bilardowym na werandzie mielismy spedzic noc, spiac na materacach w jednej duzej sali oddzieleni jedni od drugich przepierzeniami z tkanin. Nic z tradycyjnego stylu zycia nie moglimy zauwazyc, wiekszosc plemiennych ludkow ma juz telefony, anteny satelitarne+TV i skutery, tylko jeszcze nie wszyscy zrezygnowali z plemiennych ciuchow. W zasadzie caly ten wypad zaliczylibysmy do nieudanych, ale wieczorem po smacznej (i obfitej :O) kolacji (niestety lokalesi jedli w innym pokoju :( ) gospodarz pooczestowal nas kieliszkiem „rice wine" (co bardziej podchodzilo mi pod bimber z ryzu), wiec bardzo szybko zaaneksowalismy cala butelke i dzieki temu, po wprawieniu sie opowiednie humory (wspomagajac sie bardzo klasyczna – nie-trajbalowa ;) gitara) udalo nam sie wesolo i ciekawie spedzic duza czesc nocy. Okazalo sie, ze Polak z Islandczykiem stanowia wybuchowa mieszanke, jak nie jeden polewal to drugi, na koniec poprawilismy piwem i dopiero okolo godz 1szej zakonczyl sie wieczor dlugich opowiesci i wymiany wszystkiego co znamy ze swoich krajow (np &lt;a href="http://m.in" target="_blank"&gt;m.in&lt;/a&gt;. ja wspominalem o Bjork, a Atle o PrincePolo, ktore sa u nich hitem :D ). Rano ok 10tej, po „tradycyjnym" sniadaniu (nalesniki z bananami i miodem :D) ruszylismy w droge, zeby juz kolo 14tej zakonczyc treking w kolejnej restauracji na zupce instant wzbogaconej o jajko i kapuste. W sumie przeszlismy moze ok 10ciu km na calej trasie, widoki byly nieszczegolne, gdyz teraz nie ma sezonu na ryz i pola nie byly zielone, jedynie fajny wieczor zakrapiany ryzowym bimbrem uratowal caly ten wypad. Aha – jeszcze warto wspomniec, ze Olce udalo sie przeprowadzic jej pierwsza w zyciu konwersacje w jezyku hiszpanskim (ktorego powoli sie uczy) ze starszym Panem z Nowej Kaledonii, ktory rowniez znal ten jezyk. Dalsza czesc dnia i dzien kolejny spedzilismy glownie w pokoju hotelowym przygotowujac sie do kolejnego kraju jakim sa Chiny. &lt;/div&gt;&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/5360692068899110733-6346693283368270953?l=mariuszch.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;</content><link rel='replies' type='application/atom+xml' href='http://mariuszch.blogspot.com/feeds/6346693283368270953/comments/default' title='Komentarze do posta'/><link rel='replies' type='text/html' href='http://www.blogger.com/comment.g?blogID=5360692068899110733&amp;postID=6346693283368270953' title='Komentarze (0)'/><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/5360692068899110733/posts/default/6346693283368270953'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/5360692068899110733/posts/default/6346693283368270953'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://mariuszch.blogspot.com/2010/03/11-15032010-wietnam-sapa-wietnamskie_24.html' title='[11-15.03.2010 Wietnam] Sapa - wietnamskie &quot;Zakopane&quot;, fake  hill-tribe trekking'/><author><name>camer</name><uri>http://www.blogger.com/profile/10716862559304391619</uri><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='16' height='16' src='http://img2.blogblog.com/img/b16-rounded.gif'/></author><media:thumbnail xmlns:media='http://search.yahoo.com/mrss/' url='http://3.bp.blogspot.com/_8nGKW0bDeJo/S6rfRTzdnwI/AAAAAAAAAoY/0GhjcabtAtQ/s72-c/P1050449-777107.JPG' height='72' width='72'/><thr:total>0</thr:total></entry><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-5360692068899110733.post-7871897387232522128</id><published>2010-03-08T19:30:00.000-08:00</published><updated>2010-06-26T00:43:40.731-07:00</updated><title type='text'>[8-10.03.2010 Wietnam] Hanoi - kolejne spotkania z cyklu "jaki ten  swiat maly"</title><content type='html'>&lt;p class="mobile-photo"&gt;&lt;a href="http://4.bp.blogspot.com/_8nGKW0bDeJo/S6rKrXRSgLI/AAAAAAAAAoE/95X6plYudos/s1600/P1050164z-704765.JPG"&gt;&lt;img src="http://4.bp.blogspot.com/_8nGKW0bDeJo/S6rKrXRSgLI/AAAAAAAAAoE/95X6plYudos/s320/P1050164z-704765.JPG"  border="0" alt="" id="BLOGGER_PHOTO_ID_5452393145215123634" /&gt;&lt;/a&gt;&lt;/p&gt;&lt;p class="MsoNormal"&gt;&lt;span lang="PL"&gt;Podroz do Hanoi trwala 13 godzin, ale jadac nocnym autobusem z lozkami za bardzo sie tego nie czuje. Akurat tym razem dostalismy inne lozka niz zazwyczaj, a w dodatku trafilismy obok na pare Austrlijczyk + Niemka z dwojka malych dzieci, ktore troche dokazywaly, wiec podroz byla odrobine mniej przyjemna niz zwykle. Pare slow na temat „sleeping bus", bo to jest dosc ciekawe rozwiazanie. Jak juz chyba pisalem jeszcze w Sajgonie (a'ka Ho Chi Minh City) kupilismy za ok 30$/osobe bilety na autobus az do Hanoi z 3ma postojami po drodze, w systemie „daily open bus". To oznacza, ze na kazdym z tych postojow (w Nha Trang, Hoi An i Hue) moglismy wysiasc i zostac sobie kilka dni, natomiast minimum dzien przed planowanym wyjazdem do kolejnego miejsca trzeba bylo dac znac o tym fakcie agencji turystycznej. Wowczas sprawdzano jakie miejsca sa dostepne i mozna bylo sobie wybrac gdzie chcemy lezec podczas podrozy. Lozka nie sa zbyt dlugie, ale dla osob do 1,80m powinny byc ok o ile wie sie co wybierac i ktorych unikac. Na naszych zdjeciach widac ze przestrzen w busie podzielona jest na 3 rzedy lozek dwupietrowych. Najlepiej jest spac na wyzszym pietrze (jest nawiew do kazdego lozka i swiatelko do czytania w nocy) i z tego co wyczailismy najlepsze sa numery lozek: 35, 36, 38, 39. Szczegolnie dla wysokich osob fajne sa miejsca 36 i 38, bo nie sa zakonczone innym siedzeniem przy stopach tylko jest wolna przestrzen, gdzie mozna wyciagnac nogi. Natomiast wszyscy ktorzy maja powyzej 1,50m powinni unikac lozka numer 19 – to chyba najgorsza wpadziocha i niestety tak sie zlozylo, ze ostatni odcinek Olka na tym lozku przejechala pozwijana w „chinskie osiem" ;). Ale jakos dala rade i nie chodzi zgarbiona :). &lt;/span&gt;&lt;/p&gt;  &lt;p class="MsoNormal"&gt;&lt;span lang="PL"&gt; &lt;/span&gt;&lt;/p&gt;  &lt;p class="MsoNormal"&gt;&lt;span lang="PL"&gt;Po przyjezdzie do Hanoi ponownie „uleglismy" jakiemus naganiaczowi, ktory obiecal nam pokoj w cenie 6$, tylko upewnilismy sie, czy maja na pewno ciepla wode, bo miasto zaskoczylo nas zimna i dzdzysta pogoda. Poza tym chcielismy sie podopierac przed wyjazdem do Sapa na treking. Zaraz z rana (po zjedzeniu zupki na sniadanie jak to czynia rzesze Wietnamczykow) uderzylismy kupic bilety kolejowe do Lao Cai, gdyz czasem sa problemy z ich dostaniem jak chce sie je za pozno kupic. Nastepnego dnia postanowilismy troche pozwiedzac Hanoi, udalo nam sie nawet wejsc do jednej ze swiatyn ze znizka na nasze lipne karty studenckie, ktore wyrobilismy sobie jeszcze w Bangkoku za bodajze 150THB :D. Wracajac do naszego hotelu spotkalismy ludzi z Israela (Adam i Sunibel), z ktorymi pierwszy raz widzielismy sie jeszcze na Neil Island na Andamanach w Indiach, a drugi raz w BKK w Tajlandii. Okazalo sie, ze nastepnym ich celem sa Chiny, wiec kto wie, moze jeszcze raz sie spotkamy. Dzien zakonczylismy na tanim piwku (Bia Hoi) w uliczkach kolo marketu, gdzie natknelismy sie fartem (siedlismy najpierw w jednej lokantce, ale skonczylo sie im piwo, wiec sie przesiedlismy do innej) na Polakow spotkanych wczesniej (tez na tanim piwie) w Sajgonie. Pawel i Grzesiek (ktorzy sa na stypendium studenckim w Wietnamie) zabrali nas pozniej do jakiegos irlandzkiego baru, gdzie zakonczylismy wieczor. Aha – tam zdarzylo nam sie pogadac z dziewczynami ze Stanow i Anglii i okazuje sie, ze Hanoi jest dla nich miejscem, gdzie mozna znalezc dobrze platna prace jako nauczyciel jezyka angielskiego (placa ok 25$/h, a zycie w Wietnamie jest tanie jak barszcz ;) ). Nastepnego dnia poobijalismy sie na miescie w oczekiwaniu na nocny pociag do Lao Cai – przygranicznej miejscowosci, skad mielismy busem pojechac do Sapa.&lt;/span&gt;&lt;/p&gt;&lt;p class="MsoNormal"&gt;&lt;span lang="PL"&gt;&lt;br /&gt;&lt;/span&gt;&lt;/p&gt;&lt;p class="MsoNormal"&gt;&lt;span lang="PL"&gt;PS. Jestesmy teraz w Chinach, a chyba w zwiazku z tarciami pomiedzy rzadem chinskim a Google nie dziala tu usluga blogger/blogspot, wiec wrzucam ten i kolejne teksty &amp;quot;tylnym wejsciem&amp;quot; i nie jestem pewien jak to wyglada (bo nawet nie moge tego obejrzec). Takze prosze o wyrozumialosc i cierpliwosc w oczekiwaniu na kolejne posty.&lt;/span&gt;&lt;/p&gt;&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/5360692068899110733-7871897387232522128?l=mariuszch.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;</content><link rel='replies' type='application/atom+xml' href='http://mariuszch.blogspot.com/feeds/7871897387232522128/comments/default' title='Komentarze do posta'/><link rel='replies' type='text/html' href='http://www.blogger.com/comment.g?blogID=5360692068899110733&amp;postID=7871897387232522128' title='Komentarze (0)'/><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/5360692068899110733/posts/default/7871897387232522128'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/5360692068899110733/posts/default/7871897387232522128'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://mariuszch.blogspot.com/2010/03/8-10032010-wietnam-hanoi-kolejne.html' title='[8-10.03.2010 Wietnam] Hanoi - kolejne spotkania z cyklu &quot;jaki ten  swiat maly&quot;'/><author><name>camer</name><uri>http://www.blogger.com/profile/10716862559304391619</uri><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='16' height='16' src='http://img2.blogblog.com/img/b16-rounded.gif'/></author><media:thumbnail xmlns:media='http://search.yahoo.com/mrss/' url='http://4.bp.blogspot.com/_8nGKW0bDeJo/S6rKrXRSgLI/AAAAAAAAAoE/95X6plYudos/s72-c/P1050164z-704765.JPG' height='72' width='72'/><thr:total>0</thr:total></entry><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-5360692068899110733.post-8547826534825593863</id><published>2010-03-05T17:28:00.000-08:00</published><updated>2010-06-26T00:42:31.057-07:00</updated><title type='text'>[5-7.03.2010 Wietnam] Hue</title><content type='html'>&lt;a onblur="try {parent.deselectBloggerImageGracefully();} catch(e) {}" href="http://1.bp.blogspot.com/_8nGKW0bDeJo/S52Dhj2nhiI/AAAAAAAAAn0/fmxbP-Gj3fY/s1600-h/P1050135.JPG"&gt;&lt;img style="float:left; margin:0 10px 10px 0;cursor:pointer; cursor:hand;width: 200px; height: 150px;" src="http://1.bp.blogspot.com/_8nGKW0bDeJo/S52Dhj2nhiI/AAAAAAAAAn0/fmxbP-Gj3fY/s200/P1050135.JPG" border="0" alt=""id="BLOGGER_PHOTO_ID_5448655736771413538" /&gt;&lt;/a&gt;&lt;br /&gt;Okolo 17tej dotarlismy do Hue, dalismy sie wyhaczyc agentowi, ktory zaproponowal hotel za 7$. Okazalo sie, ze za ta kwote mielismy chyba najbardziej wypasny hotel w calej naszej podrozy, oprocz tego, ze pokoj porzadnie wwygladal to byly w nim: TV, klima, internet wi-fi, lodowka, hot shower. Nazwa hotelu to Hong Thien II (jakby ktos potrzebowal). Wieczorem poszlismy zarezerwowac sobie miejsca w nocnym busie do Hanoi na pojutrze, a tam niemila niespodzianka - musimy doplacic dodatkowa kase, bo zdrozala cena biletu. Jakims cudem sie przeslyszalem i zamiast roznicy 20 tys dong, ja zrozumialem ze chodzi o 200 tys d. Normalnie prawie krew mnie zalala, od razu pomyslalem, ze to wkret tak jak ostrzegali w LP. Za to Olka dobrze zrozumiala, ale mnie wspierala dzielnie :). Najpierw zrobilismy awanture w jednym z oddzialow, pozniej poszlismy do drugiego, gdzie miala byc jakas wazniejsza persona, ktora okazala sie babka jedzaca obiad podczas calej naszej konwersacji :). Po polgodzinnej walce Olka uswiadomila mnie ze chodzi tylko o 20 tys, co jest rownowartoscia raptem 1$, wiec mnie emocje puscily i szybko juz z usmiechami dopielismy sprawe (zwracajac im jednak uwage, ze to nie fair, iz musimy doplacac do czegos, za co zaplacilismy 2 tyg temu w Saigonie). Wieczor i kolejny dzien spedzilismy na internetowaniu, raz tylko wyskakujac do lokantki na piwo. Nastepnego dnia oddalismy bagaze do przechowania i poszlismy zrobic szybkie zwiedzanie lokalnych zabytkow, ktore za bardzo nas nie urzekly. Wieczorem wsiedlismy w nocny bus do Hanoi.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;a href="http://aleksandrartwt.geoblog.pl/entry?id=95223"&gt;Zdjecia&lt;/a&gt;&lt;br /&gt;&lt;a href="http://aleksandrartwt.geoblog.pl/entry?id=96077"&gt;Zdjecia&lt;/a&gt;&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/5360692068899110733-8547826534825593863?l=mariuszch.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;</content><link rel='replies' type='application/atom+xml' href='http://mariuszch.blogspot.com/feeds/8547826534825593863/comments/default' title='Komentarze do posta'/><link rel='replies' type='text/html' href='http://www.blogger.com/comment.g?blogID=5360692068899110733&amp;postID=8547826534825593863' title='Komentarze (0)'/><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/5360692068899110733/posts/default/8547826534825593863'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/5360692068899110733/posts/default/8547826534825593863'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://mariuszch.blogspot.com/2010/03/5-7032010-wietnam-hue.html' title='[5-7.03.2010 Wietnam] Hue'/><author><name>camer</name><uri>http://www.blogger.com/profile/10716862559304391619</uri><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='16' height='16' src='http://img2.blogblog.com/img/b16-rounded.gif'/></author><media:thumbnail xmlns:media='http://search.yahoo.com/mrss/' url='http://1.bp.blogspot.com/_8nGKW0bDeJo/S52Dhj2nhiI/AAAAAAAAAn0/fmxbP-Gj3fY/s72-c/P1050135.JPG' height='72' width='72'/><thr:total>0</thr:total></entry><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-5360692068899110733.post-8471876590401244254</id><published>2010-03-03T20:02:00.000-08:00</published><updated>2010-06-26T00:41:34.198-07:00</updated><title type='text'>[3.03.-5.03.2010 Wietnam] Hoi An</title><content type='html'>&lt;a onblur="try {parent.deselectBloggerImageGracefully();} catch(e) {}" href="http://4.bp.blogspot.com/_8nGKW0bDeJo/S52ESvR-PZI/AAAAAAAAAn8/pndc608iaZI/s1600-h/P1050103.JPG"&gt;&lt;img style="float:left; margin:0 10px 10px 0;cursor:pointer; cursor:hand;width: 200px; height: 150px;" src="http://4.bp.blogspot.com/_8nGKW0bDeJo/S52ESvR-PZI/AAAAAAAAAn8/pndc608iaZI/s200/P1050103.JPG" border="0" alt=""id="BLOGGER_PHOTO_ID_5448656581652528530" /&gt;&lt;/a&gt;&lt;br /&gt;Ok 7mej rano dotarlismy do Hoi An. Miasteczko nastawione na turystow wiec o hotelu za 6$ mozna bylo tylko pomarzyc, po godzinie chodzenia udalo sie  koncu wyrwac jakis za 9$, ale ceny w miescie zasadniczo to od 10$ wzwyz. Po odespaniu troche podrozy ok 14tej wybralismy sie na jedna z najstarszych starowek w Wietnamie. Dziwna sprawa z biletami: uprzejmie prosza przy wejsciu o ich zakup (za jakies ciezkie pieniadze, cos kolo 50tys dong), ale bilet upowazniania do zwiedzania jednego typu miejsc np tylko muzea lub tylko swiatynie, natomiast na pozostale trzeba wykupowac dodatkowe bilety. Mozna rowniez nie placic za wejscie (tak jak my to zrobilismy) i po prostu sobie chodzic po starowce ogladajac wszystko z zewnatrz (tzn weszlismy na "krzywy ryj" ;) do jakiegos najstarszego z najstarszych domow, ale to nas tylko utwierdzilo, ze nie bylo za co placic ;) ). Generalnie u nas starowki sa duzo ciekawsze, a ladniejsze miejsca widzialem nawet w Indiach (tylko tam robilo to za nowoczesne centra ;P). Pozniej poszlismy jeszcze na polwysep An Hoi poogladac zachod slonca i dopiero wieczorem sciagnelismy do hotelu. Nastepnego dnia wybralismy sie na piechote na pobliska (oddalona o raptem 5km :) ) plaze, gdzie posiedzielismy prawie do wieczora (z kapania nici - woda byla troche za zimna, prawie jak w Baltyku). Dzien zakonczylismy w lokalnym barze (oczywiscie jako jedyni westenersi otoczeni lokalesami). Kolejnego dnia ok 13tej mielismy autobus do Hue, takze przed 12ta wypisalismy sie z hotelu, zostawilismy bagaze w agencji z ktora jezdziemy od HCMC az do Hanoi i poszlismy jeszcze powalesac sie po starym miescie. Tym razem jechalismy zwyklym autobusem (a nie nocnym), podroz trwala raptem 3h i ok 16tej bylismy juz w Hue.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;a href="http://aleksandrartwt.geoblog.pl/entry?id=95220"&gt;Zdjecia&lt;/a&gt;&lt;br /&gt;&lt;a href="http://aleksandrartwt.geoblog.pl/entry?id=95222"&gt;Zdjecia&lt;/a&gt;&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/5360692068899110733-8471876590401244254?l=mariuszch.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;</content><link rel='replies' type='application/atom+xml' href='http://mariuszch.blogspot.com/feeds/8471876590401244254/comments/default' title='Komentarze do posta'/><link rel='replies' type='text/html' href='http://www.blogger.com/comment.g?blogID=5360692068899110733&amp;postID=8471876590401244254' title='Komentarze (2)'/><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/5360692068899110733/posts/default/8471876590401244254'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/5360692068899110733/posts/default/8471876590401244254'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://mariuszch.blogspot.com/2010/03/303-5032010-wietnam-hoi.html' title='[3.03.-5.03.2010 Wietnam] Hoi An'/><author><name>camer</name><uri>http://www.blogger.com/profile/10716862559304391619</uri><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='16' height='16' src='http://img2.blogblog.com/img/b16-rounded.gif'/></author><media:thumbnail xmlns:media='http://search.yahoo.com/mrss/' url='http://4.bp.blogspot.com/_8nGKW0bDeJo/S52ESvR-PZI/AAAAAAAAAn8/pndc608iaZI/s72-c/P1050103.JPG' height='72' width='72'/><thr:total>2</thr:total></entry><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-5360692068899110733.post-1845921247587154067</id><published>2010-02-23T18:34:00.000-08:00</published><updated>2010-06-26T00:40:50.297-07:00</updated><title type='text'>[23.02.-2.03.2010 Wietnam] Nha Trang - wietnamskie "Miedzyzdroje" :)</title><content type='html'>&lt;a onblur="try {parent.deselectBloggerImageGracefully();} catch(e) {}" href="http://1.bp.blogspot.com/_8nGKW0bDeJo/S4yRR4GvvZI/AAAAAAAAAns/reg5wkDbSGc/s1600-h/P1040696.JPG"&gt;&lt;img style="float:left; margin:0 10px 10px 0;cursor:pointer; cursor:hand;width: 200px; height: 150px;" src="http://1.bp.blogspot.com/_8nGKW0bDeJo/S4yRR4GvvZI/AAAAAAAAAns/reg5wkDbSGc/s200/P1040696.JPG" border="0" alt="" id="BLOGGER_PHOTO_ID_5443885785888570770"&gt;&lt;/a&gt;&lt;br /&gt;Z samego rana dotarlismy do Nha Trang, gdzie od razu uleglismy ofercie jednego z naganiaczy (to nie w naszym stylu) i prawie bez szukania poszlismy do zaproponowanego przez niego hotelu (8$/noc). Ale byla 6ta rano, my bylismy troche niedospani, nie chcialo sie nam dralowac z plecakami, tym bardziej, ze zaczynalo sie robic cieplo-musicie nam wybaczyc ;). Dlugo tam nie zabawilismy, ale takiego luksusu ;) to juz dawno nie mielismy ;) :D (pokoj z lazienka, ciepla woda, TV, darmowy net, marmury ... ). Najpierw sie wyspalismy, pozniej poszlismy na poszukiwanie czegos tanszego, bo planowalismy tu zostac kilka dni. Wietnamczycy okazali sie byc bardzo pomocni, nawet jak hotelarze podawali nam cene ktora nas nie satysfakcjonowala, to pozniej z usmiechem podpowiadali, gdzie mozemy znalezc cos tanszego. W koncu w jednej z bocznych uliczek trafilismy na guesthouse Anh Dong, gdzie po krotkich targach stanelo na rownowartosci 6$/noc czyli 114 tys dong. Hotelik okazal sie byc wlasciwie normalnym domem, zamieszkiwanym przez sympatyczna rodzinke, w ktorym wynajmowany byl jeden pokoik dla nas, rowniez z lazienka, wiatrakiem, kablowa TV (z bardzo dobrymi kanalami :) ), a jak sie pozniej jeszcze okazalo - docieral tu rowniez niezabezpieczony haslem bezprzewodowy internet, ktory sobie po cichu podkradalismy :D. Dodatkowo zaproponowano nam tu wynajem ich motocykla za 3$/dzien, co wychodzilo niezwykle tanio w porownaniu do innych ofert. Nastepnego dnia przeprowadzilismy sie na nowa miejscowke z samego rana, ale ze bylismy po mega klotni to caly dzien spedzilismy na boczeniu sie na siebie, a potem pozniej na opracowywaniu warunkow rozejmu :P. Takze dopiero kolejny dzien mozna zaliczyc jako prawdzwie turystyczny, rano poszlismy na lokalny bazar, pozniej plazowanie i kapiel w Morzu Poludniowo-chinskim, wieczorem znalezlismy odpowiednik piwnej lokantki z HCMC z jeszcze tanszym piwkiem, a tuz obok druga ze smacznym jedzeniem. Pozniej odwiedzilismy Why Not Bar, gdzie moc sprzedawanych w sloiczkach drinkow tak mnie zaskoczyla, ze musialem byc nieomal holowany do hotelu ;). Konsekwencja tego wieczora byl przespany przez nas ranek (prawie do poludnia) i leniuchowanie w pokoju polaczne z nadrabianiem zaleglosci w tym co sie dzieje na swiecie (internet, tv). Dopiero poznym popoludniem wypuscilismy sie na plaze, zeby troche poplywac. Nastepnego dnia wypozyczylismy motocykl i caly dzien spedzilismy poza Nha Trang, zwiedzajac inne okoliczne plaze. Jesli chodzi o ruch drogowy w Wietnamie to jest to bardzo ciekawa sprawa (szczegolnie dla nas - poukladanych europejczykow) - troche straszyli w LP, zeby nie pchac sie na drogi krajowe, moim zdaniem nie bylo tak zle, duzo gorzej wyglada to w miescie. Generalnie ogolnie na drodze panuje partyzantka: mowiac krotko, kto ma wiekszy woz, ten wygrywa, najgorzej maja piesi i rowerzysci, pozniej motocyklisci, a najbardziej uprzywilejowane sa autobusy, ktore jezdza z zawrotnymi predkosciami wyprzedzajac na czolowke, unikajac konfrontacji jedynie z ciezarowkami. Jadac motocyklem najbepieczniej jest na poboczu, rowniez tym pasem najlepiej sie wyprzedza powolne ciezarowki :P. Jedynie trzeba bardzo uwazac na ludzi wlaczajacych sie do ruchu (gdyz w ogole nie patrza czy ktos nadjezdza z tylu, zakladajac ze ten ktos zostawi im miejsce) oraz na bardzo popularne jezdzenie poboczem pod prad. Dojezdzajac do ronda czy skrzyzowania nikt sie nie zatrzymuje, tylko zwalnia i szuka sobie luki, zeby sie wcisnac, ewentualnie po prostu wymusza, zeby inni mu ustapili. Z drugiej strony bedac nawet na drodze uprzywiljowanej ludzie przepuszczaja, zwalniaja i ustepuja, tak, ze to wszystko odbywa sie dosc zgrabnie. Z tego co widzielismy to sytuacji niebezpiecznych wielu nie ma (szczegolnie z tylu, lusterka prawie zbedne), natomiast z pewnoscia trzeba bardzo uwazac na to co sie dzieje z przodu, bo tam czesto duze samochody traktuja nadjezdzjacych motocyklistow jak powietrze i wyprzedzaja auta zmuszajac tych z naprzeciwka nieraz nawet do zjazdu na "glebokie" pobocze lub do ostrego hamowania. Nawet ja uleglem urokowi tej "wolnej amerykanki", to byl moj "pierwszy raz" z motocyklem, a od razu wypuscilem sie na droge krajowa, nie mowiac o tym, ze zapomnialem wziac moje prawo jazdy z kat. B, zeby udowodnic w czasie ewentualnej kontroli, ze przepisy ruchu drogowego (przynajmniej tego w Polsce) znam. Jazda poza miastem jest dosc meczaca i wolna, natomiast to co sie dzieje w miastach to po prostu masakra. Jest bardzo podobnie do tego co opisalem tylko zwielokrotnione, skuterow jest cala masa, oczy trzeba miec dookola glowy, a do tego dochodza jeszcze piesi i rowerzyszci, ktorzy np potrafia jechac srodkiem centralnego z trzech dostepnych pasow :). Fakt, ze wszystko to odbywa sie dosc wolno, wiec nawet ewentualna stluczka nie grozi powaznymi konsekwencjami (pewnie tylko obcierki na ciele i pojezdzie). To tyle teorii ;), najlepiej tego doswiadczyc samemu, a "za wszystko inne mozesz zaplacic karta mastercard" :D. Wieczor ponownie spedzilismy w Why Not Bar, tym razem uwaznie obchadzac sie z serwowanymi tam drinkami, za to duzo tanczac. Kolejnego dnia labowalismy w Nha Trang, natomiast dzien pozniej znowu wynajelismy motocykl i odswiezylismy sobie wspomnienia ruchu drogowego w Wietnamie ;). Tym razem pojechalismy do niedaleko polozonego kompleksu jezior i wodospadow (a w zasadzie malutkich jeziorek i wodospadkow), gdzie spedzilismy prawie caly dzien na opalaniu sie i plywaniu. Wieczor tradycyjnie juz: piwko z baniaczka + jedzonko w pobliskiej lokantce (zazwyczaj jadamy tu grillowana lub smazona wieprzowine + kopa ryzu + jakies zielone lodygi imitujace surowke/salatke, czasem jeszcze bierzemy tez jajko gotowane lub sadzone, zeby wzbogacic doznania smakowe). &lt;br /&gt;W dniu dzisiejszym opuszczamy Nha Trang nocnym autobusem o 19:30 kierujac sie dalej na polnoc kraju do miejscowosci Hoi An.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;a href="http://aleksandrartwt.geoblog.pl/entry?id=93806"&gt;Zdjecia&lt;/a&gt;&lt;br /&gt;&lt;a href="http://aleksandrartwt.geoblog.pl/entry?id=94115"&gt;Zdjecia&lt;/a&gt;&lt;br /&gt;&lt;a href="http://aleksandrartwt.geoblog.pl/entry?id=94116"&gt;Zdjecia&lt;/a&gt;&lt;br /&gt;&lt;a href="http://aleksandrartwt.geoblog.pl/entry?id=94429"&gt;Zdjecia&lt;/a&gt;&lt;br /&gt;&lt;a href="http://aleksandrartwt.geoblog.pl/entry?id=94439"&gt;Zdjecia&lt;/a&gt;&lt;br /&gt;&lt;a href="http://aleksandrartwt.geoblog.pl/entry?id=94428"&gt;Zdjecia&lt;/a&gt;&lt;br /&gt;&lt;a href="http://camer.simracing.pl/RTWT/P1040854.MOV"&gt;Filmik z jazdy w formacie .mov (90mb)&lt;/a&gt;&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/5360692068899110733-1845921247587154067?l=mariuszch.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;</content><link rel='replies' type='application/atom+xml' href='http://mariuszch.blogspot.com/feeds/1845921247587154067/comments/default' title='Komentarze do posta'/><link rel='replies' type='text/html' href='http://www.blogger.com/comment.g?blogID=5360692068899110733&amp;postID=1845921247587154067' title='Komentarze (2)'/><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/5360692068899110733/posts/default/1845921247587154067'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/5360692068899110733/posts/default/1845921247587154067'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://mariuszch.blogspot.com/2010/03/2302-2032010-wietnam-nha-trang.html' title='[23.02.-2.03.2010 Wietnam] Nha Trang - wietnamskie &quot;Miedzyzdroje&quot; :)'/><author><name>camer</name><uri>http://www.blogger.com/profile/10716862559304391619</uri><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='16' height='16' src='http://img2.blogblog.com/img/b16-rounded.gif'/></author><media:thumbnail xmlns:media='http://search.yahoo.com/mrss/' url='http://1.bp.blogspot.com/_8nGKW0bDeJo/S4yRR4GvvZI/AAAAAAAAAns/reg5wkDbSGc/s72-c/P1040696.JPG' height='72' width='72'/><thr:total>2</thr:total></entry><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-5360692068899110733.post-1512920606518932098</id><published>2010-02-21T05:38:00.000-08:00</published><updated>2010-03-01T18:34:30.894-08:00</updated><title type='text'>[19.02.-22.02.2010 Wietnam] Ho Chi Minh City aka HCMC aka Saigon - czyli "Good Morning Vietnam" :)</title><content type='html'>&lt;a onblur="try {parent.deselectBloggerImageGracefully();} catch(e) {}" href="http://2.bp.blogspot.com/_8nGKW0bDeJo/S4E7JKp-06I/AAAAAAAAAnk/a2OkdUci7IM/s1600-h/P1040527.JPG"&gt;&lt;img style="float:left; margin:0 10px 10px 0;cursor:pointer; cursor:hand;width: 200px; height: 150px;" src="http://2.bp.blogspot.com/_8nGKW0bDeJo/S4E7JKp-06I/AAAAAAAAAnk/a2OkdUci7IM/s200/P1040527.JPG" border="0" alt=""id="BLOGGER_PHOTO_ID_5440694853505569698" /&gt;&lt;/a&gt;&lt;br /&gt;&lt;a onblur="try {parent.deselectBloggerImageGracefully();} catch(e) {}" href="http://2.bp.blogspot.com/_8nGKW0bDeJo/S4E7IxHLaKI/AAAAAAAAAnc/ezhICYnhnT4/s1600-h/P1040535.JPG"&gt;&lt;img style="float:left; margin:0 10px 10px 0;cursor:pointer; cursor:hand;width: 200px; height: 150px;" src="http://2.bp.blogspot.com/_8nGKW0bDeJo/S4E7IxHLaKI/AAAAAAAAAnc/ezhICYnhnT4/s200/P1040535.JPG" border="0" alt=""id="BLOGGER_PHOTO_ID_5440694846648707234" /&gt;&lt;/a&gt;&lt;br /&gt;Na razie tylko tytulem wstepu (bo nie ma kiedy pisac, tak nam sie tu podoba ;)). HCMC to:&lt;br /&gt;- bardzo mile niezatloczone miasto (moze dlatego ze trafilismy na Tet - chinski i wietnamski nowy rok i wszyscy wyjechali z miasta)&lt;br /&gt;- dosc dobre jedzenie (a przy tym w rozsadnych czyli ok jednodolarowych cenach)&lt;br /&gt;- dobra znajomosc angielskiego u localesow&lt;br /&gt;- tanie lokalne piwo "333" (1,2 l za 12000 dong'ow czyli ok 1,85 PLN &lt;jupi&gt;)&lt;br /&gt;- na razie nas jeszcze nie oszukali (a wszedzie straszyli ze tak bedzie od momentu wjazdu do Viet)&lt;br /&gt;- na razie nas nie okradli (a jak powyzej)&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;PS. Nowy kraj - nowa fryzura, podobno tu wietnamki leca na amerykanskich zolnierzy z azjatyckimi rysami twarzy ;) :P :D.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;edit.&lt;br /&gt;Teraz juz na spokojnie moge cos wiecej napisac:&lt;br /&gt;Z Phnom Penh wyjechalismy rano wypasnym autobusem (w ktorym w cenie biletu zaserwowali nam wode i sniadanie - normalnie jak Turcji czy Iranie :O), gdzies kolo poludnia bylismy na granicy kambodzansko-wietnamskiej. Tam bylo troche czekania i zamieszania jednak "przewodnik" z autokaru wydawal sie panowac nad sytuacja i wszystko wygladalo duzo lepiej niz przy wkraczaniu do Kambodzy. Okolo 5tej dotarlismy do Sajgonu, podreptalismy do niedalekiej dzielnicy wskazanej w LP, tam pochodzilismy ze 2h w poszukiwaniu czegos ponizej 8$, ale chyba byla to cena minimalna w tej okolicy, bo nic nie udalo nam sie znalezc, wiec w koncu zdecydowalismy sie na przestronny pokoj z lazienka i TV (jupi!!). Juz pierwszego dnia namierzylismy tanie lokantki z jedzeniem i rzeczone piwo 333, takze juz wiedzielismy, ze da sie tu jakos przezyc ;). Nastepnego dnia zrobilismy troche porzadkow wokol siebie: pranie, strzyzenie, golenie itp. Wieczorem wypad na miasto, zeby poogladac lokalne atrakcje. Wiele tu ciekawych rzeczy do zobaczenia nie maja, za to przewija sie sporo turystow, takze juz pierwszego dnia przy piwku spotkalismy fajnego kanadyjczyka, ktory tu pracuje (ktorego imienia nie pamietami :P) oraz grupke Polakow, ktorzy przyjechali z Hanoi (gdzie studiuja) na pare dni na poludnie Wietnamu. Tak sie w ogole jakos zakrecilismy, ze sobote zakonczylismy bardzo wczesnie i wrocilismy do pokoju bo bylismy przekonani, ze to piatek - kilka osob na piwku sie dziwilo,dlaczego juz idziemy, ale my nie zaczailismy, dlaczego tak sie dziwnie dopytuja. Dopiero nastepnego dnia wyszlo szydlo z worka :P. No coz - i tak bywa - nie pierwszy stracony sobotni wieczor i nie ostatni zapewne. Na dzisiaj (poniedzialek) mamy wykupiony juz bilet autobusowy do Nha Trang (mamy nadzieje ze to odpowiednik Goa), gdzie chcemy pobyczyc sie kilka dni. Aha co do biletu to kupilismy go na tzw daily open bus. Usluga ta dziala w ten sposob, ze za cene 580 000 VND (cos w okolicy 30$) mamy zapewniony przewoz do Hanoi z 3ema stopami (Nha Thrang, Hoi An, Hue), na ktorych sie wysiada i zostaje ile chce, natomiast pozniej, na dzien przed planowana podroza do kolejnego stopa powiadamia sie o tym fakcie agencje. Bilet jest do wykorzystania w ciagu miesiaca. Bardzo fajne rozwiazanie.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;a href="http://aleksandrartwt.geoblog.pl/entry?id=93628"&gt;Zdjecia&lt;/a&gt;&lt;br /&gt;&lt;a href="http://aleksandrartwt.geoblog.pl/entry?id=93629"&gt;Zdjecia&lt;/a&gt;&lt;br /&gt;&lt;a href="http://aleksandrartwt.geoblog.pl/entry?id=93632"&gt;Zdjecia&lt;/a&gt;&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/5360692068899110733-1512920606518932098?l=mariuszch.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;</content><link rel='replies' type='application/atom+xml' href='http://mariuszch.blogspot.com/feeds/1512920606518932098/comments/default' title='Komentarze do posta'/><link rel='replies' type='text/html' href='http://www.blogger.com/comment.g?blogID=5360692068899110733&amp;postID=1512920606518932098' title='Komentarze (0)'/><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/5360692068899110733/posts/default/1512920606518932098'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/5360692068899110733/posts/default/1512920606518932098'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://mariuszch.blogspot.com/2010/02/19022010-wietnam-ho-chi-minh-city-aka.html' title='[19.02.-22.02.2010 Wietnam] Ho Chi Minh City aka HCMC aka Saigon - czyli &quot;Good Morning Vietnam&quot; :)'/><author><name>camer</name><uri>http://www.blogger.com/profile/10716862559304391619</uri><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='16' height='16' src='http://img2.blogblog.com/img/b16-rounded.gif'/></author><media:thumbnail xmlns:media='http://search.yahoo.com/mrss/' url='http://2.bp.blogspot.com/_8nGKW0bDeJo/S4E7JKp-06I/AAAAAAAAAnk/a2OkdUci7IM/s72-c/P1040527.JPG' height='72' width='72'/><thr:total>0</thr:total></entry><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-5360692068899110733.post-5182121184096511395</id><published>2010-02-21T05:20:00.000-08:00</published><updated>2010-02-22T01:50:19.649-08:00</updated><title type='text'>[16.02-18.02.2010 Kambodza] Phnom Penh i lekcja historii</title><content type='html'>&lt;a onblur="try {parent.deselectBloggerImageGracefully();} catch(e) {}" href="http://3.bp.blogspot.com/_8nGKW0bDeJo/S4E59vs1ZrI/AAAAAAAAAnU/Qo8bax5IrBk/s1600-h/P1040472.JPG"&gt;&lt;img style="float:left; margin:0 10px 10px 0;cursor:pointer; cursor:hand;width: 200px; height: 150px;" src="http://3.bp.blogspot.com/_8nGKW0bDeJo/S4E59vs1ZrI/AAAAAAAAAnU/Qo8bax5IrBk/s200/P1040472.JPG" border="0" alt=""id="BLOGGER_PHOTO_ID_5440693557779588786" /&gt;&lt;/a&gt;&lt;br /&gt;Z samego rana przygotowalismy sie na wyjazd, ale godzine przed wyjsciem dostalismy info ze autobus jest „broken” i mozemy sie zabrac tym kolo poludnia. Troche nam to bylo nie na reke, bo oznaczalo to szukanie hotelu juz po zmroku – ale coz mozna bylo zrobic J. Ciekawie wygladal proces dostarczania nas do wlasciwego autobusu: pol godz przed planowanym odjazdem podjechal minivan, zeby nas zabrac na dworzec, po czym okazalo sie, ze dostarczyl nas do innego, wiekszego autobusu (po pojezdzeniu troche po miescie i zebraniu jeszcze innych turystow). Tam okazalo sie, ze rowniez ten bus nie jest docelowm, tylko dopiero nas do niego zabierze. Znowu pojezdzilismy po miescie, jeszcze pozbieralismy ludzi i dowieziono nas pod agencje, gdzie czekal na nas wlasciwy bus. Wyszlo na to, ze juz na starcie mielismy ok 1h spoznienia, po drodze zlapalismy gume, wiec doszla jeszcze 1h takze w stolicy Kambodzy bylismy ok 19tej. Jak na backpackersow przystalo przeszlismy „na nogach” ze 2 km do dzielnicy z tanimi hotelikami i tam zakwaterowalismy sie w „Happy 11” za jedyne 3$/dobe. Okazalo sie, ze bardzo dobrze trafilismy, mieli duzy „ogrod” wychodzacy na wode, hamaki, duzy TV z niezla kolekcja filmow i bilard – takze mieslismy co robic jak nie bylismy na miescie. &lt;br /&gt;Nastepnego dnia wybralismy sie do dawnego wiezienia i miejsca przesluchan Tuol Sleng (odpowiednika Lubianki w Moskwie), ktore po zakonczeniu panowania rezimu Pol Pota i Czerwonych Khmerow (Khmer Rouge) zostalo przerobione na muzeum, w ktorym wyswietlany jest rowniez film dot. tamtych czasow. Jesli ktos byby zainteresowany co sie dzialo w latach 75-79 w Kambodzy i jakie chore pomysly moge miec ludzie przy tworzeniu nowej rzeczywistosci (np wysiedlenie wszystkich ludzi z wszystkich miast i „zatrudnienie” ich w obozach pracy na wsi) polecam rozejrzec sie za filmem „The Kiling Field”. Generalnie mozna powiedziec, ze Khmerzy (lub Kambodzanie – cholera, nie wiem :/) mieli bardzo ciezka historie, czesciwo podobna do naszej, tylko u nas nie zginelo 25% populacji kraju.&lt;br /&gt;Kolejnego dnia zalatwilismy tylko poczte i bilety do Ho Chi Minh City w Wietnamie (6,5$/os), reszte dnia spedzajac w hotelu, bo bylo strasznie goraco (codziennie ok 35* w cieniu).&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;a href="http://aleksandrartwt.geoblog.pl/entry?id=93453"&gt;Zdjecia&lt;/a&gt;&lt;br /&gt;&lt;a href="http://aleksandrartwt.geoblog.pl/entry?id=93460"&gt;Zdjecia&lt;/a&gt;&lt;br /&gt;&lt;a href="http://aleksandrartwt.geoblog.pl/entry?id=93465"&gt;Zdjecia&lt;/a&gt;&lt;br /&gt;&lt;a href="http://aleksandrartwt.geoblog.pl/entry?id=93471"&gt;Zdjecia&lt;/a&gt;&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/5360692068899110733-5182121184096511395?l=mariuszch.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;</content><link rel='replies' type='application/atom+xml' href='http://mariuszch.blogspot.com/feeds/5182121184096511395/comments/default' title='Komentarze do posta'/><link rel='replies' type='text/html' href='http://www.blogger.com/comment.g?blogID=5360692068899110733&amp;postID=5182121184096511395' title='Komentarze (0)'/><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/5360692068899110733/posts/default/5182121184096511395'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/5360692068899110733/posts/default/5182121184096511395'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://mariuszch.blogspot.com/2010/02/1602-18022010-kambodza-phnom-penh-i.html' title='[16.02-18.02.2010 Kambodza] Phnom Penh i lekcja historii'/><author><name>camer</name><uri>http://www.blogger.com/profile/10716862559304391619</uri><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='16' height='16' src='http://img2.blogblog.com/img/b16-rounded.gif'/></author><media:thumbnail xmlns:media='http://search.yahoo.com/mrss/' url='http://3.bp.blogspot.com/_8nGKW0bDeJo/S4E59vs1ZrI/AAAAAAAAAnU/Qo8bax5IrBk/s72-c/P1040472.JPG' height='72' width='72'/><thr:total>0</thr:total></entry><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-5360692068899110733.post-8457485242102737190</id><published>2010-02-15T09:59:00.000-08:00</published><updated>2010-02-15T16:16:40.550-08:00</updated><title type='text'>[15.02.2010 Kambodza] Angkor Wat i inne "ruiny" ;)</title><content type='html'>&lt;a onblur="try {parent.deselectBloggerImageGracefully();} catch(e) {}" href="http://2.bp.blogspot.com/_8nGKW0bDeJo/S3mZSSqFYTI/AAAAAAAAAnE/ttBFSoMIgoM/s1600-h/100215_140008.jpg"&gt;&lt;img style="float:left; margin:0 10px 10px 0;cursor:pointer; cursor:hand;width: 200px; height: 150px;" src="http://2.bp.blogspot.com/_8nGKW0bDeJo/S3mZSSqFYTI/AAAAAAAAAnE/ttBFSoMIgoM/s200/100215_140008.jpg" border="0" alt=""id="BLOGGER_PHOTO_ID_5438546564551631154" /&gt;&lt;/a&gt;&lt;br /&gt;W koncu zebralismy sie zeby pojechac i zobaczyc ten 8smy cud swiata (bo na pierwsza 7ke sie chyba nie zalapal ;) ). Rano wypozyczylismy rowery, kupilismy kurczaki z ryzem "na wynos" i ruszylismy. Po zrobieniu 4ch km zajechalismy do kas kupic bilet - pelna profesjonalka, robia zdjecie, w 2 min bilet gotowy i portfel lzjeszy o 40$ (po 20/glowe). Pozniej kolejne 5 km do najbardziej okazalej swiatyni Angkor Wat. Coz - mozna powiedziec, ze ogrom konstrukcji, teren jaki zajmuje i jakosc wwykonczen (tam gdzie je widac) robia wrazenie, jakby to jeszcze bylo zachowane w lepszej kondycji to by powalalo na kolana, a tak to sa jednak kolejne ruiny na naszej trasie. Czlowiek z wieksza wyobraznia przestrzenna na pewno bylby w stanie zwizualizowac sobie jak to wygladalo w czasach swietnosci, ja musze gdzies w necie poszukac rekonstrukcji - moze wowczas mnie urzeknie. Z tego co widzialem trwaja ostre prace konserwacyjne, zaangazowanych jest w to wiele krajow (Japonia, Indie, NZ) wiec moze za kilkanascie lat warto bedzie przyjechac jeszcze raz, zeby zobaczyc ta swiatynie w lepszej kondycji. Poniej zrobilismy kolejnych kilkanacie km zwiedzajac po drodze inne zagubione niegdys w dzungli swiatynie. Skonczylismy okolo 14tej, dla nas juz "zabytkow" bylo az nadto w tym dniu, natomiast dla pasjonatow zalecany jest wykup 3 dniowego biletu (40$), gdyz to co widzielismy bylo zaledwie ulamkiem ogolu, swiatyn jest duzo wiecej i rozsiane sa na ogromnym obszarze. Ogladajac te wspaniale ruiny zastanawialem sie, gdzie (i jak) kambodzanie (czy khmerzy?) zatracili to swoje dziedzictwo i kulture, ze obecnie sa jednym z najbiedniejszych krajow w Azji. Tak jakby ktos przyszedl, zrobil im reseta i caly narod zaczyna od zera. Dziwne i smutne ... .&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;a href="http://aleksandrartwt.geoblog.pl/entry?id=92485"&gt;Zdjecia&lt;/a&gt;&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/5360692068899110733-8457485242102737190?l=mariuszch.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;</content><link rel='replies' type='application/atom+xml' href='http://mariuszch.blogspot.com/feeds/8457485242102737190/comments/default' title='Komentarze do posta'/><link rel='replies' type='text/html' href='http://www.blogger.com/comment.g?blogID=5360692068899110733&amp;postID=8457485242102737190' title='Komentarze (0)'/><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/5360692068899110733/posts/default/8457485242102737190'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/5360692068899110733/posts/default/8457485242102737190'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://mariuszch.blogspot.com/2010/02/15022010-kambodza-angkor-wat-i-inne.html' title='[15.02.2010 Kambodza] Angkor Wat i inne &quot;ruiny&quot; ;)'/><author><name>camer</name><uri>http://www.blogger.com/profile/10716862559304391619</uri><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='16' height='16' src='http://img2.blogblog.com/img/b16-rounded.gif'/></author><media:thumbnail xmlns:media='http://search.yahoo.com/mrss/' url='http://2.bp.blogspot.com/_8nGKW0bDeJo/S3mZSSqFYTI/AAAAAAAAAnE/ttBFSoMIgoM/s72-c/100215_140008.jpg' height='72' width='72'/><thr:total>0</thr:total></entry><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-5360692068899110733.post-5343421641340121802</id><published>2010-02-15T09:14:00.000-08:00</published><updated>2010-02-15T16:11:46.920-08:00</updated><title type='text'>[12.02.-14.0.2010 Tajlandia/Kambodza] W drodze do Siem Reap i labowanie :)</title><content type='html'>&lt;a onblur="try {parent.deselectBloggerImageGracefully();} catch(e) {}" href="http://4.bp.blogspot.com/_8nGKW0bDeJo/S3mapGwglRI/AAAAAAAAAnM/oZ7dZKzCvoo/s1600-h/P1040187.JPG"&gt;&lt;img style="float:left; margin:0 10px 10px 0;cursor:pointer; cursor:hand;width: 200px; height: 150px;" src="http://4.bp.blogspot.com/_8nGKW0bDeJo/S3mapGwglRI/AAAAAAAAAnM/oZ7dZKzCvoo/s200/P1040187.JPG" border="0" alt=""id="BLOGGER_PHOTO_ID_5438548056005973266" /&gt;&lt;/a&gt;&lt;br /&gt;Z samego rana udalismy sie autobusem na dworzec, wsiedlismy w pociag o 5.55 relacji BKK-AranyaPrathet (kl. 3 ofc ;)  ) i po 6ciu godzinch bylismy na graniy. Tuz przed jej przekroczeniem w ramach pozegnania z tajska kuchnia jeszcze cos przekasilismy, zeby nabrac sil na walke z khmerowymi pogranicznikami na tej cieszacej sie zla slawa granicy, bo czytalismy opowiesci od ktorych jezyl sie wlos na glowie. Wbrew pozorom poszlo dosc gladko, oczywiscie chcieli dodatkowe 100 bhat za niewiadomo co (mylili sie w zeznaniach: raz ze za express vise, innym razem za mozliwosc jej kupienia na granicy), ale my odrobiilismy prace domowa: mielismy odliczone dokladnie 40$ na 2 wizy i nie ustepowalismy, wiec po krotkiej walce pogranicznicy sie poddali i wystawili nam wizy za normalna kwote. Zaraz za granica jakis "przemily agent" staral sie zapakowac nas w "darmowy bus" na dworzec, ale nauczeni ze w tych krajach nie ma nic za darmo zbylismy go i poszlismy pieszo. Nie bylo latwo o cokolwiek sie dowiedziec, wydawalo sie ze w tym przygranicznym miasteczku (Poipet) wszyscy pracuja w biznesie turystycznym i kazdy chcial nam wyswiaadczyc jakas usluge za niewielka oplate, tylko nikt nie chcial wskazac gdzie jest dworzec. W koncu jeden gosc sie wygadal, poszlismy tam, ale okazalo sie ze juz nic dzisiaj nie jedzie do Siem Reap. Zagadalismy jakiegos mlodego chlopaka ktory tam pracowal i po chwili, gdy zobaczyl, ze na nas nie zarrobi (a w dodatku dostal jeszcze ciastko od Olki) zaczal nam opowiadac jakie mamy mozliwosci. Okazalo sie, ze tamten darmowy autobus wiezie ludzi na prywatny dworzec oddalony 10 km od Poipet, nie ma z niego opcji powrotu, mozna tylko wsiasc w ich autobus do Siem Reap, ale za ciezka kase. Nam mlody kolega zaproponowal pomoc w znalezieniu tzw shared taxi tzn jedzie sie w 6 osob + kierowca samochodem osobowym za jedyne 9$ od lebka. Wydaje sie, ze cena byla dobra dla nas, bo kierowca byl troche niezadowolony, ale akurat brakowalo mu 2ch osob do kompletu (te taxi czekaja az sie uzbiera 6 osob, dopiero wtedy jada), i sie zgodzil (chociaz nie mam watpliwosci, ze i tak cos na nas przycial w stosunku do lokalesow). Po 2h bylismy juz w Siem Reap (jakby ktos pytal droga Poipet-Siem Reap jest juz wyremontowana, wiec czesc legendy dotyczacej tej trasy jest juz przeszloscia), zakwaterowalismy sie tanio w Naga Guesthouse, gdzie mielismy wypasne 2 lozka, prysznic i darmowe wifi - normalnie jak w 5cio gwiazdkowym hotelu :P.&lt;br /&gt;Tak nam brakowalo neta, ze dwa dni uzupelnialismy braki i sciagalismy co tam sie tylko dalo, zupelnie zapominajac o tym, ze przyjechalismy tu by zwiedzic kompleks swiatyn Angkor :).&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;a href="http://aleksandrartwt.geoblog.pl/entry?id=92293"&gt;Zdjecia&lt;/a&gt;&lt;br /&gt;&lt;a href="http://aleksandrartwt.geoblog.pl/entry?id=92206"&gt;Zdjecia&lt;/a&gt;&lt;br /&gt;&lt;a href="http://aleksandrartwt.geoblog.pl/entry?id=92294"&gt;Zdjecia&lt;/a&gt;&lt;br /&gt;&lt;a href="http://aleksandrartwt.geoblog.pl/entry?id=92295"&gt;Zdjecia&lt;/a&gt;&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/5360692068899110733-5343421641340121802?l=mariuszch.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;</content><link rel='replies' type='application/atom+xml' href='http://mariuszch.blogspot.com/feeds/5343421641340121802/comments/default' title='Komentarze do posta'/><link rel='replies' type='text/html' href='http://www.blogger.com/comment.g?blogID=5360692068899110733&amp;postID=5343421641340121802' title='Komentarze (0)'/><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/5360692068899110733/posts/default/5343421641340121802'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/5360692068899110733/posts/default/5343421641340121802'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://mariuszch.blogspot.com/2010/02/1202-1402010-tajlandiakambbodza-w.html' title='[12.02.-14.0.2010 Tajlandia/Kambodza] W drodze do Siem Reap i labowanie :)'/><author><name>camer</name><uri>http://www.blogger.com/profile/10716862559304391619</uri><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='16' height='16' src='http://img2.blogblog.com/img/b16-rounded.gif'/></author><media:thumbnail xmlns:media='http://search.yahoo.com/mrss/' url='http://4.bp.blogspot.com/_8nGKW0bDeJo/S3mapGwglRI/AAAAAAAAAnM/oZ7dZKzCvoo/s72-c/P1040187.JPG' height='72' width='72'/><thr:total>0</thr:total></entry><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-5360692068899110733.post-207164968650251678</id><published>2010-02-11T08:07:00.000-08:00</published><updated>2010-02-11T08:39:13.858-08:00</updated><title type='text'>[6.02.-11.02.2010 Tajlandia] Powrot do BKK :)</title><content type='html'>Nastepny dzien, wydawaloby sie malowal nam sie w rozowych kolorach, jednak nie skonczyl sie dla nas zbyt „ciekawie”. Rano zgodnie z umowa przyjechal po nas Samer i pojechalismy z nim do Khon Kaen. Tam zaprowadzil nas na dworzec autobusowy, zalatwil bilety „w normalnych cenach” (czyt. nie jak dla farang’ow) i zapakowal nas w busa do Nakhon Ratchasima z opcja jazdy az do BKK (o ile sie na to zdecydujemy). Pozegnalismy go serdecznie i podziekowalismy za pomoc majac nadzieje na utrzymanie kontaktu przez maile. W drodze przekalkulowalismy i troche przestraszeni naszymi „kosztowymi” przygodami w Laosie postanowilismy nie jechac w ciemno do Kambodzy i tam siedziec kilka dni, tylko wybralismy znajomy juz nam Bangkok. Po dotarciu do stolicy Tajlandii na dworcu milo nas zaskoczyli taksiarze i obsluga, bo ladnie skierowali nas do miejskiego autobusu do dzielnicy hosteli, wiec nie musielismy placic ciezkich pieniedzy za sky-train. Pisze, ze milo nas zaskoczyli, bo zazwyczaj pytajac taksowkarzy o jakas lokalizacje dostajemy odpowiedz, ze jest ona „niezwykle” daleko i nic tam nie jezdzi procz jego taksowki – jak widac w Tajlandii jest inaczej :). Kiedy juz dotarlimy w poblize Kao San myslelismy, ze juz jestesmy w „domciu”, ale czymze byloby zycie backpackers’a bez niespodzianek: wszytkie, ale to doslownie wszystkie guesthaus'y (no moze oprocz drogich hoteli) byly pelne. Po 2ch godzinach krecenia sie z plecakami wykombinowalismy niecny plan: zdalismy bagaz do przechowalni, poszlismy troche wypoczac w parku (znaczy sie polezec ;) ), pozniej poszlismy na naszzego ulubionego padthai’a z piwem, gdzie posiedzielismy do ok 2giej, po czym skierowalismy sie do niedalekiej kafejki internetowej czynnej 24h z bardzo wygodnymi kanapami. Tam posiedzielismy przy necie (i troche na kanapach :P) do 7mej rano, odebralismy bagaze i poszlismy znowu szukac wolnego hotelu. Tym razem nam sie powiodlo, ale sukces byl polowiczny: moglismy sie wprowadzic dopiero od 12tej – takze czekala nas jeszcze jedna wizyta w pobliskim parku :D. Natomiast po poludniu, jak juz dorwalismy si do lozek (a w zasadzie materacy) to obudzilismy sie dopiero poznym wieczorem. &lt;br /&gt;Kolejne dni uplynely nam na zalatwianiu wizy wietnamskiej (ktora miala kosztowac 30$, a okazalo sie ze trzeba bylo zaplacic 1800 bhat czyli ok 54$ po przeliczeniu :/ ), zakupach kosmetykow i ciuchow (Olka w koncu kupila porzadne travellerskie spodnie TNF, ja klapki, bo indyjskie juz mi sie rozpadly), zalatwianiu spraw internetowych i finansowych. Jutro ruszamy na podboj Kambodzy majac nadzieje, ze podbije nasze serca (a nie portfele ;) ).&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/5360692068899110733-207164968650251678?l=mariuszch.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;</content><link rel='replies' type='application/atom+xml' href='http://mariuszch.blogspot.com/feeds/207164968650251678/comments/default' title='Komentarze do posta'/><link rel='replies' type='text/html' href='http://www.blogger.com/comment.g?blogID=5360692068899110733&amp;postID=207164968650251678' title='Komentarze (0)'/><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/5360692068899110733/posts/default/207164968650251678'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/5360692068899110733/posts/default/207164968650251678'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://mariuszch.blogspot.com/2010/02/602-11022010-tajlandia-powrot-do-bkk.html' title='[6.02.-11.02.2010 Tajlandia] Powrot do BKK :)'/><author><name>camer</name><uri>http://www.blogger.com/profile/10716862559304391619</uri><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='16' height='16' src='http://img2.blogblog.com/img/b16-rounded.gif'/></author><thr:total>0</thr:total></entry><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-5360692068899110733.post-4661629417471229421</id><published>2010-02-09T23:49:00.000-08:00</published><updated>2010-02-11T08:06:56.429-08:00</updated><title type='text'>Uzupelnienie zdjec</title><content type='html'>Blog Olki doczekal sie :) drobnego uzupelnienia o brakujace zdjecia z Turcji. Rozpoczynajac od tego dnia: http://aleksandrartwt.geoblog.pl/entry?id=56573 kolejne galerie wzbogacily sie o nowe fotki. Zycze milego ogladania :).&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/5360692068899110733-4661629417471229421?l=mariuszch.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;</content><link rel='replies' type='application/atom+xml' href='http://mariuszch.blogspot.com/feeds/4661629417471229421/comments/default' title='Komentarze do posta'/><link rel='replies' type='text/html' href='http://www.blogger.com/comment.g?blogID=5360692068899110733&amp;postID=4661629417471229421' title='Komentarze (2)'/><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/5360692068899110733/posts/default/4661629417471229421'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/5360692068899110733/posts/default/4661629417471229421'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://mariuszch.blogspot.com/2010/02/uzupelninie-zdjec.html' title='Uzupelnienie zdjec'/><author><name>camer</name><uri>http://www.blogger.com/profile/10716862559304391619</uri><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='16' height='16' src='http://img2.blogblog.com/img/b16-rounded.gif'/></author><thr:total>2</thr:total></entry><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-5360692068899110733.post-3771746376891635292</id><published>2010-02-08T07:50:00.000-08:00</published><updated>2010-02-15T10:51:14.614-08:00</updated><title type='text'>[5.02.2010 Laos/Tajlandia] Kolejny "zwykly" dzien z zycia backpackersa :)</title><content type='html'>Ten dzien okazal sie byc jednym z bardziej zwariowanych w historii naszej podrozy. Plan byl prosty: rano wstajemy, pakujemy sie, jemy sniadanie i kolo poludnia jedziemy do Vientiane – stolicy Laosu – zeby tam wyrobic sobie vise wietnamska i kambodzanska. Wszystko banglalo do momentu, gdy poszlismy na autobus. Po chwili podjechala do nas laotanska wersja minibusa tzn pickup przerobiony tak, ze ma dach i dwie waskie lawki wzdluz burt. Jako ze taki transport byl 5 tys kip tanszy, a my jestesmy porzadnymi backpackersami ;) - dlugo sie nie zastanawialismy. Dopiero po tym jak usiedlismy na laweczkach (twardych jak diabli), uswiadomilismy sobie, ze ciezko bedzie wytrzymac na nich ok 3,5h. Po dojedzie do stolicy bylismy tak obolali i zdretwiali, ze brakujace do centrum 4km postanowilismy zrobic na nogach. Tez nie byl to zbyt szczesliwy pomysl, bo bylo okropnie parno, a z plecakami juz dawno nie chodzilismy. Doszlismy juz naprawde wymeczeni do dzielnicy guesthouse’ow, zeby po 3h szukania dowiedziec sie, ze najtansze pokoje tutaj kosztuja po 100 tys za dobe (a my liczylismy na cos za max 40 tys). Wizja spedzenia w tak drogim miescie kilku dni oczekujac na wizy tak nas przerazila, ze zaczelismy kombinowac. Podjelismy szybka decyzje, ze jedziemy do „przyjaznej” Tajlandii (i albo od razu skierujemy sie przez nia do Kambodzy i tam w stolicy Phnom Penh wyrobimy wize wietnamska lub wrocimy do BKK i tam wszystko pozalatwiamy), do granicy bylo raptem 22km, byla godz 19ta, wiec nie tak pozno (w LP wyczytalismy, ze granica czynna jest do 22giej). Poszlismy na dworzec, a tu skuszka – nic juz tam nie jezdzi, tylko tuk-tuki po 75 tys na glowe. Na szczescie spadl nam z nieba jakis goscio, ktory jezdzil minivanem i nie wiem czy mial tam cos do zalatwienia czy po prostu nie zdzieral kasy z turystow, bo po krotkich negocjacjach wzial nas za 30 tys na glowe :). Laos pozegnal nas jeszcze jedna niemila niespodzianka, na granicy zlupili nas jeszcze po 2500 kip jako „overtime fee” lub „exit fee” (w zaleznosci od godziny przekraczania granicy), a ze nie mielismy juz kip’ow to zdarli z nas ta oplate w tajskich bhat’ach, ale po zbojeckim kursie, tak, ze zaplacilismy 2x drozej :/. Bylismy juz tak zli, ze jak podszedl do nas juz za bramkami granicznymi gosc i zazadal 4 tys kip nie potrafiac nam wytlumaczyc za co je chce (a chcial nam sprzedac przejazd busem przez graniczny, ok 2 km, most) to go zignorowalismy i poszlismy na piechote. Doszlismy do tajskiego punktu granicznego dobrze po 20tej liczac, ze bez problemu dostaniemy wize „on arrival”, ale okazalo sie, ze nie doczytalismy wszystkiego dobrze i zeby ja dostac, trzeba okazac bilet powrotny. Sytuacja byla lekko powazna, bo okazalo sie, ze oba przejscia sa czynne tylko do 20tej i zastalismy kogos tylko dlatego, ze obsluga sie zasiedziala. Jednak gdyby nas zawrocili, to na laotanskiej granicy nikogo by juz nie bylo i musilibbysmy spedzic noc doslownie na granicznym moscie (o ile nie zawinal by nas do wiezienia jakis patrol), a w najlepszym wypadku musielibysmy kupic znowu wize do Laosu (pewnie po chamskim kursie), pojsc na neta zarezerwowac wyjazd z Tajlandii i wrocic nastepnego dnia na granice. &lt;br /&gt;Jak zdalismy sobie sprawe z grozy sytuacji to od razu zrobilismy kocie oczka ze shreka 2 i zaczelismy prosic dziewuszke-celniczke, zeby nas jakos przepuscila. "Ulegla" nam po dluzszej chwili, uratowal nas bilet lotniczy na 15.04. HK(Chiny)-Penang(Malezja), ktory farciarsko mielismy akurat oddrukowany. Niestety ta "impreza" kosztowala nas po 100B na glowe, musielismy dac a'la tip za pomoc, ale rzeczywiscie pani celniczka uratowala nam skore. Po przekroczeniu granicy bylismy juz tak szczesliwi (i wymeczeni), ze myslelismy tylko o lozkach w hotelu, ale okazalo sie, ze to jeszcze nie koniec dnia. Do centrum najblizszego miasteczka  (Nong Khai) byly kolejne 4km, nic juz nie jezdzilo, tuk-tuki byly cholernie drogie, wiec trzeba bylo zakladac plecaki i zasuwac pieszo. Po kolejnej godzinie dotarlismy do miasteczka, tylko nigdzie po drodze nie widzielismy zadnych (tanich) hoteli, a pytajac ludzi o cos za ok 200B (mniej wiecej tyle placilismy zazwyczaj w Tajlandii) widzielismy tylko jak robia "wielkie oczy". Powoli tracilismy nadzieje, ze ta noc przespimy w normalnych lozkach, az w koncu trafilismy na "dobra duszyczke", Samer - mlody chlopak, ktory uslyszal jak sie kogos dopytujemy o droge, podszedl do nas i powiedzial, zebysmy wsiadali do niego do samochodu i on sprobuje nam cos znalezc. Po pol godz jezdzenia znalezlismy w koncu hotel w naszej wysnionej cenie, a dodatkowo okazalo sie, ze nastepnego dnia jedzie do miasta Khon Kaen (ktore bylo nam po drodze) spotkac sie ze swoja dziewczyna, takze umowilismy sie na nastepny dzien na 9ta i w koncu ok polnocy udalismy sie na zaluzony wypoczynek.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;a href="http://aleksandrartwt.geoblog.pl/entry?id=91230"&gt;Zdjecia&lt;/a&gt;&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/5360692068899110733-3771746376891635292?l=mariuszch.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;</content><link rel='replies' type='application/atom+xml' href='http://mariuszch.blogspot.com/feeds/3771746376891635292/comments/default' title='Komentarze do posta'/><link rel='replies' type='text/html' href='http://www.blogger.com/comment.g?blogID=5360692068899110733&amp;postID=3771746376891635292' title='Komentarze (0)'/><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/5360692068899110733/posts/default/3771746376891635292'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/5360692068899110733/posts/default/3771746376891635292'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://mariuszch.blogspot.com/2010/02/5022010-laostajlandia-kolejny-zwykly.html' title='[5.02.2010 Laos/Tajlandia] Kolejny &quot;zwykly&quot; dzien z zycia backpackersa :)'/><author><name>camer</name><uri>http://www.blogger.com/profile/10716862559304391619</uri><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='16' height='16' src='http://img2.blogblog.com/img/b16-rounded.gif'/></author><thr:total>0</thr:total></entry><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-5360692068899110733.post-95512055503172342</id><published>2010-02-08T07:21:00.000-08:00</published><updated>2010-02-08T07:29:37.659-08:00</updated><title type='text'>Gdzie szukac zdjec :)</title><content type='html'>Doszedlem do wniosku, ze troche powielam prace, ktora robi Olka na swoim blogu (ona npwrzuca 20 zdjec, ja z tego wybieram 5 i wsadzam do siebie) w zwiazku z powyszszym przy swoich postach bede dodawal linki do konkretnych dni ze zdjeciami na jej blogu. Niestety nie wiem dlaczego nie chca sie one pokazywac jako "klikalne" odnosniki, wiec trzeba je skopiowiowac i wkleic. Za chwile pozuzupelniam o te linki kilka ostatnich moich wpisow (od Bangkoku cz1). Mam nadzieje, ze to bedzie lepsze rozwiazanie niz te szczatkowe zdjecia, ktore dotychczas wrzucalem. Pozdrawiam :)&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/5360692068899110733-95512055503172342?l=mariuszch.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;</content><link rel='replies' type='application/atom+xml' href='http://mariuszch.blogspot.com/feeds/95512055503172342/comments/default' title='Komentarze do posta'/><link rel='replies' type='text/html' href='http://www.blogger.com/comment.g?blogID=5360692068899110733&amp;postID=95512055503172342' title='Komentarze (1)'/><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/5360692068899110733/posts/default/95512055503172342'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/5360692068899110733/posts/default/95512055503172342'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://mariuszch.blogspot.com/2010/02/gdzie-szukac-zdjec.html' title='Gdzie szukac zdjec :)'/><author><name>camer</name><uri>http://www.blogger.com/profile/10716862559304391619</uri><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='16' height='16' src='http://img2.blogblog.com/img/b16-rounded.gif'/></author><thr:total>1</thr:total></entry><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-5360692068899110733.post-7692526643642360285</id><published>2010-02-07T06:58:00.000-08:00</published><updated>2010-02-15T10:38:27.610-08:00</updated><title type='text'>[30-04.02.2010 Laos] Luang Prabang i Vang Vieng</title><content type='html'>&lt;a onblur="try {parent.deselectBloggerImageGracefully();} catch(e) {}" href="http://3.bp.blogspot.com/_8nGKW0bDeJo/S27bGcKdCDI/AAAAAAAAAl0/e0xFUb7vibs/s1600-h/P1040069.JPG"&gt;&lt;img style="float:left; margin:0 10px 10px 0;cursor:pointer; cursor:hand;width: 200px; height: 150px;" src="http://3.bp.blogspot.com/_8nGKW0bDeJo/S27bGcKdCDI/AAAAAAAAAl0/e0xFUb7vibs/s200/P1040069.JPG" border="0" alt=""id="BLOGGER_PHOTO_ID_5435522703968503858" /&gt;&lt;/a&gt;&lt;br /&gt;&lt;a onblur="try {parent.deselectBloggerImageGracefully();} catch(e) {}" href="http://4.bp.blogspot.com/_8nGKW0bDeJo/S27bF9VEFBI/AAAAAAAAAls/RnC1oZFgV50/s1600-h/P1040096.JPG"&gt;&lt;img style="float:left; margin:0 10px 10px 0;cursor:pointer; cursor:hand;width: 200px; height: 150px;" src="http://4.bp.blogspot.com/_8nGKW0bDeJo/S27bF9VEFBI/AAAAAAAAAls/RnC1oZFgV50/s200/P1040096.JPG" border="0" alt=""id="BLOGGER_PHOTO_ID_5435522695691506706" /&gt;&lt;/a&gt;&lt;br /&gt;&lt;a onblur="try {parent.deselectBloggerImageGracefully();} catch(e) {}" href="http://1.bp.blogspot.com/_8nGKW0bDeJo/S27bFj8S-GI/AAAAAAAAAlk/A5BmgxOT2B4/s1600-h/P1040115.JPG"&gt;&lt;img style="float:left; margin:0 10px 10px 0;cursor:pointer; cursor:hand;width: 200px; height: 150px;" src="http://1.bp.blogspot.com/_8nGKW0bDeJo/S27bFj8S-GI/AAAAAAAAAlk/A5BmgxOT2B4/s200/P1040115.JPG" border="0" alt=""id="BLOGGER_PHOTO_ID_5435522688876738658" /&gt;&lt;/a&gt;&lt;br /&gt;&lt;a onblur="try {parent.deselectBloggerImageGracefully();} catch(e) {}" href="http://4.bp.blogspot.com/_8nGKW0bDeJo/S27bFWgGgbI/AAAAAAAAAlc/MxVWk8hAXBw/s1600-h/P1040122.JPG"&gt;&lt;img style="float:left; margin:0 10px 10px 0;cursor:pointer; cursor:hand;width: 200px; height: 150px;" src="http://4.bp.blogspot.com/_8nGKW0bDeJo/S27bFWgGgbI/AAAAAAAAAlc/MxVWk8hAXBw/s200/P1040122.JPG" border="0" alt=""id="BLOGGER_PHOTO_ID_5435522685268820402" /&gt;&lt;/a&gt;&lt;br /&gt;&lt;a onblur="try {parent.deselectBloggerImageGracefully();} catch(e) {}" href="http://3.bp.blogspot.com/_8nGKW0bDeJo/S27bEw8XXFI/AAAAAAAAAlU/sf2hDbAo290/s1600-h/P1040126.JPG"&gt;&lt;img style="float:left; margin:0 10px 10px 0;cursor:pointer; cursor:hand;width: 200px; height: 150px;" src="http://3.bp.blogspot.com/_8nGKW0bDeJo/S27bEw8XXFI/AAAAAAAAAlU/sf2hDbAo290/s200/P1040126.JPG" border="0" alt=""id="BLOGGER_PHOTO_ID_5435522675186818130" /&gt;&lt;/a&gt;&lt;br /&gt;&lt;a onblur="try {parent.deselectBloggerImageGracefully();} catch(e) {}" href="http://2.bp.blogspot.com/_8nGKW0bDeJo/S3mUVdKxyNI/AAAAAAAAAm8/_xPMRKyPADc/s1600-h/SNC00394.jpg"&gt;&lt;img style="float:left; margin:0 10px 10px 0;cursor:pointer; cursor:hand;width: 200px; height: 150px;" src="http://2.bp.blogspot.com/_8nGKW0bDeJo/S3mUVdKxyNI/AAAAAAAAAm8/_xPMRKyPADc/s200/SNC00394.jpg" border="0" alt=""id="BLOGGER_PHOTO_ID_5438541121354582226" /&gt;&lt;/a&gt;&lt;br /&gt;Caly dzien spedzilismy w Luang Prabang krecac sie bez celu, bo nic tam ciekawego nie bylo tzn nic co by nas moglo jakos zachwycic (stare swiatynie i widoczki juz nam sie troche przejadly ;) ). Nastepnego dnia pojechalismy na poludnie Laosu do Vang Vieng. Miejscowosc jest bardzo uroczo polozona pomiedzy wzgorzami nad rzeka, a glowna atrakcja w tej miejscowosci jest splyw ta rzeka na oponach traktorowych z przystankami przy barach z alkoholem. Niestety mielismy troche pecha i chorowalismy lekko na brzuchy - raz ja, pozniej Olka, takze skonczylo sie na tym ze splywu (i drinkowania) nie zaliczylismy. Inna "atrakcja" jest to ze w prawie kazdej knajpie puszczaja "Friends'ow", takze czas uplywal powoli acz przyjemnie saczac piwko i ogladajac ten serial. Z ciekawostek to zostalismy kolejny raz obrabowani, tym razem Olka: siedzielismy w barze wieczorem na "disko" na specjalnych platformach, przed wejsciem na nie nalezalo zdjac buty, niestety na koniec imprezy okazalo sie ze Olki sandaly znikly :/ i to doslownie niemal sprzed oczu, bo polozyla kolo siebie (i w dodatku byla trzezwa :D, bo to byl dzien w ktorym ona chorowala). W Vang Vieng spotkalismy kilka fajnych osob, a najwiekszym zdziwieniem bylo dla nas jak w naszym hotelu zobaczylismy ludzi z Holandii, ktorych poznalismy w Iranie i Esfachanie u Tahera i Kaveh ponad pol roku temu. Oni dotarli tu troche inna trasa przez Turkmenistan, Uzbekistan i bodajze Kirgistan do Chin, tam tuz przy granicy z Wietnamem kupili rowery i na nich dotarli przez Wietnam, Kambodze, Tajlandie do Lasou - niezly wyczyn :). Ostatniego dnia, jako ze obydwoje wydobrzelismy, znowu poszlismy na party w koncu potanczyc, kupilismy sobie dwa wiadereczka tamtejszego hitu alkoholowego tzn mix tajskiej Tiger Whiskey, Redbula, coli i duuuzej ilosci lodu (przez co drink byl troche slaby) i troche poskakalismy (tym razem juz w klapkach na nogach nie zostawiajac ich na boku :D).&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;a href="http://aleksandrartwt.geoblog.pl/entry?id=90837"&gt;Zdjecia&lt;/a&gt;&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/5360692068899110733-7692526643642360285?l=mariuszch.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;</content><link rel='replies' type='application/atom+xml' href='http://mariuszch.blogspot.com/feeds/7692526643642360285/comments/default' title='Komentarze do posta'/><link rel='replies' type='text/html' href='http://www.blogger.com/comment.g?blogID=5360692068899110733&amp;postID=7692526643642360285' title='Komentarze (3)'/><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/5360692068899110733/posts/default/7692526643642360285'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/5360692068899110733/posts/default/7692526643642360285'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://mariuszch.blogspot.com/2010/02/30-04022010-laos-luang-prabang-i-vang.html' title='[30-04.02.2010 Laos] Luang Prabang i Vang Vieng'/><author><name>camer</name><uri>http://www.blogger.com/profile/10716862559304391619</uri><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='16' height='16' src='http://img2.blogblog.com/img/b16-rounded.gif'/></author><media:thumbnail xmlns:media='http://search.yahoo.com/mrss/' url='http://3.bp.blogspot.com/_8nGKW0bDeJo/S27bGcKdCDI/AAAAAAAAAl0/e0xFUb7vibs/s72-c/P1040069.JPG' height='72' width='72'/><thr:total>3</thr:total></entry><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-5360692068899110733.post-2483734201957459871</id><published>2010-02-06T14:09:00.000-08:00</published><updated>2010-02-10T20:50:46.762-08:00</updated><title type='text'>[28-29.01.2010 Laos] 300km/2 dni slow boat'em po Mekongu</title><content type='html'>&lt;a onblur="try {parent.deselectBloggerImageGracefully();} catch(e) {}" href="http://3.bp.blogspot.com/_8nGKW0bDeJo/S27b-jFMpqI/AAAAAAAAAmc/tP8O-AzRD3c/s1600-h/P1030987.JPG"&gt;&lt;img style="float:left; margin:0 10px 10px 0;cursor:pointer; cursor:hand;width: 200px; height: 150px;" src="http://3.bp.blogspot.com/_8nGKW0bDeJo/S27b-jFMpqI/AAAAAAAAAmc/tP8O-AzRD3c/s200/P1030987.JPG" border="0" alt=""id="BLOGGER_PHOTO_ID_5435523667898181282" /&gt;&lt;/a&gt;&lt;br /&gt;&lt;a onblur="try {parent.deselectBloggerImageGracefully();} catch(e) {}" href="http://4.bp.blogspot.com/_8nGKW0bDeJo/S27b-Z3mn1I/AAAAAAAAAmU/cpDa2J_TqWo/s1600-h/P1030927.JPG"&gt;&lt;img style="float:left; margin:0 10px 10px 0;cursor:pointer; cursor:hand;width: 200px; height: 150px;" src="http://4.bp.blogspot.com/_8nGKW0bDeJo/S27b-Z3mn1I/AAAAAAAAAmU/cpDa2J_TqWo/s200/P1030927.JPG" border="0" alt=""id="BLOGGER_PHOTO_ID_5435523665425243986" /&gt;&lt;/a&gt;&lt;br /&gt;&lt;a onblur="try {parent.deselectBloggerImageGracefully();} catch(e) {}" href="http://4.bp.blogspot.com/_8nGKW0bDeJo/S27b-M8TM7I/AAAAAAAAAmM/d9r0405A4ds/s1600-h/P1030883.JPG"&gt;&lt;img style="float:left; margin:0 10px 10px 0;cursor:pointer; cursor:hand;width: 200px; height: 150px;" src="http://4.bp.blogspot.com/_8nGKW0bDeJo/S27b-M8TM7I/AAAAAAAAAmM/d9r0405A4ds/s200/P1030883.JPG" border="0" alt=""id="BLOGGER_PHOTO_ID_5435523661955281842" /&gt;&lt;/a&gt;&lt;br /&gt;&lt;a onblur="try {parent.deselectBloggerImageGracefully();} catch(e) {}" href="http://2.bp.blogspot.com/_8nGKW0bDeJo/S27b9guLtjI/AAAAAAAAAmE/x8T81RIYukk/s1600-h/P1040061.JPG"&gt;&lt;img style="float:left; margin:0 10px 10px 0;cursor:pointer; cursor:hand;width: 150px; height: 200px;" src="http://2.bp.blogspot.com/_8nGKW0bDeJo/S27b9guLtjI/AAAAAAAAAmE/x8T81RIYukk/s200/P1040061.JPG" border="0" alt=""id="BLOGGER_PHOTO_ID_5435523650084910642" /&gt;&lt;/a&gt;&lt;br /&gt;&lt;a onblur="try {parent.deselectBloggerImageGracefully();} catch(e) {}" href="http://3.bp.blogspot.com/_8nGKW0bDeJo/S27b9csxw8I/AAAAAAAAAl8/1UKL15uC-Gc/s1600-h/P1040032.JPG"&gt;&lt;img style="float:left; margin:0 10px 10px 0;cursor:pointer; cursor:hand;width: 200px; height: 150px;" src="http://3.bp.blogspot.com/_8nGKW0bDeJo/S27b9csxw8I/AAAAAAAAAl8/1UKL15uC-Gc/s200/P1040032.JPG" border="0" alt=""id="BLOGGER_PHOTO_ID_5435523649005274050" /&gt;&lt;/a&gt;&lt;br /&gt;Kolejne 2 dni spedzilismy na statku (nazywanym tu "slow boat" - bo plynie do Luang Prabang tak dlugo, w przeciwienstwie do speed boat'ow, ktore sa w stanie zrobic ten sam dystans w 6 godzin, ale przy duzych stratach wlasnych tzn bardzo czeste sa wypadki - rowniez smiertelne), plynac powoli w dol Mekongu obserwujac zmieniajacy sie powoli krajobraz i zycie toczace sie nad rzeka. Nie mozna powiedziec, zeby ten odcinek naszej podrozy obfitowal w jakies wydarzenia, po prostu byla to mila, spokojna przejazdzka po rzece, z przystankiem w Pak Beng na nocleg. Poznalismy tam pare osob, ktore potem spotykalismy jeszcze kilkakrotnie podczas podrozowania po Laosie. Za to widoki jakie przesuwaly nam sie przed oczami z nawiazka rekompensowaly nude i bolace "siedzenie" :). Na poczatku lekko pofadowany krajobraz zmienial sie w coraz wieksze pagorki i wzgorza, porosniete przez gesty las od czasu do czasu poprzecinane byly wioseczkami lub raptem kilkoma domkami z plecionki, na brzegach widac bylo sporo zycia - a to rybacy, a to dzieci, a to krowy :D. Jednak pod koniec drugiego dnia juz z niecierpliwoscia oczekiwalismy doplyniecia do Luang Prabang - dawnej krolewskiej stolicy Laosu. Jednak pierwszego wieczora nie mielismy zbyt duzo czasu na rozkoszowanie sie pieknem miasteczka, gdyz proby znalezienia pokoju w przyzwoitej cenie prawie spelzy na niczym, albo hotel byl wypelniony po brzegi, albo strasznie drogi. W koncu po dlugich poszukiwaniach znalezlismy pokoj w jakiejs bocznej uliczce, za najdrozsze pieniadze jakie dotychczas zaplacilismy podczas tej podrozy za hotel. Na szczescie od razu namierzylismy ichni night market i przynajmniej znalezlismy tania opcje zywieniowa - talerz roznego rodzaju makaronow z warzywami za "jedyne" 10 tys kip :/. Tak posileni, poszlismy sie umyc w goracej wodzie (luksus) i spac :).&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;a href="http://aleksandrartwt.geoblog.pl/entry?id=89205"&gt;Zdjecia&lt;/a&gt;&lt;br /&gt;&lt;a href="http://aleksandrartwt.geoblog.pl/entry?id=90767"&gt;Zdjecia&lt;/a&gt;&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/5360692068899110733-2483734201957459871?l=mariuszch.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;</content><link rel='replies' type='application/atom+xml' href='http://mariuszch.blogspot.com/feeds/2483734201957459871/comments/default' title='Komentarze do posta'/><link rel='replies' type='text/html' href='http://www.blogger.com/comment.g?blogID=5360692068899110733&amp;postID=2483734201957459871' title='Komentarze (0)'/><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/5360692068899110733/posts/default/2483734201957459871'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/5360692068899110733/posts/default/2483734201957459871'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://mariuszch.blogspot.com/2010/02/28-29012010-laos-300km2-dni-slow-boatem.html' title='[28-29.01.2010 Laos] 300km/2 dni slow boat&apos;em po Mekongu'/><author><name>camer</name><uri>http://www.blogger.com/profile/10716862559304391619</uri><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='16' height='16' src='http://img2.blogblog.com/img/b16-rounded.gif'/></author><media:thumbnail xmlns:media='http://search.yahoo.com/mrss/' url='http://3.bp.blogspot.com/_8nGKW0bDeJo/S27b-jFMpqI/AAAAAAAAAmc/tP8O-AzRD3c/s72-c/P1030987.JPG' height='72' width='72'/><thr:total>0</thr:total></entry><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-5360692068899110733.post-7075740788087613059</id><published>2010-02-06T13:40:00.000-08:00</published><updated>2010-02-08T07:39:05.120-08:00</updated><title type='text'>[25-27.01.2010 Tajlandia/Laos] W drodze do Laosu</title><content type='html'>&lt;a onblur="try {parent.deselectBloggerImageGracefully();} catch(e) {}" href="http://4.bp.blogspot.com/_8nGKW0bDeJo/S23oRShrctI/AAAAAAAAAlM/4e8iCffFQ0o/s1600-h/P1030812.JPG"&gt;&lt;img style="float:left; margin:0 10px 10px 0;cursor:pointer; cursor:hand;width: 150px; height: 200px;" src="http://4.bp.blogspot.com/_8nGKW0bDeJo/S23oRShrctI/AAAAAAAAAlM/4e8iCffFQ0o/s200/P1030812.JPG" border="0" alt=""id="BLOGGER_PHOTO_ID_5435255709034574546" /&gt;&lt;/a&gt;&lt;br /&gt;&lt;a onblur="try {parent.deselectBloggerImageGracefully();} catch(e) {}" href="http://3.bp.blogspot.com/_8nGKW0bDeJo/S23oRP8_elI/AAAAAAAAAlE/RxCUbpfM8kM/s1600-h/P1030814.JPG"&gt;&lt;img style="float:left; margin:0 10px 10px 0;cursor:pointer; cursor:hand;width: 150px; height: 200px;" src="http://3.bp.blogspot.com/_8nGKW0bDeJo/S23oRP8_elI/AAAAAAAAAlE/RxCUbpfM8kM/s200/P1030814.JPG" border="0" alt=""id="BLOGGER_PHOTO_ID_5435255708343827026" /&gt;&lt;/a&gt;&lt;br /&gt;&lt;a onblur="try {parent.deselectBloggerImageGracefully();} catch(e) {}" href="http://3.bp.blogspot.com/_8nGKW0bDeJo/S23oQ_jg5oI/AAAAAAAAAk8/h1ByAMm512o/s1600-h/P1030816.JPG"&gt;&lt;img style="float:left; margin:0 10px 10px 0;cursor:pointer; cursor:hand;width: 200px; height: 150px;" src="http://3.bp.blogspot.com/_8nGKW0bDeJo/S23oQ_jg5oI/AAAAAAAAAk8/h1ByAMm512o/s200/P1030816.JPG" border="0" alt=""id="BLOGGER_PHOTO_ID_5435255703941998210" /&gt;&lt;/a&gt;&lt;br /&gt;&lt;a onblur="try {parent.deselectBloggerImageGracefully();} catch(e) {}" href="http://1.bp.blogspot.com/_8nGKW0bDeJo/S23oQjq7fvI/AAAAAAAAAk0/icWEIXL3XlY/s1600-h/P1030822.JPG"&gt;&lt;img style="float:left; margin:0 10px 10px 0;cursor:pointer; cursor:hand;width: 150px; height: 200px;" src="http://1.bp.blogspot.com/_8nGKW0bDeJo/S23oQjq7fvI/AAAAAAAAAk0/icWEIXL3XlY/s200/P1030822.JPG" border="0" alt=""id="BLOGGER_PHOTO_ID_5435255696456908530" /&gt;&lt;/a&gt;&lt;br /&gt;&lt;a onblur="try {parent.deselectBloggerImageGracefully();} catch(e) {}" href="http://1.bp.blogspot.com/_8nGKW0bDeJo/S23oQIGJwcI/AAAAAAAAAks/fUW2w3f8ndk/s1600-h/P1030827.JPG"&gt;&lt;img style="float:left; margin:0 10px 10px 0;cursor:pointer; cursor:hand;width: 150px; height: 200px;" src="http://1.bp.blogspot.com/_8nGKW0bDeJo/S23oQIGJwcI/AAAAAAAAAks/fUW2w3f8ndk/s200/P1030827.JPG" border="0" alt=""id="BLOGGER_PHOTO_ID_5435255689054896578" /&gt;&lt;/a&gt;&lt;br /&gt;Po 3dniowym pobycie w Chiang Mai udalismy sie jak najszybciej na polnoc Tajlandii w strone Laosu zaliczajac po drodze Chiang Rai i Chiang Khon. Po dotarciu do granicy (rzeka Mekong) przeprawilismy sie lodzia na druga strone, kupilismy wizy laotanskie po 30$/osobe i bylismy juz w Laosie - jednym z biedniejszych panstw w tej czesci swiata. Z zalem opuszczalismy Tajlandie, gdyz w zasadzie wszystko nam tu sie podobalo: mili, usmiechnieci ludzie, dobrze rozwinieta infrastruktura, czysto, porzadek, bezpiecznie, niezbyt drogo, w miare "przejrzyste" ceny (tzn za transport turysci sa kasowani nieoficjalnie troche drozej, za to jedzenie, hotele, atrakcje - wszystkie ceny sa powywieszane). Zyczylibysmy sobie jeszcze wrocic do tego kraju (co zreszta okazalo sie zyczeniem spelnionym, bo wlasnie pisze z Bangkoku :) ), bo zostalo nam jeszcze do zwiedzenia cale poludnie, w tym atrakcyjne wyspy i plaze. Wjezdzalismy do panstwa, ktore przewodniki opisywaly jako kraj z dopiero rozwijajaca sie turystyka, gdzie mozna spotkac ludzi nie wypaczonych przez "wachlujacych" pieniedzmi turystow, co rokowalo nadzieje na fajne spotkania i rozmowy. &lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Jakiez bylo nasze zdziwienie gdy okazalo sie, ze przewodnik (calkiem swiezy bo z 2008r) jest bardzo nieaktualny jesli chodzi o ceny: przeplyniecie slow boat'em po Mekongu z Huay Xai do Luang Prabang mialo kosztowac ok 100 tys kip'ow, a kosztowalo 200 tys, najtanszy hotel znalezlismy za 40 tys kipow, a liczylismy na znalezienie czegos za 20 tys. Byle jakie ciastka czy przekaski kosztuja 10 tys czyli odpowiednik 40 bat'ow tajskich, gdzie w Tajlandii za to mozna juz bylo zjesc dobry obiad z kurczakiem i ryzem. Pomyslelismy, ze pewnie dlatego, ze jest to miasteczko przygraniczne wszystkie ceny sa wyzsze, ale okazalo sie, ze bylismy w bledzie :)...&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Linki do zdjec:&lt;br /&gt;http://aleksandrartwt.geoblog.pl/entry?id=89204&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/5360692068899110733-7075740788087613059?l=mariuszch.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;</content><link rel='replies' type='application/atom+xml' href='http://mariuszch.blogspot.com/feeds/7075740788087613059/comments/default' title='Komentarze do posta'/><link rel='replies' type='text/html' href='http://www.blogger.com/comment.g?blogID=5360692068899110733&amp;postID=7075740788087613059' title='Komentarze (0)'/><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/5360692068899110733/posts/default/7075740788087613059'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/5360692068899110733/posts/default/7075740788087613059'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://mariuszch.blogspot.com/2010/02/25-27012010-tajlandia-w-drodze-do-laosu.html' title='[25-27.01.2010 Tajlandia/Laos] W drodze do Laosu'/><author><name>camer</name><uri>http://www.blogger.com/profile/10716862559304391619</uri><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='16' height='16' src='http://img2.blogblog.com/img/b16-rounded.gif'/></author><media:thumbnail xmlns:media='http://search.yahoo.com/mrss/' url='http://4.bp.blogspot.com/_8nGKW0bDeJo/S23oRShrctI/AAAAAAAAAlM/4e8iCffFQ0o/s72-c/P1030812.JPG' height='72' width='72'/><thr:total>0</thr:total></entry><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-5360692068899110733.post-5804804287852866985</id><published>2010-01-25T09:43:00.001-08:00</published><updated>2010-02-08T07:38:06.664-08:00</updated><title type='text'>[24.01.2010 Tajlandia] Juz 9 miesiecy w podrozy!!!!</title><content type='html'>Kolejny dzien (praktycznie caly bo od 7:30 do 16:00) uplynal nam na podrozy pociagiem lolkalnym do Chiang Mai – odpowiedniku naszego Zakopanego. Przybylismy tu z zamiarem zrobienia jakiegos trekingu, ale okazalo sie, ze glowna atrakcja jest odwiedzanie lokalnych plemiennych wiosek w celu poznania ich kultury. Jednak jak dowiedzielismy sie, ze jest to glownie organizowane przez agencje turystyczne i wiecej to ma wspolnego z show pod turystow niz z autentycznym zyciem to odpuscilismy. Chcielismy jak zwykle zrobic to na wlasna reke, ale po przeczytaniu, ze w wioskach tez sie spi za kase, doszlismy do wniosku, ze autentyczne plemiona i ludzi nie skazonych przez turystyke jeszcze bedziemy mieli okazje poznac – jak nie w Indonezji to moze w Ameryce Poludniowej. Wieczorem po wypuszczeniu sie na miasto okazalo sie, ze znowu mielismy szczescie – akurat odbywal sie niedzielny „Sunday Market” takze znowu pobuszowalimy w poszukiwaniu jakis nowych odkryc kulinarnych, a na sam koniec przy piwku Chang poswietowalismy 9ty miesiac podrozy, tak, ze dopiero ok 2giej dotarlimy do hotelu.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Linki do zdjec:&lt;br /&gt;http://aleksandrartwt.geoblog.pl/entry?id=88737&lt;br /&gt;http://aleksandrartwt.geoblog.pl/entry?id=88839&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/5360692068899110733-5804804287852866985?l=mariuszch.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;</content><link rel='replies' type='application/atom+xml' href='http://mariuszch.blogspot.com/feeds/5804804287852866985/comments/default' title='Komentarze do posta'/><link rel='replies' type='text/html' href='http://www.blogger.com/comment.g?blogID=5360692068899110733&amp;postID=5804804287852866985' title='Komentarze (3)'/><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/5360692068899110733/posts/default/5804804287852866985'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/5360692068899110733/posts/default/5804804287852866985'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://mariuszch.blogspot.com/2010/01/24012010-tajlandia-juz-9-miesiecy-w.html' title='[24.01.2010 Tajlandia] Juz 9 miesiecy w podrozy!!!!'/><author><name>camer</name><uri>http://www.blogger.com/profile/10716862559304391619</uri><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='16' height='16' src='http://img2.blogblog.com/img/b16-rounded.gif'/></author><thr:total>3</thr:total></entry><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-5360692068899110733.post-7665296200660668270</id><published>2010-01-25T09:28:00.000-08:00</published><updated>2010-02-08T07:36:45.232-08:00</updated><title type='text'>[21.01. – 23.01.2010] Surin, Khan Koen, Phitsanoluk, Sukhotai, Chiang Mai – robaki, hitchhiking, kolejna dawna stolica, tajski masaz.</title><content type='html'>&lt;a onblur="try {parent.deselectBloggerImageGracefully();} catch(e) {}" href="http://2.bp.blogspot.com/_8nGKW0bDeJo/S27dP27-ffI/AAAAAAAAAm0/gna1rjLwYxw/s1600-h/P1030693z.JPG"&gt;&lt;img style="float:left; margin:0 10px 10px 0;cursor:pointer; cursor:hand;width: 200px; height: 150px;" src="http://2.bp.blogspot.com/_8nGKW0bDeJo/S27dP27-ffI/AAAAAAAAAm0/gna1rjLwYxw/s200/P1030693z.JPG" border="0" alt=""id="BLOGGER_PHOTO_ID_5435525064797617650" /&gt;&lt;/a&gt;&lt;br /&gt;&lt;a onblur="try {parent.deselectBloggerImageGracefully();} catch(e) {}" href="http://2.bp.blogspot.com/_8nGKW0bDeJo/S27dPRswrwI/AAAAAAAAAms/e3l2TfIVZGo/s1600-h/P1030701.JPG"&gt;&lt;img style="float:left; margin:0 10px 10px 0;cursor:pointer; cursor:hand;width: 150px; height: 200px;" src="http://2.bp.blogspot.com/_8nGKW0bDeJo/S27dPRswrwI/AAAAAAAAAms/e3l2TfIVZGo/s200/P1030701.JPG" border="0" alt=""id="BLOGGER_PHOTO_ID_5435525054801686274" /&gt;&lt;/a&gt;&lt;br /&gt;&lt;a onblur="try {parent.deselectBloggerImageGracefully();} catch(e) {}" href="http://3.bp.blogspot.com/_8nGKW0bDeJo/S27dPBBSSNI/AAAAAAAAAmk/nWSf_VCaJmc/s1600-h/P1030718.JPG"&gt;&lt;img style="float:left; margin:0 10px 10px 0;cursor:pointer; cursor:hand;width: 200px; height: 150px;" src="http://3.bp.blogspot.com/_8nGKW0bDeJo/S27dPBBSSNI/AAAAAAAAAmk/nWSf_VCaJmc/s200/P1030718.JPG" border="0" alt=""id="BLOGGER_PHOTO_ID_5435525050324371666" /&gt;&lt;/a&gt;&lt;br /&gt;Przed wyjazdem w ta podroz wielu znajomych smialo sie, ze jak przyjade w rejon poludniowo-wschodniej Azji to bede jadl robaki, bo nic innego tu nie bedzie ;). Nie jest tak zle, nasze doswiadczenia kulinarne naleza raczej do korzystnych, ale chodzac po marketach juz wczesniej widzielismy bogata oferte oopiekanych robaczkow, wiec w koncu postanowilem sprobowac jak to smakuje. Na poczatek zaczalem od czegos znajomego, wzialem odpowiednik naszego konika polnego, tylko troche wiekszy czyli ichnia szarancza. Nie bylo to jakies tragiczne w smaku, ladnie zesmazone w oleju i sosie sojowym, troche gorzkawe, pachnace jak pokarm dla rybek trzymanych w akwarium. Mi wystarczyla jedna sztuka, ktora zjadlem uczciwie cala, Olka troche mniej zasmakowala chyba, bo nie zjadla nozek (ze niby za ostre dla podniebienia ;) ). Oczywiscie zaraz poprawilismy uczciwym sniadaniem czyli grillowanym kurczakiem :). Pozniej, kierujac sie do kolejnego miasta, Sukhotai – pierwszej stolicy Tajow, postanowilismy dac jeszcze raz szanse autostopowi. Wyszlismy na koniec miasta i probowalismy cos zatrzymac. Po okolo 5ciu minutach z pobliskiego biura ubezpieczeniowego wyszly pracownice, ktore usilnie staraly sie nam przekazac, ze tak nie da sie podrozowac w Tajlandii. Do tego stopnia chcialy pomoc, ze zadzwonily do kolezanki, ktora mowila po angielsku i ta zaczela mi tlumaczyc, ze one zatrzymaja nam autobus. W koncu jakos udalo mi sie ja przekonanac, ze chcemy sprobowac i daly nam spokoj. Po kolejnych paru minutach zatrzymali sie dwaj motocyklisci, ktorzy zaczeli ta sama gadke, ze trzeba jechac autobusem. Na szczescie (bo juz pewnie bysmy sie poddali) w miedzyczasie po drugiej stronie zatrzymal sie pickup, wysiadla z niego Tajka i zaczela sie nas pytac gdzie jedziemy, bo akurat ona jedzie w naszym kierunku. Powiedziala ze widziala, ze stoimy i machamy, a wiedzac ze pewnie nikt sie nie zatrzyma, zawrocila, zeby nas zabrac. Dwa razy nie trzeba nam bylo powtarzac, zapakowalismy sie szybko (do kabiny) – tym bardziej ze zaczynal wlasnie padac deszcz. Tajka jechala do Roi Et, miejscowosci mniej wiecej w polowie drogi do Khoan Kaen – naszego celu tego dnia. Podroz trwala okolo 2ch godzin, troche pogadalismy i dowiedzielismy sie kilku nowych rzeczy o Tajach. W koncu udalo jej sie rowniez wybic nam z glowy dalsze autostopowanie (tym bardziej ze ciagle padal deszcz). Zawiozla nas na dworzec, tam zaraz mielismy autobus i na wieczor bylismy w KK. Tam po znalezieniu hotelu poszlismy poszukac cos do jedzenia na ulicy. Najwiekszy problem z tym jest taki, ze trudno siie dowiedziec co jest w garku, Tajowie czesto nie znaja angielskiego, my nauczylismy sie raptem kilku slowek, ale czasem to nie wystarcza. Zazwyczaj prosimy, zeby pokazali co to jest albo zamieszali chochla w garnku, zeby poczuc jak to pachnie :). Tym razem trafilem na bardzo dobra zupe (w smaku), tylko okazala sie byc zrobiona na kurzych lapkach (z pazurkmi), ktore jak pozniej zobaczylismy, lokalesi ogryzali ze smakiem do golej kosci. Ja nie bylem az takim hardcorem, zjadlem tylko zupe, reszte zostawilem, pewnie sie pozniej ze mnie smiali, ze „farang” (tak nazywaja tu cudzoziemcow) nie wie co dobre. Kolejny dzien dzien uplynal nam na podrozy do miejscowosci Phitsanoluk, bazy wypadowej do zwiedzania Sukhotai. Nastepnego dnia z samego rana pojechalismy tam, pochodzilismy po ruinach, dochodzac do wniosku, ze w  Ayuthaji byl fajniejszy klimat, a po powrocie postanowilismy zazyc oslawionego tajskiego mazsazu. Ja napalalem sie na sexowna Tajke, ale chyba ze wzgledu na to, ze drobnym Tajkom trudno jest masowac Europejczykow (jednak sily trzeba troche wlozyc) trafil mi sie facet i tyle bylo z marzen ;). Sam masaz byl relaksujacy, ale szalu nie robil, z drugiej strony przynajmniej nie zemdlalem jak na tureckim masazu w Stambule :D:D:D.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Linki do zdjec:&lt;br /&gt;http://aleksandrartwt.geoblog.pl/entry?id=88735&lt;br /&gt;http://aleksandrartwt.geoblog.pl/entry?id=88736&lt;br /&gt;http://aleksandrartwt.geoblog.pl/entry?id=88838&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/5360692068899110733-7665296200660668270?l=mariuszch.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;</content><link rel='replies' type='application/atom+xml' href='http://mariuszch.blogspot.com/feeds/7665296200660668270/comments/default' title='Komentarze do posta'/><link rel='replies' type='text/html' href='http://www.blogger.com/comment.g?blogID=5360692068899110733&amp;postID=7665296200660668270' title='Komentarze (0)'/><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/5360692068899110733/posts/default/7665296200660668270'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/5360692068899110733/posts/default/7665296200660668270'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://mariuszch.blogspot.com/2010/01/2101-23012010-surin-khan-koen.html' title='[21.01. – 23.01.2010] Surin, Khan Koen, Phitsanoluk, Sukhotai, Chiang Mai – robaki, hitchhiking, kolejna dawna stolica, tajski masaz.'/><author><name>camer</name><uri>http://www.blogger.com/profile/10716862559304391619</uri><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='16' height='16' src='http://img2.blogblog.com/img/b16-rounded.gif'/></author><media:thumbnail xmlns:media='http://search.yahoo.com/mrss/' url='http://2.bp.blogspot.com/_8nGKW0bDeJo/S27dP27-ffI/AAAAAAAAAm0/gna1rjLwYxw/s72-c/P1030693z.JPG' height='72' width='72'/><thr:total>0</thr:total></entry><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-5360692068899110733.post-306013207332318089</id><published>2010-01-23T08:08:00.000-08:00</published><updated>2010-02-08T07:33:13.672-08:00</updated><title type='text'>[18.01. - 20.01.2010 Tajlandia] Pak Chong, Khao Yai - jednodniowy trekking przez dzungle, Surin</title><content type='html'>Do Pak Chong dotarlismy przed wieczorem, po znalezieniu hotelu (ponownie cena ok 150B :) ), postanowlismy cos zjesc, wiec wyszlismy na miasto i opla :) - trafilismy znowu na night market (przewaznie otwierane sa kolo 18-19tej i trwaja czasem nawet do poznej nocy). Pojawilo sie kilka nowych odkryc kulinarnych, ja bylem szczesliwym znalazca panierowanego kurczka przy ktoreym ten z KFC sie chowa i grillowanych bananow w toffi. Wieczorem dosc wczesnie sie polozylismy spac, bo rano wybieralismy sie do parku narodowego, zeby polazic troche po dzungli. Nastepnego dnia dotarlismy tam busem, od bram parku do centrum informacyjnego polozonego 14km w srodku parku jechalismy autostopem (jupi). Tam postanowilismy dotrzec do najwiekszego wodospadu w parku 8smio kilometrowa sciezka przez dzungle, chociaz pani z informacji ostrzegala, ze czesto potrafia sie tam zgubic turysci, bo wystarczy ze przetnie ta sciezke slon i juz powstaje alternatywna i nie wiadomo ktora wybrac i ze niby najlepiej najac przewodnika za ciezkie pieniadze. Nas to gadanie nie zrazilo jak rowniez zakaz wstepu umieszczony na poczatku sciezki. Po 3 godzinach bylismy na miejscu bez zadnych strat wlasnych, mi - wysmienitemu ;) tropicielowi - udalo sie nie zmylic drogi. Pozniej (znowu stopem) dotarlismy 3km poza wyjscie z parku i tam poprosilismy o wysadzenie, gdyz w poblizu miescila sie kolonia okolo 2 mln nietoperzy i podobno jedna z wiekszych atrakcji bylo ich obejrzenie jak wylatuja o zmroku (jak ktos ogladal film "Pitch Black" to wie o co chodzi). Niestety akurat tego dnia sie zbuntowaly i nie wyfrunely, a my musielismy juz pociemku liczyc na zyczliwosc jakiegos tajskiego kierowcy, ktory podrzuci nas do miasta (ok 15km). Po 15 min machania zatrzymali sie jacyc mlodzi goscie pick up'em (Tajowie kochaja ten rodzaj nadwozia - w calym kraju - poza BKK - jezdzi ich chyba najwiecej), ktorzy jak sie pozniej okazalo przejechali obok nas, ale pozniej zawrocili, zeby nas zabrac :). Po dotarciu na miejsce skoczylismy na night market na nowe i niedawno odkryte smakolyki (m.in. kurczaki w panierce i banany w toffi), jak rowniez bardzo stare smakolyki odkryte jeszcze w BKK czyli piwo "Chang" (gdyz akurat przypadaly moje imieniny :) ). Na nastepny dzien przygotowalismy ambitny plan - chcielismy pojechac dalej na wschod, ale wyprobowac autostop. Niestety troche nam to nie wyszlo, kilka osob do nas podchodzilo i tlumaczylo nam, ze trzeba wziac busa, bo nikyt tak sie nie zatrzyma, wiec w koncu poddalismy sie namowom (tym bardziej ze zaczelo padac) i wrocilismy jak niepyszni na stacje kolejowa i kupilismy bilet do miejscowosci Surin. Tam dojechalismy wieczorem i po znalezieniu hotelu od razu w kime.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Linki do zdjec:&lt;br /&gt;http://aleksandrartwt.geoblog.pl/entry?id=88825&lt;br /&gt;http://aleksandrartwt.geoblog.pl/entry?id=88734&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/5360692068899110733-306013207332318089?l=mariuszch.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;</content><link rel='replies' type='application/atom+xml' href='http://mariuszch.blogspot.com/feeds/306013207332318089/comments/default' title='Komentarze do posta'/><link rel='replies' type='text/html' href='http://www.blogger.com/comment.g?blogID=5360692068899110733&amp;postID=306013207332318089' title='Komentarze (4)'/><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/5360692068899110733/posts/default/306013207332318089'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/5360692068899110733/posts/default/306013207332318089'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://mariuszch.blogspot.com/2010/01/1801-20012010-tajlandia-pak-chong-khao.html' title='[18.01. - 20.01.2010 Tajlandia] Pak Chong, Khao Yai - jednodniowy trekking przez dzungle, Surin'/><author><name>camer</name><uri>http://www.blogger.com/profile/10716862559304391619</uri><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='16' height='16' src='http://img2.blogblog.com/img/b16-rounded.gif'/></author><thr:total>4</thr:total></entry><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-5360692068899110733.post-7123868268688646041</id><published>2010-01-23T07:26:00.000-08:00</published><updated>2010-02-08T07:31:02.437-08:00</updated><title type='text'>[17.01. - 18.01.2010 Tajlandia] Ayuthaya - dawna stolica Krolestwa Siam</title><content type='html'>&lt;a onblur="try {parent.deselectBloggerImageGracefully();} catch(e) {}" href="http://lh3.ggpht.com/_8nGKW0bDeJo/S13V4smH7kI/AAAAAAAAAjc/Uybej2cf4e0/s128/P1030477.JPG"&gt;&lt;img style="float:left; margin:0 10px 10px 0;cursor:pointer; cursor:hand;width: 128px; height: 96px;" src="http://lh3.ggpht.com/_8nGKW0bDeJo/S13V4smH7kI/AAAAAAAAAjc/Uybej2cf4e0/s128/P1030477.JPG" border="0" alt="" /&gt;&lt;/a&gt;&lt;br /&gt;&lt;a onblur="try {parent.deselectBloggerImageGracefully();} catch(e) {}" href="http://lh6.ggpht.com/_8nGKW0bDeJo/S13V32fdnjI/AAAAAAAAAjM/0Iesi2KOXgY/s128/P1030435.JPG"&gt;&lt;img style="float:left; margin:0 10px 10px 0;cursor:pointer; cursor:hand;width: 96px; height: 128px;" src="http://lh6.ggpht.com/_8nGKW0bDeJo/S13V32fdnjI/AAAAAAAAAjM/0Iesi2KOXgY/s128/P1030435.JPG" border="0" alt="" /&gt;&lt;/a&gt;&lt;br /&gt;&lt;a onblur="try {parent.deselectBloggerImageGracefully();} catch(e) {}" href="http://lh6.ggpht.com/_8nGKW0bDeJo/S13V4OgEKvI/AAAAAAAAAjU/z9OodyoK8iU/s128/P1030548.JPG"&gt;&lt;img style="float:left; margin:0 10px 10px 0;cursor:pointer; cursor:hand;width: 96px; height: 128px;" src="http://lh6.ggpht.com/_8nGKW0bDeJo/S13V4OgEKvI/AAAAAAAAAjU/z9OodyoK8iU/s128/P1030548.JPG" border="0" alt="" /&gt;&lt;/a&gt;&lt;br /&gt;&lt;a onblur="try {parent.deselectBloggerImageGracefully();} catch(e) {}" href="http://lh4.ggpht.com/_8nGKW0bDeJo/S13V3cjtPJI/AAAAAAAAAjE/J1D4YYiihFM/s128/P1030456.JPG"&gt;&lt;img style="float:left; margin:0 10px 10px 0;cursor:pointer; cursor:hand;width: 128px; height: 96px;" src="http://lh4.ggpht.com/_8nGKW0bDeJo/S13V3cjtPJI/AAAAAAAAAjE/J1D4YYiihFM/s128/P1030456.JPG" border="0" alt="" /&gt;&lt;/a&gt;&lt;br /&gt;&lt;a onblur="try {parent.deselectBloggerImageGracefully();} catch(e) {}" href="http://lh4.ggpht.com/_8nGKW0bDeJo/S13V3KRyoxI/AAAAAAAAAi8/Rys-ZceIsC0/s128/P1030509.JPG"&gt;&lt;img style="float:left; margin:0 10px 10px 0;cursor:pointer; cursor:hand;width: 128px; height: 96px;" src="http://lh4.ggpht.com/_8nGKW0bDeJo/S13V3KRyoxI/AAAAAAAAAi8/Rys-ZceIsC0/s128/P1030509.JPG" border="0" alt="" /&gt;&lt;/a&gt;&lt;br /&gt;Do Ayuthayi dotarlismy po poludniu, szybko znalezlismy hotelik (a w zasadzie hotelik znalazl nas, bo wlasciciel zaczepil nas na ulicy) i poszlismy "odbebnic" ;) zwiedzanie. Co tu wiele pisac - dla wielbicieli zabytkow to na pewno jest cos, dla ns grzechem byloby nie zoabczyc tych budowli skoro bylismy tak blisko. Zaliczylismy jeszcze zachod slonca nad ruinami dawnej stolicy, obejrzelismy glowe buddy opleciona korzeniami drzewa i rozpoczelismy powrot do hotelu. Traf chcial ze skrecilismy w ulice z tajskim "night market'em" - tzn (tak jak nam to tlumaczyli) wielu Tajow, po normalnej pracy ma jakby dorywcza prace i wielu po prostu idzie na bazar i sprzedaja to co najlepiej potrafia upichcic. Wyglada to tak, ze na kazdym stoisku/straganie jest co innego do zjedzenia i po prostu nie mozna przejsc obok tego obojetnie, takze naruszylismy tego dnia troche nasz budzet dzienny ;), za to byly pelne brzuchy :D. Generalnie mozemy powiedziec ze Tajladnia to krolestwo zup, makaronow/klusek i kurczakow robionych na 100 roznych sposobow. Po objedzeniu sie na markecie grzecznie poszlismy spac (bez zadnego piwa do poduszki!!). Kolejnego dnia wstalismy wczesnie rano i dalej kontynuowalismy zwiedzanie czyli kolejne ruiny dawnych swiatyn, kolo poludnia wrocilismy do hotelu, spakowalismy sie i postanowlismy pojechac troche na wschod Tajlandii, zeby uciec z turystycznego szlaku BKK-Chiang Mai i sprobowac podpatrzec jak zachowuja sie i jak zyja Tajowie "nie skazeni" turystyka. Najpierw wybralismy na nasz cel Pak Chong i pobliski Khao Yai National Park.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Linki do zdjec:&lt;br /&gt;http://aleksandrartwt.geoblog.pl/entry?id=88732&lt;br /&gt;http://aleksandrartwt.geoblog.pl/entry?id=88816&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/5360692068899110733-7123868268688646041?l=mariuszch.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;</content><link rel='replies' type='application/atom+xml' href='http://mariuszch.blogspot.com/feeds/7123868268688646041/comments/default' title='Komentarze do posta'/><link rel='replies' type='text/html' href='http://www.blogger.com/comment.g?blogID=5360692068899110733&amp;postID=7123868268688646041' title='Komentarze (0)'/><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/5360692068899110733/posts/default/7123868268688646041'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/5360692068899110733/posts/default/7123868268688646041'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://mariuszch.blogspot.com/2010/01/1701-18012010-tajlandia-ayuthaya-dawna.html' title='[17.01. - 18.01.2010 Tajlandia] Ayuthaya - dawna stolica Krolestwa Siam'/><author><name>camer</name><uri>http://www.blogger.com/profile/10716862559304391619</uri><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='16' height='16' src='http://img2.blogblog.com/img/b16-rounded.gif'/></author><media:thumbnail xmlns:media='http://search.yahoo.com/mrss/' url='http://lh3.ggpht.com/_8nGKW0bDeJo/S13V4smH7kI/AAAAAAAAAjc/Uybej2cf4e0/s72-c/P1030477.JPG' height='72' width='72'/><thr:total>0</thr:total></entry><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-5360692068899110733.post-7965032798583176515</id><published>2010-01-18T05:41:00.000-08:00</published><updated>2010-02-08T07:21:42.811-08:00</updated><title type='text'>[10.01.-17.01.2010 Tajlandia] Bangkok czesc 2</title><content type='html'>Jako ze 10.01. to byla niedziela postanowilismy sie wybrac (korzystajac ze sky train)na najwiekszy bazar w Tajlandii "Chutuchak Market", ktory jest otwarty tylko w weekendy. Poszlismy tam z zamiarem zrobienia drobnych zakupow (spodnie, koszulka), ale okazalo sie, ze trudno cokolwiek tam znalezc, jakos nie mieli tego posegregowanego, tylko jeden stragan ubrania, obok garnki, pozniej jedzenie i potem ubrania i tak w kolko. Po poludniu juz mocno zmeczeni posiedzielismy w parku obok bazaru, po czym wrocilismy na nasza "dzielnice" i tam skonczylismy wieczor tradycyjnie przy padthai'u, Changu i live music. Aha - tu chcialem troche napisac jak rozwiazany jest transport w BKK, bo jest to zrobione zajebiscie. Maja tu 3 rozne srodki transportu: autobusy, metro/subway i sky train. Ten ostatni to rodzaj metra, ktore smiga po wiadukcie znajdujacym sie ponad ulicamy, natomiast slupy ktore go podtrzymuja wybudowane sa na pasie zieleni dzielacym jezdnie. Nie wiem czy to zasluga wysokich cen (sky train kosztuje 35B za przejazd na drugi koniec miasta), a moze jakis wakacji w Tajlandii albo jeszcze czegos innego, ale podczas naszego pobytu ani razu nie zdazylo sie nam wsiasc do zatloczonego przedzialu czy autobusu. Nie wiem w jaki sposob Tajowie docieraja do pracy, bo ruchu samochodowego wielkiego tez na ulicach nie widzialem (tzn jakis super duzych korkow), ale wszystkie srodki transportu wydaja sie zawsze nieobciazone. W lepszych autobusach, metrze i sky train'ie oczywiscie klimatyzacja i wszystko czysciutkie. Po Indiach jest to kolosalna odmiana, ale kilka slow o Tajlandii vs Indie napisze kiedy indziej. Aha - maja rowniez transport wodny, kilka odmian lodzi, ktore sa w stanie zabrac ok 100 osob i bardzo szybko i tanio przerzucic wzdluz rzeki z jednego konca miasta na drugi.&lt;br /&gt;Kolejnego dnia pojechalismy (metrem za 32B w jedna strone) zlozyc z samego rana wniosek o wize chinska, a pozniej zeby bylo tematycznie pokrecilismy sie po ChinaTown, przy okazji jedzac jakies ich przysmaki. Wieczor - tradycyjnie ;). Na nastepny dzien przeznaczylismy sobie kolejna wielka atrakcje BKK - czyli pokazy pingpong w dzielnicy "czerownych latarni" - Patpong. Najpierw poplynelismy Express Boatem do centrum miasta, poszlismy pozwiedzac troche miasto po drugiej stronie rzeki, nastepnie wrocilismy do centrum i rzeczonej dzielnicy. Przy prawie kazdej knajpce staly legiony dziewczyn do "wziecia", natomiast tam gdzie ich nie bylo byli naganiacze zapraszajacy na "pingpong show". Lonely Planet nie wyjasnial dokladnie o co chodzi, ostrzegal tylko, ze wszystko wydaje sie za darmo do czasu gdy klient decyduje sie na wyjscie, wowczas w drzwiach napotyka napakowanego ochroniarza, a przy kasie czeka na niego rachunek, ktory potrafi podniesc cisnienie. Jak juz pisalem wczesniej przy okazji falszywego policjanta nic nas tamta przygoda nie nauczyla i zaczelismy poszukiwania kogos z dobrym angielskim, kto nam wytlumaczy czego po takim show mozna sie spodziewac. W koncu jeden z naganiaczy troche obrazowo przedstawil na czym polegaja sztuczki z balonami, papierosami i butelkami, a pozniej inny - niewiele myslac - zaciagnal nas do jednej z knajp, chociaz zarzekalismy sie, ze chcemy wypic tylko piwo. Piwo bylo dosc drogie (male za 100B, gdzie na naszej dzielnicy w knajpkach duze jest po 60B), ale wiedzielismy ze placimy rowniez za wrazenia artystyczne. Mila pani od razu uprzedzila nas, ze pierwszy pokaz jest za darmo, za pozostale trzeba placic. Troche sie z Olka zagadalismy komentujac pokazy i picie piwa nam sie przedluzylo do ok 10 min, ja troche spodziewalem sie co bedzie grane, Olka natomiast byla lekko zaskoczona co dziewczyny moga zrobic przy pomocy tego, czym roznia sie od chlopcow (tzn na dole :) ). Show nie nalezal do najciekawszych, trzeba byloby byc dobrze napitym, zeby tym sie zachwycac, tym bardziej, ze widac bylo, iz niektore aktorki tego przedstawienia siedzialy juz dluuuugo w branzy. Po 10ciu minutach mila pani pojawila sie przy naszym stoliku z druga pania i polozyly na stole swoje wyliczenia tzn ile nas mial kosztowac ten show. No coz - cena z 200B za 2 piwa skoczyla do 9600B, panie przedstawily dokladne wyliczenie co i za ile. Oczywiscie zaraz zaprotestowalismy, wiec panie daly upust na 4600B :D. Ja nadal trzymalem sie wersji, ze piwa mialy byc po 100B, a pokaz darmowy, bo tak nam powiedzial naganiacz, a Olka wziela ich kartke z wyliczeniami, poskreslala wszystko i napisala tylko 2 x 100B = 200B. Po tym mile panie zamienily sie w rasowe burdel-mamy i od razu zaczely sie na nas wydzierac na cala knajpe. Nie pozostalo nam nic innego jak jakos rozwiazac sprawe, szybki rzut oka w strone drzwi, gdzie nie bylo widac zadnego barczystego ochroniarza :D, utwierdzil mnie w przekonaniu, ze to nie o tym klubie pisal LP, wiec wyjalem pieniadze, zeby zaplacic tylko 200B. Ale tu skuszka, mialem tylko 500B, a balem sie ze niedawne przemile panie juz nam reszty nie wydadza. Na szczescie nie bylo z tym problemu, wygladalo na to, ze nasza konsekwencja troche je zbila "z pantałyku", dostalismy nasze 300B reszty i pare "fuck'ow" na pozegnanie i tak sie skonczyla nasza przygoda z sex-biznesem w BKK :D. Wrocilismy na "dzielnice" i tak nam po tym humory dopisywaly, ze skonczylismy piwkowac jako ostatni klienci ok 2giej w nocy. &lt;br /&gt;Nastepnego dnia bylo pozne wstawanie z lekkim kacem, dlatego postanowilismy ten dzien lekko potraktowac. Posiedzielismy troche w pobliskim parku, a wieczorem pojechalismy obejrzec film "Avatar" na ekranie 3D. Jak dla nas film bomba, efektow 3D moze nie za wiele, ale poziom animacji powala (albo moze dawno nie widzialem dobrego filmu :D). Film sie skonczyl dobrze po polnocy wiec musielismy wracac na piechote, ale BKK jest tak bezpiecznym miastem, ze nie bylo z tym problemow, procz tego, ze dopiero kolo 3ciej nad ranem dotarlismy do kwatery. Przez to nastepnego dnia za pozno wstalismy i spoznilismy sie pol godz po odbior paszportow z wiza, pozniej pol godziny za pozno zdecydowalismy sie kupic piwo (alkohol sprzedaja w sklepach w godz 11-14 i pozniej 17-24, my chcielismy kupic o 14:30), a wieczorem chcielismy skoczyc na zachod slonca do swiatyni Wat Saket i znowu okazalo sie, ze zamkneli ja pol godz przed naszym przyjsciem :/. Na kolejny dzien zaplanowalismy porzadne zwiedzanie, ale najpierw z samego rana odebralismy wize chinska, pozniej poszlismy do kompleksu swiatyn i palacu Grand Palace, pozniej jeszcze jedna swiatynia Wat Phoo z najwiekszym lezacym Budda w srodku, a wieczorem zrobilismy jeszcze jedno podejscie do Golden Mount, skad oglada sie zachody slonca i tym razem nam sie udalo :). Mielismy wyjezdzac nastepnego dnia, ale jeszcze odlozylismy wyjazd o dzien, bo tak nam sie spodobalo w tym miescie, ze postanowlismy po prostu "pobyczyc" sie jeszcze troche, juz bez ganiania po metrze, autobusach, ambasadach i swiatyniach. Ostatni wieczor spedzilismy tradycyjnie :P, tylko krocej niz zazwyczaj, bo nastepnego dnia ruszylismy do dawnej stolicy Tajlandii - Ayutthaya'i.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Linki do zdjec:&lt;br /&gt;http://aleksandrartwt.geoblog.pl/entry?id=88727&lt;br /&gt;http://aleksandrartwt.geoblog.pl/entry?id=88729&lt;br /&gt;http://aleksandrartwt.geoblog.pl/entry?id=88730&lt;br /&gt;http://aleksandrartwt.geoblog.pl/entry?id=88731&lt;br /&gt;http://aleksandrartwt.geoblog.pl/entry?id=88739&lt;br /&gt;http://aleksandrartwt.geoblog.pl/entry?id=88740&lt;br /&gt;http://aleksandrartwt.geoblog.pl/entry?id=88813&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/5360692068899110733-7965032798583176515?l=mariuszch.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;</content><link rel='replies' type='application/atom+xml' href='http://mariuszch.blogspot.com/feeds/7965032798583176515/comments/default' title='Komentarze do posta'/><link rel='replies' type='text/html' href='http://www.blogger.com/comment.g?blogID=5360692068899110733&amp;postID=7965032798583176515' title='Komentarze (2)'/><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/5360692068899110733/posts/default/7965032798583176515'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/5360692068899110733/posts/default/7965032798583176515'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://mariuszch.blogspot.com/2010/01/1001-17012010-tajlandia-bangkok-czesc-2.html' title='[10.01.-17.01.2010 Tajlandia] Bangkok czesc 2'/><author><name>camer</name><uri>http://www.blogger.com/profile/10716862559304391619</uri><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='16' height='16' src='http://img2.blogblog.com/img/b16-rounded.gif'/></author><thr:total>2</thr:total></entry><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-5360692068899110733.post-7533521071648363350</id><published>2010-01-17T21:00:00.000-08:00</published><updated>2010-02-08T07:18:05.892-08:00</updated><title type='text'>[7.01.-9.01.2010 Tajlandia] Bangkok czesc 1</title><content type='html'>&lt;a href="http://4.bp.blogspot.com/_8nGKW0bDeJo/S1sn-Hb2XfI/AAAAAAAAAi0/wcM0XncA48c/s1600-h/P1030263.JPG"&gt;&lt;img style="float:left; margin:0 10px 10px 0;cursor:pointer; cursor:hand;width: 200px; height: 150px;" src="http://4.bp.blogspot.com/_8nGKW0bDeJo/S1sn-Hb2XfI/AAAAAAAAAi0/wcM0XncA48c/s200/P1030263.JPG" border="0" alt=""id="BLOGGER_PHOTO_ID_5429977723826494962" /&gt;&lt;/a&gt;&lt;br /&gt;&lt;a href="http://2.bp.blogspot.com/_8nGKW0bDeJo/S1sn9_UFiWI/AAAAAAAAAis/nA5WoLUyPKM/s1600-h/P1030257.JPG"&gt;&lt;img style="float:left; margin:0 10px 10px 0;cursor:pointer; cursor:hand;width: 150px; height: 200px;" src="http://2.bp.blogspot.com/_8nGKW0bDeJo/S1sn9_UFiWI/AAAAAAAAAis/nA5WoLUyPKM/s200/P1030257.JPG" border="0" alt=""id="BLOGGER_PHOTO_ID_5429977721646451042" /&gt;&lt;/a&gt;&lt;br /&gt;&lt;a href="http://2.bp.blogspot.com/_8nGKW0bDeJo/S1sn9VpD02I/AAAAAAAAAik/KwfpFS9WnU8/s1600-h/P1030214.JPG"&gt;&lt;img style="float:left; margin:0 10px 10px 0;cursor:pointer; cursor:hand;width: 200px; height: 150px;" src="http://2.bp.blogspot.com/_8nGKW0bDeJo/S1sn9VpD02I/AAAAAAAAAik/KwfpFS9WnU8/s200/P1030214.JPG" border="0" alt=""id="BLOGGER_PHOTO_ID_5429977710460130146" /&gt;&lt;/a&gt;&lt;br /&gt;&lt;a href="http://1.bp.blogspot.com/_8nGKW0bDeJo/S1sn9A_roUI/AAAAAAAAAic/dtojIM2jlAc/s1600-h/P1030208.JPG"&gt;&lt;img style="float:left; margin:0 10px 10px 0;cursor:pointer; cursor:hand;width: 200px; height: 150px;" src="http://1.bp.blogspot.com/_8nGKW0bDeJo/S1sn9A_roUI/AAAAAAAAAic/dtojIM2jlAc/s200/P1030208.JPG" border="0" alt=""id="BLOGGER_PHOTO_ID_5429977704917868866" /&gt;&lt;/a&gt;&lt;br /&gt;&lt;a href="http://2.bp.blogspot.com/_8nGKW0bDeJo/S1sn89BdUVI/AAAAAAAAAiU/-QCqA5QIOpU/s1600-h/P1030095zz.JPG"&gt;&lt;img style="float:left; margin:0 10px 10px 0;cursor:pointer; cursor:hand;width: 200px; height: 150px;" src="http://2.bp.blogspot.com/_8nGKW0bDeJo/S1sn89BdUVI/AAAAAAAAAiU/-QCqA5QIOpU/s200/P1030095zz.JPG" border="0" alt=""id="BLOGGER_PHOTO_ID_5429977703851577682" /&gt;&lt;/a&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;a href="http://1.bp.blogspot.com/_8nGKW0bDeJo/S1snUk-JEsI/AAAAAAAAAh0/sBjbsktApQ4/s1600-h/P1030183.JPG"&gt;&lt;img style="float:left; margin:0 10px 10px 0;cursor:pointer; cursor:hand;width: 200px; height: 150px;" src="http://1.bp.blogspot.com/_8nGKW0bDeJo/S1snUk-JEsI/AAAAAAAAAh0/sBjbsktApQ4/s200/P1030183.JPG" border="0" alt=""id="BLOGGER_PHOTO_ID_5429977010200449730" /&gt;&lt;/a&gt;&lt;br /&gt;&lt;a href="http://3.bp.blogspot.com/_8nGKW0bDeJo/S1snUbHcPaI/AAAAAAAAAhs/aN9tvedf4Nk/s1600-h/P1030196.JPG"&gt;&lt;img style="float:left; margin:0 10px 10px 0;cursor:pointer; cursor:hand;width: 200px; height: 150px;" src="http://3.bp.blogspot.com/_8nGKW0bDeJo/S1snUbHcPaI/AAAAAAAAAhs/aN9tvedf4Nk/s200/P1030196.JPG" border="0" alt=""id="BLOGGER_PHOTO_ID_5429977007555100066" /&gt;&lt;/a&gt;&lt;br /&gt;&lt;a href="http://4.bp.blogspot.com/_8nGKW0bDeJo/S1snVpEErpI/AAAAAAAAAiM/Qkqry5aloRc/s1600-h/SNC00375.jpg"&gt;&lt;img style="float:left; margin:0 10px 10px 0;cursor:pointer; cursor:hand;width: 200px; height: 150px;" src="http://4.bp.blogspot.com/_8nGKW0bDeJo/S1snVpEErpI/AAAAAAAAAiM/Qkqry5aloRc/s200/SNC00375.jpg" border="0" alt=""id="BLOGGER_PHOTO_ID_5429977028478938770" /&gt;&lt;/a&gt;&lt;br /&gt;&lt;a href="http://4.bp.blogspot.com/_8nGKW0bDeJo/S1snVF42d7I/AAAAAAAAAiE/-N4mNSqEmDI/s1600-h/P1030065.JPG"&gt;&lt;img style="float:left; margin:0 10px 10px 0;cursor:pointer; cursor:hand;width: 200px; height: 150px;" src="http://4.bp.blogspot.com/_8nGKW0bDeJo/S1snVF42d7I/AAAAAAAAAiE/-N4mNSqEmDI/s200/P1030065.JPG" border="0" alt=""id="BLOGGER_PHOTO_ID_5429977019036628914" /&gt;&lt;/a&gt;&lt;br /&gt;&lt;a href="http://1.bp.blogspot.com/_8nGKW0bDeJo/S1snUySUDxI/AAAAAAAAAh8/q4am-wQwboU/s1600-h/P1030050.JPG"&gt;&lt;img style="float:left; margin:0 10px 10px 0;cursor:pointer; cursor:hand;width: 150px; height: 200px;" src="http://1.bp.blogspot.com/_8nGKW0bDeJo/S1snUySUDxI/AAAAAAAAAh8/q4am-wQwboU/s200/P1030050.JPG" border="0" alt=""id="BLOGGER_PHOTO_ID_5429977013774716690" /&gt;&lt;/a&gt;&lt;br /&gt;Do Bangkoku dotarlismy tuż przed połnocą lokalnego czasu, w związku z czym postanowiliśmy juz nie tulac się nocą po miescie w poszukiwaniu hotelu tylko przespać się na lotnisku. Znaleźliśmy wygodne laweczki, wlozylismy zatyczki/mp3 w uszy i zajęliśmy się podziwianianiem wyglądu i organizacji tego nowoczesnego lotniska :), tudziez probami zaśnięcia. Olka szybko zapadła w sen, ja się trochę mordowalem gdyz dopadła mnie jakaś niestrawnosc po jedzeniu indyjskim ktore zaserwowali nam gdy spoźnial sie samolot (poźniej okazalo się ze dopiero po trzech dniach doszedłem do siebie). Rano wzięliśmy autobus (za 150 bhat czyli mniej więcej 15 PLN) z lotniska do turystycznej dzielnicy Banglamphu z tanimi hotelami, gdzie wyszukalismy tanią klitke za jedyne 140 bhat dziennie. Pierwszy dzień /piątek/ poswiecilismy na odsypianie podrozy, nie bardzo chciało nam się cokolwiek robić, tym bardziej ze ja nie czułem się zbyt dobrze. Zwiedzilismy tylko najbliższą okolicę i wcześnie poszliśmy spać, z mocnym postanowieniem wyruszenia z samego rana na podboj BKK. "Zycie" chciało inaczej :), Olka juz wcześniej trochę kaszlala, a rano obudziła się juz mocno chora, chyba nawet z gorączką więc nafaszerowalem ja lekami i tego dnia zaliczylismy tylko 2 świątynie,a przy tym padlismy prawdopodobnie ofiarą wielce utalentowanych oszustow, z tym, ze koncowo wyszliśmy na tym na plus :). Cala sytuacja byla naprawdę świetnie zaaranżowana: w pewnym momencie, gdy staliśmy na ulicy z mapą probując zorientować się gdzie jesteśmy podszedł do nas jakiś goscio, najpierw chwilę poczitczatowal, a poźniej zapytal czy w ogole wiemy, ze dzis jest ostatni dzien promocji w bkk i duzo rzeczy takich jak bilety do swiatyn jest za darmo. Podal się za policjanta, ktory dzis ma wolne, dziwil się ze nic nie wiemy o calej promocji, podczas gdy rząd tajski przeznacza ciężkie pieniądze, żeby turystom bylo lepiej, dopytywal się czy nie oglądamy tv czy co, bo tam bylo info o tym. Nawet nas opieprzyl ze pewnie byliśmy ciągle pijani jak to obcokrajowcy i stąd takie luki w wiedzy. Docelowo wytlumaczyl nam jak to się odbywa, kazal szukać rykszy z dwiema choragiewkami, bo te dzisiaj są subsydiowane przez rząd i woza turystow caly dzien za jedyne 20B gdziekolwiek im się zachce. "Akurat"! jedna z takich rykszy nadjechala, pan "policjant" szybko nam ją zawołał i ruszyliśmy w nasz tour po świątyniach nie posiadając się z radości jakiego to my mamy farta :D. Po zwiedzeniu dwoch swiatyn rykszarz zaproponował ze zawiezie nas do rządowego biura turystycznego, gdzie będziemy mogli dowiedzieć się gdzie i za ile mozna pojechać w Tajlandii. Juz wczesniej nauczyliśmy się korzystać z takich okazji, wiec weszlismy tam wiedząc, ze i tak nic nie kupimy. Pan bardzo ładnie przygotowal wycieczkę pod nasze wymagania i krzyknął jakieś ciężkie pieniądze dodając ze cena obowiązuje tylko dzis "bo to ostatni dzien promocji". My grzecznie podziekowalismy i kazalismy się wiezc do kolejnej świątyni. Ta byla akurat zamknięta i rykszarz znowu zaproponował kolejne biuro prosząc nas, żebyśmy tam weszli na chwilę bo dzięki temu on dostanie kupon na darmowe jedzenie. Szybko się tam uwinelismy bo pani sprzedawczyni bylo średnio zainteresowana nami, okazało się ze za szybko i nasz rykszarz nie dostal kuponu. Chciał nas wiezc do kolejnego biura, ale powiedzieliśmy stanowcze nie i poprosiliśmy żeby zawiozł nas do kompleksu Grand Palace, największej (oprocz dzielnicy Patpong z pokazami "pingpong" :D) atrakcji w BKK. Kierowca wydawal się nieopocieszony, ale nie mial wyjścia bo się uparlismy. Wysiadając byliśmy przekonani, ze juz na nas nie będzie czekal, tym bardzej ze kompleks zwiedza się około 2h, ale ze przy wysiadaniu nic nie wspomniał o kasie, my tez się nie wyrywalismy takze pol dnia rozbijania sie po bkk ryksza nic nas nie kosztowało. Przy wejściu do kompleksu dostaliśmy dwie "dzidy": piewrsza to ze nie chcieli wpuścić Olki bo miala szal okrywający ramiona, a tam wymagano bluzki z rękawami, a druga to ze prawdziwy policjant wyjasnil nam ze nas oszukano, nie ma zadnej promocji i jest to stary numer z numerami w BKK, wszystkim znany. Zaraz po tym skojarzylismy fakty i przypomnielismy sobie, ze przed czymś takim ostrzegali w przewodniku, więc byliśmy zli na siebie ze tak daliśmy się podejść. Z drugiej strony nic nie zaplacilismy, takze tylko powiedzieliśmy sobie ze na przyszlość musimy uważać (co akurat życie zweryfikowalo juz po dwoch dniach :D). Dzień zakończyliśmy wloczac się po ulicach Khao San i Rambutri w poszukiwaniu taniego piwa i jedzenia. Padło na "pad thai" czyli brązowe kluski z kielkami soi, jajkiem, warzywkami i kurczakiem przysmazonym w woku oraz piwo "Chang". Zjedlismy to w przyulicznej lokantce, naprzeciwko ktorej co wieczor byly sesje live music, także mieliśmy rownież darmowy akompaniament:D.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Linki do zdjec:&lt;br /&gt;http://www.aleksandrartwt.geoblog.pl/entry?id=88724&lt;br /&gt;http://www.aleksandrartwt.geoblog.pl/entry?id=88725&lt;br /&gt;http://www.aleksandrartwt.geoblog.pl/entry?id=88726&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/5360692068899110733-7533521071648363350?l=mariuszch.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;</content><link rel='replies' type='application/atom+xml' href='http://mariuszch.blogspot.com/feeds/7533521071648363350/comments/default' title='Komentarze do posta'/><link rel='replies' type='text/html' href='http://www.blogger.com/comment.g?blogID=5360692068899110733&amp;postID=7533521071648363350' title='Komentarze (0)'/><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/5360692068899110733/posts/default/7533521071648363350'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/5360692068899110733/posts/default/7533521071648363350'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://mariuszch.blogspot.com/2010/01/701-9012010-tajlandia-bangkok-czesc-1.html' title='[7.01.-9.01.2010 Tajlandia] Bangkok czesc 1'/><author><name>camer</name><uri>http://www.blogger.com/profile/10716862559304391619</uri><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='16' height='16' src='http://img2.blogblog.com/img/b16-rounded.gif'/></author><media:thumbnail xmlns:media='http://search.yahoo.com/mrss/' url='http://4.bp.blogspot.com/_8nGKW0bDeJo/S1sn-Hb2XfI/AAAAAAAAAi0/wcM0XncA48c/s72-c/P1030263.JPG' height='72' width='72'/><thr:total>0</thr:total></entry><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-5360692068899110733.post-5420139995393358628</id><published>2010-01-16T05:32:00.000-08:00</published><updated>2010-01-16T06:02:27.949-08:00</updated><title type='text'>[26.11.-7.01.2010 Indie] Andamany, Neil Island, Kolkata</title><content type='html'>&lt;a onblur="try {parent.deselectBloggerImageGracefully();} catch(e) {}" href="http://4.bp.blogspot.com/_8nGKW0bDeJo/S1HEPqJmvfI/AAAAAAAAAg8/_mkKV4wJbrs/s1600-h/P1020840.JPG"&gt;&lt;img style="float:left; margin:0 10px 10px 0;cursor:pointer; cursor:hand;width: 200px; height: 150px;" src="http://4.bp.blogspot.com/_8nGKW0bDeJo/S1HEPqJmvfI/AAAAAAAAAg8/_mkKV4wJbrs/s200/P1020840.JPG" border="0" alt=""id="BLOGGER_PHOTO_ID_5427334799249817074" /&gt;&lt;/a&gt;&lt;br /&gt;&lt;a onblur="try {parent.deselectBloggerImageGracefully();} catch(e) {}" href="http://4.bp.blogspot.com/_8nGKW0bDeJo/S1HEPRCviJI/AAAAAAAAAg0/T9o-uvLBn3Q/s1600-h/P1020936.JPG"&gt;&lt;img style="float:left; margin:0 10px 10px 0;cursor:pointer; cursor:hand;width: 200px; height: 150px;" src="http://4.bp.blogspot.com/_8nGKW0bDeJo/S1HEPRCviJI/AAAAAAAAAg0/T9o-uvLBn3Q/s200/P1020936.JPG" border="0" alt=""id="BLOGGER_PHOTO_ID_5427334792510146706" /&gt;&lt;/a&gt;&lt;br /&gt;&lt;a onblur="try {parent.deselectBloggerImageGracefully();} catch(e) {}" href="http://4.bp.blogspot.com/_8nGKW0bDeJo/S1HEOzMl-zI/AAAAAAAAAgs/Xprsdri-TZo/s1600-h/P1020915.JPG"&gt;&lt;img style="float:left; margin:0 10px 10px 0;cursor:pointer; cursor:hand;width: 200px; height: 150px;" src="http://4.bp.blogspot.com/_8nGKW0bDeJo/S1HEOzMl-zI/AAAAAAAAAgs/Xprsdri-TZo/s200/P1020915.JPG" border="0" alt=""id="BLOGGER_PHOTO_ID_5427334784498400050" /&gt;&lt;/a&gt;&lt;br /&gt;&lt;a onblur="try {parent.deselectBloggerImageGracefully();} catch(e) {}" href="http://4.bp.blogspot.com/_8nGKW0bDeJo/S1HEOl9K_BI/AAAAAAAAAgk/HGBmAug_59k/s1600-h/P1020758.JPG"&gt;&lt;img style="float:left; margin:0 10px 10px 0;cursor:pointer; cursor:hand;width: 200px; height: 150px;" src="http://4.bp.blogspot.com/_8nGKW0bDeJo/S1HEOl9K_BI/AAAAAAAAAgk/HGBmAug_59k/s200/P1020758.JPG" border="0" alt=""id="BLOGGER_PHOTO_ID_5427334780944055314" /&gt;&lt;/a&gt;&lt;br /&gt;&lt;a onblur="try {parent.deselectBloggerImageGracefully();} catch(e) {}" href="http://4.bp.blogspot.com/_8nGKW0bDeJo/S1HEOes_ZJI/AAAAAAAAAgc/STmUtEDbpzI/s1600-h/P1020772.JPG"&gt;&lt;img style="float:left; margin:0 10px 10px 0;cursor:pointer; cursor:hand;width: 200px; height: 150px;" src="http://4.bp.blogspot.com/_8nGKW0bDeJo/S1HEOes_ZJI/AAAAAAAAAgc/STmUtEDbpzI/s200/P1020772.JPG" border="0" alt=""id="BLOGGER_PHOTO_ID_5427334778997138578" /&gt;&lt;/a&gt;&lt;br /&gt;&lt;a onblur="try {parent.deselectBloggerImageGracefully();} catch(e) {}" href="http://2.bp.blogspot.com/_8nGKW0bDeJo/S1HCYCICTsI/AAAAAAAAAgU/MWW2YiUp5W4/s1600-h/P1020726.JPG"&gt;&lt;img style="float:left; margin:0 10px 10px 0;cursor:pointer; cursor:hand;width: 200px; height: 150px;" src="http://2.bp.blogspot.com/_8nGKW0bDeJo/S1HCYCICTsI/AAAAAAAAAgU/MWW2YiUp5W4/s200/P1020726.JPG" border="0" alt=""id="BLOGGER_PHOTO_ID_5427332744101383874" /&gt;&lt;/a&gt;&lt;br /&gt;&lt;a onblur="try {parent.deselectBloggerImageGracefully();} catch(e) {}" href="http://3.bp.blogspot.com/_8nGKW0bDeJo/S1HCX6AoqbI/AAAAAAAAAgM/N3ngTnKLY3M/s1600-h/P1020816.JPG"&gt;&lt;img style="float:left; margin:0 10px 10px 0;cursor:pointer; cursor:hand;width: 200px; height: 150px;" src="http://3.bp.blogspot.com/_8nGKW0bDeJo/S1HCX6AoqbI/AAAAAAAAAgM/N3ngTnKLY3M/s200/P1020816.JPG" border="0" alt=""id="BLOGGER_PHOTO_ID_5427332741922859442" /&gt;&lt;/a&gt;&lt;br /&gt;&lt;a onblur="try {parent.deselectBloggerImageGracefully();} catch(e) {}" href="http://1.bp.blogspot.com/_8nGKW0bDeJo/S1HCXWwQPVI/AAAAAAAAAgE/2kGxu1EDGGQ/s1600-h/P1020845.JPG"&gt;&lt;img style="float:left; margin:0 10px 10px 0;cursor:pointer; cursor:hand;width: 200px; height: 150px;" src="http://1.bp.blogspot.com/_8nGKW0bDeJo/S1HCXWwQPVI/AAAAAAAAAgE/2kGxu1EDGGQ/s200/P1020845.JPG" border="0" alt=""id="BLOGGER_PHOTO_ID_5427332732458909010" /&gt;&lt;/a&gt;&lt;br /&gt;&lt;a onblur="try {parent.deselectBloggerImageGracefully();} catch(e) {}" href="http://1.bp.blogspot.com/_8nGKW0bDeJo/S1HCXGoNtvI/AAAAAAAAAf8/evQMZMEcltk/s1600-h/P1020836.JPG"&gt;&lt;img style="float:left; margin:0 10px 10px 0;cursor:pointer; cursor:hand;width: 200px; height: 150px;" src="http://1.bp.blogspot.com/_8nGKW0bDeJo/S1HCXGoNtvI/AAAAAAAAAf8/evQMZMEcltk/s200/P1020836.JPG" border="0" alt=""id="BLOGGER_PHOTO_ID_5427332728130221810" /&gt;&lt;/a&gt;&lt;br /&gt;&lt;a onblur="try {parent.deselectBloggerImageGracefully();} catch(e) {}" href="http://3.bp.blogspot.com/_8nGKW0bDeJo/S1HCWtSR9OI/AAAAAAAAAf0/o8DQsGtmKzc/s1600-h/P1020894.JPG"&gt;&lt;img style="float:left; margin:0 10px 10px 0;cursor:pointer; cursor:hand;width: 200px; height: 150px;" src="http://3.bp.blogspot.com/_8nGKW0bDeJo/S1HCWtSR9OI/AAAAAAAAAf0/o8DQsGtmKzc/s200/P1020894.JPG" border="0" alt=""id="BLOGGER_PHOTO_ID_5427332721327338722" /&gt;&lt;/a&gt;&lt;br /&gt;&lt;a onblur="try {parent.deselectBloggerImageGracefully();} catch(e) {}" href="http://1.bp.blogspot.com/_8nGKW0bDeJo/S1HGTCfR8KI/AAAAAAAAAhU/EymUw5CwgYU/s1600-h/P1020930.JPG"&gt;&lt;img style="float:left; margin:0 10px 10px 0;cursor:pointer; cursor:hand;width: 200px; height: 150px;" src="http://1.bp.blogspot.com/_8nGKW0bDeJo/S1HGTCfR8KI/AAAAAAAAAhU/EymUw5CwgYU/s200/P1020930.JPG" border="0" alt=""id="BLOGGER_PHOTO_ID_5427337056346042530" /&gt;&lt;/a&gt;&lt;br /&gt;&lt;a onblur="try {parent.deselectBloggerImageGracefully();} catch(e) {}" href="http://3.bp.blogspot.com/_8nGKW0bDeJo/S1HGS5doq3I/AAAAAAAAAhM/XO7hFXNIoWc/s1600-h/P1020716i.JPG"&gt;&lt;img style="float:left; margin:0 10px 10px 0;cursor:pointer; cursor:hand;width: 200px; height: 150px;" src="http://3.bp.blogspot.com/_8nGKW0bDeJo/S1HGS5doq3I/AAAAAAAAAhM/XO7hFXNIoWc/s200/P1020716i.JPG" border="0" alt=""id="BLOGGER_PHOTO_ID_5427337053923224434" /&gt;&lt;/a&gt;&lt;br /&gt;&lt;a onblur="try {parent.deselectBloggerImageGracefully();} catch(e) {}" href="http://1.bp.blogspot.com/_8nGKW0bDeJo/S1HGSlpPXoI/AAAAAAAAAhE/FgXID1NeIwI/s1600-h/P1020710ip.JPG"&gt;&lt;img style="float:left; margin:0 10px 10px 0;cursor:pointer; cursor:hand;width: 200px; height: 150px;" src="http://1.bp.blogspot.com/_8nGKW0bDeJo/S1HGSlpPXoI/AAAAAAAAAhE/FgXID1NeIwI/s200/P1020710ip.JPG" border="0" alt=""id="BLOGGER_PHOTO_ID_5427337048603188866" /&gt;&lt;/a&gt;&lt;br /&gt;&lt;a onblur="try {parent.deselectBloggerImageGracefully();} catch(e) {}" href="http://1.bp.blogspot.com/_8nGKW0bDeJo/S1HGTRckpKI/AAAAAAAAAhc/VToACVp7Ffo/s1600-h/P1020952.JPG"&gt;&lt;img style="float:left; margin:0 10px 10px 0;cursor:pointer; cursor:hand;width: 200px; height: 150px;" src="http://1.bp.blogspot.com/_8nGKW0bDeJo/S1HGTRckpKI/AAAAAAAAAhc/VToACVp7Ffo/s200/P1020952.JPG" border="0" alt=""id="BLOGGER_PHOTO_ID_5427337060361217186" /&gt;&lt;/a&gt;&lt;br /&gt;&lt;a onblur="try {parent.deselectBloggerImageGracefully();} catch(e) {}" href="http://3.bp.blogspot.com/_8nGKW0bDeJo/S1HGUFq3MfI/AAAAAAAAAhk/-6VBCXJQPJ4/s1600-h/SNC00341.jpg"&gt;&lt;img style="float:left; margin:0 10px 10px 0;cursor:pointer; cursor:hand;width: 200px; height: 150px;" src="http://3.bp.blogspot.com/_8nGKW0bDeJo/S1HGUFq3MfI/AAAAAAAAAhk/-6VBCXJQPJ4/s200/SNC00341.jpg" border="0" alt=""id="BLOGGER_PHOTO_ID_5427337074379796978" /&gt;&lt;/a&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Lot był miły i krótki, po raptem 2h wyladowalismy w Port Blair, stolicy stanu Andamany i Nikobary. Niestety juz na lotnisku zostaliśmy niemilo zaskoczeni - LP (z 2006 r) podawal ze bez problemów dostaje się na początku 30 dniowe pozwolenie na pobyt (jest to rejon o bardzo dużym znaczeniu strategicznym dla Indii, więc ruch obcokrajowców jest ściśle ewidencjonowany), po czym mozna go przedłużyć do 45 dni. To doskonale odpowiadalo naszym planom spędzenia na wyspach Wigilii i sylwestra. Jednak okazało się ze przepisy się zmienily po zamachach w Mumbaju i max czas jaki mozna bylo uzyskać to 30 dni, co powodowało ze przed sylwkiem trzeba będzie wyjeżdzać. Byłem w imigracji kilkakrotnie, prosilem, blagalem, prawie plakalem, Olka tez pomagała, tlumaczylismy ze przyjeżdza moja żona, ma porezerwowane bilety i ze jesteśmy w kropce. Nic nie pomogło, nawet jak poszliśmy do ich głównego szefa, NIE i koniec. Nie bylo wyjścia i musieliśmy zmienić trochę nasze plany. Postanowiliśmy przebukowac bilety tak, ze wszyscy poplyniemy statkiem 26.12. do miejscowości Vizag, skąd pozniej pociągiem dotrzemy do Kolkaty i tam zabawimy się na sylwestra. Po podjęciu tej decyzji mogliśmy zacząć się w koncu rozkoszować wyspami. Na naszą główną siedzibę wybraliśmy Neil Island, malutka wysepkę z raptem 5500 mieszkancami (Incredible India :D ). Juz na przystani daliśmy się złowić naganiaczowi który zawiózł nas do resortu Pearl Park, gdzie wynajelismy bambusowa chatke za jedyne 200 rupii. Okazało się, ze bardzo dobrze trafiliśmy z terminem przyjazdu bo dwa tygodnie pozniej cena wywoławcza wynosiła 400rupii. Nasz "ośrodek" polozony byl tuz przy plaży nr 1 stworzonej do snorklingu. Jedynym minusem byly sand flies, których ukąszenia baaaardzo swedzialy i goily się przez ok tydzień. Nasze dni uplywaly na totalnej sielance: rano snorkling, pozniej śniadanie (zazwyczaj wegetarianskie, często kuchnia izraelska w wykonaniu indyjskim czyli shakshuka lub sabich), pozniej opalanie i plywanie, około 15tej decyzja czy jemy na obiad rybkę, jesli tak to "lot" na targ rybny i zakup barracudy, red snappera lub tunczyka (dokładnie w takiej kolejności), potem wybór knajpy gdzie nam to przygotują oraz sposobu jej zrobienia, pozniej powrót do domku, prysznic (czasem z krabami które w międzyczasie weszły do chatki), potem obiad, natomiast wieczorem karty (poker texas h. I remik) i rum z cola w którym się zakochalismy dzięki dwum kolegom z Polski zapoznanym podczas naszego jednodniowego wypadu na sąsiednią wyspę Havelock. Mimo wydawaloby się jednostajnego i nudnego trybu zycia na Neil spotkaliśmy tam sporo ciekawych osób, zarówno turystów, jak i mieszkańców wyspy. Szczególnie milo wspominamy tych ostatnich, bo w odroznieniu od większości Hindusów z kontynentalnej części Indii Ci byli niezwykle uprzejmi, kulturalni, chętni do porozmawiania na kazdy temat, jak również do pomocy w razie potrzeby. Najwięcej czasu spedzalismy w lokantce CHAND, u którego zazwyczaj się stolowalismy, natomiast najdłuższe rozmowy odbywały się z Shubratem z restauracji Green Heaven. Sama wyspa, pomimo ze niewielka oferowala calkiem sporo ciekawych i ladnych miejsc do odpoczynku m.in. kilka plaz - plaza nr 4 idealna do plywania ze wzgledu na piaszczyste i bardzo lagodne wejscie do wody, plaza nr 1 poza snorklingiem oferowala super widoki podcczas zachodow slonca, na plazy nr 2 mozna bylo zobaczyc ciekawe formacje sklane nazywane przez lokalesow „natural bridges”, plaza nr 5 – najciekawsza ze wzgledu na polaczenie piaszczystych plaz ze skalnymi przejsciami. Żeby przyblizyc rozmiary wyspy dodam tylko, iz mozna ja bylo cala przejechac na rowerze (kosztujacym 50 rupii dziennie) w ciagu okolo 30 min.&lt;br /&gt;Jako ze Aneta przywiozla od Mamy Olki suszone grzyby i zupe grzybowa Knorra w torebkach postanowilismy sobie zrobic cos a’la wigilia. Plan byl ambitny, miala byc grzybowa, rybka z grilla, pieczone zielone banany (ktore smakuja dokladnie jak ziemniaki, mozna tez z nich robic bardzo smaczne frytki) i salatka z warzyw. Niestety obsluga z naszego osrodka nie chciala z nami „wspolpracowac” i zabronili nam zrobic ognisko (bo niby takie sa przepisy), takze przenieslismy sie do zaprzyjaznionej lokantki Green Heaven i tam wszystko spozylismy. Natomiast zupe grzybowa przygotowalismy u Chanda, gdzie wszyscy mieli kupe zabawy obserwujac mnie przy garach (no, niech bedzie – Aneta tez mi troche pomagala ;) ). Nastepnego dnia musielismy juz wyjezdzac do Port Blair, skad kolejnego dnia mielismy statek do Vizag. Kupujac bilety na najtansza klase nie spodziewalismy sie luksusow, ale przebywanie z paroma setkami Hindusow, wyposazonych w baaaardzo glosne telefony komorkowe z cala dyskografia hitow bollywoodzkich, nie nalezalo do najprzyjemniejszych. Kladli sie spac bardzo wczesnie, a od 4tej rano zaczynala sie juz jatka. My z Olka bylismy juz do tego jako tako przyzwyczjeni, ale dla Anety byl to niezly szok kulturowy. Ogolnie to tak nam sie dali we znaki pierwszej nocy, ze druga przespalismy w kantynie. Po 2,5 dniach statek zawinal do portu, a my od razu ruszylismy na dworzec, zeby zlapac nocny pociag do Kalkuty. Starym zbojeckim sposobem kupilismy najtansze bilety na klase ‘general’, zeby je pozniej przekonwertowac na ‘sleeper’. Jednak po raz kolejny „Incredible India” nas zaskoczyly – nie dosc ze nie bylo gdzie usiasc, to nawet nie bylo gdzie stanac. Ledwo udalo nam sie wsiasc do pociagu. Pozniej dowiedzielismy sie, ze ludzie juz 3 miesiace wczesniej rezerwuja bilety na ten okres. Na szczescie jeden Pan sie zlitowal i odstapil nam miejsce na ktore czekal te 3 miesiace, a sam polozyl sie spac razem z synem, takze dziewczyny mialy gdzie sie przytulic, a ja jakos tam sobie poradzilem. Po dotarciu do Kolkaty znalezlismy hotel w backpackersowej okolicy kolo New Market i pierwsze co to zabralismy sie za odsypianie podrozy. Nastepnego dnia poszukalismy sobie zabawy sylwestrowej i chociaz oferta wydawala sie szeroka, okazalo sie, ze duza czesc lokali grala glownie muzyke hinduska, co nie napawalo nadziejami na udanego sylwestra. Czesto tez zdarzalo sie, ze nie bardzo wiedzieli co beda grac i np jedna z rozmow przebiegala nastepujaco:&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Ja: What kind of music will you play?&lt;br /&gt;Bileciarz: All.&lt;br /&gt;J: House, Drum&amp;Bass, Jungle maybe?&lt;br /&gt;B: Also.&lt;br /&gt;J: And classical music also :O :O ??&lt;br /&gt;B: Yyyy, yes.&lt;br /&gt;J: Mozart maybe?? :O :O&lt;br /&gt;B: Yes, no problem :).&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Koncowo padlo na klub Venom. Imprezka sylwestrowa moze nie nalezala do najlepszych w zyciu (nikt nie rzygal ;) :P ), ale jak na Indie to nawet przerosla moje oczekiwania, ludzie byli na poziomie (tzn poza Olka nikt nie byl w klapkach ;) ), muzyka taneczna international, piwo w cenie bietu tzn bilet 1000 rupii pokrywal 4 piwa, wiec bylo w porzo – z odwodnienia nie padlismy ;), a ze lekko zrobilismy sie przed wyjsciem rumem, to wiele alkoholu juz nie potrzebowalismy. Wrocilismy do hotelu o 4tej nad ranem i nastepny dzien musielismy znowu odsypiac. Kolejne dni spedzilismy na wloczeniu sie po miescie, pokazywalem Anecie jak zyja Hindusi, wielu z nich na ulicach, gdzie maja tylko kawalek koca i miejsce do przespania sie i to jest wszystko co posiadaja. Po 2 dniach pozegnalismy Anete, ktora juz musiala wracac do swoje ukochanej pracy ;), natomiast ja i Olka czekalismy do 7.01. na nasz lot do Bangkoku. Jak to w Indiach nawet ostatni dzien byl znamienny dla tego kraju, oryginalnie lot mial byc o 9:20, pozniej dostalismy informacje, ze jest przeniesiony na 11:15 z powodu mgly, na lotnisku okazalo sie, ze najpierw go przesunieto na 14ta z minutami, a pozniej koncowo na 18:30 podajac jako powod, ze nie mogli skompletowac zalogi :D. Linie lotnicze uratowaly jakos twarz, bo daly dosc dobre jedzenie (ktore ja akurat odchorowywalem przez 3 dni w BKK), ale w pewnym momencie juz balismy sie, ze nie wylecimy z Indii tego dnia, co byloby katastrofa bo 7.01. konczyla nam sie wiza indyjska i pewnie bylyby kary jakies. Tak czy owak w koncu samolot odbil sie od ziemi indyjskiej (z nami na pokladzie!!) i tak skonczyla sie nasza dosc przydluga, bo ok 5 miesieczna, przygoda z Indiami.&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/5360692068899110733-5420139995393358628?l=mariuszch.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;</content><link rel='replies' type='application/atom+xml' href='http://mariuszch.blogspot.com/feeds/5420139995393358628/comments/default' title='Komentarze do posta'/><link rel='replies' type='text/html' href='http://www.blogger.com/comment.g?blogID=5360692068899110733&amp;postID=5420139995393358628' title='Komentarze (1)'/><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/5360692068899110733/posts/default/5420139995393358628'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/5360692068899110733/posts/default/5420139995393358628'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://mariuszch.blogspot.com/2010/01/2611-7012010-indie-andamany-neil-island.html' title='[26.11.-7.01.2010 Indie] Andamany, Neil Island, Kolkata'/><author><name>camer</name><uri>http://www.blogger.com/profile/10716862559304391619</uri><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='16' height='16' src='http://img2.blogblog.com/img/b16-rounded.gif'/></author><media:thumbnail xmlns:media='http://search.yahoo.com/mrss/' url='http://4.bp.blogspot.com/_8nGKW0bDeJo/S1HEPqJmvfI/AAAAAAAAAg8/_mkKV4wJbrs/s72-c/P1020840.JPG' height='72' width='72'/><thr:total>1</thr:total></entry><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-5360692068899110733.post-6525515047553008797</id><published>2010-01-11T11:00:00.000-08:00</published><updated>2010-01-11T11:14:07.101-08:00</updated><title type='text'>7.01.2010 Back2Life :)</title><content type='html'>No to jestesmy w Bangkoku, w koncu opuscilismy Indie. Na razie jestesmy zachwyceni Tajlandia, Bangkokiem, wygladem tego nowoczesna miasta i jego CZYSTOSCIA!!, ludzmi, zabytkami, jedzeniem i wszystkim :)))).&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Wkrotce obszerna (mam nadzieje) relacja z pobytu na Andamanach.&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/5360692068899110733-6525515047553008797?l=mariuszch.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;</content><link rel='replies' type='application/atom+xml' href='http://mariuszch.blogspot.com/feeds/6525515047553008797/comments/default' title='Komentarze do posta'/><link rel='replies' type='text/html' href='http://www.blogger.com/comment.g?blogID=5360692068899110733&amp;postID=6525515047553008797' title='Komentarze (2)'/><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/5360692068899110733/posts/default/6525515047553008797'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/5360692068899110733/posts/default/6525515047553008797'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://mariuszch.blogspot.com/2010/01/7012010-back2life.html' title='7.01.2010 Back2Life :)'/><author><name>camer</name><uri>http://www.blogger.com/profile/10716862559304391619</uri><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='16' height='16' src='http://img2.blogblog.com/img/b16-rounded.gif'/></author><thr:total>2</thr:total></entry><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-5360692068899110733.post-5991720350238752717</id><published>2009-11-25T11:27:00.000-08:00</published><updated>2009-11-25T11:49:31.709-08:00</updated><title type='text'>[22.11.-26.11. Indie] Chennai - w koncu fajny host CS</title><content type='html'>&lt;a onblur="try {parent.deselectBloggerImageGracefully();} catch(e) {}" href="http://2.bp.blogspot.com/_8nGKW0bDeJo/Sw2JIgmkJAI/AAAAAAAAAfs/YTDv-TGUPGM/s1600/P1020673.JPG"&gt;&lt;img style="float:left; margin:0 10px 10px 0;cursor:pointer; cursor:hand;width: 200px; height: 150px;" src="http://2.bp.blogspot.com/_8nGKW0bDeJo/Sw2JIgmkJAI/AAAAAAAAAfs/YTDv-TGUPGM/s200/P1020673.JPG" border="0" alt=""id="BLOGGER_PHOTO_ID_5408129506825479170" /&gt;&lt;/a&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;a onblur="try {parent.deselectBloggerImageGracefully();} catch(e) {}" href="http://4.bp.blogspot.com/_8nGKW0bDeJo/Sw2JIaAbs2I/AAAAAAAAAfk/gaTLa71thI4/s1600/P1020668.JPG"&gt;&lt;img style="float:left; margin:0 10px 10px 0;cursor:pointer; cursor:hand;width: 200px; height: 150px;" src="http://4.bp.blogspot.com/_8nGKW0bDeJo/Sw2JIaAbs2I/AAAAAAAAAfk/gaTLa71thI4/s200/P1020668.JPG" border="0" alt=""id="BLOGGER_PHOTO_ID_5408129505054929762" /&gt;&lt;/a&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;a onblur="try {parent.deselectBloggerImageGracefully();} catch(e) {}" href="http://3.bp.blogspot.com/_8nGKW0bDeJo/Sw2JH2MQOdI/AAAAAAAAAfc/7FgNl70sJjA/s1600/P1020652.JPG"&gt;&lt;img style="float:left; margin:0 10px 10px 0;cursor:pointer; cursor:hand;width: 150px; height: 200px;" src="http://3.bp.blogspot.com/_8nGKW0bDeJo/Sw2JH2MQOdI/AAAAAAAAAfc/7FgNl70sJjA/s200/P1020652.JPG" border="0" alt=""id="BLOGGER_PHOTO_ID_5408129495440832978" /&gt;&lt;/a&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;a onblur="try {parent.deselectBloggerImageGracefully();} catch(e) {}" href="http://1.bp.blogspot.com/_8nGKW0bDeJo/Sw2JHsZPfFI/AAAAAAAAAfU/GuiZlk3oBao/s1600/P1020654.JPG"&gt;&lt;img style="float:left; margin:0 10px 10px 0;cursor:pointer; cursor:hand;width: 150px; height: 200px;" src="http://1.bp.blogspot.com/_8nGKW0bDeJo/Sw2JHsZPfFI/AAAAAAAAAfU/GuiZlk3oBao/s200/P1020654.JPG" border="0" alt=""id="BLOGGER_PHOTO_ID_5408129492810955858" /&gt;&lt;/a&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;a onblur="try {parent.deselectBloggerImageGracefully();} catch(e) {}" href="http://1.bp.blogspot.com/_8nGKW0bDeJo/Sw2JHaBsZEI/AAAAAAAAAfM/W6N4NzGwcZE/s1600/P1020677.JPG"&gt;&lt;img style="float:left; margin:0 10px 10px 0;cursor:pointer; cursor:hand;width: 150px; height: 200px;" src="http://1.bp.blogspot.com/_8nGKW0bDeJo/Sw2JHaBsZEI/AAAAAAAAAfM/W6N4NzGwcZE/s200/P1020677.JPG" border="0" alt=""id="BLOGGER_PHOTO_ID_5408129487880348738" /&gt;&lt;/a&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;No coz, odciagalismy wyjazd ile się dało ale kiedyś trzeba było ruszyć dalej w drogę. W sumie spędziliśmy na Goa 40 dni, mocno poprawilismy nasze pływackie umiejętności (ja kraula i żabkę, a Olka delfina), przeżyliśmy atak cyklonu, przytyliśmy po ok 3kg i odpoczęliśmy od wielkomiejskiego zgiełku. Z żalem pożegnaliśmy właścicieli naszego ośrodka "Cocks Town", kelnerów z restauracji "21 coconuts inn", w której ostatnimi czasy nagminnie jadaliśmy, jak również "panią makrelke", u której często jadaliśmy tanie śniadania i tzw fish thali (czyli ryż, zupa lentylkowa i smażona makrela). Przy okazji nauczyliśmy się jak robić banoffi pie - bardzo smaczne i proste ciasto oparte o banany, toffi i herbatniki oraz poznaliśmy nasz ulubiony deser "hello to the queen".  Jednak kolejne dni dosc brutalnie sprowadziły nas do indyjskiej rzeczywistości: dojazd do Chennai wymagał od nas skorzystania z 3ch autobusów i 2ch pociągów, w których w sumie spędziliśmy 24h (w tym ostatnie 6h na stojąco w zatłoczonym przedziale), znowu przeciskamy się po ulicach bez chodników uważając zeby nie wdepnac w krowie g... bądź stertę śmieci albo nie dać się zabić szalonemu rykszarzowi ;). Pojawiły się również (w końcu) miłe strony pobytu w Indiach: mamy fajnego hosta z CS (co wydawało się nam już niemożliwym do znalezienia w tym kraju), udało się kupić tanie bilety lotnicze na Andamany, a u dentysty zapłaciłem połowę mniej niż w Polsce za wizytę :P. Także jutro 26.11. o 6tej rano lecimy do Port Blair, później na wyspę Neil, by po tygodniu spotkać się z Anetą - moją maużonką :), która dołączy do nas na ok 3 tygodnie i razem spędzimy tam święta i Nowy Rok.&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/5360692068899110733-5991720350238752717?l=mariuszch.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;</content><link rel='replies' type='application/atom+xml' href='http://mariuszch.blogspot.com/feeds/5991720350238752717/comments/default' title='Komentarze do posta'/><link rel='replies' type='text/html' href='http://www.blogger.com/comment.g?blogID=5360692068899110733&amp;postID=5991720350238752717' title='Komentarze (2)'/><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/5360692068899110733/posts/default/5991720350238752717'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/5360692068899110733/posts/default/5991720350238752717'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://mariuszch.blogspot.com/2009/11/2211-2611-indie-chennai-w-koncu-fajny.html' title='[22.11.-26.11. Indie] Chennai - w koncu fajny host CS'/><author><name>camer</name><uri>http://www.blogger.com/profile/10716862559304391619</uri><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='16' height='16' src='http://img2.blogblog.com/img/b16-rounded.gif'/></author><media:thumbnail xmlns:media='http://search.yahoo.com/mrss/' url='http://2.bp.blogspot.com/_8nGKW0bDeJo/Sw2JIgmkJAI/AAAAAAAAAfs/YTDv-TGUPGM/s72-c/P1020673.JPG' height='72' width='72'/><thr:total>2</thr:total></entry><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-5360692068899110733.post-2625456335761227999</id><published>2009-10-16T00:46:00.000-07:00</published><updated>2009-11-25T11:26:57.235-08:00</updated><title type='text'>[13.10. - 21.11. Indie] Goa, plaża Arambol - w końcu zwalniamy tempo</title><content type='html'>&lt;a onblur="try {parent.deselectBloggerImageGracefully();} catch(e) {}" href="http://3.bp.blogspot.com/_8nGKW0bDeJo/Sw2D2EdHArI/AAAAAAAAAe0/stomDMsEfko/s1600/P1020582.JPG"&gt;&lt;img style="float:left; margin:0 10px 10px 0;cursor:pointer; cursor:hand;width: 200px; height: 150px;" src="http://3.bp.blogspot.com/_8nGKW0bDeJo/Sw2D2EdHArI/AAAAAAAAAe0/stomDMsEfko/s200/P1020582.JPG" border="0" alt=""id="BLOGGER_PHOTO_ID_5408123692473844402" /&gt;&lt;/a&gt;&lt;br /&gt;&lt;a onblur="try {parent.deselectBloggerImageGracefully();} catch(e) {}" href="http://2.bp.blogspot.com/_8nGKW0bDeJo/Sw2D1lIAXaI/AAAAAAAAAes/yAwH1YE1UbU/s1600/P1020573.JPG"&gt;&lt;img style="float:left; margin:0 10px 10px 0;cursor:pointer; cursor:hand;width: 200px; height: 150px;" src="http://2.bp.blogspot.com/_8nGKW0bDeJo/Sw2D1lIAXaI/AAAAAAAAAes/yAwH1YE1UbU/s200/P1020573.JPG" border="0" alt=""id="BLOGGER_PHOTO_ID_5408123684063829410" /&gt;&lt;/a&gt;&lt;br /&gt;&lt;a onblur="try {parent.deselectBloggerImageGracefully();} catch(e) {}" href="http://3.bp.blogspot.com/_8nGKW0bDeJo/Sw2D1SgW9tI/AAAAAAAAAek/y1FM-UA5hOM/s1600/P1020513.JPG"&gt;&lt;img style="float:left; margin:0 10px 10px 0;cursor:pointer; cursor:hand;width: 200px; height: 150px;" src="http://3.bp.blogspot.com/_8nGKW0bDeJo/Sw2D1SgW9tI/AAAAAAAAAek/y1FM-UA5hOM/s200/P1020513.JPG" border="0" alt=""id="BLOGGER_PHOTO_ID_5408123679065700050" /&gt;&lt;/a&gt;&lt;br /&gt;&lt;a onblur="try {parent.deselectBloggerImageGracefully();} catch(e) {}" href="http://1.bp.blogspot.com/_8nGKW0bDeJo/Sw2D00T6MjI/AAAAAAAAAec/npcYWIPsNFM/s1600/P1020478.JPG"&gt;&lt;img style="float:left; margin:0 10px 10px 0;cursor:pointer; cursor:hand;width: 200px; height: 150px;" src="http://1.bp.blogspot.com/_8nGKW0bDeJo/Sw2D00T6MjI/AAAAAAAAAec/npcYWIPsNFM/s200/P1020478.JPG" border="0" alt=""id="BLOGGER_PHOTO_ID_5408123670960419378" /&gt;&lt;/a&gt;&lt;br /&gt;&lt;a onblur="try {parent.deselectBloggerImageGracefully();} catch(e) {}" href="http://1.bp.blogspot.com/_8nGKW0bDeJo/Sw2D0ikLR5I/AAAAAAAAAeU/pNM6V9WF_QI/s1600/P1020592.JPG"&gt;&lt;img style="float:left; margin:0 10px 10px 0;cursor:pointer; cursor:hand;width: 200px; height: 150px;" src="http://1.bp.blogspot.com/_8nGKW0bDeJo/Sw2D0ikLR5I/AAAAAAAAAeU/pNM6V9WF_QI/s200/P1020592.JPG" border="0" alt=""id="BLOGGER_PHOTO_ID_5408123666196809618" /&gt;&lt;/a&gt;&lt;br /&gt;&lt;a onblur="try {parent.deselectBloggerImageGracefully();} catch(e) {}" href="http://4.bp.blogspot.com/_8nGKW0bDeJo/SuLCUA4PRqI/AAAAAAAAAeM/99V6_w-qMYg/s1600-h/P1020419.JPG"&gt;&lt;img style="float:left; margin:0 10px 10px 0;cursor:pointer; cursor:hand;width: 150px; height: 200px;" src="http://4.bp.blogspot.com/_8nGKW0bDeJo/SuLCUA4PRqI/AAAAAAAAAeM/99V6_w-qMYg/s200/P1020419.JPG" border="0" alt=""id="BLOGGER_PHOTO_ID_5396088952632329890" /&gt;&lt;/a&gt;&lt;br /&gt;&lt;a onblur="try {parent.deselectBloggerImageGracefully();} catch(e) {}" href="http://2.bp.blogspot.com/_8nGKW0bDeJo/SuLCT6e-T4I/AAAAAAAAAeE/_FysHwc-agI/s1600-h/P1020400.JPG"&gt;&lt;img style="float:left; margin:0 10px 10px 0;cursor:pointer; cursor:hand;width: 200px; height: 150px;" src="http://2.bp.blogspot.com/_8nGKW0bDeJo/SuLCT6e-T4I/AAAAAAAAAeE/_FysHwc-agI/s200/P1020400.JPG" border="0" alt=""id="BLOGGER_PHOTO_ID_5396088950915747714" /&gt;&lt;/a&gt;&lt;br /&gt;&lt;a onblur="try {parent.deselectBloggerImageGracefully();} catch(e) {}" href="http://3.bp.blogspot.com/_8nGKW0bDeJo/SuLCTVvBhgI/AAAAAAAAAd8/eOu1AwVZC1c/s1600-h/P1020410.JPG"&gt;&lt;img style="float:left; margin:0 10px 10px 0;cursor:pointer; cursor:hand;width: 150px; height: 200px;" src="http://3.bp.blogspot.com/_8nGKW0bDeJo/SuLCTVvBhgI/AAAAAAAAAd8/eOu1AwVZC1c/s200/P1020410.JPG" border="0" alt=""id="BLOGGER_PHOTO_ID_5396088941050955266" /&gt;&lt;/a&gt;&lt;br /&gt;&lt;span style="font-weight:bold;"&gt;Czysta woda, super pogoda, puste plaze, tania wodeczka :) - czyzby w koncu odrobina raju w Indiach?? &lt;/span&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Jako że już niedługo minie miesiąc odkąd tu przyjechaliśmy warto napisać kilka słów jak tu jest. No więc zalatwilismy sobie całego hut'a za 100 rupii dziennie (czyli wychodzi nas po ok 3 PLN na głowę) z widokiem na morze, plaża, chociaż wybierana w ciemno, okazała się strzałem w dziesiątkę - jest cicho, spokojnie, względnie czysto, obsługa w "ośrodku" jest bardzo w porzo ;) - kelnerzy nie dziwia się jeśli czasem potrzebujemy tylko colę z dodatkowym lodem i limonka :D. Ceny w okolicznych barach są więcej niż ok, a przy tym naprawdę można dobrze i smacznie zjeść. Dla przykładu indyjskie jedzonka veg z ryżem (które o dziwo bardzo polubilismy) to koszt 6 pln, za wersję non-veg (zazwyczaj kurczak) trzeba zapłacić ok 1pln więcej. Na śniadania mamy tania lokantkę gdzie omlet z 2 jajek plus pieczywo i pomidory kosztuje ze 2pln. W pobliżu jest duży wybór restauracji więc nie narzekamy na brak różnorodności w jedzeniu (m.in kuchnia włoska czy meksykańska), chociaż jak pisałem ostatnio trzymamy się indyjskiej. Jeśli chodzi o napoje to piwo wychodzi trochę drogawo 5pln/0.66l, za to 0,7l wódki (Romanov :P) to koszt jedynie 8pln i tego raczej się trzymamy :P. Nasz dzień z reguły wygląda niby zawsze podobnie, ale jakos nie możemy powiedzieć że się nudzimy: zazwyczaj wstajemy ok 9 godz (o ile nie zapiliśmy zbyt mocno poprzedniej nocy ;) ), później obowiązkowa kąpiel w morzu (ostro uczymy sie pływać - ja kraulem, Olka motylem), później prysznic i ok 11 jemy śniadanie. Od tej godz zaczynają się spore upały (ok 40* na słońcu), więc albo załatwiamy neta, albo czytamy książki, albo coś tam wynajdujemy sobie zeby przeczekać te 2-3 godziny. Potem znowu kąpiel w morzu, prysznic i wypuszczamy się coś zjeść. Ok 19 godz szukamy czym tu się zająć wieczorem, do wyboru mamy knajpki, bary z live music albo filmami (puszczają po 3 każdego wieczora, na szczęście holly, nie bolly)albo wódeczka u nas przed "altanką" na ośrodku planując dalszą podróż lub obgadujac pozostałych gości (tak tak siostrzyczko - "loża szydercow 2" :D). &lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Dzięki temu, że jeszcze nie ma tu pełnego sezonu jest bardzo fajnie, można odpocząć od Indii, ludzie tu potrafią przyjeżdżać na pół, a czasem i na rok (obecnie głównie Rosjanie, jest też trochę "Izraelitów" i sporo Europejczyków). Trafiają się tu nieźle zakreceni typi, dużo się tu pali i bierze, w sezonie bardzo popularne są imprezy techniczne open-air na plażach (muza głównie psy-trance). &lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Jeśli chodzi o faunę i florę żyjemy tu jak "w jednej wielkiej rodzinie", w domku są jaszczurki, robaki, mrówki (duże), na plaży psy, krowy, koty, ludzie :). Ale do wszystkiego da się przyzwyczaić, więc już to nas jakos nie razi tak jak na początku. &lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Co do przyszłości to ok 10.11. (lub odrobinę później bo trudno nam się stąd ruszyć :D) jedziemy do Chennai, stamtąd płyniemy na Andamany gdzie spędzimy ok 3 tygodnie i Nowy Rok, później powrót do Kolkaty i lot samolotem do Bangkoku w Tajlandii, zwiedzanie Indochin i mniej więcej w połowie marca wjazd do Chin.&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/5360692068899110733-2625456335761227999?l=mariuszch.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;</content><link rel='replies' type='application/atom+xml' href='http://mariuszch.blogspot.com/feeds/2625456335761227999/comments/default' title='Komentarze do posta'/><link rel='replies' type='text/html' href='http://www.blogger.com/comment.g?blogID=5360692068899110733&amp;postID=2625456335761227999' title='Komentarze (1)'/><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/5360692068899110733/posts/default/2625456335761227999'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/5360692068899110733/posts/default/2625456335761227999'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://mariuszch.blogspot.com/2009/10/1310-indie-goa-plaza-arambol-w-koncu.html' title='[13.10. - 21.11. Indie] Goa, plaża Arambol - w końcu zwalniamy tempo'/><author><name>camer</name><uri>http://www.blogger.com/profile/10716862559304391619</uri><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='16' height='16' src='http://img2.blogblog.com/img/b16-rounded.gif'/></author><media:thumbnail xmlns:media='http://search.yahoo.com/mrss/' url='http://3.bp.blogspot.com/_8nGKW0bDeJo/Sw2D2EdHArI/AAAAAAAAAe0/stomDMsEfko/s72-c/P1020582.JPG' height='72' width='72'/><thr:total>1</thr:total></entry><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-5360692068899110733.post-3073306660599124929</id><published>2009-10-16T00:42:00.000-07:00</published><updated>2009-10-24T01:06:52.995-07:00</updated><title type='text'>[7.10.-12.10. Indie] Mumbai - skucha z CS, drogie hotele i holywoodzki "Surrogates" w oczekiwaniu na pociag</title><content type='html'>Do Mumbaju dotarlismy jadac z granicy z miejscowosci Sunauli, przez Gorakhpur i Lucknow. Po raz kolejny postanowilismy powalczyc o to, zeby znalezc kogos z CouchSurfingu (tym bardziej  zarowno ludzie jak i przewodnik ostrzegali, ze jest to badzo drogie miasto. Jednak ponownie hinduskie community cs nas rozczarowalo, dostawalismy albo wymijajace odpowiedzi, albo nieprecyzyjne (np ze ok, moze nas ktos przehostowac, ale nie podal adresu, a nastepnego dnia tlumaczyl sie, ze dopiero rano odczytal wiadomosc) albo najwiecej odpowiedzi bylo typu, ze nie bo costam, ale chetnie spotkam sie z Toba (piszemy zawsze z konta Olki) na kawe, drinka lub imprezke. Nie bylo co robic, musielismy znalezc jakis hotel, jako ze okolic byla turystyczna (Colaba), najtansze co udalo sie wyrwac to pokoj w Carlton Hotel za 600 r dziennie (rozboj w bialy dzien ;) ). Za to mieszkalismy w samym centrum nocnego zycia w Mumbaju, tuz za slawnym na caly swiat (od ostatniego zamachu) hotelem Taj Mahal (ktory szalu za dnia nie robi, dopiero w nocy jak oswietlony to ladnie wyglada), blisko nabrzeza (2 min drogi). Liczylismy, ze uda nam sie w tym miescie wyskoczyc na jakas impre, ale po kilku telefonach i probach umowienia sie z tymi CS’ami, ktorzy proponowali spotkanie, poddalismy sie, gdyz goscie co chwile zmieniali zdanie i nie wiadomo bylo co robic. Wyladowalismy w koncu w jakims barze, wysaczylismy po pifku i tak sie skonczyla weekendowa noc w Mumbaju. Nastepnego dnia kupilismy bilety kolejowe na Goa (na kolejny dzien), pokrecilismy sie po miescie zwiedzajac je, a ostatniego dnia wybralismy sie do kina na film „Surrogates”. Az trudno uwierzyc, ale w stolicy indyjskiego przemyslu filmowego mieli tak ubogi repertuar, ze nie bylo za bardzo wyboru. W dodatku po 40 min projekcji przerywaja film, zeby Hindusi mogli sie wysiusiac i kupic sobie kolejna porcje popcornu. Aaa – i przed filmem puszczaja hymn i trzeba wstac – ciekawe, kiedy u nas wprowadza takie udogodnienia :D. Apropos udogodnien to rownie interesujco przedstawia sie proces oddawania bagazy do dworcowej przechowalni: najpierw trzeba przy Panu bagazowym zamknac i zabezpieczyc torby (najlepiej klodka), pozniej on okleja ta klodke/zabezpieczenie naklejka, pozniej trzeba pojsc do ochrony, ktora skanuje bagaz, pozniej ochrona przybija pieczatke na naklejce, pozniej wracamy do pana bagazowego, ktory wypelnia kwity i dopiero przyjmuje bagaz. Przy odbiorze placimy 10 r od torby i mozemy spedzic reszte wolnego czasu na odlepianiu naklejki od klodki (a cholera mocno trzyma) :D. Ostatni dzien w Mumbaju zakonczylusmy tak, ze wieczorem poszlismy na slawny dworzec Victoria Terminus, gdzie posiedzielismy do polnocy w oczekiwaniu na pociag (ktory pomiimo, ze startowal z tego miejsca wyjechal godzine opozniony- jak to mowia w ich reklamie – „Incredible India” :D ).&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/5360692068899110733-3073306660599124929?l=mariuszch.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;</content><link rel='replies' type='application/atom+xml' href='http://mariuszch.blogspot.com/feeds/3073306660599124929/comments/default' title='Komentarze do posta'/><link rel='replies' type='text/html' href='http://www.blogger.com/comment.g?blogID=5360692068899110733&amp;postID=3073306660599124929' title='Komentarze (0)'/><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/5360692068899110733/posts/default/3073306660599124929'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/5360692068899110733/posts/default/3073306660599124929'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://mariuszch.blogspot.com/2009/10/710-1210-indie-mumbai-skucha-z-cs.html' title='[7.10.-12.10. Indie] Mumbai - skucha z CS, drogie hotele i holywoodzki &quot;Surrogates&quot; w oczekiwaniu na pociag'/><author><name>camer</name><uri>http://www.blogger.com/profile/10716862559304391619</uri><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='16' height='16' src='http://img2.blogblog.com/img/b16-rounded.gif'/></author><thr:total>0</thr:total></entry><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-5360692068899110733.post-1905553600949252921</id><published>2009-10-08T07:22:00.001-07:00</published><updated>2009-10-16T00:39:02.293-07:00</updated><title type='text'>[19.09. - 2.10. Nepal]  Annapurna Circuit Trek - 14 dni, 228km na piechote!!</title><content type='html'>&lt;strong&gt;Dzien 1 Besisahar-Kudi-Bahundanda (6h, 17km)&lt;/strong&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;No cóz, zaczelismy ostro - normalnie wszyscy pokonuja poczatkowy 7km odcinek Besisahar-Kudi jadac autobusem, ale my po dowiedzeniu sie, ze chca nas za to "zczardzowac" 150 rupii (a nie 50 jak localesów) postanowiliœmy im pokazac, ze jak sa lapczywi to guzik dostana i poszlismy na piechote. Trafilo nam sie towarzystwo w postaci starszego nepalczyka i jego zony, dzieki czemu ten odcinek szybko nam minal. Pozniej odpoczelismy przy wodospadzie, gdzie spotkaliœmy 3ch mlodych nepalczyków z ktorymi chwile pogadalismy. Przy tej okazji wyszla pewna ciekawostka dot. ich zachowania (z czym pozniej jeszcze sie spotykalismy nie raz). Mianowicie, byli bardzo zainteresowani tym, co Olka ma w plecaku i przy kazdej rzeczy dopytywali sie co to jest i  czy moga to dostac. I tak gdy zobaczyli bulki to jeden z nich zapytal czy moglby jedna dostac, pozniej kolejne i kolejne rzeczy, a najsmiesniejsze bylo, jak Olka wyjela chusteczki higieniczne kupione w Besisahar, a oni oczywiscie co to jest i czy moga to dostac. Jak im wytlumaczylismy, ze sa to chusteczki kupione u nich w wiosce to zrobilo im sie troche glupio, ale zauwazylismy, ze maja wyuczony nawyk proszenia o danie im czegokolwiek. Na koniec zapytali czy moga nam poniesc plecaki za kase :D. Goscie mieli moze po 16 lat i dziwilismy sie z poczatku, kto nauczyl ich takiej „przedsiebierczosci”, ale jak pozniej zobaczylismy male dzieci, ktore zaczynaly powitanie od ladnego zlozenia raczek i powiedzenia „namaste”, a pozniej braly nas za reke i prosily o foto za rupie lub pieknie recytowaly po angielsku „pen”, „chocolate” lub „sweet” to juz przestalismy sie dziwic. Wieczorem dotarlismy do docelowej wioski, gdzie po wybraniu hotelu mielismy cos zjesc i udac sie na zasluzony odpoczynek. Okazalo sie, ze tu tez nepalczycy potrafia nas zaskoczyc: normalna cena pokoju wynosila 200r, ale gdy chcielismy pojsc do wioski poszukac tanszej restauracji okazalo sie, ze za obietnice zjedzenia u niego w hotelu pokoj mozemy miec za 50r. Tajemnica tak atrakcyjnej ceny pokoju lezala w cenach jedzenia – jak przejzelismy menu to wlosy stanely nam deba – potrawy byly 3 razy drozsze niz w Katmandu, a to dopiero byla pierwsza wioska w gorach. Jako ze wzielismy troche malo gotowki ze soba, a w Besisahar bankomat byl nieczynny wychodzilo nam, ze mozemy wydawac okolo 500r dziennie, co przy takich cenach potraw bylo nie lada wyzwaniem. Dodam tylko, ze w tej wiosce ( i w nastepnych rowniez) wszyscy hotelarze mieli swego rodzaju umowe (potocznie zwana kartelem :D) i wszedzie bylo to samo menu z takimi samymi cenami. Stanelo na tym, ze trzeba bedzie wybierac najtansze potrawy typu ryz czy noodle z warzywami i jakos damy rade. Dodatkowo troche poprawimy swoje sylwetki na tak „bogatej” diecie :D. No ale przedsiebiorczosc nepalczykow po raz kolejny nas zaskoczyla (in minus niestety).&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;strong&gt;Dzien 2 Bahundanda – Tal (6h, 12km)&lt;/strong&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Rano wykpilismy sie od zjedzenia sniadania u naszego gospodarza po zbojeckich stawkach i znalezlismy tansza alternatywe po drodze. Po drodze zapoznalismy sie rowniez ze slawnymi malymi pijawkami, kazde z nas mialo po 3 z nich przyczepione do nog – wieczorem mocno odczulismy ubytek krwi, bo doslownie scielo nas z nog ;). A moze to nie bylo przyczyna tylko wzrastajace w zastraszajacym tempie ceny jedzenia – np noodle z warzywami skok z 170r na 225r :D – rozboj w bialy dzien (oczywiscie w calej wiosce te same ceny). Powoli zaczynaly sie juz fajne widoczki, w oddali widac bylo osniezone szczyty, my tymczasem wedrowalismy ciagle wsrod tropikalnej zieleni pomiedzy wzgorzami. Majac nadzieje na wiecej natury a mniej cywilizacji zjedlismy swoja codzienna dawke kluskow z warzywami i poszlismy spac :P.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;span style="font-weight:bold;"&gt;Dzień 3 Tal-Timang&lt;/span&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Kolejny dzień dał nam trochę w kość ze wzgledu na pogode. Bylo dzdzysto, pochmurnie i na wieczor trzeba sie bylo juz troche ubrac. Nocleg wypadl nam w pierwszej chacie w wiosce Timang (na wysokosci 2400m), ktora okazala sie dla nas cenową oazą (ceny duzo nizsze niz w poprzednich wioskach). Ponadto wszystko co zamowilismy bylo bardzo swieze, bo robione pod nasze zamowienie. minusem tego bylo to, ze musielismy poczekac okolo godziny na posilek, ale to chyba i tak niedlugo biorac pod uwage to, ze zamowilismy momo'sy (odpowiedniki naszych pierogow czyli pani musiala zagniesc ciasto, zrobic farsz, zrobic  dla nas te 12 momo'sow i je ugotowac). W chacie nie bylo cieplej wody i zadnego ogrzewania wiec trzeba sie bylo cieplo ubrac i liczyc ze nasze spiwory "dadza rade" :D. Jako ze scianki pokojow byly cienkie z samego rana obudzilo nas odcharkiwanie i kaszel prawie calej rodziny, dlatego pozniej nazwalismy ich "rodziną chrząkaczy z x-files" :).&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;span style="font-weight:bold;"&gt;Dzień 4 Timang - Lower Pisang (7h30, 24km)&lt;/span&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Ten dzien zapowiadal sie wzglednie milo, bo mielismy isc glownie po plaskim, niewiele wznoszacym sie terenie. Jednak podczas poszukiwania hotelu w docelowej miejscowosci nie udalo sie uzyskac dobrych warunkow i sforsowalem Olke do pojscia jeszcze jedna miejscowosc dalej. Efekt byl taki, ze tego dnia szlismy 7h30, w sumie zrobilismy ok 24km, a koncowy etap pokonalismy rekordowym tempem wyprzedzajac wszystkich po drodze (dzieki adrenalinie we krwi Olki :D). Nocleg wypadl w miejscowosci Lower Pisang na wysokosci 3250m. &lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;span style="font-weight:bold;"&gt;Dzień 5 Lower Pisang - Manang&lt;/span&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Ten dzien zrobiliamy sobie naprawde luzny, bo poprzedni dal nam sie troche we znaki. Doszlismy do miejscowosci Manang (3519m), gdzie zazwyczaj wszyscy robia sobie dwudniowa przerwe na aklimatyzacje. Po znalezieniu hotelu wzielismy naprawde goracy prysznic, zjedlismy niesmiertelny ryz z warzywami i wzielismy sie za planowanie naszej aklimatyzacji (2dni w jednym miejscu nie za bardzo chcialo nam sie siedziec). Wyszlo na to, ze pojdziemy zobaczyc Tilicho Lake - najwyzej polozone jezioro na swiecie. Przy okazji zaliczymy przelecz o wys 5100m - dobra w sam raz do aklimatyzacji.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;strong&gt;Dzień 6 Manang - Tilicho Base Camp(6h, 14km)&lt;/strong&gt; &lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Żeby nie dać tak się loic na kasę kupiliśmy sobie produkty na śniadania i tak ja miałem peanut butter, a Olka dzem który kupila po okazyjnej cenie 200r (normalna cena to 100r, a w wioskach wcześniejszych chcieli nawet 600r). Tak wyposażeni ruszyliśmy nad Tilicho Lake. Droga zajela nam 6 h z odpoczynkiem, chociaż przewodnik podawal 7h, ale juz przyzwyczailiśmy się do tego ze wszystko szybciej robimy. Po drodze byly super widoki na ośnieżone szczyty, również samo otoczenie i teren po którym szliśmy fajnie się zmieniał. Po dotarciu do hotelu (niestety tylko jeden jedyny więc o negocjacji cen mozna bylo zapomnieć, chociaz Olka walczyla :D) "rozgoscilismy się" i poszliśmy na toaletę. Warunki byly spartanskie: brak wody, swiatla, toalety, zaslonek, ogrzewania, drzwi się nie domykaly i wiało przez nie. Za to widoki wynagradzaly nam wszystkie niedogodności, góry wydawaly się blisko na wyciągnięcie ręki, az zatykalo dech w piersiach (w przenosni i dosłownie bo to juz była wysokość 4200m :) ). Na wieczór zjedlismy narodowe danie nepalczyków czyli Dal Bhat (fura ryżu, zupa lentylkowa bez lentylkow :D, i papke czegoś a'la bigos z młodej kapusty z ziemniakami zamiast mięsa :P). Zapchani ryżem wyskoczylismy jeszcze wieczorem na godzinną przechadzke, zeby tak "syte" jedzenie dobrze się ulozylo, a zaraz pozniej ubralismy się we wszystko co mieliśmy najcieplejsze i poszliśmy spać, bo wczesnie rano miała być pobudka. &lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;strong&gt;Dzień 7 Tilicho Base Camp - Kharka Hotel (14km)&lt;/strong&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;O 5 rano zrobiliśmy sobie pobudke, musieliśmy się spakować, zeby po powrocie z jeziora od razu wyruszyć w dalszą drogę. O 6tej wyruszylismy nad jezioro, droga byla ciezka bo spora wysokość (max 5100m), ponadto miałem jakies problemy po wczorajszym jedzeniu i o malo nie wymiotowalem po drodze. Skonczylo sie na szczescie tylko na 2ce ;) i moglem kontynuowac wspinaczke. Po dotarciu nad Tilicho Lake - najwyżej położone jezioro na świecie pobylismy tam okolo godziny, w międzyczasie zdążyłem się zgubić (bo zszedłem po wodę, Olka już była w szoku że coś może mi się stało, a przecież nie zostawiłem jej haseł do moich kont bankowych :D). Później szybki powrót do Tilicho Base Camp, chwila odpoczynku i ruszyliśmy dalej w drogę. Plan był taki, zeby jeszcze dzisiaj wrócić na szlak i od kolejnego dnia kontynuować podróż w stronę przełęczy Thorung, ale zmęczeni porannym wypadek nad jezioro zrobiliśmy stopa trochę wcześniej w hotelu Kharka. &lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;strong&gt;Dzień 8 Kharka Hotel - High Camp (17km)&lt;/strong&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Jeden z najcięższych dni podczas tego trekkingu, jako, że musieliśmy nadrobić tą miejscowość do której nie dotarliśmy poprzedniego dnia oraz plan zakładał dojście do ostatniej miejscowości przed przełęczą High Camp na wysokości 4850m (zeby następnego dnia było łatwiej). Po calodniowej "walce" (ostatnie 400m wysokości zajęło nam 1h15, a odcinek 150m do hotelu to około 15min "marszu" z chyba 10ma przerwami) w końcu dotarliśmy do celu, zjedlismy przepyszna pizzę i home made paste (za jedyne 380r od dania), zaszalelismy ;) biorąc duży kubek gorącej herbaty i poszliśmy spać. Okazało się to nie lada wyzwaniem, mi udało się przespać około godziny, a Olce ze 4 -&gt; w końcu dopadła nas choroba wysokościowa :(.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;strong&gt;Dzień 9 High Camp - Jharkot (15km)&lt;/strong&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Tradycyjnie już wyjście o 6tej rano :) i powolna wspinaczka w górę w stronę przełęczy. Około godziny 9tej dotarliśmy na najwyżej położoną przełęcz na świecie (5416m) , jednak widoki trochę nas rozczarowały. Wspólnie doszliśmy do tego samego wniosku, że Tilicho oferowało lepsze widoki, natomiast dużo lepiej prezentowała się przełęcz Stok (5100m) w górach Ladakh, ktora pokonywaliśmy na początku naszego pobytu w Indiach. Po przełęczy czekało nas monotonne około 3godzinne zejście w dol (aż kolana zaczęły dawać znac o sobie), około 14tej dotarliśmy do wioski Jharkot (wys 3550m)-można powiedzieć "na łono cywilizacji" (ciepły prysznic, pranie, niskie ceny, jabłka, ciepły pokój), gdzie zjedlismy średniej jakości pizzę i paste, po czym poszliśmy zaraz spać, zeby odrobić zaległości z poprzedniej (a w zasadzie poprzednich) nocy.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;strong&gt;Dzień 10-14 Jharkot - Marpha - Lete - Tatopani - Ghorapani - Naya Pul&lt;/strong&gt;&lt;br /&gt; &lt;br /&gt;W miarę jak schodziliśmy w dół kończyły się fajne widoki, pojawiało się coraz więcej zieleni, zmieniał się krajobraz, ale po tym co już widzieliśmy trudno nas było zachwycić (ma to odbicie również w ilości zrobionych zdjęć). Warty odnotowania jest dzień 13ty, który był prawie równie ciężki jak dostanie się do High Camp, musieliśmy wejść ok 1600m w górę w tropikalnym, dusznym klimacie, zeby się dostać do wioski Ghorapani, z której rano mieliśmy wyskoczyć na Poon Hill- punkt widokowy do oglądania panoramy kilku masywów górskich. Widoki były ładne, ale nie oszałamiające, my te góry widzieliśmy z bliskiej odległości więc nie można powiedzieć zeby to zwalilo nas z nóg. Ciekawostka - jak na całej trasie dominowali Izraelczycy, tak tu byli prawie sami Chińczycy. Ostatni dzień to zejście do wioski Naya Pul, skąd pojechaliśmy autobusem do Pokhara. &lt;br /&gt;&lt;br /&gt;fotki soon (jak dorwe troche szybsza siec) albo zapraszam na blog Olki (&lt;a href="http://aleksandrartwt.geoblog.pl/"&gt;http://aleksandrartwt.geoblog.pl/&lt;/a&gt;)&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/5360692068899110733-1905553600949252921?l=mariuszch.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;</content><link rel='replies' type='application/atom+xml' href='http://mariuszch.blogspot.com/feeds/1905553600949252921/comments/default' title='Komentarze do posta'/><link rel='replies' type='text/html' href='http://www.blogger.com/comment.g?blogID=5360692068899110733&amp;postID=1905553600949252921' title='Komentarze (2)'/><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/5360692068899110733/posts/default/1905553600949252921'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/5360692068899110733/posts/default/1905553600949252921'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://mariuszch.blogspot.com/2009/10/1909-210-nepal-annapurna-circuit-trek.html' title='[19.09. - 2.10. Nepal]  Annapurna Circuit Trek - 14 dni, 228km na piechote!!'/><author><name>camer</name><uri>http://www.blogger.com/profile/10716862559304391619</uri><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='16' height='16' src='http://img2.blogblog.com/img/b16-rounded.gif'/></author><thr:total>2</thr:total></entry><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-5360692068899110733.post-1272102893748076977</id><published>2009-10-08T07:13:00.000-07:00</published><updated>2009-10-08T07:21:56.698-07:00</updated><title type='text'>[15.09. - 18.09. Nepal] Przybywamy do krainy trekingów</title><content type='html'>Jako ze nie udalo nam sie zrobic zadnego trekingu w Darjeelingu, ani tym bardziej w Sikkim (do którego w koncu nie pojechalismy gdyz dowiedzielismy sie, ze mozna tam chodzic po gorkach tylko z agencjami turystycznymi) uderzylismy do Nepalu. Na granicy przywitaly nas egipskie ciemnosci, pan celnik wypisywal wize przy latarce. Nie udalo nam sie zlapac ostatniego autobusu do Katmandu, wiec musielismy sie przespac w przygranicznej miejscowosci - Kakarbhitta. Zaraz napatoczyl sie jakis koles który zaproponowal swoj hotel. Cena wydawala sie atrakcyjna, dodatkowo od razu oferowal rowniez bilet na autobus do Katmandu, poza tym twierdzil ze tam rowniez jest hotel tej samej sieci i cena bedzie rowniez dobra. Bylismy juz zmeczeni uzeraniem sie o kazda rupie w Indiach, wiec zgodzilismy sie na jego propozycje, tym bardziej, ze kilkakrotnie podkreslal, ze "teraz jestesmy w nepalu a nie w indiach" i tu jest zupelnie inaczej, ludzie sa uczciwi, nie probuja oszukiwac, a wszystko opiera sie na zaufaniu. Nie wiem jak to sie stalo, ze prawie wszystko lyknelismy, jedynie nie dalismy sie wkrecic w przedplate za hotel w katmandu (ktory mial kosztowac 200 rupii). Pozniej okazalo sie ze ceny byly podawane w rupiach indyjskich (które sa drozsze), autobus przeplacilismy dwukrotnie, natomiast po dojezdzie do hotelu w ktm musiliemy wykrecic delikatny dym, bo nikt nic nie wiedzial o pokoju za 200 rupii, byly tylko takie za 400 :D. Docelowo mieliamy go za pierwsza cene, ale to by na tyle jesli chodzi o uczciwosc nepalczykow (o czym pozniej niejednokrotnie sie jeszcze zdarzylo nam przekonac). Kolejnego dnia chcielismy sie przeniesc do tanszego hotelu, ale znowu kolejna skucha-chcieli nas skasowac za transport do hotelu (wbrew wczesniejszym ustaleniom) dopiero pojawil sie jakis czlowiek (pozniej okazal sie agentem turystycznym), ktory to naprostowal. Od razu zaprosil nas do swojej agencji na rozmowe. Uczciwie go ostrzeglismy ze bedzie to prawdopodobnie dla niego strata czasu, gdyz wszystkie trekingi robimy na wlasna reke, ale sie uparl wiec z nim poszlismy. Na miejscu po krotkiej rozmowie wyszlo na to, ze najciekawsza opcja dla nas bedzie treking Annapurna Circuit, jednak koszty ktore nam podal drastycznie przekraczaly to o czym czytalismy na sieci i w LP. Szczegolnie oplata 3000 rupii za system ewidencjonowania turystow (TIMS) byla podejrzana, ale goscio wmawial nam, ze zostala wprowadzona od poczatku tego roku i dlatego nigdzie o niej nie wspominaja. Pogodzeni z nieprzewidzianymi wydatkami (wymagany byl rowniez permit na wejscie do regionu annapurna - 2000 r) podziekowalismy i poszlismy zalatwiac wszystko na wlasna reke (bo agent za to chcial po 1000 r od lepka). Jakie bylo nasze zdziwienie gdy panowie od TIMS powiedzieli nam, ze jest on za free, a zazwyczaj agecje robia klientow w konia i kasuja ich za to czasem 300 czasem 500 r. Nam jak widac trafil sie jakis lepszy agent :(. Mielismy jeszcze pojsc do niego i mu wygarnac, ale w koncu go olalismy i rzucilismy sie w wir zakupów sprzetu trekingowego. Rano wsiedlismy do autobusu do miejscowosci Besisahar, skad mielismy rozpoczac okolo dwutygodniowy treking.&lt;br /&gt;Aha-jeszcze taka ciekawostka odnosnie cen w Nepalu: tak jak w Indiach ceny dla turystów sa wyzsze i uczciwie o tym informuja, tak tutaj kupuje sie np bilet na autobus, wszyscy lokalesi mowia, ze jest za 50 r a pan w okienku podaje cene 200 i wmawia, ze to jest normalna cena ustalona przez rzad. Dopiero po drobnym sledztwie okazuje sie, ze nie ma zadnego cennika oficjalnego, a podana cena jest ustalona przez wlasciciela busa tylko dla turystów. &lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Fotki soon...&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/5360692068899110733-1272102893748076977?l=mariuszch.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;</content><link rel='replies' type='application/atom+xml' href='http://mariuszch.blogspot.com/feeds/1272102893748076977/comments/default' title='Komentarze do posta'/><link rel='replies' type='text/html' href='http://www.blogger.com/comment.g?blogID=5360692068899110733&amp;postID=1272102893748076977' title='Komentarze (2)'/><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/5360692068899110733/posts/default/1272102893748076977'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/5360692068899110733/posts/default/1272102893748076977'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://mariuszch.blogspot.com/2009/10/1509-1809-nepal-przybywamy-do-krainy.html' title='[15.09. - 18.09. Nepal] Przybywamy do krainy trekingów'/><author><name>camer</name><uri>http://www.blogger.com/profile/10716862559304391619</uri><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='16' height='16' src='http://img2.blogblog.com/img/b16-rounded.gif'/></author><thr:total>2</thr:total></entry><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-5360692068899110733.post-3959263863001325218</id><published>2009-10-08T07:12:00.001-07:00</published><updated>2009-10-24T01:06:24.619-07:00</updated><title type='text'>[11.09.-15.09. Indie] Kierunek Darjeeling</title><content type='html'>Po wpadce w Kalkucie mielismy juz dosc wielkomiejskich klimatow i postanowilismy uderzyc do indyjskiej stolicy herbaty – miejscowosci Darjeeling. Wsiedlismy w nocny pociag do New Jalpaiguri (NJP), tam rano wsiedlismy do rykszy ktora podwiozla nas do Siliguri, skad jeepem dojechalismy do Darj. Po drodze poznalismy fajna pare Niemcow, ktorzy zyja i pracuja w Dubaju – Jorga i Bettine. Pozniej spedzilismy sporo czasu z nimi wloczac sie po restauracjach oraz szukajac wspolnie mozliwosci zrobienia jakigos fajnego trekingu po okolicznych gorkach. Niestety okazalo sie, ze rzad indyjski narzucil, iz w tej okolicy trekkingowac mozna tylko z agencjami turystycznymi (a nie na wlasna reke), co oczywiscie agencje wykorzystaly do narzucania bardzo wysokich cen za tego typu przyjemnosc. W zwiazku z powyzszym tylko 2 dni powalesalismy sie po meiscie (m.in. sprobowalismy jakiejs ich super-duper herbaty – „Exotica”) i szybko podjelismy decyzje o tym, zeby ewakuowac sie do Nepalu w nadziei, ze tam nie bedzie takich utrudnien.&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/5360692068899110733-3959263863001325218?l=mariuszch.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;</content><link rel='replies' type='application/atom+xml' href='http://mariuszch.blogspot.com/feeds/3959263863001325218/comments/default' title='Komentarze do posta'/><link rel='replies' type='text/html' href='http://www.blogger.com/comment.g?blogID=5360692068899110733&amp;postID=3959263863001325218' title='Komentarze (0)'/><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/5360692068899110733/posts/default/3959263863001325218'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/5360692068899110733/posts/default/3959263863001325218'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://mariuszch.blogspot.com/2009/10/1109-1509-indie-kierunek-darjeeling.html' title='[11.09.-15.09. Indie] Kierunek Darjeeling'/><author><name>camer</name><uri>http://www.blogger.com/profile/10716862559304391619</uri><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='16' height='16' src='http://img2.blogblog.com/img/b16-rounded.gif'/></author><thr:total>0</thr:total></entry><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-5360692068899110733.post-7687691346236602557</id><published>2009-09-14T04:08:00.002-07:00</published><updated>2009-09-14T04:41:37.822-07:00</updated><title type='text'>[8.09.-11.09.] Indie Kolkata - kolejna wpadka z hostem cs - nuuuudy!</title><content type='html'>&lt;a onblur="try {parent.deselectBloggerImageGracefully();} catch(e) {}" href="http://2.bp.blogspot.com/_8nGKW0bDeJo/Sq4rwl-TVMI/AAAAAAAAAd0/fCFPRBcFvk8/s1600-h/P1010763.JPG"&gt;&lt;img style="float:left; margin:0 10px 10px 0;cursor:pointer; cursor:hand;width: 200px; height: 150px;" src="http://2.bp.blogspot.com/_8nGKW0bDeJo/Sq4rwl-TVMI/AAAAAAAAAd0/fCFPRBcFvk8/s200/P1010763.JPG" border="0" alt=""id="BLOGGER_PHOTO_ID_5381286718581462210" /&gt;&lt;/a&gt;&lt;br /&gt;&lt;a onblur="try {parent.deselectBloggerImageGracefully();} catch(e) {}" href="http://3.bp.blogspot.com/_8nGKW0bDeJo/Sq4rwNOuGeI/AAAAAAAAAds/YpqlBsS8N1g/s1600-h/P1010724.JPG"&gt;&lt;img style="float:left; margin:0 10px 10px 0;cursor:pointer; cursor:hand;width: 200px; height: 150px;" src="http://3.bp.blogspot.com/_8nGKW0bDeJo/Sq4rwNOuGeI/AAAAAAAAAds/YpqlBsS8N1g/s200/P1010724.JPG" border="0" alt=""id="BLOGGER_PHOTO_ID_5381286711939439074" /&gt;&lt;/a&gt;&lt;br /&gt;&lt;a onblur="try {parent.deselectBloggerImageGracefully();} catch(e) {}" href="http://2.bp.blogspot.com/_8nGKW0bDeJo/Sq4rvhETYmI/AAAAAAAAAdk/-E7B7QoRaNw/s1600-h/P1010704.JPG"&gt;&lt;img style="float:left; margin:0 10px 10px 0;cursor:pointer; cursor:hand;width: 150px; height: 200px;" src="http://2.bp.blogspot.com/_8nGKW0bDeJo/Sq4rvhETYmI/AAAAAAAAAdk/-E7B7QoRaNw/s200/P1010704.JPG" border="0" alt=""id="BLOGGER_PHOTO_ID_5381286700084585058" /&gt;&lt;/a&gt;&lt;br /&gt;&lt;a onblur="try {parent.deselectBloggerImageGracefully();} catch(e) {}" href="http://2.bp.blogspot.com/_8nGKW0bDeJo/Sq4rvSdM4KI/AAAAAAAAAdc/F6A12bTC0PU/s1600-h/P1010753.JPG"&gt;&lt;img style="float:left; margin:0 10px 10px 0;cursor:pointer; cursor:hand;width: 200px; height: 150px;" src="http://2.bp.blogspot.com/_8nGKW0bDeJo/Sq4rvSdM4KI/AAAAAAAAAdc/F6A12bTC0PU/s200/P1010753.JPG" border="0" alt=""id="BLOGGER_PHOTO_ID_5381286696162484386" /&gt;&lt;/a&gt;&lt;br /&gt;&lt;a onblur="try {parent.deselectBloggerImageGracefully();} catch(e) {}" href="http://1.bp.blogspot.com/_8nGKW0bDeJo/Sq4ru6utN0I/AAAAAAAAAdU/4LiwKAKSo1g/s1600-h/P1010737i.JPG"&gt;&lt;img style="float:left; margin:0 10px 10px 0;cursor:pointer; cursor:hand;width: 200px; height: 150px;" src="http://1.bp.blogspot.com/_8nGKW0bDeJo/Sq4ru6utN0I/AAAAAAAAAdU/4LiwKAKSo1g/s200/P1010737i.JPG" border="0" alt=""id="BLOGGER_PHOTO_ID_5381286689793455938" /&gt;&lt;/a&gt;&lt;br /&gt;W tym mieście wybraliśmy na hosta kobietę, która miała bardzo dobre referencje. Chcieliśmy w końcu spotkać kogoś, z kim pospędzamy wiecej czasu. Pech chciał, że przyjechała do niej rodzina i nie miała dla nas totalnie czasu. Powłóczyliśmy się trzy dni po mieście zaliczając kilka zabytków. Miasto samo w sobie jest jak na indyjskie standardy bardzo czyste i zorganizowane, nie widzieliśmy nigdzie srających krów i gór śmieci, ludzie są mniej napastliwi i wyglądają na bardziej życzliwych. Jednak trudno było nawiązać jakiś kontakt z lokalesami, jak ktoś zagadał do nas to po krótkiej rozmowie okazywało się, że akurat ma w pobliżu sklepik, stragan lub agencję turystyczną. W związku z powyższym postanowiliśmy szybko zmienić lokalizację i ruszać już w kierunku Nepalu - najpierw Darjeeling i Sikkim, gdzie marzyło nam się zrobić jakieś trekingi.&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/5360692068899110733-7687691346236602557?l=mariuszch.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;</content><link rel='replies' type='application/atom+xml' href='http://mariuszch.blogspot.com/feeds/7687691346236602557/comments/default' title='Komentarze do posta'/><link rel='replies' type='text/html' href='http://www.blogger.com/comment.g?blogID=5360692068899110733&amp;postID=7687691346236602557' title='Komentarze (3)'/><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/5360692068899110733/posts/default/7687691346236602557'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/5360692068899110733/posts/default/7687691346236602557'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://mariuszch.blogspot.com/2009/09/809-1109-indie-kolkata-kolejna-wpadka-z.html' title='[8.09.-11.09.] Indie Kolkata - kolejna wpadka z hostem cs - nuuuudy!'/><author><name>camer</name><uri>http://www.blogger.com/profile/10716862559304391619</uri><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='16' height='16' src='http://img2.blogblog.com/img/b16-rounded.gif'/></author><media:thumbnail xmlns:media='http://search.yahoo.com/mrss/' url='http://2.bp.blogspot.com/_8nGKW0bDeJo/Sq4rwl-TVMI/AAAAAAAAAd0/fCFPRBcFvk8/s72-c/P1010763.JPG' height='72' width='72'/><thr:total>3</thr:total></entry><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-5360692068899110733.post-6590607117052306887</id><published>2009-09-14T04:08:00.000-07:00</published><updated>2009-09-14T04:30:30.450-07:00</updated><title type='text'>[26.08.-07.09. Indie] Jaipur, Udaipur, Ahmedabad, Varanasi - zwiedzanie wg Lonely Planet</title><content type='html'>&lt;a onblur="try {parent.deselectBloggerImageGracefully();} catch(e) {}" href="http://2.bp.blogspot.com/_8nGKW0bDeJo/Sq4oifVICXI/AAAAAAAAAdM/Afn-zZ5-qQY/s1600-h/P1010400.JPG"&gt;&lt;img style="float:left; margin:0 10px 10px 0;cursor:pointer; cursor:hand;width: 200px; height: 150px;" src="http://2.bp.blogspot.com/_8nGKW0bDeJo/Sq4oifVICXI/AAAAAAAAAdM/Afn-zZ5-qQY/s200/P1010400.JPG" border="0" alt=""id="BLOGGER_PHOTO_ID_5381283177745090930" /&gt;&lt;/a&gt;&lt;br /&gt;&lt;a onblur="try {parent.deselectBloggerImageGracefully();} catch(e) {}" href="http://4.bp.blogspot.com/_8nGKW0bDeJo/Sq4oiLkz3wI/AAAAAAAAAdE/_33ztj8Sk10/s1600-h/P1010452z.JPG"&gt;&lt;img style="float:left; margin:0 10px 10px 0;cursor:pointer; cursor:hand;width: 200px; height: 150px;" src="http://4.bp.blogspot.com/_8nGKW0bDeJo/Sq4oiLkz3wI/AAAAAAAAAdE/_33ztj8Sk10/s200/P1010452z.JPG" border="0" alt=""id="BLOGGER_PHOTO_ID_5381283172442169090" /&gt;&lt;/a&gt;&lt;br /&gt;&lt;a onblur="try {parent.deselectBloggerImageGracefully();} catch(e) {}" href="http://4.bp.blogspot.com/_8nGKW0bDeJo/Sq4ohk1xCHI/AAAAAAAAAc8/VuXvjh9PhOM/s1600-h/P1010544.JPG"&gt;&lt;img style="float:left; margin:0 10px 10px 0;cursor:pointer; cursor:hand;width: 200px; height: 150px;" src="http://4.bp.blogspot.com/_8nGKW0bDeJo/Sq4ohk1xCHI/AAAAAAAAAc8/VuXvjh9PhOM/s200/P1010544.JPG" border="0" alt=""id="BLOGGER_PHOTO_ID_5381283162044303474" /&gt;&lt;/a&gt;&lt;br /&gt;&lt;a onblur="try {parent.deselectBloggerImageGracefully();} catch(e) {}" href="http://2.bp.blogspot.com/_8nGKW0bDeJo/Sq4ohKhF2aI/AAAAAAAAAc0/CFxy4IguFOY/s1600-h/P1010612.JPG"&gt;&lt;img style="float:left; margin:0 10px 10px 0;cursor:pointer; cursor:hand;width: 150px; height: 200px;" src="http://2.bp.blogspot.com/_8nGKW0bDeJo/Sq4ohKhF2aI/AAAAAAAAAc0/CFxy4IguFOY/s200/P1010612.JPG" border="0" alt=""id="BLOGGER_PHOTO_ID_5381283154978265506" /&gt;&lt;/a&gt;&lt;br /&gt;&lt;a onblur="try {parent.deselectBloggerImageGracefully();} catch(e) {}" href="http://3.bp.blogspot.com/_8nGKW0bDeJo/Sq4og5tH9MI/AAAAAAAAAcs/lmY2qHeCOww/s1600-h/P1010666.JPG"&gt;&lt;img style="float:left; margin:0 10px 10px 0;cursor:pointer; cursor:hand;width: 200px; height: 150px;" src="http://3.bp.blogspot.com/_8nGKW0bDeJo/Sq4og5tH9MI/AAAAAAAAAcs/lmY2qHeCOww/s200/P1010666.JPG" border="0" alt=""id="BLOGGER_PHOTO_ID_5381283150465332418" /&gt;&lt;/a&gt;&lt;br /&gt;Te dni spedziliśmy na powolnym posuwaniu na zachód Indii zaliczając po kolei miejscowości, które polecał LP. Dochodzimy powoli do wniosku, żeby traktować ten przewodnik tylko jako pomoc, a nie korzystać z zaproponowanych w nim gotowych rozwiązań, które czasem okazują się być przygotowane pod pasjonatów zaliczania wszystkich historycznych miejsc w danym kraju (bez ogladania się na ich wartość wizualną). Czasem bywało tak, że mogliśmy sobie spokojnie odpuścić niektóre "atrakcje" bo były to tylko trzy kamienie ułożone na sobie ;). I tak w Jaipur podobał nam się tylko Tiger Fort, Udaipur było ogólnie urocze, ale bez niczego wybitnego (na szczęście spotkaliśmy tam rodzinkę hinduską z którą spędziliśmy ok pół dnia). Ahmedabad to była wpadka - liczyliśmy na to, że host z cs bedzie z nami spędzał więcej czasu, dzięki czemu trochę bardziej poznamy kulturę tego regionu, jednak wizyta ta wyglądała bardziej jak pobyt w hotelu :/. Varanasi warto bylo odwiedzić tylko dlatego, żeby zobaczyć w jakim syfie żyją tam ludzie (kąpiel w świetej rzece to nie lada wyzwanie: w górze gangesu palone są zwłoki, trochę niżej kąpią się krowy, a jeszcze niżej jest kilka "oczyszających" kąpielisk dla wiernych, a do tego dochodzi mnóstwo śmieci pływających w rzece plus rzeki gówna krowiego spływające do gangesu w czasie deszczu). Po tych miejscowościach postanowiliśmy opuścić kilka kolejnych miejscowości sugerowanych przez lp i uderzyć bezpośrednio do Kalkuty (od 2001r Kolkaty). Aha - z nieciekawych przygód to ukradli nam telefon Olki w pociągu do Varanasi. Inna sprawa, że się o to prosiliśmy, bo chowaliśmy go w bardzo łatwo dostępne miejsce w plecaku, a ponadto w lp w pierwszym zdaniu dot transportu do Varanasi ostrzegają przed kradzieżami w pociągach (ale oczywiście tego nie doczytaliśmy).&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/5360692068899110733-6590607117052306887?l=mariuszch.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;</content><link rel='replies' type='application/atom+xml' href='http://mariuszch.blogspot.com/feeds/6590607117052306887/comments/default' title='Komentarze do posta'/><link rel='replies' type='text/html' href='http://www.blogger.com/comment.g?blogID=5360692068899110733&amp;postID=6590607117052306887' title='Komentarze (2)'/><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/5360692068899110733/posts/default/6590607117052306887'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/5360692068899110733/posts/default/6590607117052306887'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://mariuszch.blogspot.com/2009/09/2608-0709-indie-jaipur-udaipur.html' title='[26.08.-07.09. Indie] Jaipur, Udaipur, Ahmedabad, Varanasi - zwiedzanie wg Lonely Planet'/><author><name>camer</name><uri>http://www.blogger.com/profile/10716862559304391619</uri><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='16' height='16' src='http://img2.blogblog.com/img/b16-rounded.gif'/></author><media:thumbnail xmlns:media='http://search.yahoo.com/mrss/' url='http://2.bp.blogspot.com/_8nGKW0bDeJo/Sq4oifVICXI/AAAAAAAAAdM/Afn-zZ5-qQY/s72-c/P1010400.JPG' height='72' width='72'/><thr:total>2</thr:total></entry><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-5360692068899110733.post-2432573276501746766</id><published>2009-08-28T06:12:00.001-07:00</published><updated>2009-08-28T06:19:10.959-07:00</updated><title type='text'>[24.08. – 26.08. Indie] Taj Mahal + Agra Fort = pustki w portfelu ;)</title><content type='html'>&lt;a href="http://4.bp.blogspot.com/_8nGKW0bDeJo/SpfY0r50jDI/AAAAAAAAAbs/wxp2HHA4c-M/s1600-h/P1010292.JPG"&gt;&lt;img style="float:left; margin:0 10px 10px 0;cursor:pointer; cursor:hand;width: 200px; height: 150px;" src="http://4.bp.blogspot.com/_8nGKW0bDeJo/SpfY0r50jDI/AAAAAAAAAbs/wxp2HHA4c-M/s200/P1010292.JPG" border="0" alt=""id="BLOGGER_PHOTO_ID_5375003079940017202" /&gt;&lt;/a&gt;&lt;br /&gt;&lt;a href="http://3.bp.blogspot.com/_8nGKW0bDeJo/SpfY01GKotI/AAAAAAAAAb0/fiw3sLSuk9s/s1600-h/P1010269.JPG"&gt;&lt;img style="float:left; margin:0 10px 10px 0;cursor:pointer; cursor:hand;width: 200px; height: 150px;" src="http://3.bp.blogspot.com/_8nGKW0bDeJo/SpfY01GKotI/AAAAAAAAAb0/fiw3sLSuk9s/s200/P1010269.JPG" border="0" alt=""id="BLOGGER_PHOTO_ID_5375003082407715538" /&gt;&lt;/a&gt;&lt;br /&gt;&lt;a href="http://2.bp.blogspot.com/_8nGKW0bDeJo/SpfY1QD7gwI/AAAAAAAAAb8/jbK_1KEcKsU/s1600-h/P1010264z.JPG"&gt;&lt;img style="float:left; margin:0 10px 10px 0;cursor:pointer; cursor:hand;width: 200px; height: 150px;" src="http://2.bp.blogspot.com/_8nGKW0bDeJo/SpfY1QD7gwI/AAAAAAAAAb8/jbK_1KEcKsU/s200/P1010264z.JPG" border="0" alt=""id="BLOGGER_PHOTO_ID_5375003089646093058" /&gt;&lt;/a&gt;&lt;br /&gt;&lt;a href="http://3.bp.blogspot.com/_8nGKW0bDeJo/SpfY1ylK6pI/AAAAAAAAAcE/HVRnwULVU2w/s1600-h/P1010139z.JPG"&gt;&lt;img style="float:left; margin:0 10px 10px 0;cursor:pointer; cursor:hand;width: 200px; height: 150px;" src="http://3.bp.blogspot.com/_8nGKW0bDeJo/SpfY1ylK6pI/AAAAAAAAAcE/HVRnwULVU2w/s200/P1010139z.JPG" border="0" alt=""id="BLOGGER_PHOTO_ID_5375003098912320146" /&gt;&lt;/a&gt;&lt;br /&gt;&lt;a href="http://3.bp.blogspot.com/_8nGKW0bDeJo/SpfY2KVJSSI/AAAAAAAAAcM/OrmHqTJx8QU/s1600-h/P1010141.JPG"&gt;&lt;img style="float:left; margin:0 10px 10px 0;cursor:pointer; cursor:hand;width: 150px; height: 200px;" src="http://3.bp.blogspot.com/_8nGKW0bDeJo/SpfY2KVJSSI/AAAAAAAAAcM/OrmHqTJx8QU/s200/P1010141.JPG" border="0" alt=""id="BLOGGER_PHOTO_ID_5375003105287555362" /&gt;&lt;/a&gt;&lt;br /&gt;Po dotarciu do Agry znalezlismy hotel blisko (5min dorgi do Taj Mahal) i nastepnego ranka zerwalismy sie ok 5tej, zeby zobaczyc to cudo. Dzieki temu nie bylo jeszcze duzych tlumow, nie bylo goraco wiec mozna bylo sie rozkoszowac widokami. Taj Mahal jest rzeczywiscie ladny (i tylko ladny), bardzo dobrze zachowany i ladnie wychodzi na zdjeciach. Mnie jakos specjalnie nie zachwycil, bo w ogole nie jestem wielkim milosnikiem zabytkow, natomiast Olka widziala w Delhi Humayan Tomb, ktory bardzo jej sie spodobal i z tego powodu tez nie padla na kolana przed Taj Mahal. Po poludniu poszlismy zwiedzic jeszcze Agra Fort (gdyz nie udalo nam sie zaliczyc Red Fort w Delhi z powodu obchodow dnia niepodleglosci), calkiem ciekawy, przynajmniej mozna bylo wniesc tam szachy i pograc . Naszym kolejnym przystankiem mial byc Jaipur – 6 godz jazdy autobusem na zachod Indii (podroz sie jednak troche wydluzyla, bo konduktor i kierowca pobili sie z jakimis odpowiednikami chyba z konkurencyjnej firmy, zawinela ich policja i trzeba bylo czekac na drugi autobus). &lt;br /&gt;Przy okazji musze wspomniec o rzeczy ktora strasznie mnie wk..wia w Indiach – ceny dla obcokrajowcow sa inne niz dla tubylcow i sa to roznice naprawde zajebiste (na przykladzie Taj: hindusi/zagraniczniacy 25/750). W zasadzie wszedzie sie to powtarza, mnie to denerwuje do tego stopnia, ze kilka wstepow juz odpuscilem, bo powiedzialem ze w taki chamski sposob kasy ode mnie nie wyrwa, Olka poki co jest twarda ;). &lt;br /&gt;Aha – i jeszcze jedna rzecz jest strasznie denerwujaca, z ktora juz sie spotkalismy w Iranie – zachowanie rikszarzy i naganiaczy jest tak nachalne, ze czasem trudno w ogole porozmawiac spokojnie pomiedzy soba, bo coraz ktos przerywa i nie chce sie odczepic. Wyglada to tak, ze wysiadajac z autobusu ma sie wrazenie, ze opada nas jakas szarancza, ktora probuje nas zakrzyczec i nie pomagaja zadne: no, no thank you, thx ani zadne dluzsze tlumaczenie, ze nie jestesmy zainteresowani. Jeszcze nie probowalismy ostrzej typu f..k off, ja na razie testuje ich cierpliwosc na bycie ignorowanym, Olka ciagle jeszcze walczy i z nimi rozmawia, czasem jak sie zdenerwuje to nawet probuje ich nauczyc polskich przeklenstw :D.&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/5360692068899110733-2432573276501746766?l=mariuszch.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;</content><link rel='replies' type='application/atom+xml' href='http://mariuszch.blogspot.com/feeds/2432573276501746766/comments/default' title='Komentarze do posta'/><link rel='replies' type='text/html' href='http://www.blogger.com/comment.g?blogID=5360692068899110733&amp;postID=2432573276501746766' title='Komentarze (1)'/><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/5360692068899110733/posts/default/2432573276501746766'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/5360692068899110733/posts/default/2432573276501746766'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://mariuszch.blogspot.com/2009/08/2408-2608-indie-taj-mahal-agra-fort.html' title='[24.08. – 26.08. Indie] Taj Mahal + Agra Fort = pustki w portfelu ;)'/><author><name>camer</name><uri>http://www.blogger.com/profile/10716862559304391619</uri><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='16' height='16' src='http://img2.blogblog.com/img/b16-rounded.gif'/></author><media:thumbnail xmlns:media='http://search.yahoo.com/mrss/' url='http://4.bp.blogspot.com/_8nGKW0bDeJo/SpfY0r50jDI/AAAAAAAAAbs/wxp2HHA4c-M/s72-c/P1010292.JPG' height='72' width='72'/><thr:total>1</thr:total></entry><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-5360692068899110733.post-6434167158563408022</id><published>2009-08-28T06:11:00.001-07:00</published><updated>2009-08-28T06:23:16.562-07:00</updated><title type='text'>[20.08.—24.08. Indie] Hotelowanie na Main Bazar w New Delhi</title><content type='html'>&lt;a href="http://4.bp.blogspot.com/_8nGKW0bDeJo/SpfZwEtKSjI/AAAAAAAAAck/ts2_ECXniMo/s1600-h/P1010104z.JPG"&gt;&lt;img style="float:left; margin:0 10px 10px 0;cursor:pointer; cursor:hand;width: 200px; height: 150px;" src="http://4.bp.blogspot.com/_8nGKW0bDeJo/SpfZwEtKSjI/AAAAAAAAAck/ts2_ECXniMo/s200/P1010104z.JPG" border="0" alt=""id="BLOGGER_PHOTO_ID_5375004100210084402" /&gt;&lt;/a&gt;&lt;br /&gt;&lt;a href="http://1.bp.blogspot.com/_8nGKW0bDeJo/SpfZvvdh1BI/AAAAAAAAAcc/TBRKUlyu8U4/s1600-h/P1010104.JPG"&gt;&lt;img style="float:left; margin:0 10px 10px 0;cursor:pointer; cursor:hand;width: 150px; height: 200px;" src="http://1.bp.blogspot.com/_8nGKW0bDeJo/SpfZvvdh1BI/AAAAAAAAAcc/TBRKUlyu8U4/s200/P1010104.JPG" border="0" alt=""id="BLOGGER_PHOTO_ID_5375004094507373586" /&gt;&lt;/a&gt;&lt;br /&gt;&lt;a href="http://2.bp.blogspot.com/_8nGKW0bDeJo/SpfZvM1kEZI/AAAAAAAAAcU/bumZV3v8pxw/s1600-h/P1010115z.JPG"&gt;&lt;img style="float:left; margin:0 10px 10px 0;cursor:pointer; cursor:hand;width: 200px; height: 150px;" src="http://2.bp.blogspot.com/_8nGKW0bDeJo/SpfZvM1kEZI/AAAAAAAAAcU/bumZV3v8pxw/s200/P1010115z.JPG" border="0" alt=""id="BLOGGER_PHOTO_ID_5375004085212942738" /&gt;&lt;/a&gt;&lt;br /&gt;Jako, ze byl olbrzymi problem ze znalezieniem hosta CS (wyslalismy zapytania chyba do 12 osob – 0 pozytywnej odpowiedzi) bylismy zmuszeni znalezc sobie hotel. Udalo nam sie tanio wyrwac pokoj w dobrym hotelu, w bardzo dobrej lokalizacji (blisko restauracji i metra). Kolejne dni spedzilismy na dalszym zwiedzaniu Delhi, jednak nie wszystko udalo nam sie zaliczyc, gdyz prawie przez caly ten czas musialem byc w poblizu toalety :D – nawet duze ilosci wegla nie pomagaly, dopieroEndiex cos wskoral. Sraczka nie byla grozna, miala lagodny przebieg, jednak kazdemu wyjsciu towarzyszyl „drobny dreszczyk emocji” – czy zdaze na czas :D.&lt;br /&gt;Kolejnymnaszym celem byla miejscowosc Agra i slynny Taj Mahal, jednak zeby zapakowac sie w odpowiedni pociag przezylismy niezla jazde z ich przewodnikami turystycznymi, ktorzy tak nas zamieszali, ze jezdzilismy tylko bez sensu metrem tracac czas i kase. Dopiero korzystajac z podpowiedzi dzien wczesniej spotkanego ryksiarza – Sikha – udalo sie dobrze trafic. Kupilismy bilet na klase podstawowa, ale wagon byl juz tak, upakowany, ze weszlismy do klasy AC, tam doplacilismy roznice i wyladowalismy na gornym lozku, gdzie grajac w dopiero co zakupione szachy przyjemnie spedzilismy 3godzinna podroz.&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/5360692068899110733-6434167158563408022?l=mariuszch.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;</content><link rel='replies' type='application/atom+xml' href='http://mariuszch.blogspot.com/feeds/6434167158563408022/comments/default' title='Komentarze do posta'/><link rel='replies' type='text/html' href='http://www.blogger.com/comment.g?blogID=5360692068899110733&amp;postID=6434167158563408022' title='Komentarze (0)'/><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/5360692068899110733/posts/default/6434167158563408022'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/5360692068899110733/posts/default/6434167158563408022'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://mariuszch.blogspot.com/2009/08/20082408-indie-hotelowanie-na-main.html' title='[20.08.—24.08. Indie] Hotelowanie na Main Bazar w New Delhi'/><author><name>camer</name><uri>http://www.blogger.com/profile/10716862559304391619</uri><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='16' height='16' src='http://img2.blogblog.com/img/b16-rounded.gif'/></author><media:thumbnail xmlns:media='http://search.yahoo.com/mrss/' url='http://4.bp.blogspot.com/_8nGKW0bDeJo/SpfZwEtKSjI/AAAAAAAAAck/ts2_ECXniMo/s72-c/P1010104z.JPG' height='72' width='72'/><thr:total>0</thr:total></entry><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-5360692068899110733.post-2382969473355114499</id><published>2009-08-28T05:59:00.000-07:00</published><updated>2009-08-28T06:11:06.640-07:00</updated><title type='text'>[16.08.-19.08. Indie] Host nr 2 Ravz aka party till we die ;)</title><content type='html'>&lt;a href="http://1.bp.blogspot.com/_8nGKW0bDeJo/SpfWumP9aCI/AAAAAAAAAbk/Qk_eoPg_Hb8/s1600-h/P1010001zz.JPG"&gt;&lt;img style="float:left; margin:0 10px 10px 0;cursor:pointer; cursor:hand;width: 200px; height: 150px;" src="http://1.bp.blogspot.com/_8nGKW0bDeJo/SpfWumP9aCI/AAAAAAAAAbk/Qk_eoPg_Hb8/s200/P1010001zz.JPG" border="0" alt=""id="BLOGGER_PHOTO_ID_5375000776319789090" /&gt;&lt;/a&gt;&lt;br /&gt;&lt;a href="http://4.bp.blogspot.com/_8nGKW0bDeJo/SpfWuORyxuI/AAAAAAAAAbc/RipnQRbLUHE/s1600-h/P1010001.JPG"&gt;&lt;img style="float:left; margin:0 10px 10px 0;cursor:pointer; cursor:hand;width: 200px; height: 150px;" src="http://4.bp.blogspot.com/_8nGKW0bDeJo/SpfWuORyxuI/AAAAAAAAAbc/RipnQRbLUHE/s200/P1010001.JPG" border="0" alt=""id="BLOGGER_PHOTO_ID_5375000769885030114" /&gt;&lt;/a&gt;&lt;br /&gt;&lt;a href="http://3.bp.blogspot.com/_8nGKW0bDeJo/SpfWtlozSEI/AAAAAAAAAbU/F2MnSRny2bw/s1600-h/P1010016.JPG"&gt;&lt;img style="float:left; margin:0 10px 10px 0;cursor:pointer; cursor:hand;width: 200px; height: 150px;" src="http://3.bp.blogspot.com/_8nGKW0bDeJo/SpfWtlozSEI/AAAAAAAAAbU/F2MnSRny2bw/s200/P1010016.JPG" border="0" alt=""id="BLOGGER_PHOTO_ID_5375000758975678530" /&gt;&lt;/a&gt;&lt;br /&gt;&lt;a href="http://3.bp.blogspot.com/_8nGKW0bDeJo/SpfWtEuJDxI/AAAAAAAAAbM/9JLH3ailcF0/s1600-h/P1010035.JPG"&gt;&lt;img style="float:left; margin:0 10px 10px 0;cursor:pointer; cursor:hand;width: 200px; height: 150px;" src="http://3.bp.blogspot.com/_8nGKW0bDeJo/SpfWtEuJDxI/AAAAAAAAAbM/9JLH3ailcF0/s200/P1010035.JPG" border="0" alt=""id="BLOGGER_PHOTO_ID_5375000750139707154" /&gt;&lt;/a&gt;&lt;br /&gt;&lt;a href="http://1.bp.blogspot.com/_8nGKW0bDeJo/SpfWsxpM1vI/AAAAAAAAAbE/Iks88xX9ht8/s1600-h/P1010075.JPG"&gt;&lt;img style="float:left; margin:0 10px 10px 0;cursor:pointer; cursor:hand;width: 200px; height: 150px;" src="http://1.bp.blogspot.com/_8nGKW0bDeJo/SpfWsxpM1vI/AAAAAAAAAbE/Iks88xX9ht8/s200/P1010075.JPG" border="0" alt=""id="BLOGGER_PHOTO_ID_5375000745018709746" /&gt;&lt;/a&gt;&lt;br /&gt;Nasz nowy host – Ravz – od razu, jeszcze w smsach zapowiedzial nam (czy moze lepiej napisac: ostrzegl nas), zebysmy sie przygotowali na ostre imprezowanie. Bylismy troche pod niemilym wrazeniem „imprez” u poprzedniego hosta, wiec ostroznie podeszlismy do tematu, jednak okazalo sie, ze nasze obawy byly plonne. Jako ze dotarlismy do Ravz’a ok 21szej z wejscia zalapalismy sie na party, bylo juz tam pare osob (Hindus, Kazachstanka, dwojka anglikow z Lądka Zdrój :P) wstepnie zrobionych, wiec musielismy dogonic szybko towarzystwo :D. Imprezka byla bardzo mila, jedyny minus, ze hindusi maja chyba popsute cos ze sluchem i strasznie glosno puszczaja muzyke, tak, ze nie dalo sie prawie rozmawiac. Jednakowoż ;) mi po 3-4 piwie, a Olce po podobnej ilosci drinkow przestalo to robic roznice. Final byl taki, ze anglicy zaliczyli zgon (od mieszania alkoholu i trawy), hindus tez gdzies odpadl po drodze, Ravz zajmowal sie glownie rozmowa z Kazachstnka, a Polacy sobie dobrze potanczyli. Imreza skonczyla sie dobrze nad ranem. Aha – wspomniec nalezy ze trafilismy mozna powiedziec do prawie wymarzonego hosta, ma duzy dom w dobrej dzielnicy, dobre audio z sensowna muzyka, mnostwo alkoholu (za ktory nie chcial kasy, a gdy kupilismy wodke, zeby tak bezczelnie nie pic „na krzywy ryj” to nam pozniej to jeszcze wypomnial :D ) i dobra „herbate” (przynajmniej tak z poczatku pomyslalem, jak jego sluzacy przyniosl duzy sloik z jakims ziolem :D:D ). Dzien spedzilismy na zwiedzaniu pobliskiej okolicy, bo nie bardzo cos nam sie chcialo wiecej robic, a na wieczor mielismy zapowiedziane wyjscie do klubu przy Park Hotel z muzyka bollywood. Najpierw jednak Ravz nas zmiekczyl lekko, zebysmy nie byli dretwi, do klubu weszlismy bez kolejki i bez oplaty (normalnie wjazd 1800-2000 rupii !! :O). Jako, ze bylismy juz zrobieni, to od razu rzucilismy sie do tanczenia (poki jeszcze od czasu do czasu lecialy kawalki nie–bolly), natomiast gdy pozniej zachcialo nam sie pic i zobaczylismy karte drinkow to zdecydowalismy sie na wode mineralna (za cene 10krotnie wieksza niz normalnie) – reszta drinkow byla w takich cenach, ze nawet dla nas - europejczykow wychodzilo to dosc drogo. Niestety wkrotce DJ zaczal grac tylko hinduska muzyke, tlum na parkiecie oszalal, a my zaczelismy sie rozgladac za opcjami powrotu do domu. W koncu dzieki pomocy poznanego na imprze kolegi Ravza udalo sie, ale nie bylo to latwe. &lt;br /&gt;Nastepnego dnia odrabialismy zaleglosci w zwiedzaniu, zaliczylismy India Gate, palac prezydencki i Gandhi Smriti – miejsce w ktorym spedzil ostatnie 8lat i gdzie zostal zastrzelony Mahatma Gandhi. Wieczorem wymowilismy sie z kolejnej imprezy, bo chcielismy troche nadrobic zaleglosci internetowe (maile, blogi itp). Kolejny wieczor -&gt; kolejna impreza, scenariusz ten sam: najpierw lekko przygotowac sie w domu, pozniej „dicho” – tym razem Urban Club, koncowka do bialego rana znowu u hosta :). &lt;br /&gt;Niestety wszystko dobre zazwyczaj szybko sie konczy i musielismy zmienic miejscowke, gdyz do Ravza przyjezdzala w odwiedziny rodzina i potrzebowal pokoi. Jednak chwile z nim spedzone bardzo milo wspominamy, gdyz po prawie totalnej alkoholowej i tanecznej „suszy” w Iranie w koncu sie dobrze wybawilismy. Dzieki Ravz!!&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/5360692068899110733-2382969473355114499?l=mariuszch.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;</content><link rel='replies' type='application/atom+xml' href='http://mariuszch.blogspot.com/feeds/2382969473355114499/comments/default' title='Komentarze do posta'/><link rel='replies' type='text/html' href='http://www.blogger.com/comment.g?blogID=5360692068899110733&amp;postID=2382969473355114499' title='Komentarze (0)'/><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/5360692068899110733/posts/default/2382969473355114499'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/5360692068899110733/posts/default/2382969473355114499'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://mariuszch.blogspot.com/2009/08/1608-1908-indie-host-nr-2-ravz-aka.html' title='[16.08.-19.08. Indie] Host nr 2 Ravz aka party till we die ;)'/><author><name>camer</name><uri>http://www.blogger.com/profile/10716862559304391619</uri><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='16' height='16' src='http://img2.blogblog.com/img/b16-rounded.gif'/></author><media:thumbnail xmlns:media='http://search.yahoo.com/mrss/' url='http://1.bp.blogspot.com/_8nGKW0bDeJo/SpfWumP9aCI/AAAAAAAAAbk/Qk_eoPg_Hb8/s72-c/P1010001zz.JPG' height='72' width='72'/><thr:total>0</thr:total></entry><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-5360692068899110733.post-4009308822457890920</id><published>2009-08-23T06:26:00.000-07:00</published><updated>2009-08-28T05:58:57.065-07:00</updated><title type='text'>[ 14.08.-16.08. Indie] New Delhi – u hosta nr 1 (Shiva)</title><content type='html'>&lt;a href="http://2.bp.blogspot.com/_8nGKW0bDeJo/SpfUZrkeeeI/AAAAAAAAAa8/SVTzzIGRtpE/s1600-h/P1000977.JPG"&gt;&lt;img style="float:left; margin:0 10px 10px 0;cursor:pointer; cursor:hand;width: 200px; height: 150px;" src="http://2.bp.blogspot.com/_8nGKW0bDeJo/SpfUZrkeeeI/AAAAAAAAAa8/SVTzzIGRtpE/s200/P1000977.JPG" border="0" alt=""id="BLOGGER_PHOTO_ID_5374998217947511266" /&gt;&lt;/a&gt;&lt;br /&gt;&lt;a href="http://3.bp.blogspot.com/_8nGKW0bDeJo/SpfUZYbwXMI/AAAAAAAAAa0/yERyZsZqxKA/s1600-h/P1000995.JPG"&gt;&lt;img style="float:left; margin:0 10px 10px 0;cursor:pointer; cursor:hand;width: 150px; height: 200px;" src="http://3.bp.blogspot.com/_8nGKW0bDeJo/SpfUZYbwXMI/AAAAAAAAAa0/yERyZsZqxKA/s200/P1000995.JPG" border="0" alt=""id="BLOGGER_PHOTO_ID_5374998212810661058" /&gt;&lt;/a&gt;&lt;br /&gt;&lt;a href="http://1.bp.blogspot.com/_8nGKW0bDeJo/SpfUYy40JeI/AAAAAAAAAas/a3VC7jTP5xo/s1600-h/P1000999.JPG"&gt;&lt;img style="float:left; margin:0 10px 10px 0;cursor:pointer; cursor:hand;width: 150px; height: 200px;" src="http://1.bp.blogspot.com/_8nGKW0bDeJo/SpfUYy40JeI/AAAAAAAAAas/a3VC7jTP5xo/s200/P1000999.JPG" border="0" alt=""id="BLOGGER_PHOTO_ID_5374998202731996642" /&gt;&lt;/a&gt;&lt;br /&gt;&lt;a href="http://3.bp.blogspot.com/_8nGKW0bDeJo/SpfUYZEQb7I/AAAAAAAAAak/Axul5F7YncA/s1600-h/P1000980.JPG"&gt;&lt;img style="float:left; margin:0 10px 10px 0;cursor:pointer; cursor:hand;width: 200px; height: 150px;" src="http://3.bp.blogspot.com/_8nGKW0bDeJo/SpfUYZEQb7I/AAAAAAAAAak/Axul5F7YncA/s200/P1000980.JPG" border="0" alt=""id="BLOGGER_PHOTO_ID_5374998195800666034" /&gt;&lt;/a&gt;&lt;br /&gt;&lt;a href="http://2.bp.blogspot.com/_8nGKW0bDeJo/SpfUYB7YL0I/AAAAAAAAAac/rsdTTyUPQL8/s1600-h/P1000972.JPG"&gt;&lt;img style="float:left; margin:0 10px 10px 0;cursor:pointer; cursor:hand;width: 150px; height: 200px;" src="http://2.bp.blogspot.com/_8nGKW0bDeJo/SpfUYB7YL0I/AAAAAAAAAac/rsdTTyUPQL8/s200/P1000972.JPG" border="0" alt=""id="BLOGGER_PHOTO_ID_5374998189589409602" /&gt;&lt;/a&gt;&lt;br /&gt;Dotarlismy na miejsce pod wieczor. Nasz host mial wynajete mieszkanie specjalnie na potrzeby CouchSurfingu, gdzie przywital nas jego „housekeeper” – mlody goscio (pewnie z nizszej kasty), ktory jako tako wladal po angielsku, a jego zadaniem bylo opiekowac sie domem i uslugiwac hostowi, kiedy sie pojawial. W mieszkaniu byl jeszcze francuz Jeff oraz austriacka para, ktora akurat byla na miescie. Nastepnego dnia mialy przyjechac 2 kanadyjki z Quebec’u i kolumbijka. Wygladalo to bardzo ciekawie :P. Samego hosta poznalismy dopiero wieczorem, gdy na chwile przyjechal. Czytalismy jego profil na portalu i zauwazylismy, ze masowo przyjmowal CSow (dotychczas okolo 1000ca osob), zastanawialismy sie, czy po prostu taki iprezowy/towarzyski goscio czy moze chodzi o cos innego. Od razu zauwazylismy, ze host zachowuje sie sie calkiem inaczej niz dotychczasowi – praktycznie w ogole nie zadal nam zadnego pytania, nic go nie interesowalo, a na nasze pytania odpowiadal polsowkami i wydawal sie caly czas zajety praca na laptopie. Jedyne co z siebie wydusil, to ze nastepnego dnia jest impreze domowa i moze nas tam zabrac, tylko musimy zrzucic sie na paliwo. My ochoczo podchwycilismy temat, bo dawno juz nie bylismy na imprezie z tancami.&lt;br /&gt;Nastepnego dnia troche za dlugo sie wybieralismy (generalnie byl akurat ich dzien niepodelglosci i metro pracowalo od poludnia – dlatego tez sie nie spieszylismy), pozniej na tapecie byl Red Fort i meczet Jama Masjid, jednak tego dnia mielismy pecha – pierwsza pozycja naszego zwiedzania byla zamknieta w zwiazku z uroczystosciami, a do meczetu nas nie wpuscili (nawet nie wiemy dlaczego J ). Powiedzielismy „kij im w oko” i zostawilismy sobie to na pozniej. Po powrocie poznalismy sie z nowymi twarzami i wieczorem wybralismy sie w koncu na impreze (dopiero ok 23ciej, a sama impra miala trwac tylko do 2 a.m. :/). Ustalilismy z hostem, ze zalatwi napoje (taka moda jak kiedys u nas na imprezach domowych, ze sie przychodzi ze swoim alkoholem), podliczy nas i pozniej sie z nim za wszystko rozliczymy. Co tu duzo mowic – impreza okazala sie totalnym niewypalem: host nie wiedzial jak dojechac na miejsce i bladzil, w miedzyczasie gospodarz impry mial jakies problemy z sasiadami i musial przeniesc impreze, wiec nowu zaczelo sie szukanie nowej miejscowki (trwalo to okolo 1,5h, a jechalimy w malutkim samochodziku w 7 osob :D), jak zobaczylismy ta impreze to malo nie wybuchlismy smiechem – kilka grupek stalo w ogrodku przy jakims budynku biurowym, a muzyka leciala z zaparkowanego obok samochodu, alkoholu host zalatwil tyle co kot naplkal (0,7 zubrowki, 0,3 sake i 1 wino) – takze ledwo zaczelismy pic juz skonczylismy, dostalismy ostrzezenie, zeby trzymac sie razem i nie rozmawiac z obcymi, bo to niebezpieczne :D, impreza zakonczyla sie chyba pomiedzy 1sza a 2ga, pozniej byla dluuuga droga do domu, bo hostowi zachcialo sie jesc i tez nie mogl niczego znalezc, a podsumowaniem tego zajebiscie udanego wieczora bylo poranne rozliczenie, gdzie wyszlo na to, ze nas skasowal jak w dobrym hotelu. Jako, ze mielismy zaproszenie rowniez na druga miejscowke u innego hosta (ktory na profilu opisywal sie jako totalny imprezowicz), postanowilismy jak najszybciej ewakuowac sie z tego miejsca. Spakowalismy sie i wieczorem bylismy juz w nowobogackiej dzielnicy New Friends Colony u naszego nowego hosta.&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/5360692068899110733-4009308822457890920?l=mariuszch.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;</content><link rel='replies' type='application/atom+xml' href='http://mariuszch.blogspot.com/feeds/4009308822457890920/comments/default' title='Komentarze do posta'/><link rel='replies' type='text/html' href='http://www.blogger.com/comment.g?blogID=5360692068899110733&amp;postID=4009308822457890920' title='Komentarze (0)'/><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/5360692068899110733/posts/default/4009308822457890920'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/5360692068899110733/posts/default/4009308822457890920'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://mariuszch.blogspot.com/2009/08/1408-1608-indie-new-delhi-u-hosta-nr-1.html' title='[ 14.08.-16.08. Indie] New Delhi – u hosta nr 1 (Shiva)'/><author><name>camer</name><uri>http://www.blogger.com/profile/10716862559304391619</uri><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='16' height='16' src='http://img2.blogblog.com/img/b16-rounded.gif'/></author><media:thumbnail xmlns:media='http://search.yahoo.com/mrss/' url='http://2.bp.blogspot.com/_8nGKW0bDeJo/SpfUZrkeeeI/AAAAAAAAAa8/SVTzzIGRtpE/s72-c/P1000977.JPG' height='72' width='72'/><thr:total>0</thr:total></entry><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-5360692068899110733.post-6163632207343214094</id><published>2009-08-23T06:20:00.000-07:00</published><updated>2009-08-28T05:54:16.660-07:00</updated><title type='text'>[ 6.08.-13.08. Indie] Zasluzony odpoczynek w Leh :), a pozniej Manali i Chadigarh</title><content type='html'>&lt;a href="http://4.bp.blogspot.com/_8nGKW0bDeJo/SpfTH9enQGI/AAAAAAAAAaM/gbj_di_Li0o/s1600-h/P1000905z.JPG"&gt;&lt;img style="float:left; margin:0 10px 10px 0;cursor:pointer; cursor:hand;width: 200px; height: 150px;" src="http://4.bp.blogspot.com/_8nGKW0bDeJo/SpfTH9enQGI/AAAAAAAAAaM/gbj_di_Li0o/s200/P1000905z.JPG" border="0" alt=""id="BLOGGER_PHOTO_ID_5374996814005485666" /&gt;&lt;/a&gt;&lt;br /&gt;&lt;a href="http://3.bp.blogspot.com/_8nGKW0bDeJo/SpfTHdLcRSI/AAAAAAAAAaE/w0BArOvdKmQ/s1600-h/P1000910.JPG"&gt;&lt;img style="float:left; margin:0 10px 10px 0;cursor:pointer; cursor:hand;width: 200px; height: 150px;" src="http://3.bp.blogspot.com/_8nGKW0bDeJo/SpfTHdLcRSI/AAAAAAAAAaE/w0BArOvdKmQ/s200/P1000910.JPG" border="0" alt=""id="BLOGGER_PHOTO_ID_5374996805335139618" /&gt;&lt;/a&gt;&lt;br /&gt;&lt;a href="http://3.bp.blogspot.com/_8nGKW0bDeJo/SpfTGz0KZ6I/AAAAAAAAAZ8/1nBYpd5swYg/s1600-h/P1000915.JPG"&gt;&lt;img style="float:left; margin:0 10px 10px 0;cursor:pointer; cursor:hand;width: 200px; height: 150px;" src="http://3.bp.blogspot.com/_8nGKW0bDeJo/SpfTGz0KZ6I/AAAAAAAAAZ8/1nBYpd5swYg/s200/P1000915.JPG" border="0" alt=""id="BLOGGER_PHOTO_ID_5374996794231646114" /&gt;&lt;/a&gt;&lt;br /&gt;&lt;a href="http://4.bp.blogspot.com/_8nGKW0bDeJo/SpfTGafVLNI/AAAAAAAAAZ0/B27hyrnzEa4/s1600-h/P1000889.JPG"&gt;&lt;img style="float:left; margin:0 10px 10px 0;cursor:pointer; cursor:hand;width: 200px; height: 150px;" src="http://4.bp.blogspot.com/_8nGKW0bDeJo/SpfTGafVLNI/AAAAAAAAAZ0/B27hyrnzEa4/s200/P1000889.JPG" border="0" alt=""id="BLOGGER_PHOTO_ID_5374996787433385170" /&gt;&lt;/a&gt;&lt;br /&gt;&lt;a onblur="try {parent.deselectBloggerImageGracefully();} catch(e) {}" href="http://2.bp.blogspot.com/_8nGKW0bDeJo/SpFC6lDkJDI/AAAAAAAAAX0/Q0ZruTpTayk/s1600-h/Scan20322.JPG"&gt;&lt;img style="float:left; margin:0 10px 10px 0;cursor:pointer; cursor:hand;width: 130px; height: 200px;" src="http://2.bp.blogspot.com/_8nGKW0bDeJo/SpFC6lDkJDI/AAAAAAAAAX0/Q0ZruTpTayk/s200/Scan20322.JPG" border="0" alt=""id="BLOGGER_PHOTO_ID_5373149404576621618" /&gt;&lt;/a&gt;&lt;br /&gt;&lt;a onblur="try {parent.deselectBloggerImageGracefully();} catch(e) {}" href="http://4.bp.blogspot.com/_8nGKW0bDeJo/SpFC6Z1Lq-I/AAAAAAAAAXs/tv6Tx53JjP4/s1600-h/Scan20323.JPG"&gt;&lt;img style="float:left; margin:0 10px 10px 0;cursor:pointer; cursor:hand;width: 130px; height: 200px;" src="http://4.bp.blogspot.com/_8nGKW0bDeJo/SpFC6Z1Lq-I/AAAAAAAAAXs/tv6Tx53JjP4/s200/Scan20323.JPG" border="0" alt=""id="BLOGGER_PHOTO_ID_5373149401563507682" /&gt;&lt;/a&gt;&lt;br /&gt;Kolejne 2 dni znowu sie byczylismy,z czego praktycznie jeden caly dzien zszedl nam na kupowaniu roznych rzeczy (troche ciuchow dla nas, troche prezentow dla rodziny. Nastepnym celem dla nas byla stolica Indii – New Delhi, ale postanowilismy sobie zrobic kilka przystankow po drodze, takze jedna noc spalismy znowu w Keylong, pozniej 2 noce w odpowiedniku naszego Zakopanego – miasteczku Manali, natomiast pozniej zatrzymalismy sie o hosta z CS w Chandigarh (na 3 dni), gdzie udzielilismy wywiadu lokalnej gazecie i poznalismy przyjaciela naszego hosta – Sikha. Nastepnie autobusem dotarlismy do Delhi, gdzie mielismy zaklepana juz miejscowke u kolejnego hosta z CS.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;edit: z tego co widze, to w artykule pani readktor troche pomieszala kto co mowil i powinno byc odwrotnie :D. tak czy inaczej w indiach jestesmy slawni :P:P:P&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/5360692068899110733-6163632207343214094?l=mariuszch.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;</content><link rel='replies' type='application/atom+xml' href='http://mariuszch.blogspot.com/feeds/6163632207343214094/comments/default' title='Komentarze do posta'/><link rel='replies' type='text/html' href='http://www.blogger.com/comment.g?blogID=5360692068899110733&amp;postID=6163632207343214094' title='Komentarze (2)'/><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/5360692068899110733/posts/default/6163632207343214094'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/5360692068899110733/posts/default/6163632207343214094'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://mariuszch.blogspot.com/2009/08/608-1308-indie-zasluzony-odpoczynek-w.html' title='[ 6.08.-13.08. Indie] Zasluzony odpoczynek w Leh :), a pozniej Manali i Chadigarh'/><author><name>camer</name><uri>http://www.blogger.com/profile/10716862559304391619</uri><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='16' height='16' src='http://img2.blogblog.com/img/b16-rounded.gif'/></author><media:thumbnail xmlns:media='http://search.yahoo.com/mrss/' url='http://4.bp.blogspot.com/_8nGKW0bDeJo/SpfTH9enQGI/AAAAAAAAAaM/gbj_di_Li0o/s72-c/P1000905z.JPG' height='72' width='72'/><thr:total>2</thr:total></entry><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-5360692068899110733.post-2098556102187295421</id><published>2009-08-23T06:19:00.000-07:00</published><updated>2009-08-28T05:48:49.192-07:00</updated><title type='text'>[ 3.08 – 5.08 Indie] Trekking Spituk-&gt;Stok</title><content type='html'>&lt;a href="http://3.bp.blogspot.com/_8nGKW0bDeJo/SpfMh9cac7I/AAAAAAAAAZE/hzLlfnXf56I/s1600-h/P1000608.JPG"&gt;&lt;img style="float:left; margin:0 10px 10px 0;cursor:pointer; cursor:hand;width: 200px; height: 150px;" src="http://3.bp.blogspot.com/_8nGKW0bDeJo/SpfMh9cac7I/AAAAAAAAAZE/hzLlfnXf56I/s200/P1000608.JPG" border="0" alt=""id="BLOGGER_PHOTO_ID_5374989564091462578" /&gt;&lt;/a&gt;&lt;br /&gt;&lt;a href="http://3.bp.blogspot.com/_8nGKW0bDeJo/SpfMhC8FbrI/AAAAAAAAAY8/vXBrqaGtfqE/s1600-h/P1000647z.JPG"&gt;&lt;img style="float:left; margin:0 10px 10px 0;cursor:pointer; cursor:hand;width: 200px; height: 150px;" src="http://3.bp.blogspot.com/_8nGKW0bDeJo/SpfMhC8FbrI/AAAAAAAAAY8/vXBrqaGtfqE/s200/P1000647z.JPG" border="0" alt=""id="BLOGGER_PHOTO_ID_5374989548386610866" /&gt;&lt;/a&gt;&lt;br /&gt;&lt;a href="http://2.bp.blogspot.com/_8nGKW0bDeJo/SpfMghS6n0I/AAAAAAAAAY0/KLr6LaCfeQg/s1600-h/P1000629z.JPG"&gt;&lt;img style="float:left; margin:0 10px 10px 0;cursor:pointer; cursor:hand;width: 200px; height: 150px;" src="http://2.bp.blogspot.com/_8nGKW0bDeJo/SpfMghS6n0I/AAAAAAAAAY0/KLr6LaCfeQg/s200/P1000629z.JPG" border="0" alt=""id="BLOGGER_PHOTO_ID_5374989539355565890" /&gt;&lt;/a&gt;&lt;br /&gt;&lt;a href="http://1.bp.blogspot.com/_8nGKW0bDeJo/SpfMgIHLElI/AAAAAAAAAYs/bKh1JqzghIA/s1600-h/P1000655.JPG"&gt;&lt;img style="float:left; margin:0 10px 10px 0;cursor:pointer; cursor:hand;width: 150px; height: 200px;" src="http://1.bp.blogspot.com/_8nGKW0bDeJo/SpfMgIHLElI/AAAAAAAAAYs/bKh1JqzghIA/s200/P1000655.JPG" border="0" alt=""id="BLOGGER_PHOTO_ID_5374989532595425874" /&gt;&lt;/a&gt;&lt;br /&gt;&lt;a href="http://3.bp.blogspot.com/_8nGKW0bDeJo/SpfMf9R639I/AAAAAAAAAYk/aEky2pVGylY/s1600-h/P1000656.JPG"&gt;&lt;img style="float:left; margin:0 10px 10px 0;cursor:pointer; cursor:hand;width: 200px; height: 150px;" src="http://3.bp.blogspot.com/_8nGKW0bDeJo/SpfMf9R639I/AAAAAAAAAYk/aEky2pVGylY/s200/P1000656.JPG" border="0" alt=""id="BLOGGER_PHOTO_ID_5374989529687711698" /&gt;&lt;/a&gt;&lt;br /&gt;&lt;a href="http://1.bp.blogspot.com/_8nGKW0bDeJo/SpfRPchmm2I/AAAAAAAAAZs/auS0_-X1e9s/s1600-h/P1000778.JPG"&gt;&lt;img style="float:left; margin:0 10px 10px 0;cursor:pointer; cursor:hand;width: 200px; height: 150px;" src="http://1.bp.blogspot.com/_8nGKW0bDeJo/SpfRPchmm2I/AAAAAAAAAZs/auS0_-X1e9s/s200/P1000778.JPG" border="0" alt=""id="BLOGGER_PHOTO_ID_5374994743575354210" /&gt;&lt;/a&gt;&lt;br /&gt;&lt;a href="http://3.bp.blogspot.com/_8nGKW0bDeJo/SpfROz3C0II/AAAAAAAAAZk/6yRLBwRx4Z4/s1600-h/P1000743.JPG"&gt;&lt;img style="float:left; margin:0 10px 10px 0;cursor:pointer; cursor:hand;width: 200px; height: 150px;" src="http://3.bp.blogspot.com/_8nGKW0bDeJo/SpfROz3C0II/AAAAAAAAAZk/6yRLBwRx4Z4/s200/P1000743.JPG" border="0" alt=""id="BLOGGER_PHOTO_ID_5374994732659429506" /&gt;&lt;/a&gt;&lt;br /&gt;&lt;a href="http://3.bp.blogspot.com/_8nGKW0bDeJo/SpfROSxcONI/AAAAAAAAAZc/WDyZWp9WQ4U/s1600-h/P1000725.JPG"&gt;&lt;img style="float:left; margin:0 10px 10px 0;cursor:pointer; cursor:hand;width: 200px; height: 150px;" src="http://3.bp.blogspot.com/_8nGKW0bDeJo/SpfROSxcONI/AAAAAAAAAZc/WDyZWp9WQ4U/s200/P1000725.JPG" border="0" alt=""id="BLOGGER_PHOTO_ID_5374994723777558738" /&gt;&lt;/a&gt;&lt;br /&gt;&lt;a href="http://2.bp.blogspot.com/_8nGKW0bDeJo/SpfRN-htUhI/AAAAAAAAAZU/tNbx_GukPE4/s1600-h/P1000736.JPG"&gt;&lt;img style="float:left; margin:0 10px 10px 0;cursor:pointer; cursor:hand;width: 200px; height: 150px;" src="http://2.bp.blogspot.com/_8nGKW0bDeJo/SpfRN-htUhI/AAAAAAAAAZU/tNbx_GukPE4/s200/P1000736.JPG" border="0" alt=""id="BLOGGER_PHOTO_ID_5374994718342861330" /&gt;&lt;/a&gt;&lt;br /&gt;&lt;a href="http://4.bp.blogspot.com/_8nGKW0bDeJo/SpfRNftdPZI/AAAAAAAAAZM/vMorAo8VnCc/s1600-h/P1000688.JPG"&gt;&lt;img style="float:left; margin:0 10px 10px 0;cursor:pointer; cursor:hand;width: 200px; height: 150px;" src="http://4.bp.blogspot.com/_8nGKW0bDeJo/SpfRNftdPZI/AAAAAAAAAZM/vMorAo8VnCc/s200/P1000688.JPG" border="0" alt=""id="BLOGGER_PHOTO_ID_5374994710070640018" /&gt;&lt;/a&gt;&lt;br /&gt;Wspolnie z Anglikami wybralismy nie za dluga trase, ktora miala tez nie byc jakas masakrycznie trudna. Najwyzszy punkt, ktory musielismy pokonac to przelecz Stok La o wys 4900 m npm. Niestety wspolny trekking nie doszedl do skutku, gdyz Rich sie strul czyms i caly poranek spedzil w toalecie. My juz bylismy spakowani i gotowi do drogi, gdy dostalismy od nich widomosc o chorobie, wiecc postanowilismy wyruszyc sami. Aha – oczywiscie jak zwykle wybralismy sie bez mapy, nawet nie bez fotki mapki z Lonely Planet na podstawie ktorej ukladalismy trase.&lt;br /&gt;Pierwszy dzien mial byc dosc latwy, bez ostrych podejsc. Zakonczylismy go po ok 6ciu godzinach marszu (oczywiscie z przerwami na najwieksze slonce). Pod wieczor Olka dobrze sie trzymala, natomiast ja bylem skonany. Na nogi postawily mnie dopiero dobra kolacja i odpoczynek. Biwakowalismy na dziko, na niby czyjejs posiadlosci, ale wstalismy wczesnie rano i szybko zwinelismy namiot, zeby nas nikt nie przylapal. Drugiego dnia mielismy podejsc jak najblizej sie da przeleczy, tak, zeby wstac wczesnie rano i pokonac ja jeszcze przy slabym sloncu. W okolicach poludnia zrobilismy sobie dluga przerwe nad rzeczka robiac z naszego namiotu prowizoryczne schronienie przed sloncem. Wieczorem znalezlismy bardzo ladna miejscowke pod namiot, ja usunalem kamienie z ziemi, Olka dodatkowo wymoscila „podloge” jakimis roslinkami, zeby sie miekko spalo. Tuz za nami na ta sama miejscowke trafila czeska ekipa – 3 gosci+ jedna dziewczyna, cos tam chwile pogadalismy, ale zaraz wszyscy rozeszli sie spac, bo trzeba bylo rano wstawac. Nie wiem dlaczego, ale zarowno poprzedniej jak i tej nocy mialem spore problemy ze snem (moze przez wysokosc ok 4200 m) i w przeciwienstwie do Olki prawie nic nie spalem. Rano (zaraz po 7mej) wyruszylismy na szlak, udalo sie praktycznie cale podejscie zrobic w cieniu, dzieki czemu doszlismy na przelecz w dosc dobrej kondycji. Jesli chodzi o wysokosc 4900m to jak dla mnie bylo tam bardzo ciezko oddychac, Olka wydawala sie ja lepiej znosic. Na gorze zrobilismy sobie godzinna przerwe po czym ruszylismy w dol. Wg przewodnika bylismy troche do przodu z czasem, ale nadal liczylismy, ze trekking zajmie nam 4ry dni. Okazalo sie, ze pomimo bardzo dlugiej przerwy poludniowej pod koniec dnia wyladowalismy w wiosce Stok. Postanowilismy tam znalezc hotel i rankiem wracac do Leh, ale fartem jacys dobrzy ludzie zatrzymali nam stopa, ktory za darmo zawiozl nas prawie pod same drzwi naszego hotelu.&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/5360692068899110733-2098556102187295421?l=mariuszch.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;</content><link rel='replies' type='application/atom+xml' href='http://mariuszch.blogspot.com/feeds/2098556102187295421/comments/default' title='Komentarze do posta'/><link rel='replies' type='text/html' href='http://www.blogger.com/comment.g?blogID=5360692068899110733&amp;postID=2098556102187295421' title='Komentarze (0)'/><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/5360692068899110733/posts/default/2098556102187295421'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/5360692068899110733/posts/default/2098556102187295421'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://mariuszch.blogspot.com/2009/08/308-508-indie-trekking-spituk-stok.html' title='[ 3.08 – 5.08 Indie] Trekking Spituk-&gt;Stok'/><author><name>camer</name><uri>http://www.blogger.com/profile/10716862559304391619</uri><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='16' height='16' src='http://img2.blogblog.com/img/b16-rounded.gif'/></author><media:thumbnail xmlns:media='http://search.yahoo.com/mrss/' url='http://3.bp.blogspot.com/_8nGKW0bDeJo/SpfMh9cac7I/AAAAAAAAAZE/hzLlfnXf56I/s72-c/P1000608.JPG' height='72' width='72'/><thr:total>0</thr:total></entry><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-5360692068899110733.post-6086500861027487795</id><published>2009-08-23T06:10:00.000-07:00</published><updated>2009-08-28T05:19:00.215-07:00</updated><title type='text'>[ 31.07.-2.08. Indie] Leh – 2 dni odpoczynku przed trekkingiem</title><content type='html'>&lt;a href="http://4.bp.blogspot.com/_8nGKW0bDeJo/SpfK4RTt7VI/AAAAAAAAAYc/RjLnBPVTSfk/s1600-h/P1000559.JPG"&gt;&lt;img style="float:left; margin:0 10px 10px 0;cursor:pointer; cursor:hand;width: 200px; height: 150px;" src="http://4.bp.blogspot.com/_8nGKW0bDeJo/SpfK4RTt7VI/AAAAAAAAAYc/RjLnBPVTSfk/s200/P1000559.JPG" border="0" alt=""id="BLOGGER_PHOTO_ID_5374987748357565778" /&gt;&lt;/a&gt;&lt;br /&gt;&lt;a href="http://2.bp.blogspot.com/_8nGKW0bDeJo/SpfK4B240AI/AAAAAAAAAYU/FjLMqgYB2d0/s1600-h/P1000568.JPG"&gt;&lt;img style="float:left; margin:0 10px 10px 0;cursor:pointer; cursor:hand;width: 200px; height: 150px;" src="http://2.bp.blogspot.com/_8nGKW0bDeJo/SpfK4B240AI/AAAAAAAAAYU/FjLMqgYB2d0/s200/P1000568.JPG" border="0" alt=""id="BLOGGER_PHOTO_ID_5374987744210112514" /&gt;&lt;/a&gt;&lt;br /&gt;&lt;a href="http://1.bp.blogspot.com/_8nGKW0bDeJo/SpfK3ocVarI/AAAAAAAAAYM/vAIUZ4wFJYY/s1600-h/P1000588.JPG"&gt;&lt;img style="float:left; margin:0 10px 10px 0;cursor:pointer; cursor:hand;width: 150px; height: 200px;" src="http://1.bp.blogspot.com/_8nGKW0bDeJo/SpfK3ocVarI/AAAAAAAAAYM/vAIUZ4wFJYY/s200/P1000588.JPG" border="0" alt=""id="BLOGGER_PHOTO_ID_5374987737387854514" /&gt;&lt;/a&gt;&lt;br /&gt;&lt;a href="http://1.bp.blogspot.com/_8nGKW0bDeJo/SpfK3Cbz1YI/AAAAAAAAAYE/Nx6tsYgJAmQ/s1600-h/P1000541.JPG"&gt;&lt;img style="float:left; margin:0 10px 10px 0;cursor:pointer; cursor:hand;width: 200px; height: 150px;" src="http://1.bp.blogspot.com/_8nGKW0bDeJo/SpfK3Cbz1YI/AAAAAAAAAYE/Nx6tsYgJAmQ/s200/P1000541.JPG" border="0" alt=""id="BLOGGER_PHOTO_ID_5374987727185106306" /&gt;&lt;/a&gt;&lt;br /&gt;&lt;a href="http://4.bp.blogspot.com/_8nGKW0bDeJo/SpfK2v7UnqI/AAAAAAAAAX8/OrhFZKy0-_A/s1600-h/P1000564.JPG"&gt;&lt;img style="float:left; margin:0 10px 10px 0;cursor:pointer; cursor:hand;width: 200px; height: 150px;" src="http://4.bp.blogspot.com/_8nGKW0bDeJo/SpfK2v7UnqI/AAAAAAAAAX8/OrhFZKy0-_A/s200/P1000564.JPG" border="0" alt=""id="BLOGGER_PHOTO_ID_5374987722217004706" /&gt;&lt;/a&gt;&lt;br /&gt;Te dwa dni spedzilismy na aklimatyzowaniu sie do wysokosci. Z poczatku 3505 m npm dawalo sie odczuc nawet przy lekkim podejsciu pod wzniesienie (i to bez plecakow) – od razu lapalo sie zadyszke. Pozniej organizm powoli przyzwyczajal sie do tego, takze efekt nie byl juz tak odczuwalny. Jeden z dni uplynal nam na byczeniu sie wspolnie z angielska para z Bristolu Hannah i Richem (z drobnym wypadem do Leh Palace). Kolejny dzien to zakupy zywnosci na trekking(co wcale nie bylo latwe), na ktory mielismy isc wspolnie z nimi. Postanowilismy tym razem wybrac sie w gory z 2ma duzymi plecakami, dlatego ze planowalismy tam byc 4 dni, a potrzebowalismy po 2l wody dla kazdego i sporo puszek (tunczyka, sera bialego, ktory potem okazal sie topionym :D i kukurydze). Do tego dochodzily ciuchy na ciepla i zimna pogode, kurtki deszczowe, spiwory i namiot. Tak probowalismy rozlozyc ciezar pomiedzy nas, zeby sie potem odpowiednio rowno meczyc. Jak sie pozniej okazalo, troche sie przeliczylem ze swoimi mozliwosciami.&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/5360692068899110733-6086500861027487795?l=mariuszch.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;</content><link rel='replies' type='application/atom+xml' href='http://mariuszch.blogspot.com/feeds/6086500861027487795/comments/default' title='Komentarze do posta'/><link rel='replies' type='text/html' href='http://www.blogger.com/comment.g?blogID=5360692068899110733&amp;postID=6086500861027487795' title='Komentarze (0)'/><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/5360692068899110733/posts/default/6086500861027487795'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/5360692068899110733/posts/default/6086500861027487795'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://mariuszch.blogspot.com/2009/08/3107-208-indie-leh-2-dni-odpoczynku.html' title='[ 31.07.-2.08. Indie] Leh – 2 dni odpoczynku przed trekkingiem'/><author><name>camer</name><uri>http://www.blogger.com/profile/10716862559304391619</uri><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='16' height='16' src='http://img2.blogblog.com/img/b16-rounded.gif'/></author><media:thumbnail xmlns:media='http://search.yahoo.com/mrss/' url='http://4.bp.blogspot.com/_8nGKW0bDeJo/SpfK4RTt7VI/AAAAAAAAAYc/RjLnBPVTSfk/s72-c/P1000559.JPG' height='72' width='72'/><thr:total>0</thr:total></entry><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-5360692068899110733.post-5980130940475723050</id><published>2009-08-13T06:38:00.000-07:00</published><updated>2009-08-17T08:37:25.428-07:00</updated><title type='text'>[29.07.-31.07. Indie] 3 dni w drodze do Leh: McLeod-&gt;Dharamsala-&gt;Manali-&gt;Keylong-&gt;Leh</title><content type='html'>&lt;a onblur="try {parent.deselectBloggerImageGracefully();} catch(e) {}" href="http://4.bp.blogspot.com/_8nGKW0bDeJo/Sol5HlTqPVI/AAAAAAAAAXk/x4gT5pspGWA/s1600-h/P1000455.JPG"&gt;&lt;img style="float:left; margin:0 10px 10px 0;cursor:pointer; cursor:hand;width: 200px; height: 150px;" src="http://4.bp.blogspot.com/_8nGKW0bDeJo/Sol5HlTqPVI/AAAAAAAAAXk/x4gT5pspGWA/s200/P1000455.JPG" border="0" alt=""id="BLOGGER_PHOTO_ID_5370957201796644178" /&gt;&lt;/a&gt;&lt;br /&gt;&lt;a onblur="try {parent.deselectBloggerImageGracefully();} catch(e) {}" href="http://3.bp.blogspot.com/_8nGKW0bDeJo/Sol5HcteROI/AAAAAAAAAXc/xbWnq771Sco/s1600-h/P1000459.JPG"&gt;&lt;img style="float:left; margin:0 10px 10px 0;cursor:pointer; cursor:hand;width: 200px; height: 150px;" src="http://3.bp.blogspot.com/_8nGKW0bDeJo/Sol5HcteROI/AAAAAAAAAXc/xbWnq771Sco/s200/P1000459.JPG" border="0" alt=""id="BLOGGER_PHOTO_ID_5370957199488992482" /&gt;&lt;/a&gt;&lt;br /&gt;&lt;a onblur="try {parent.deselectBloggerImageGracefully();} catch(e) {}" href="http://1.bp.blogspot.com/_8nGKW0bDeJo/Sol5GwvSkkI/AAAAAAAAAXU/owJnmwNhUW8/s1600-h/P1000513.JPG"&gt;&lt;img style="float:left; margin:0 10px 10px 0;cursor:pointer; cursor:hand;width: 200px; height: 150px;" src="http://1.bp.blogspot.com/_8nGKW0bDeJo/Sol5GwvSkkI/AAAAAAAAAXU/owJnmwNhUW8/s200/P1000513.JPG" border="0" alt=""id="BLOGGER_PHOTO_ID_5370957187685454402" /&gt;&lt;/a&gt;&lt;br /&gt;&lt;a onblur="try {parent.deselectBloggerImageGracefully();} catch(e) {}" href="http://2.bp.blogspot.com/_8nGKW0bDeJo/Sol5GfCVvKI/AAAAAAAAAXM/jxcEvtgw73A/s1600-h/P1000518.JPG"&gt;&lt;img style="float:left; margin:0 10px 10px 0;cursor:pointer; cursor:hand;width: 200px; height: 150px;" src="http://2.bp.blogspot.com/_8nGKW0bDeJo/Sol5GfCVvKI/AAAAAAAAAXM/jxcEvtgw73A/s200/P1000518.JPG" border="0" alt=""id="BLOGGER_PHOTO_ID_5370957182933515426" /&gt;&lt;/a&gt;&lt;br /&gt;&lt;a onblur="try {parent.deselectBloggerImageGracefully();} catch(e) {}" href="http://3.bp.blogspot.com/_8nGKW0bDeJo/Sol5FxTQaXI/AAAAAAAAAXE/0OFE3nVc5x4/s1600-h/P1000463.JPG"&gt;&lt;img style="float:left; margin:0 10px 10px 0;cursor:pointer; cursor:hand;width: 200px; height: 150px;" src="http://3.bp.blogspot.com/_8nGKW0bDeJo/Sol5FxTQaXI/AAAAAAAAAXE/0OFE3nVc5x4/s200/P1000463.JPG" border="0" alt=""id="BLOGGER_PHOTO_ID_5370957170656438642" /&gt;&lt;/a&gt;&lt;br /&gt;Co tu duzo mowic - bylo ciezko :): najpierw trafilismy na autobus z szalonym kierowca, ktory wszystkim i wszedzie pokazywal, ze jest krolem (bardzo waskiej) szosy, co skutkowalo czestym spychaniem innych uczestnikow ruchu (z obu kierunkow) na pobocze :D. Po dojezdzie do Manali o 4tej rano postanowilismy sie zdrzemnac odrobine w towarzystwie lokalnych zulkow, otoczonych chmura dymu z jointow (to miasteczko slynie z produkcji wysokiej jakosci marihuany). Pozniej szybka decyzja, zeby wsiadac w autobus do Keylong, niestety spozniona co zaowocowalo "zdobyciem" ostatnich miejsc w autobusie (znaczy na samym koncu)- kto jechal po drodze dla wozow terenowych indyjskim autobusem w ostatnim rzedzie ten zrozumie ten klimat: czasem zdarzaly nam sie nawet skoki na wysokosc pol metra :D. Po dojechaniu ok 5tej p.m. do Keylong drobna (dwugodzinna) walka o bilety do Leh i w koncu moglismy sie polozyc spac, bo juz o 5tej a.m. mielismy autobus do Leh. Tym razem trafilismy na lepsze miejsca w srodkowej czesci autobusu, wiec moglismy sie rozkoszowac widokami gor za szyba. Przy okazji poznalismy fajna pare z Anglii: Hanne i Richa, z ktorymi planowalismy pozniej zrobic jakis dluzszy trekking w okolicach Leh. Po dojechaniu do Leh (ok 8mej PM) znalezlismy tani hotel i rozpoczelismy 2dniowa aklimatyzacje na wysokosci 3505 m npm.&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/5360692068899110733-5980130940475723050?l=mariuszch.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;</content><link rel='replies' type='application/atom+xml' href='http://mariuszch.blogspot.com/feeds/5980130940475723050/comments/default' title='Komentarze do posta'/><link rel='replies' type='text/html' href='http://www.blogger.com/comment.g?blogID=5360692068899110733&amp;postID=5980130940475723050' title='Komentarze (2)'/><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/5360692068899110733/posts/default/5980130940475723050'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/5360692068899110733/posts/default/5980130940475723050'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://mariuszch.blogspot.com/2009/08/2907-3107-indie-3-dni-w-drodze-do-leh.html' title='[29.07.-31.07. Indie] 3 dni w drodze do Leh: McLeod-&gt;Dharamsala-&gt;Manali-&gt;Keylong-&gt;Leh'/><author><name>camer</name><uri>http://www.blogger.com/profile/10716862559304391619</uri><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='16' height='16' src='http://img2.blogblog.com/img/b16-rounded.gif'/></author><media:thumbnail xmlns:media='http://search.yahoo.com/mrss/' url='http://4.bp.blogspot.com/_8nGKW0bDeJo/Sol5HlTqPVI/AAAAAAAAAXk/x4gT5pspGWA/s72-c/P1000455.JPG' height='72' width='72'/><thr:total>2</thr:total></entry><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-5360692068899110733.post-111082629093448298</id><published>2009-08-13T06:31:00.000-07:00</published><updated>2009-08-17T08:32:53.938-07:00</updated><title type='text'>[28.07. Indie] McLeod Ganj: 1no dniowy treking do wioski Triund</title><content type='html'>&lt;a onblur="try {parent.deselectBloggerImageGracefully();} catch(e) {}" href="http://3.bp.blogspot.com/_8nGKW0bDeJo/Sol4DFjnyTI/AAAAAAAAAW8/ZSgObKThvEI/s1600-h/P1000420.JPG"&gt;&lt;img style="float:left; margin:0 10px 10px 0;cursor:pointer; cursor:hand;width: 200px; height: 150px;" src="http://3.bp.blogspot.com/_8nGKW0bDeJo/Sol4DFjnyTI/AAAAAAAAAW8/ZSgObKThvEI/s200/P1000420.JPG" border="0" alt=""id="BLOGGER_PHOTO_ID_5370956025042553138" /&gt;&lt;/a&gt;&lt;br /&gt;&lt;a onblur="try {parent.deselectBloggerImageGracefully();} catch(e) {}" href="http://3.bp.blogspot.com/_8nGKW0bDeJo/Sol4Cq4VGsI/AAAAAAAAAW0/wdhjD3NAWAI/s1600-h/P1000408.JPG"&gt;&lt;img style="float:left; margin:0 10px 10px 0;cursor:pointer; cursor:hand;width: 200px; height: 150px;" src="http://3.bp.blogspot.com/_8nGKW0bDeJo/Sol4Cq4VGsI/AAAAAAAAAW0/wdhjD3NAWAI/s200/P1000408.JPG" border="0" alt=""id="BLOGGER_PHOTO_ID_5370956017881651906" /&gt;&lt;/a&gt;&lt;br /&gt;&lt;a onblur="try {parent.deselectBloggerImageGracefully();} catch(e) {}" href="http://3.bp.blogspot.com/_8nGKW0bDeJo/Sol4CMAX0zI/AAAAAAAAAWs/r1B_cmVqNMQ/s1600-h/P1000411.JPG"&gt;&lt;img style="float:left; margin:0 10px 10px 0;cursor:pointer; cursor:hand;width: 200px; height: 150px;" src="http://3.bp.blogspot.com/_8nGKW0bDeJo/Sol4CMAX0zI/AAAAAAAAAWs/r1B_cmVqNMQ/s200/P1000411.JPG" border="0" alt=""id="BLOGGER_PHOTO_ID_5370956009593885490" /&gt;&lt;/a&gt;&lt;br /&gt;&lt;a onblur="try {parent.deselectBloggerImageGracefully();} catch(e) {}" href="http://3.bp.blogspot.com/_8nGKW0bDeJo/Sol4Bk2Rr_I/AAAAAAAAAWk/G1dl-6G4LlA/s1600-h/P1000414.JPG"&gt;&lt;img style="float:left; margin:0 10px 10px 0;cursor:pointer; cursor:hand;width: 200px; height: 150px;" src="http://3.bp.blogspot.com/_8nGKW0bDeJo/Sol4Bk2Rr_I/AAAAAAAAAWk/G1dl-6G4LlA/s200/P1000414.JPG" border="0" alt=""id="BLOGGER_PHOTO_ID_5370955999082557426" /&gt;&lt;/a&gt;&lt;br /&gt;&lt;a onblur="try {parent.deselectBloggerImageGracefully();} catch(e) {}" href="http://4.bp.blogspot.com/_8nGKW0bDeJo/Sol4BFhIUKI/AAAAAAAAAWc/KG6iahJarnc/s1600-h/P1000419.JPG"&gt;&lt;img style="float:left; margin:0 10px 10px 0;cursor:pointer; cursor:hand;width: 200px; height: 150px;" src="http://4.bp.blogspot.com/_8nGKW0bDeJo/Sol4BFhIUKI/AAAAAAAAAWc/KG6iahJarnc/s200/P1000419.JPG" border="0" alt=""id="BLOGGER_PHOTO_ID_5370955990672363682" /&gt;&lt;/a&gt;&lt;br /&gt;Po tylu dniach byczenia sie w koncu postanowilismy gdzies sie ruszyc i troche pochodzic. Jako, ze dopiero w planach mielismy powazne trekingi w indyjskich Himalajach w okolicy Leh wybralismy sie tylko na jednodniowa przechadzke do wioski Triund lezacej niedaleko McLeod Ganj. Zabralo to nam raptem pare godzin (wejscie 3,5h), ale widok z gory byl przepiekny, szczegolnie gdy chmury zaczely powoli nas otaczac. Wypilismy po herbacie i kawie (ktore w swietnym stylu zaserwowala nam Olka - niedlugo wrzuce z tego filmik) i szybko wrocilismy z powrotem (okolo 8smej godziny jest tu juz calkiem ciemno).&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/5360692068899110733-111082629093448298?l=mariuszch.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;</content><link rel='replies' type='application/atom+xml' href='http://mariuszch.blogspot.com/feeds/111082629093448298/comments/default' title='Komentarze do posta'/><link rel='replies' type='text/html' href='http://www.blogger.com/comment.g?blogID=5360692068899110733&amp;postID=111082629093448298' title='Komentarze (1)'/><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/5360692068899110733/posts/default/111082629093448298'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/5360692068899110733/posts/default/111082629093448298'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://mariuszch.blogspot.com/2009/08/2807-indie-mcleod-ganj-1no-dniowy.html' title='[28.07. Indie] McLeod Ganj: 1no dniowy treking do wioski Triund'/><author><name>camer</name><uri>http://www.blogger.com/profile/10716862559304391619</uri><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='16' height='16' src='http://img2.blogblog.com/img/b16-rounded.gif'/></author><media:thumbnail xmlns:media='http://search.yahoo.com/mrss/' url='http://3.bp.blogspot.com/_8nGKW0bDeJo/Sol4DFjnyTI/AAAAAAAAAW8/ZSgObKThvEI/s72-c/P1000420.JPG' height='72' width='72'/><thr:total>1</thr:total></entry><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-5360692068899110733.post-3568389213225658882</id><published>2009-07-26T09:51:00.000-07:00</published><updated>2009-07-27T08:31:42.158-07:00</updated><title type='text'>Zdjecia (a w zasadzie ich brak ;) )</title><content type='html'>Niedlugo dorzuce do ponizszych opisow rowniez zdjecia, dzis juz nie mialem czasu, klepalem caly dzien, zeby nadrobic zaleglosci i koniecznie to chcialem wrzucic na bloga.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Update: Zdjecia juz wrzucone - milego ogladania i czekam na komentarze czy ew. pytania!!&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/5360692068899110733-3568389213225658882?l=mariuszch.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;</content><link rel='replies' type='application/atom+xml' href='http://mariuszch.blogspot.com/feeds/3568389213225658882/comments/default' title='Komentarze do posta'/><link rel='replies' type='text/html' href='http://www.blogger.com/comment.g?blogID=5360692068899110733&amp;postID=3568389213225658882' title='Komentarze (2)'/><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/5360692068899110733/posts/default/3568389213225658882'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/5360692068899110733/posts/default/3568389213225658882'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://mariuszch.blogspot.com/2009/07/zdjecia-w-zasadzie-ich-brak.html' title='Zdjecia (a w zasadzie ich brak ;) )'/><author><name>camer</name><uri>http://www.blogger.com/profile/10716862559304391619</uri><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='16' height='16' src='http://img2.blogblog.com/img/b16-rounded.gif'/></author><thr:total>2</thr:total></entry><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-5360692068899110733.post-659770076712949208</id><published>2009-07-26T09:50:00.001-07:00</published><updated>2009-08-13T06:31:31.043-07:00</updated><title type='text'>[25.07.-27.07. Indie] McLeod Ganj: Kij z Dalajlama – najpierw trzeba wypocząć :P</title><content type='html'>&lt;a onblur="try {parent.deselectBloggerImageGracefully();} catch(e) {}" href="http://2.bp.blogspot.com/_8nGKW0bDeJo/Sm3G9eglmFI/AAAAAAAAAWE/4aRTBDcWUuw/s1600-h/P1000345.JPG"&gt;&lt;img style="float:left; margin:0 10px 10px 0;cursor:pointer; cursor:hand;width: 200px; height: 150px;" src="http://2.bp.blogspot.com/_8nGKW0bDeJo/Sm3G9eglmFI/AAAAAAAAAWE/4aRTBDcWUuw/s200/P1000345.JPG" border="0" alt=""id="BLOGGER_PHOTO_ID_5363161490732193874" /&gt;&lt;/a&gt;&lt;br /&gt;&lt;a onblur="try {parent.deselectBloggerImageGracefully();} catch(e) {}" href="http://1.bp.blogspot.com/_8nGKW0bDeJo/Sm3G9Gu5PVI/AAAAAAAAAV8/RhXgMqkArpY/s1600-h/P1000346.JPG"&gt;&lt;img style="float:left; margin:0 10px 10px 0;cursor:pointer; cursor:hand;width: 200px; height: 150px;" src="http://1.bp.blogspot.com/_8nGKW0bDeJo/Sm3G9Gu5PVI/AAAAAAAAAV8/RhXgMqkArpY/s200/P1000346.JPG" border="0" alt=""id="BLOGGER_PHOTO_ID_5363161484349750610" /&gt;&lt;/a&gt;&lt;br /&gt;&lt;a onblur="try {parent.deselectBloggerImageGracefully();} catch(e) {}" href="http://4.bp.blogspot.com/_8nGKW0bDeJo/Sm3G9NEMKqI/AAAAAAAAAV0/Lxi0CG_k0UM/s1600-h/P1000350.JPG"&gt;&lt;img style="float:left; margin:0 10px 10px 0;cursor:pointer; cursor:hand;width: 150px; height: 200px;" src="http://4.bp.blogspot.com/_8nGKW0bDeJo/Sm3G9NEMKqI/AAAAAAAAAV0/Lxi0CG_k0UM/s200/P1000350.JPG" border="0" alt=""id="BLOGGER_PHOTO_ID_5363161486049684130" /&gt;&lt;/a&gt;&lt;br /&gt;&lt;a onblur="try {parent.deselectBloggerImageGracefully();} catch(e) {}" href="http://1.bp.blogspot.com/_8nGKW0bDeJo/Sm3G8wYKJjI/AAAAAAAAAVs/bUKVKifXRzs/s1600-h/P1000371.JPG"&gt;&lt;img style="float:left; margin:0 10px 10px 0;cursor:pointer; cursor:hand;width: 200px; height: 150px;" src="http://1.bp.blogspot.com/_8nGKW0bDeJo/Sm3G8wYKJjI/AAAAAAAAAVs/bUKVKifXRzs/s200/P1000371.JPG" border="0" alt=""id="BLOGGER_PHOTO_ID_5363161478348809778" /&gt;&lt;/a&gt;&lt;br /&gt;&lt;a onblur="try {parent.deselectBloggerImageGracefully();} catch(e) {}" href="http://3.bp.blogspot.com/_8nGKW0bDeJo/Sm3G8Jo_BnI/AAAAAAAAAVk/227IzEtVGYo/s1600-h/P1000377.JPG"&gt;&lt;img style="float:left; margin:0 10px 10px 0;cursor:pointer; cursor:hand;width: 150px; height: 200px;" src="http://3.bp.blogspot.com/_8nGKW0bDeJo/Sm3G8Jo_BnI/AAAAAAAAAVk/227IzEtVGYo/s200/P1000377.JPG" border="0" alt=""id="BLOGGER_PHOTO_ID_5363161467950401138" /&gt;&lt;/a&gt;&lt;br /&gt;Na pokonanie drogi do McLeod Ganj „zuzylismy” 3 autobusy i jedna taksowke. Po dotarciu na miejsce od razu poszlismy do restauracji rekomendowanej przez Lonely Planet, gdzie w koncu po baardzo dlugiej przerwie dorwalem sie do piwa: na pierwszy ogien poszedl KingFisher Strong 650ml, ktory mnie tak trzepnal, ze potem szukajac hotelu nie moglem zapamietac cen :D. Poznym wieczorem jeszcze raz odwiedzilismy ta sama miejscowke, gdzie wciagnelismy smakowitego (niepikantnego!!) kurczaka z chapati (ichnie chlebki – bardzo smaczne) oczywiscie poprawiajac KingFisferem :P. Nastepny dzien postanowilismy zrobic dniem roboczym, wstalismy dopiero o 10tej, pozniej sniadanie w hotelu, teraz ja uzupelniam bloga, a Olka skubie wlosy na nogach i tuninguje kiecke z Iranu, zeby ja dostosowac do najnowszych trendow panujacych w Indiach :D. Na wieczor planujemy wypad na jakies jedzonko, a jutro zajmiemy sie w koncu Jego Swiatobliwoscia Dalajlamą ;).&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/5360692068899110733-659770076712949208?l=mariuszch.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;</content><link rel='replies' type='application/atom+xml' href='http://mariuszch.blogspot.com/feeds/659770076712949208/comments/default' title='Komentarze do posta'/><link rel='replies' type='text/html' href='http://www.blogger.com/comment.g?blogID=5360692068899110733&amp;postID=659770076712949208' title='Komentarze (1)'/><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/5360692068899110733/posts/default/659770076712949208'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/5360692068899110733/posts/default/659770076712949208'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://mariuszch.blogspot.com/2009/07/2507-2607-indie-mcleod-ganj-kij-z.html' title='[25.07.-27.07. Indie] McLeod Ganj: Kij z Dalajlama – najpierw trzeba wypocząć :P'/><author><name>camer</name><uri>http://www.blogger.com/profile/10716862559304391619</uri><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='16' height='16' src='http://img2.blogblog.com/img/b16-rounded.gif'/></author><media:thumbnail xmlns:media='http://search.yahoo.com/mrss/' url='http://2.bp.blogspot.com/_8nGKW0bDeJo/Sm3G9eglmFI/AAAAAAAAAWE/4aRTBDcWUuw/s72-c/P1000345.JPG' height='72' width='72'/><thr:total>1</thr:total></entry><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-5360692068899110733.post-1516446931757449198</id><published>2009-07-26T09:49:00.000-07:00</published><updated>2009-07-27T08:22:48.094-07:00</updated><title type='text'>[23.07.-25.07. Indie] Amritsar – odmiana klimatow o 180*!!</title><content type='html'>&lt;a onblur="try {parent.deselectBloggerImageGracefully();} catch(e) {}" href="http://1.bp.blogspot.com/_8nGKW0bDeJo/Sm3GMYUA2EI/AAAAAAAAAVc/UgIhHuPIsXA/s1600-h/P1000277.JPG"&gt;&lt;img style="float:left; margin:0 10px 10px 0;cursor:pointer; cursor:hand;width: 200px; height: 150px;" src="http://1.bp.blogspot.com/_8nGKW0bDeJo/Sm3GMYUA2EI/AAAAAAAAAVc/UgIhHuPIsXA/s200/P1000277.JPG" border="0" alt=""id="BLOGGER_PHOTO_ID_5363160647255251010" /&gt;&lt;/a&gt;&lt;br /&gt;&lt;a onblur="try {parent.deselectBloggerImageGracefully();} catch(e) {}" href="http://4.bp.blogspot.com/_8nGKW0bDeJo/Sm3GMMWoO5I/AAAAAAAAAVU/AzruPS1k7AI/s1600-h/P1000279.JPG"&gt;&lt;img style="float:left; margin:0 10px 10px 0;cursor:pointer; cursor:hand;width: 200px; height: 150px;" src="http://4.bp.blogspot.com/_8nGKW0bDeJo/Sm3GMMWoO5I/AAAAAAAAAVU/AzruPS1k7AI/s200/P1000279.JPG" border="0" alt=""id="BLOGGER_PHOTO_ID_5363160644044995474" /&gt;&lt;/a&gt;&lt;br /&gt;&lt;a onblur="try {parent.deselectBloggerImageGracefully();} catch(e) {}" href="http://3.bp.blogspot.com/_8nGKW0bDeJo/Sm3GMNxXxeI/AAAAAAAAAVM/h0xbc2p-CRs/s1600-h/P1000280.JPG"&gt;&lt;img style="float:left; margin:0 10px 10px 0;cursor:pointer; cursor:hand;width: 200px; height: 150px;" src="http://3.bp.blogspot.com/_8nGKW0bDeJo/Sm3GMNxXxeI/AAAAAAAAAVM/h0xbc2p-CRs/s200/P1000280.JPG" border="0" alt=""id="BLOGGER_PHOTO_ID_5363160644425598434" /&gt;&lt;/a&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;a onblur="try {parent.deselectBloggerImageGracefully();} catch(e) {}" href="http://1.bp.blogspot.com/_8nGKW0bDeJo/Sm3FF_OSzCI/AAAAAAAAAVE/grqHneDYcvQ/s1600-h/P1000284.JPG"&gt;&lt;img style="float:left; margin:0 10px 10px 0;cursor:pointer; cursor:hand;width: 150px; height: 200px;" src="http://1.bp.blogspot.com/_8nGKW0bDeJo/Sm3FF_OSzCI/AAAAAAAAAVE/grqHneDYcvQ/s200/P1000284.JPG" border="0" alt=""id="BLOGGER_PHOTO_ID_5363159437929532450" /&gt;&lt;/a&gt;&lt;br /&gt;&lt;a onblur="try {parent.deselectBloggerImageGracefully();} catch(e) {}" href="http://4.bp.blogspot.com/_8nGKW0bDeJo/Sm3FFkZWqCI/AAAAAAAAAU8/cgOAy6d4HNo/s1600-h/P1000285.JPG"&gt;&lt;img style="float:left; margin:0 10px 10px 0;cursor:pointer; cursor:hand;width: 150px; height: 200px;" src="http://4.bp.blogspot.com/_8nGKW0bDeJo/Sm3FFkZWqCI/AAAAAAAAAU8/cgOAy6d4HNo/s200/P1000285.JPG" border="0" alt=""id="BLOGGER_PHOTO_ID_5363159430728165410" /&gt;&lt;/a&gt;&lt;br /&gt;&lt;a onblur="try {parent.deselectBloggerImageGracefully();} catch(e) {}" href="http://3.bp.blogspot.com/_8nGKW0bDeJo/Sm3FFZGOhnI/AAAAAAAAAU0/4fX8a5LUbP0/s1600-h/P1000320.JPG"&gt;&lt;img style="float:left; margin:0 10px 10px 0;cursor:pointer; cursor:hand;width: 200px; height: 150px;" src="http://3.bp.blogspot.com/_8nGKW0bDeJo/Sm3FFZGOhnI/AAAAAAAAAU0/4fX8a5LUbP0/s200/P1000320.JPG" border="0" alt=""id="BLOGGER_PHOTO_ID_5363159427695150706" /&gt;&lt;/a&gt;&lt;br /&gt;&lt;a onblur="try {parent.deselectBloggerImageGracefully();} catch(e) {}" href="http://3.bp.blogspot.com/_8nGKW0bDeJo/Sm3FFA4jm7I/AAAAAAAAAUs/XYHPNf2cl3k/s1600-h/P1000325.JPG"&gt;&lt;img style="float:left; margin:0 10px 10px 0;cursor:pointer; cursor:hand;width: 200px; height: 150px;" src="http://3.bp.blogspot.com/_8nGKW0bDeJo/Sm3FFA4jm7I/AAAAAAAAAUs/XYHPNf2cl3k/s200/P1000325.JPG" border="0" alt=""id="BLOGGER_PHOTO_ID_5363159421195361202" /&gt;&lt;/a&gt;&lt;br /&gt;&lt;a onblur="try {parent.deselectBloggerImageGracefully();} catch(e) {}" href="http://1.bp.blogspot.com/_8nGKW0bDeJo/Sm3FEzTiS7I/AAAAAAAAAUk/4ET9vvL9g9c/s1600-h/P1000341.JPG"&gt;&lt;img style="float:left; margin:0 10px 10px 0;cursor:pointer; cursor:hand;width: 200px; height: 150px;" src="http://1.bp.blogspot.com/_8nGKW0bDeJo/Sm3FEzTiS7I/AAAAAAAAAUk/4ET9vvL9g9c/s200/P1000341.JPG" border="0" alt=""id="BLOGGER_PHOTO_ID_5363159417550425010" /&gt;&lt;/a&gt;&lt;br /&gt;Formalnosci na granicy zajely ok godziny, pozniej skorzystalismy z rykszy i busa, zeby dotrzec do Amritsar – 12milionowej wioski ;) w poblizu granicy. Juz jadac w strone tego miasta mozna bylo zauwazyc roznice w stosunku do Iranu: dziewczyny z odkrytymi glowami, w kolorowych ubraniach, rozmawiajace bez problemu z mezczyznami, ciekawe budynki, muzyka w busie wpadajaca (przynajmniej mi) w ucho. Nawet zachowanie ryksiarzy czy taksowkarzy, ktorym wystarczy kiwnac glowa, ze dziekuje sie za usluge bylo inne niz w Iranie, gdzie czasem naprawde potrafili wkurzyc czlowieka swoja nachalnoscia. No i ceny rowniez sa ciekawsze dla backpakersow: hotel w centrum miasta kosztowal nas ok 9$ za pokoj z toaleta i prysznicem, dobre jedzenie (niewegetarianskie) to koszt ok 5$ za kurczaka i talerz ryzu z warzywami w dobrej klasy restauracji. Juz pierwszego dnia wieczorem trafilismy podczas wloczenia sie po miescie na Golden Temple, swiatynie Sikhow, ktora zostawiala daleko w tyle wiekszosc tego co widzielismy w Iranie. Nastepny dzien poobijalismy sie jeszcze spacerujac po Amritsar, odwiedzajac jeszcze dwukrotnie wspomniana swiatynie, ktora mi sie bardo spodobala ze wzgledu na atmosfere i muzyke (spiewy ichnich kaplanow). Zalapalismy sie nawet na darmowy posilek dla pielgrzymow, ktory musialem ja zjesc, bo byl zbyt pikantny dla Olki. W ogole jesli chodzi o jedzenie to bardzo sie martwilem Indiami, bo jestem niemal uzalezniony od miesa, poza tym wszyscy strasza konsekwencjami zjedzenia czegos w przydroznych barach. Jak na razie to jedyny problem jaki mam, to to, ze musze zjadac 2 porcje: swoja i Olki, dla ktorej nawet specjalnie przyrzadzone na jej zyczenie niepikantne danie jest zbyt ostre J. Z przydroznych barow tez juz jadalismy, na razie bez przygod, ale co do tego nie mam zludzen: gdzies na pewno bedziemy mieli niefart i bedziemy ”dalej srali niz widzieli” :D. Dzien zakonczylismy na nakresleniu szkicu jak bedziemy podrowali po Indiach. Nasze pierwsze kroki postanowilismy skierowac w strone Ladekh – krainy w Himalajach, o ktorej wspominal nam Pan Gangesz w ambasadzie indyjskiej w Teheranie, ktora przez wieksza czesc roku jest odcieta od swiata przez snieg, ale akurat w tym czasie, w ktorym przybylismy do Indii jest dostepna. Przy okazji postanowilismy zhaczyc o McLeod Ganj – siedzibe rzadu Tybetu i Dalajlamy na uchodzctwie. Nastepnego dnia rano poszlismy na dworzec i zapakowalismy sie w autobus do Pathankot, miasta po drodze do naszego celu podrozy.&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/5360692068899110733-1516446931757449198?l=mariuszch.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;</content><link rel='replies' type='application/atom+xml' href='http://mariuszch.blogspot.com/feeds/1516446931757449198/comments/default' title='Komentarze do posta'/><link rel='replies' type='text/html' href='http://www.blogger.com/comment.g?blogID=5360692068899110733&amp;postID=1516446931757449198' title='Komentarze (2)'/><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/5360692068899110733/posts/default/1516446931757449198'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/5360692068899110733/posts/default/1516446931757449198'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://mariuszch.blogspot.com/2009/07/2307-2507-indie-amritsar-odmiana.html' title='[23.07.-25.07. Indie] Amritsar – odmiana klimatow o 180*!!'/><author><name>camer</name><uri>http://www.blogger.com/profile/10716862559304391619</uri><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='16' height='16' src='http://img2.blogblog.com/img/b16-rounded.gif'/></author><media:thumbnail xmlns:media='http://search.yahoo.com/mrss/' url='http://1.bp.blogspot.com/_8nGKW0bDeJo/Sm3GMYUA2EI/AAAAAAAAAVc/UgIhHuPIsXA/s72-c/P1000277.JPG' height='72' width='72'/><thr:total>2</thr:total></entry><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-5360692068899110733.post-5037575837261222963</id><published>2009-07-26T09:48:00.001-07:00</published><updated>2009-07-27T08:34:08.384-07:00</updated><title type='text'>[21.07.-23.07. Pakistan] – Lotem blyskawicy przez Pakistan</title><content type='html'>&lt;a onblur="try {parent.deselectBloggerImageGracefully();} catch(e) {}" href="http://3.bp.blogspot.com/_8nGKW0bDeJo/Sm3D5ck-bSI/AAAAAAAAAUc/j12sRjH5kIM/s1600-h/P1000257.JPG"&gt;&lt;img style="float:left; margin:0 10px 10px 0;cursor:pointer; cursor:hand;width: 200px; height: 150px;" src="http://3.bp.blogspot.com/_8nGKW0bDeJo/Sm3D5ck-bSI/AAAAAAAAAUc/j12sRjH5kIM/s200/P1000257.JPG" border="0" alt=""id="BLOGGER_PHOTO_ID_5363158122959367458" /&gt;&lt;/a&gt;&lt;br /&gt;&lt;a onblur="try {parent.deselectBloggerImageGracefully();} catch(e) {}" href="http://4.bp.blogspot.com/_8nGKW0bDeJo/Sm3D5NYUBdI/AAAAAAAAAUU/WSIPmsVqid4/s1600-h/P1000258.JPG"&gt;&lt;img style="float:left; margin:0 10px 10px 0;cursor:pointer; cursor:hand;width: 200px; height: 150px;" src="http://4.bp.blogspot.com/_8nGKW0bDeJo/Sm3D5NYUBdI/AAAAAAAAAUU/WSIPmsVqid4/s200/P1000258.JPG" border="0" alt=""id="BLOGGER_PHOTO_ID_5363158118879725010" /&gt;&lt;/a&gt;&lt;br /&gt;&lt;a onblur="try {parent.deselectBloggerImageGracefully();} catch(e) {}" href="http://2.bp.blogspot.com/_8nGKW0bDeJo/Sm3C9ocQxTI/AAAAAAAAAUM/1ycBmJfbBMQ/s1600-h/P1000261.JPG"&gt;&lt;img style="float:left; margin:0 10px 10px 0;cursor:pointer; cursor:hand;width: 200px; height: 150px;" src="http://2.bp.blogspot.com/_8nGKW0bDeJo/Sm3C9ocQxTI/AAAAAAAAAUM/1ycBmJfbBMQ/s200/P1000261.JPG" border="0" alt=""id="BLOGGER_PHOTO_ID_5363157095351895346" /&gt;&lt;/a&gt;&lt;br /&gt;&lt;a onblur="try {parent.deselectBloggerImageGracefully();} catch(e) {}" href="http://3.bp.blogspot.com/_8nGKW0bDeJo/Sm3C9dNaOKI/AAAAAAAAAUE/_Mx-Nwi_At0/s1600-h/P1000265.JPG"&gt;&lt;img style="float:left; margin:0 10px 10px 0;cursor:pointer; cursor:hand;width: 150px; height: 200px;" src="http://3.bp.blogspot.com/_8nGKW0bDeJo/Sm3C9dNaOKI/AAAAAAAAAUE/_Mx-Nwi_At0/s200/P1000265.JPG" border="0" alt=""id="BLOGGER_PHOTO_ID_5363157092336810146" /&gt;&lt;/a&gt;&lt;br /&gt;&lt;a onblur="try {parent.deselectBloggerImageGracefully();} catch(e) {}" href="http://1.bp.blogspot.com/_8nGKW0bDeJo/Sm3C9IWtsyI/AAAAAAAAAT8/2vGd663JBcE/s1600-h/P1000270.JPG"&gt;&lt;img style="float:left; margin:0 10px 10px 0;cursor:pointer; cursor:hand;width: 150px; height: 200px;" src="http://1.bp.blogspot.com/_8nGKW0bDeJo/Sm3C9IWtsyI/AAAAAAAAAT8/2vGd663JBcE/s200/P1000270.JPG" border="0" alt=""id="BLOGGER_PHOTO_ID_5363157086738690850" /&gt;&lt;/a&gt;&lt;br /&gt;&lt;a onblur="try {parent.deselectBloggerImageGracefully();} catch(e) {}" href="http://3.bp.blogspot.com/_8nGKW0bDeJo/Sm3C8n2h_sI/AAAAAAAAAT0/QsbvF2PWLIY/s1600-h/P1000274.JPG"&gt;&lt;img style="float:left; margin:0 10px 10px 0;cursor:pointer; cursor:hand;width: 200px; height: 150px;" src="http://3.bp.blogspot.com/_8nGKW0bDeJo/Sm3C8n2h_sI/AAAAAAAAAT0/QsbvF2PWLIY/s200/P1000274.JPG" border="0" alt=""id="BLOGGER_PHOTO_ID_5363157078013771458" /&gt;&lt;/a&gt;&lt;br /&gt;&lt;a onblur="try {parent.deselectBloggerImageGracefully();} catch(e) {}" href="http://1.bp.blogspot.com/_8nGKW0bDeJo/Sm3C8pWDL7I/AAAAAAAAATs/lcX-W-ayHC4/s1600-h/P1000276.JPG"&gt;&lt;img style="float:left; margin:0 10px 10px 0;cursor:pointer; cursor:hand;width: 200px; height: 150px;" src="http://1.bp.blogspot.com/_8nGKW0bDeJo/Sm3C8pWDL7I/AAAAAAAAATs/lcX-W-ayHC4/s200/P1000276.JPG" border="0" alt=""id="BLOGGER_PHOTO_ID_5363157078414405554" /&gt;&lt;/a&gt;&lt;br /&gt;&lt;a onblur="try {parent.deselectBloggerImageGracefully();} catch(e) {}" href="http://3.bp.blogspot.com/_8nGKW0bDeJo/Sm3Iu39kf8I/AAAAAAAAAWU/RXgMRRlSkSE/s1600-h/SNC00247.jpg"&gt;&lt;img style="float:left; margin:0 10px 10px 0;cursor:pointer; cursor:hand;width: 150px; height: 200px;" src="http://3.bp.blogspot.com/_8nGKW0bDeJo/Sm3Iu39kf8I/AAAAAAAAAWU/RXgMRRlSkSE/s200/SNC00247.jpg" border="0" alt=""id="BLOGGER_PHOTO_ID_5363163438889861058" /&gt;&lt;/a&gt;&lt;br /&gt;&lt;a onblur="try {parent.deselectBloggerImageGracefully();} catch(e) {}" href="http://4.bp.blogspot.com/_8nGKW0bDeJo/Sm3IutiGdUI/AAAAAAAAAWM/NvDRq38GvIw/s1600-h/SNC00250.jpg"&gt;&lt;img style="float:left; margin:0 10px 10px 0;cursor:pointer; cursor:hand;width: 150px; height: 200px;" src="http://4.bp.blogspot.com/_8nGKW0bDeJo/Sm3IutiGdUI/AAAAAAAAAWM/NvDRq38GvIw/s200/SNC00250.jpg" border="0" alt=""id="BLOGGER_PHOTO_ID_5363163436090291522" /&gt;&lt;/a&gt;&lt;br /&gt;Rano zalatwilismy nasze ostatnie sprawy w Iranie tzn wyslalismy kartki do rodziny na poczcie i chcielismy ruszac na granice, ale w rozmowie z obsluga hotelu okazalo sie, ze to nie tak na wprost, gdyz kazdy obcokrajowiec, ktory udaje sie na granice musi miec eskorte policyjna. Musielismy poczekac na policje, ktora w koncu zapakowala nas w taksowke na granice, tam chwile potrwaly formalnosci i bylismy juz w Pakistanie, a w zasadzie w jakims „obsranym” miasteczku Taftan. Tam szybko zaladowalismy sie w lokalny autobus do Quetty, gdzie mielismy byc nad ranem. Trafily sie nam dwa ostatnie zajebiscie niewygodne miejsca co w perspektywie 12godzinnej podrozy nie wygladalo ciekawie. Pocieszala nas jedynie mysl, ze w Quecie przesiadziemy sie w klimatyzowany pociag w ktorym bedzie mozna sie spokojnie wyspac. Po meczacej podrozy (drogi w Pakistanie sa bardzo wyboiste) dotarlismy ok 5 rano do Quetty, gdzie musielismy poczekac do rozwidnienia sie, bo niebezpiecznie bylo wczesniej ruszac w miasto. Na dworzec dotarlismy ok 7dmej, pociaga do Lahore – miasta w poblizu granicy z Indiami – mial odjezdzac o 8:30, jednak pojawily sie kolejne problemy: bankomaty zaczynaly dzialac od 9tej i nie bylo juz biletow na klase z klimtyzacja. Po znalezieniu jakiegos sklepikarza gotowego zamienic nam Euro na rupie po pewnie dziadowskim kursie udalo sie rowniez zgadac z konduktorem, ktory obiecal zalatwic bilety na klimatyzowna klase. Koncowo wyszlo na to, ze mielismy miejsca z klimatyzacja, ale tylko siedzace i to w korytarzu. Nasze marzenia o porzadnym wyspaniu sie mocno sie oddalily, a w dodatku czekalo nas 24h jazdy na siedzaco w korytarzu, ale mowi sie trudno. Jakos to przetrwalismy, po dotarciu do Lahore postanowlismy zaryzykowac nasze zycie jeszcze raz i zjedlismy sniadanie w przydworcowym fastfoodzie :D. Pozniej wsiedlismy w takse na granice i tam pozegnalismy „przepieknej urody” ;) Pakistan. &lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Jesli chodzi o wrazenia z przejazdu z tego kraju to widac, ze kraj jest biedny i bardzo brudny, jednak ludzie (szczegolnie policja i wojsko) sa naprawde mili i chca pomoc obcokrajowcom. Ani razu nie spotkalismy sie z zadnym niebezpieczenstwem czy zaczepianiem, duzo bardziej denerwowaly nas nachalne proby sprzedania czegokolwiek w Iranie.&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/5360692068899110733-5037575837261222963?l=mariuszch.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;</content><link rel='replies' type='application/atom+xml' href='http://mariuszch.blogspot.com/feeds/5037575837261222963/comments/default' title='Komentarze do posta'/><link rel='replies' type='text/html' href='http://www.blogger.com/comment.g?blogID=5360692068899110733&amp;postID=5037575837261222963' title='Komentarze (2)'/><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/5360692068899110733/posts/default/5037575837261222963'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/5360692068899110733/posts/default/5037575837261222963'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://mariuszch.blogspot.com/2009/07/2107-2307-pakistan-lotem-blyskawicy.html' title='[21.07.-23.07. Pakistan] – Lotem blyskawicy przez Pakistan'/><author><name>camer</name><uri>http://www.blogger.com/profile/10716862559304391619</uri><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='16' height='16' src='http://img2.blogblog.com/img/b16-rounded.gif'/></author><media:thumbnail xmlns:media='http://search.yahoo.com/mrss/' url='http://3.bp.blogspot.com/_8nGKW0bDeJo/Sm3D5ck-bSI/AAAAAAAAAUc/j12sRjH5kIM/s72-c/P1000257.JPG' height='72' width='72'/><thr:total>2</thr:total></entry><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-5360692068899110733.post-1463677302320701673</id><published>2009-07-26T09:45:00.000-07:00</published><updated>2009-08-13T06:12:22.003-07:00</updated><title type='text'>[18.07.-20.07. Iran] Bandar Abas, Zahedan – „skucha” z Omanem i nagla zmiana planow.</title><content type='html'>Nasz plan zakladal, ze w BA znajdziemy sobie statek/prom do Omanu, kupimy na granicy wize omanska i miesiac zabawimy w tym kraju. Ale jak to sie mowi: gdyby wszystko przebiegalo zgodnie z planami to zycie byloby nudne. BA przywital nas z rana (ok 6 godziny) temperatura 25* i wysoka wilgotnoscia - tak, ze wychodzac z klimatyzowanego terminalu mielismy uczucie, ze wchodzimy do sauny – momentalnie sie spocilismy i ciuchy przylgnely do mokrego ciala. Ze 2 godziny przespalismy najpierw na terminalu w cieniu drzew (ktore niestety nie chronily przed wysoka wilgotnoscia), pozniej znalezlismy troche drogawy hotel (ok 18$) i po nieprzespanej nocy caly dzien byczylismy sie w hotelu umilajac sobie czas filmami „Miś” i „Apocalypto”. Nastepnego dnia z samego rana wzielismy sie ostro za poszukiwanie „czarteru” do Omanu, jednak nasze nadzieje szybko sie rozwialy i okazalo sie, ze jestesmy w nie lada klopotach. Po zwentylowaniu spraw wyszlo na to, ze nie ma bezposredniego polaczenia do Omanu, trzeba naginac przez Zjednoczone Emiraty Arabskie i Dubai, ale:&lt;br /&gt;1. zostaly nam tylko 2 dni wizy iranskiej&lt;br /&gt;2. zostalo nam niewiele kasy w walutach, a w Iranie nie ma mozliwosci skorzystac z naszych kart bankomatowych&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;i&lt;br /&gt; &lt;br /&gt;1. ambasada ZEA ma 2 dni wolnego, wiec trzeba by przedluzac wize iranska (co kosztuje jakas kase)&lt;br /&gt;2. zeby dostac wize ZEA i wjechac do Dubaju, trzeba miec jakiegos sponsora, ktory pewnie bylby do zalatwienia, ale oczywiscie za kolejna kase&lt;br /&gt;3. sama wiza ZAE tez kosztowala niemalo&lt;br /&gt;4. dochodzil jeszcze koszt przelotu lub przeplyniecia do Dubaju na co tez potrzebowalismy kasy i to iranskich riali, na zakup ktorych nie mielismy juz walut w zwiazku ze zgubieniem przeze mnie mojej czesci kasy przeznaczonej na Iran&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Trzeba bylo szybko cos wymylic, w sumie decyzje mogly byc dwie – albo przez Pakistan dostac sie do Indii (ale potrzebna byla „na gwalt” wiza pakistanska) lub walic do Turkmenistanu i tamtedy na okolo probowac wjechac do Indii. Bardziej ekonomiczną opcją byla ta pierwsza, wiec juz wieczorem siedzielimy w baaaardzo glosnym i niewygodnym autobusie do Zahedanu – miasta przy granicy pakistanskiej, w ktorym znajdowal sie konsulat pakistanski, gdzie wg Lonely Planet z 2004r. mozna bylo wyrobic wize. Jako, ze Bandar Abas to glowny port przemytniczy, ktorym wszystkie dobra trafiaja do Iranu pomimo embarga nalozonego na ten kraj, a Zahedan to miasto przy granicy pakistanskiej, gdzie duzo z tych dobr ma swoje miejsce docelowe - moglismy sie spodziewac roznych dziwnych wydarzen, ale bylismy zbyt zaaferowani swoimi sprawami. W polowie drogi trafilismy na kontrole policyjna, ktora wykryla w naszym autobusie mnostwo roznych paczek, ktorych nie powinno w nim byc. Jako, ze przemytnicy chcieli przyciac z policja „w h..a” i zaczeli sobie robic jaja, w ktoryms momencie policjanci zarzadzili wysiadke wszystkich z autobusu i wypakowanie wszystkich bagazy. Potem przeszukali i skonfiskowali caly trefny towar, chyba zatrzymali kilku handlarzy i puscili nas dalej (po okolo 2h przerwy). Nad ranem dotarlismy skonani do Zahedanu i od razu skierowalismy sie do konsulatu pakistanskiego. Bylo jeszcze tak wczesnie, ze otworzono go tylko dla nas, ale musielismy poczekac na obsluge. Jednak z tego co juz nam powiedziano wynikalo, ze nie bedzie kolorowo – podobno ten konsulat wydawal wizy tylko iranczykom i jesli chodzi o nas bedzie potrzebna konsultacja z ambasada w Teheranie. Jak tylko o tym sie dowiedzielismy, naswietlilismy nasza tragiczna sytuacje troche jeszcze koloryzujac. Okazalo sie, ze „jak zwykle” trafilismy na dobrego czlowieka w osobie konsula Pana Sardar Abdul Waheed , ktory postanowil nam w drodze wyjatku pomoc, podpisal nam 7dniowe wizy tranzytowe (bardzo tanie!!), pozniej zaprosil nas na rozmowe, ktora tak sie przeciagnela, ze dodatkowo zaprosil nas rowniez do zjedzenia z nim obiadu. Poopowiadal nam troche o Pakistanie, popytal rowniez o Polske (w zasadzie wszedzie najbardziej znana osoba z Polakow sa albo Lech Walesa albo Jan Pawel II, jedynie w Iranie znali jeszcze dodatkowo Kieslowskiego i jego 3kolory), pozniej przestrzegl na co trzeba zwracac uwage w jego kraju, na koniec jeszcze kazal swojemu kierowcy odwiezc nas i pomoc w znalezieniu hotelu. W koncu udalismy sie na zasluzony odpoczynek, bo mielismy przed soba kolejne ciezkie dni – czyli jak najszybsze pokonanie Pakistanu.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Kilka slow odnosnie tego miesiaca spedzonego w Iranie i nasze spostrzezenia:&lt;br /&gt;- jesli chodzi o zabytki (co do ktorych nie jestesmy ani expertami, ani wielbicielami) to wydawaly nam sie duzo mniej ciekawe niz np w Turcji czy Gruzji&lt;br /&gt;- ludzie sa naprawde chetni do rozmowy, ale czesto brakuje im podstaw angielskiego, zeby chociaz troche pokonwersowac. Jesli trafial sie ktos z jako takim angielskim to okazywalo sie, ze w ogole prawie nie interesuje go nic zwiazanego z nami i naszym krajem (oprocz tego skad jestesmy i czy jestesmy malzenstwem), pozniej to juz byl potok slow o sobie i o Iranie i nawet nasze proby zapytania sie o cokolwiek spelzaly na niczym, po prostu Iranczycy jako tako mowia po angielsku, ale jesli chodzi o rozumienie jak sie mowi cos do nich jest duzo ciezej. Oczywiscie zdazaly sie wyjatki tak jak osoby, ktore mowily dobrze po angielsku, lub takie, ktore byly naprawde dobrymi rozmowcami i jak czegos nie rozumialy to po prostu prosily o powtorzenie, a nie tylko przytakiwaly i zaczynaly mowic cos o sobie.&lt;br /&gt;- zastanawialismy sie z Olka dlaczego w ogolnym rozrachunku Iran jakos nam nie podszedl (np tak jak Turcja) i doszlismy do wniosku, ze to przez brak kontaktu z ludzmi w takiej skali jak to mialo miejsce w Turcji, gdzie codziennie sila reczy (korzystajac z autostopu) poznawalismy mnostwo nowych osob. Koncowka Iranu byla juz naprawde mila, nasi hosci z Esfahanu czy Shirazu naprawde pokazali nam inne oblicze Iranczykow, ludzi ktorzy sa na biezaco, z ktorymi mozna pogadac, pozartowac bez ogladania sie na roznice kulturowe. &lt;br /&gt;- Iranczykom naprawde brakuje -mozna powiedziec - „obycia” w swiecie, przez ta izolacje w niektorych sprawach wydaja sie troche zacofani: np Polske i w zasadzie cala Europe kojarza z 2g wojna swiatowa i Niemcami, czasami naprawde denerwujace bylo tlumaczenie im, ze w Polsce mowi sie po polsku (a nie po niemiecku czy angielsku), albo gdzie w ogole lezy Polska. Bardzo czesto na haslo Polska Iranczycy odpowiadali Niemcy i Hitler – takie pierwsze skojarzenia. Aha – dziwna sprawa, ale bardzo dobrze kojarzyli rowniez naszych znanych rezyserow: Wajde i Kieslowskiego.&lt;br /&gt;- najdziwniejsza sprawa to to, ze prawie wszyscy Iranczycy maja jakies sekrety, ktorymi spoko sie dziela z nami, ale kryja przed wladza, sasiadami czy rodzina np: ze maja dziewczyne lub chlopaka, ze pija alkohol, ze jedli wieprzowine, ze nie sa bardzo wierzacy, ze uprawiaja sex przed slubem. Doslownie tak jakby prowadzili dwa zycia: jedno oficjalne, a drugie prywatne, ale totalnie rozne od tego poprzedniego. Wydaje mi sie, ze jest to podobna sytuacja do tego co bylo u nas za czasow komunizmu (chociaz sam tego nie pamietam)&lt;br /&gt;- jesli chodzi o jedzenie to w restaurcjach rzadzi kebab, ale nie w takiej ilosci odmian jak w Turcji. Bylismy juz mocno zmeczeni ta jednostajnoscia, dopiero w Shiraz, gdy trafilismy do iranskiej rodziny okazalo sie, ze w domu przyrzadzaja bardzo dobre i roznorodne jedzenia. &lt;br /&gt;- zauwazylismy rowniez jak bardzo ludzie tesknia do kontaktu z inna osoba - w innych krajach normalne jest, ze idzie sie z dziewczyna za reke lub ja sie obejmuje – tu w Iranie, gdzie okazywanie uczuc publicznie wobec kobiet jest zakazane widywalismy cos co nas niezle „zbijalo z pantałyku” – np dwaj chlopcy lub mezczyzni potrafili isc tak objeci lub trzymajac sie tak czule za rece, ze w kazdym kraju europejskim od razu wzieci by byli za gejow.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;edit:&lt;br /&gt;jeszcze takie ciekawostki nam sie przypomnialy odnosnie Iranu i podrozowania:&lt;br /&gt;- w autobusie kierowca i jego pomagierzy sa "panami i wladcami", moga Cie przesadzic gdzie chca, moga Ci dac picie i ciastka (ktore zazwyczaj sa w cenie biletu) badz nie, a przede wszystkim decyduja, kiedy autobus sie zatrzyma. niestety zazwyczaj bywalo tak, ze na 7dmio godzinna podroz autobus zatrzymywal sie tylko raz i to po 6,5 godzinie (albo w ogole). generalnie zeby podrozowac w Iranie trzeba miec mocny pecherz i zalatwic wszystkie potrzeby przed wejsciem do autobusu.&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/5360692068899110733-1463677302320701673?l=mariuszch.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;</content><link rel='replies' type='application/atom+xml' href='http://mariuszch.blogspot.com/feeds/1463677302320701673/comments/default' title='Komentarze do posta'/><link rel='replies' type='text/html' href='http://www.blogger.com/comment.g?blogID=5360692068899110733&amp;postID=1463677302320701673' title='Komentarze (0)'/><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/5360692068899110733/posts/default/1463677302320701673'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/5360692068899110733/posts/default/1463677302320701673'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://mariuszch.blogspot.com/2009/07/1807-2007-iran-bandar-abas-zahedan.html' title='[18.07.-20.07. Iran] Bandar Abas, Zahedan – „skucha” z Omanem i nagla zmiana planow.'/><author><name>camer</name><uri>http://www.blogger.com/profile/10716862559304391619</uri><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='16' height='16' src='http://img2.blogblog.com/img/b16-rounded.gif'/></author><thr:total>0</thr:total></entry><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-5360692068899110733.post-2255509160217834428</id><published>2009-07-26T09:44:00.001-07:00</published><updated>2009-07-27T08:03:04.898-07:00</updated><title type='text'>[15.07.-17.07. Iran] Shiraz – „proper sightseeing” thanks to our hosts :).</title><content type='html'>&lt;a onblur="try {parent.deselectBloggerImageGracefully();} catch(e) {}" href="http://3.bp.blogspot.com/_8nGKW0bDeJo/Sm3BlM1Pt1I/AAAAAAAAATk/1IqPzLA6U5Y/s1600-h/P1000186.JPG"&gt;&lt;img style="float:left; margin:0 10px 10px 0;cursor:pointer; cursor:hand;width: 200px; height: 150px;" src="http://3.bp.blogspot.com/_8nGKW0bDeJo/Sm3BlM1Pt1I/AAAAAAAAATk/1IqPzLA6U5Y/s200/P1000186.JPG" border="0" alt=""id="BLOGGER_PHOTO_ID_5363155576112002898" /&gt;&lt;/a&gt;&lt;br /&gt;&lt;a onblur="try {parent.deselectBloggerImageGracefully();} catch(e) {}" href="http://1.bp.blogspot.com/_8nGKW0bDeJo/Sm3BkyiW03I/AAAAAAAAATc/oa4V4zxlQCI/s1600-h/P1000191.JPG"&gt;&lt;img style="float:left; margin:0 10px 10px 0;cursor:pointer; cursor:hand;width: 200px; height: 150px;" src="http://1.bp.blogspot.com/_8nGKW0bDeJo/Sm3BkyiW03I/AAAAAAAAATc/oa4V4zxlQCI/s200/P1000191.JPG" border="0" alt=""id="BLOGGER_PHOTO_ID_5363155569053455218" /&gt;&lt;/a&gt;&lt;br /&gt;&lt;a onblur="try {parent.deselectBloggerImageGracefully();} catch(e) {}" href="http://2.bp.blogspot.com/_8nGKW0bDeJo/Sm3Bkb7Nm_I/AAAAAAAAATU/6KsPRMzMW7w/s1600-h/P1000196.JPG"&gt;&lt;img style="float:left; margin:0 10px 10px 0;cursor:pointer; cursor:hand;width: 200px; height: 150px;" src="http://2.bp.blogspot.com/_8nGKW0bDeJo/Sm3Bkb7Nm_I/AAAAAAAAATU/6KsPRMzMW7w/s200/P1000196.JPG" border="0" alt=""id="BLOGGER_PHOTO_ID_5363155562983693298" /&gt;&lt;/a&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;a onblur="try {parent.deselectBloggerImageGracefully();} catch(e) {}" href="http://3.bp.blogspot.com/_8nGKW0bDeJo/Sm3Ab9QwCmI/AAAAAAAAATM/29jDhyMWrjQ/s1600-h/P1000207.JPG"&gt;&lt;img style="float:left; margin:0 10px 10px 0;cursor:pointer; cursor:hand;width: 200px; height: 150px;" src="http://3.bp.blogspot.com/_8nGKW0bDeJo/Sm3Ab9QwCmI/AAAAAAAAATM/29jDhyMWrjQ/s200/P1000207.JPG" border="0" alt=""id="BLOGGER_PHOTO_ID_5363154317801949794" /&gt;&lt;/a&gt;&lt;br /&gt;&lt;a onblur="try {parent.deselectBloggerImageGracefully();} catch(e) {}" href="http://1.bp.blogspot.com/_8nGKW0bDeJo/Sm3Abjh7UdI/AAAAAAAAATE/aE9p3FUGmrw/s1600-h/P1000221.JPG"&gt;&lt;img style="float:left; margin:0 10px 10px 0;cursor:pointer; cursor:hand;width: 150px; height: 200px;" src="http://1.bp.blogspot.com/_8nGKW0bDeJo/Sm3Abjh7UdI/AAAAAAAAATE/aE9p3FUGmrw/s200/P1000221.JPG" border="0" alt=""id="BLOGGER_PHOTO_ID_5363154310894670290" /&gt;&lt;/a&gt;&lt;br /&gt;&lt;a onblur="try {parent.deselectBloggerImageGracefully();} catch(e) {}" href="http://2.bp.blogspot.com/_8nGKW0bDeJo/Sm3AbXI57RI/AAAAAAAAAS8/iLPdfg4-FgM/s1600-h/P1000223.JPG"&gt;&lt;img style="float:left; margin:0 10px 10px 0;cursor:pointer; cursor:hand;width: 200px; height: 150px;" src="http://2.bp.blogspot.com/_8nGKW0bDeJo/Sm3AbXI57RI/AAAAAAAAAS8/iLPdfg4-FgM/s200/P1000223.JPG" border="0" alt=""id="BLOGGER_PHOTO_ID_5363154307568495890" /&gt;&lt;/a&gt;&lt;br /&gt;&lt;a onblur="try {parent.deselectBloggerImageGracefully();} catch(e) {}" href="http://2.bp.blogspot.com/_8nGKW0bDeJo/Sm3AbOWCXKI/AAAAAAAAAS0/9Kn4nUwfzts/s1600-h/P1000239.JPG"&gt;&lt;img style="float:left; margin:0 10px 10px 0;cursor:pointer; cursor:hand;width: 200px; height: 150px;" src="http://2.bp.blogspot.com/_8nGKW0bDeJo/Sm3AbOWCXKI/AAAAAAAAAS0/9Kn4nUwfzts/s200/P1000239.JPG" border="0" alt=""id="BLOGGER_PHOTO_ID_5363154305207655586" /&gt;&lt;/a&gt;&lt;br /&gt;&lt;a onblur="try {parent.deselectBloggerImageGracefully();} catch(e) {}" href="http://2.bp.blogspot.com/_8nGKW0bDeJo/Sm3Aa5JHjgI/AAAAAAAAASs/ByrdRngGvvA/s1600-h/P1000240.JPG"&gt;&lt;img style="float:left; margin:0 10px 10px 0;cursor:pointer; cursor:hand;width: 200px; height: 150px;" src="http://2.bp.blogspot.com/_8nGKW0bDeJo/Sm3Aa5JHjgI/AAAAAAAAASs/ByrdRngGvvA/s200/P1000240.JPG" border="0" alt=""id="BLOGGER_PHOTO_ID_5363154299516325378" /&gt;&lt;/a&gt;&lt;br /&gt;Rano pospalismy troche na terminalu, potem poszlismy zadzownic do Ebrahima, ktory jako jedyny odpowiedzial na nasza prosbe. Okazalo sie, ze moze nas odebrac dopiero wieczorem, wiec uderzylismy do najblizszego parku, gdzie chcielismy odespac stracona noc. Pozniej okazalo, sie troche niefortunnie wybralismy miejsce, bo byla to jedna z niebezpieczniejszych miejscowek w miescie. Po paru godzinch wylegiwania sie podjechali do nas policjanci, ktorzy pomimo naszych oporow zawineli nas w poblize ich posterunku w parku, a tam przegonili z fajnie zacienionego miejsca lokalesow, rozlozyli nam kocyk, dali pic i kazali tutaj wypoczywac J. Wieczorem Ebrahim odebral nas z parku i od razu wzial sie ostro a nas tzn zapakowal nas do samochodu swojego kuzyna Yasyr’a i ruszylismy ogladac Shiraz noca. Dzieki temu, ze obaj posiadali spora wiedze o swoim miescie wypad byl bardzo ciekawy. Pozna noca pojechalismy do rodziny Yasyr’a i tam po krotkiej pogawedce z jego rodzicami udalismy sie spac. Nastepnego dnia rowniez mielismy napiety grafik, zwiedzilismy m.in. bazar, Citadel of Karim Khan oraz Persepolis – ruiny letniej rezydencji dawnych wladcow perskich. Wieczorem zjedlismy obiad u rodziny Yasyr’a, jego mama przygotowala specjalnie dla nas kilka tradycyjnych potraw iranskich, dzieki czemu odmienilismy swoje zdanie na temat perskiej kuchni – w zasadzie wszystkie danie byly przepyszne, tylko dlaczego oni jedza na podlodze siedzac w kucki – ałłła :P. Kolejnego dnia poznalismy brata Ebrahima – Mosen’a, ktory studiuje w Goeteborgu w Szwecji. Dzieki jego znajomosci naturalnych atrakcji w okolicach Shiraz ruszlismy rano nad wodospad, gdzie zrobilismy sobie krotki piknik. Pozniej powrocilismy do Shiraz, spotkalismy sie jeszcze z dwiema rodzinami iranskimi, nastepnie wieczorem udalismy sie na terminal, gdyz kolejnym naszym przystankiem mial byc Bandar Abas.&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/5360692068899110733-2255509160217834428?l=mariuszch.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;</content><link rel='replies' type='application/atom+xml' href='http://mariuszch.blogspot.com/feeds/2255509160217834428/comments/default' title='Komentarze do posta'/><link rel='replies' type='text/html' href='http://www.blogger.com/comment.g?blogID=5360692068899110733&amp;postID=2255509160217834428' title='Komentarze (1)'/><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/5360692068899110733/posts/default/2255509160217834428'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/5360692068899110733/posts/default/2255509160217834428'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://mariuszch.blogspot.com/2009/07/1507-1707-iran-shiraz-proper.html' title='[15.07.-17.07. Iran] Shiraz – „proper sightseeing” thanks to our hosts :).'/><author><name>camer</name><uri>http://www.blogger.com/profile/10716862559304391619</uri><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='16' height='16' src='http://img2.blogblog.com/img/b16-rounded.gif'/></author><media:thumbnail xmlns:media='http://search.yahoo.com/mrss/' url='http://3.bp.blogspot.com/_8nGKW0bDeJo/Sm3BlM1Pt1I/AAAAAAAAATk/1IqPzLA6U5Y/s72-c/P1000186.JPG' height='72' width='72'/><thr:total>1</thr:total></entry><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-5360692068899110733.post-1373880627954872689</id><published>2009-07-26T09:43:00.001-07:00</published><updated>2009-07-27T07:53:03.135-07:00</updated><title type='text'>[10.07.-14.07. Iran] Esfahan – Iranczycy, Polacy, Chinka z Hongkongu, Holendrzy i 3dniowy maraton z bimbrem [jupi]!!</title><content type='html'>&lt;a onblur="try {parent.deselectBloggerImageGracefully();} catch(e) {}" href="http://4.bp.blogspot.com/_8nGKW0bDeJo/Sm2_OL1sCcI/AAAAAAAAASk/6lOFFonR_Bs/s1600-h/P1000064.JPG"&gt;&lt;img style="float:left; margin:0 10px 10px 0;cursor:pointer; cursor:hand;width: 200px; height: 150px;" src="http://4.bp.blogspot.com/_8nGKW0bDeJo/Sm2_OL1sCcI/AAAAAAAAASk/6lOFFonR_Bs/s200/P1000064.JPG" border="0" alt=""id="BLOGGER_PHOTO_ID_5363152981685176770" /&gt;&lt;/a&gt;&lt;br /&gt;&lt;a onblur="try {parent.deselectBloggerImageGracefully();} catch(e) {}" href="http://2.bp.blogspot.com/_8nGKW0bDeJo/Sm2_N3nHGbI/AAAAAAAAASc/wxJfFwVzrmY/s1600-h/P1000081.JPG"&gt;&lt;img style="float:left; margin:0 10px 10px 0;cursor:pointer; cursor:hand;width: 200px; height: 150px;" src="http://2.bp.blogspot.com/_8nGKW0bDeJo/Sm2_N3nHGbI/AAAAAAAAASc/wxJfFwVzrmY/s200/P1000081.JPG" border="0" alt=""id="BLOGGER_PHOTO_ID_5363152976255326642" /&gt;&lt;/a&gt;&lt;br /&gt;&lt;a onblur="try {parent.deselectBloggerImageGracefully();} catch(e) {}" href="http://2.bp.blogspot.com/_8nGKW0bDeJo/Sm2_Nr68QlI/AAAAAAAAASU/v5MwdTwTUd4/s1600-h/P1000116.JPG"&gt;&lt;img style="float:left; margin:0 10px 10px 0;cursor:pointer; cursor:hand;width: 200px; height: 150px;" src="http://2.bp.blogspot.com/_8nGKW0bDeJo/Sm2_Nr68QlI/AAAAAAAAASU/v5MwdTwTUd4/s200/P1000116.JPG" border="0" alt=""id="BLOGGER_PHOTO_ID_5363152973117276754" /&gt;&lt;/a&gt;&lt;br /&gt;&lt;a onblur="try {parent.deselectBloggerImageGracefully();} catch(e) {}" href="http://1.bp.blogspot.com/_8nGKW0bDeJo/Sm2_NS4grLI/AAAAAAAAASM/2KSXVJcnzM8/s1600-h/P1000154.JPG"&gt;&lt;img style="float:left; margin:0 10px 10px 0;cursor:pointer; cursor:hand;width: 200px; height: 150px;" src="http://1.bp.blogspot.com/_8nGKW0bDeJo/Sm2_NS4grLI/AAAAAAAAASM/2KSXVJcnzM8/s200/P1000154.JPG" border="0" alt=""id="BLOGGER_PHOTO_ID_5363152966396193970" /&gt;&lt;/a&gt;&lt;br /&gt;&lt;a onblur="try {parent.deselectBloggerImageGracefully();} catch(e) {}" href="http://2.bp.blogspot.com/_8nGKW0bDeJo/Sm2_NGgWk-I/AAAAAAAAASE/EcqxopLp9Fw/s1600-h/P1000168.JPG"&gt;&lt;img style="float:left; margin:0 10px 10px 0;cursor:pointer; cursor:hand;width: 200px; height: 150px;" src="http://2.bp.blogspot.com/_8nGKW0bDeJo/Sm2_NGgWk-I/AAAAAAAAASE/EcqxopLp9Fw/s200/P1000168.JPG" border="0" alt=""id="BLOGGER_PHOTO_ID_5363152963073643490" /&gt;&lt;/a&gt;&lt;br /&gt;Z naszymi nowymi hostami Kahve i Taher’em byla ciekawa sprawa: niedawno jakis ich kuzyn naraił im podroznika z Polski, ktory pokazal im jak dziala CS. Chyba nie do konca zrozumieli i powysylali zaproszenia do wszystkich podroznikow plci zenskiej :D w Iranie m.in. rowniez do Olki. Tak sie zlozylo, ze w momencie kiedy my przyjechalismy odpowiedzialo im rowniez dwoje innych couchsurferow tak, ze mieli w sumie 5 osob do hostowania (jak w tytule). W koncu zalatwili sprawe w ten sposob, ze Hun (Chinka) i my spalismy w jednym pokoju, oni w drugim, a Holendrzy poszli do rodzicow Kahve. Jesli chodzi o czas spedzony u nich to byly to najweselej spedzone 4 dni w Iranie, cos tam niby zwiedzalismy, ale jak to my, poszlismy na zabytki glownie po to, zeby „uspokoic sumienie”, a wlasciwa zabawa zaczynala sie wieczorami – nasi hosci prawie codzinnie zapraszali nowe osoby, ktore chcialy nas poznac i na kazdy wieczor mieli przygotowane 2l bimbru armenskiej produkcji, ktory bardzo poprawial atmosfere imprezek. Kahve byl bardzo zadowolony, ze spotkal w koncu osobe z ktora mogl pic do rana (mowil, ze iranczycy bardzo szybko wymiekaja), natomiast Taher, ktory swietnie mowil po angielsku wyklarowal nam bardzo duzo spraw zwiazanych z Iranem i ludzmi z tego kraju. Poza tym dowiedzielismy sie troche o Chinach i Hongkongu od Hun, ktora okazala sie rowniez interesujaca i pelna tajemnic osoba ;).  Niestety okres waznosci naszej wizy iranskiej nieublaganie zblizal sie do konca i trzeba bylo sie zegnac. Mielismy jechac do Yazd, ale majac jeszcze w pamieci wpadke w Kashan w drodze na terminal zmienilismy decyzje i postanowilismy ruszac do Shiraz, gdzie rowniez mielismy kontakt do hosta z CS. Troche nie zgralismy sobie autobusu i musielismy poczekac pare godzin na terminalu w Esfahanie, ale nalezlismy dobra miejscowke z gniazdkiem i spedzilismy ten czas ogladajac film „Taken” na naszym lapku. Pozniej wsiedlismy w nocny autobus do Shiraz, tak, ze nad ranem ok 5tej bylismy na miejscu.&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/5360692068899110733-1373880627954872689?l=mariuszch.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;</content><link rel='replies' type='application/atom+xml' href='http://mariuszch.blogspot.com/feeds/1373880627954872689/comments/default' title='Komentarze do posta'/><link rel='replies' type='text/html' href='http://www.blogger.com/comment.g?blogID=5360692068899110733&amp;postID=1373880627954872689' title='Komentarze (0)'/><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/5360692068899110733/posts/default/1373880627954872689'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/5360692068899110733/posts/default/1373880627954872689'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://mariuszch.blogspot.com/2009/07/1007-1407-iran-esfahan-iranczycy-polacy.html' title='[10.07.-14.07. Iran] Esfahan – Iranczycy, Polacy, Chinka z Hongkongu, Holendrzy i 3dniowy maraton z bimbrem [jupi]!!'/><author><name>camer</name><uri>http://www.blogger.com/profile/10716862559304391619</uri><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='16' height='16' src='http://img2.blogblog.com/img/b16-rounded.gif'/></author><media:thumbnail xmlns:media='http://search.yahoo.com/mrss/' url='http://4.bp.blogspot.com/_8nGKW0bDeJo/Sm2_OL1sCcI/AAAAAAAAASk/6lOFFonR_Bs/s72-c/P1000064.JPG' height='72' width='72'/><thr:total>0</thr:total></entry><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-5360692068899110733.post-9148621751647064452</id><published>2009-07-26T09:41:00.001-07:00</published><updated>2009-07-27T07:47:02.786-07:00</updated><title type='text'>[9.07. Iran] Kashan – ósmy cud swiata wg iranczykow czyli wypierdkowo ;)</title><content type='html'>&lt;a onblur="try {parent.deselectBloggerImageGracefully();} catch(e) {}" href="http://4.bp.blogspot.com/_8nGKW0bDeJo/Sm29z3S1nNI/AAAAAAAAAR8/aPINqKK8tG0/s1600-h/P1000036.JPG"&gt;&lt;img style="float:left; margin:0 10px 10px 0;cursor:pointer; cursor:hand;width: 150px; height: 200px;" src="http://4.bp.blogspot.com/_8nGKW0bDeJo/Sm29z3S1nNI/AAAAAAAAAR8/aPINqKK8tG0/s200/P1000036.JPG" border="0" alt=""id="BLOGGER_PHOTO_ID_5363151429982067922" /&gt;&lt;/a&gt;&lt;br /&gt;&lt;a onblur="try {parent.deselectBloggerImageGracefully();} catch(e) {}" href="http://1.bp.blogspot.com/_8nGKW0bDeJo/Sm29zdkUmXI/AAAAAAAAAR0/WFnv2fl7skg/s1600-h/P1000043.JPG"&gt;&lt;img style="float:left; margin:0 10px 10px 0;cursor:pointer; cursor:hand;width: 150px; height: 200px;" src="http://1.bp.blogspot.com/_8nGKW0bDeJo/Sm29zdkUmXI/AAAAAAAAAR0/WFnv2fl7skg/s200/P1000043.JPG" border="0" alt=""id="BLOGGER_PHOTO_ID_5363151423076079986" /&gt;&lt;/a&gt;&lt;br /&gt;&lt;a onblur="try {parent.deselectBloggerImageGracefully();} catch(e) {}" href="http://2.bp.blogspot.com/_8nGKW0bDeJo/Sm29y84fXRI/AAAAAAAAARs/TkArmZZoAns/s1600-h/P1000048.JPG"&gt;&lt;img style="float:left; margin:0 10px 10px 0;cursor:pointer; cursor:hand;width: 150px; height: 200px;" src="http://2.bp.blogspot.com/_8nGKW0bDeJo/Sm29y84fXRI/AAAAAAAAARs/TkArmZZoAns/s200/P1000048.JPG" border="0" alt=""id="BLOGGER_PHOTO_ID_5363151414302301458" /&gt;&lt;/a&gt;&lt;br /&gt;&lt;a onblur="try {parent.deselectBloggerImageGracefully();} catch(e) {}" href="http://4.bp.blogspot.com/_8nGKW0bDeJo/Sm29yr92TeI/AAAAAAAAARk/3ony8zc1_-s/s1600-h/P1000050.JPG"&gt;&lt;img style="float:left; margin:0 10px 10px 0;cursor:pointer; cursor:hand;width: 150px; height: 200px;" src="http://4.bp.blogspot.com/_8nGKW0bDeJo/Sm29yr92TeI/AAAAAAAAARk/3ony8zc1_-s/s200/P1000050.JPG" border="0" alt=""id="BLOGGER_PHOTO_ID_5363151409761373666" /&gt;&lt;/a&gt;&lt;br /&gt;&lt;a onblur="try {parent.deselectBloggerImageGracefully();} catch(e) {}" href="http://1.bp.blogspot.com/_8nGKW0bDeJo/Sm29yCjlpqI/AAAAAAAAARc/Npuh0QuW45Q/s1600-h/P1000057.JPG"&gt;&lt;img style="float:left; margin:0 10px 10px 0;cursor:pointer; cursor:hand;width: 200px; height: 150px;" src="http://1.bp.blogspot.com/_8nGKW0bDeJo/Sm29yCjlpqI/AAAAAAAAARc/Npuh0QuW45Q/s200/P1000057.JPG" border="0" alt=""id="BLOGGER_PHOTO_ID_5363151398645376674" /&gt;&lt;/a&gt;&lt;br /&gt;Pelni obaw jechalismy do kolejnej super atrakcyjnej miejscowosci – Kashan. Juz troche oswoilismy sie z tym, ze trzeba inna miarke przykladac do Iranu niz np do Turcji, ze budynki-zabytki sa mniej okazale, ale po dojechaniu na miejsce znowu sie rozczarowalismy. Miasto przypominalo nasze prowincjonalne miasteczka, tylko zabudowa byla biedniejsza, niektore atrakcje (jak historical houses po prostu przegapilismy, bo nie za bardzo sie wyroznialy) inne jak Fin Garden czyli ogrody jakiegos tam szacha obejrzelismy i utkwily nam w pamieci, bo uratowaly nas toaletą :P. Moze z racji tego, ze jednak bardziej lubimy atrakcje przyrodnicze jakos totalnie te iranskie zabytki do nas nie docieraja. Jedynie co ratuje ten kraj w naszych oczach to niewykle mili i pomocni ludzie, np w Kashanie pewien starszy Pan najpierw dal nam bilety na autobus, potem jeszcze pobiegl kupic dla nas opalana kolbe kukurydzy i o malo nie spoznil sie przez to na autobus. &lt;br /&gt;Jako ze mielismy juz nagrana miejscowke w Esfahanie, nastepnego dnia wypalilismy z tego „przepieknego” miasta z samego rana :D.&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/5360692068899110733-9148621751647064452?l=mariuszch.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;</content><link rel='replies' type='application/atom+xml' href='http://mariuszch.blogspot.com/feeds/9148621751647064452/comments/default' title='Komentarze do posta'/><link rel='replies' type='text/html' href='http://www.blogger.com/comment.g?blogID=5360692068899110733&amp;postID=9148621751647064452' title='Komentarze (0)'/><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/5360692068899110733/posts/default/9148621751647064452'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/5360692068899110733/posts/default/9148621751647064452'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://mariuszch.blogspot.com/2009/07/907-iran-kashan-osmy-cud-swiata-wg.html' title='[9.07. Iran] Kashan – ósmy cud swiata wg iranczykow czyli wypierdkowo ;)'/><author><name>camer</name><uri>http://www.blogger.com/profile/10716862559304391619</uri><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='16' height='16' src='http://img2.blogblog.com/img/b16-rounded.gif'/></author><media:thumbnail xmlns:media='http://search.yahoo.com/mrss/' url='http://4.bp.blogspot.com/_8nGKW0bDeJo/Sm29z3S1nNI/AAAAAAAAAR8/aPINqKK8tG0/s72-c/P1000036.JPG' height='72' width='72'/><thr:total>0</thr:total></entry><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-5360692068899110733.post-3308664974692815557</id><published>2009-07-26T09:39:00.000-07:00</published><updated>2009-07-26T09:40:14.242-07:00</updated><title type='text'>[7.07.-8.07. Iran] „Zaćmiony” Teheran i walka o riale, wize indyjska i nowy aparat.</title><content type='html'>Nastepnego dnia ruszylismy po odbior wizy indyjskiej, ale okazalo sie, ze w zwiazku z zanieczyszczonym przez kurz powietrzem wszystkie instytucje panstwowe (wlacznie z bankami) maja wolne, a my w portfelu mielismy tylko 1000 R (a do oplacania jeszcze koszt wiz czyli po 390 000 R na glowe). Najpierw dowiedzielismy sie, czy wizy sa gotowe – po drobnym zamieszaniu i interwencji naszego juz znajomego sekretarza Gangesza – okazalo sie, ze tylko musimy wplacic kase i mamy wize. No i zonk – co tu robic i skad wziac riale. Bylismy zmuszeni wymienic $ w kantorze, chyba po wzglednie dobrym kursie i szybko udalismy sie do ambasady po paszporty. Tuz przed zamkniciem ambasady trzymalismy je w rekach i rozkoszowalismy sie widokiem wizy indyjskiem waznej 6 miesiecy (niestety) od daty wystawienia czyli 7.07. do 1.07. Troche to skomplikowalo nam plany, bo chcielismy miec wize do troche pozniejszego terminu, gdyz Nowy Rok zamierzamy spedzic na Andamanach i przy obecnym ukladzie wychodzi na to, ze trzeba bedzie sie stamtad szybko zabierac (lub przedluzac wize) – zobaczymy jak to bedzie. Nastepnego dnia wypuscilem sie na miasto w poszukiwaniu nowego aparatu, kupilem tej samej firmy (Panasonic Lumix) tylko troche nizszy model, bo niestety w zwiazku ze stratami finanasowymi, nie moglismy sobie pozwolic na szalenstwa. Olka zrobila podsumowanie naszego dotychczasowego pobytu w Iranie (nie uwzgledniajac rzeczy „extra” typu aparat, wizy, kosmetyki – tylko samo zycie) i wyszlo, ze trzymamy sie na poziomie 30 PLN dziennie na osobe – niezle. Do konca dnia sie juz tylko byczylismy, a nastepnego mielismy jechac do Kashan.&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/5360692068899110733-3308664974692815557?l=mariuszch.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;</content><link rel='replies' type='application/atom+xml' href='http://mariuszch.blogspot.com/feeds/3308664974692815557/comments/default' title='Komentarze do posta'/><link rel='replies' type='text/html' href='http://www.blogger.com/comment.g?blogID=5360692068899110733&amp;postID=3308664974692815557' title='Komentarze (0)'/><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/5360692068899110733/posts/default/3308664974692815557'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/5360692068899110733/posts/default/3308664974692815557'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://mariuszch.blogspot.com/2009/07/707-807-iran-zacmiony-teheran-i-walka-o.html' title='[7.07.-8.07. Iran] „Zaćmiony” Teheran i walka o riale, wize indyjska i nowy aparat.'/><author><name>camer</name><uri>http://www.blogger.com/profile/10716862559304391619</uri><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='16' height='16' src='http://img2.blogblog.com/img/b16-rounded.gif'/></author><thr:total>0</thr:total></entry><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-5360692068899110733.post-6424460461899404662</id><published>2009-07-26T09:38:00.001-07:00</published><updated>2009-07-27T07:43:19.376-07:00</updated><title type='text'>[5.07.-6.07. Iran] Damavand – trekking</title><content type='html'>&lt;a onblur="try {parent.deselectBloggerImageGracefully();} catch(e) {}" href="http://4.bp.blogspot.com/_8nGKW0bDeJo/Sm2847E9zBI/AAAAAAAAARU/0OrWi4kDrJg/s1600-h/SNC00232.jpg"&gt;&lt;img style="float:left; margin:0 10px 10px 0;cursor:pointer; cursor:hand;width: 200px; height: 150px;" src="http://4.bp.blogspot.com/_8nGKW0bDeJo/Sm2847E9zBI/AAAAAAAAARU/0OrWi4kDrJg/s200/SNC00232.jpg" border="0" alt=""id="BLOGGER_PHOTO_ID_5363150417385344018" /&gt;&lt;/a&gt;&lt;br /&gt;&lt;a onblur="try {parent.deselectBloggerImageGracefully();} catch(e) {}" href="http://1.bp.blogspot.com/_8nGKW0bDeJo/Sm284q1vIpI/AAAAAAAAARM/lOAmC5DE4fs/s1600-h/SNC00239.jpg"&gt;&lt;img style="float:left; margin:0 10px 10px 0;cursor:pointer; cursor:hand;width: 150px; height: 200px;" src="http://1.bp.blogspot.com/_8nGKW0bDeJo/Sm284q1vIpI/AAAAAAAAARM/lOAmC5DE4fs/s200/SNC00239.jpg" border="0" alt=""id="BLOGGER_PHOTO_ID_5363150413026501266" /&gt;&lt;/a&gt;&lt;br /&gt;&lt;a onblur="try {parent.deselectBloggerImageGracefully();} catch(e) {}" href="http://3.bp.blogspot.com/_8nGKW0bDeJo/Sm284Y_isaI/AAAAAAAAARE/mZtNbGInLgQ/s1600-h/SNC00241.jpg"&gt;&lt;img style="float:left; margin:0 10px 10px 0;cursor:pointer; cursor:hand;width: 150px; height: 200px;" src="http://3.bp.blogspot.com/_8nGKW0bDeJo/Sm284Y_isaI/AAAAAAAAARE/mZtNbGInLgQ/s200/SNC00241.jpg" border="0" alt=""id="BLOGGER_PHOTO_ID_5363150408235790754" /&gt;&lt;/a&gt;&lt;br /&gt;&lt;a onblur="try {parent.deselectBloggerImageGracefully();} catch(e) {}" href="http://2.bp.blogspot.com/_8nGKW0bDeJo/Sm284NR6cyI/AAAAAAAAAQ8/llLx3kE2ZF8/s1600-h/SNC00243.jpg"&gt;&lt;img style="float:left; margin:0 10px 10px 0;cursor:pointer; cursor:hand;width: 150px; height: 200px;" src="http://2.bp.blogspot.com/_8nGKW0bDeJo/Sm284NR6cyI/AAAAAAAAAQ8/llLx3kE2ZF8/s200/SNC00243.jpg" border="0" alt=""id="BLOGGER_PHOTO_ID_5363150405091619618" /&gt;&lt;/a&gt;&lt;br /&gt;&lt;a onblur="try {parent.deselectBloggerImageGracefully();} catch(e) {}" href="http://3.bp.blogspot.com/_8nGKW0bDeJo/Sm283gFBMWI/AAAAAAAAAQ0/KqcvOWYIlJ8/s1600-h/SNC00245.jpg"&gt;&lt;img style="float:left; margin:0 10px 10px 0;cursor:pointer; cursor:hand;width: 150px; height: 200px;" src="http://3.bp.blogspot.com/_8nGKW0bDeJo/Sm283gFBMWI/AAAAAAAAAQ0/KqcvOWYIlJ8/s200/SNC00245.jpg" border="0" alt=""id="BLOGGER_PHOTO_ID_5363150392957940066" /&gt;&lt;/a&gt;&lt;br /&gt;Wyruszlismy rano majac wizje przejscia na piechote okolo 15tu km, ale udalo nam sie zlapac stopa (w Iranie!!) ktory nas podwiozl pod drozke prowadzaca na szczyt Damavand. Okazalo sie, ze to nie byla dobra droga, ale nam to nie przeszkadzalo, bo naszym celem nie bylo zdobycie szczytu tylko polazenie sobie po okolicach i przespanie sie pod namiotem w gorach. Pierwszego dnia mielismy super widoki na szczyt (drugiego dnia slonce i powietrze byly jakby przycmione, bo przywialo jakis kurz znad pustyn w Iraku i Arabii Saud), znalezlismy tez fajna miejscowke pod namiot (na wysokosci ok 3000 mnpm), jedynym naszym problemem byl brak wody, bo juz nam sie konczyla. Okazalo sie jednak, ze w dzien bylo tak goraco, ze stopil sie lod w gorach i niedaleko zaczela plynac mini rzeczka z troche brazowa woda, ale nie grymasilismy tylko napelnilismy butelke, wrzucilismy tabletke odkazajaca i bylismy happy, ze jestesmy zabezpieczeni. Rano ruszylismy dalej w gore, zeby sprobowac odnalezc wode lepszej jakosci. Zajelo nam to okolo pol dnia, musielismy wejsc na wys 3500 mnpm, przy okazji wykapalismy sie przy mini wodospadzie, potem znalezlismy gruntowa droge w dol i zaczeslimy schodzic, ale znowu trafil nam sie stop, ktory zabral nas do samego Polur. Po drodze poznalismy iranczykow, ktorzy w Polur zalatwili nam szybko autobus ze znizka (zamiast 40000 na glowe zaplacilismy 25000 Riali) i wieczorem dotarlismy do naszego hosta w Teheranie.&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/5360692068899110733-6424460461899404662?l=mariuszch.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;</content><link rel='replies' type='application/atom+xml' href='http://mariuszch.blogspot.com/feeds/6424460461899404662/comments/default' title='Komentarze do posta'/><link rel='replies' type='text/html' href='http://www.blogger.com/comment.g?blogID=5360692068899110733&amp;postID=6424460461899404662' title='Komentarze (0)'/><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/5360692068899110733/posts/default/6424460461899404662'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/5360692068899110733/posts/default/6424460461899404662'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://mariuszch.blogspot.com/2009/07/507-607-iran-damavand-trekking.html' title='[5.07.-6.07. Iran] Damavand – trekking'/><author><name>camer</name><uri>http://www.blogger.com/profile/10716862559304391619</uri><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='16' height='16' src='http://img2.blogblog.com/img/b16-rounded.gif'/></author><media:thumbnail xmlns:media='http://search.yahoo.com/mrss/' url='http://4.bp.blogspot.com/_8nGKW0bDeJo/Sm2847E9zBI/AAAAAAAAARU/0OrWi4kDrJg/s72-c/SNC00232.jpg' height='72' width='72'/><thr:total>0</thr:total></entry><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-5360692068899110733.post-5278596249098921678</id><published>2009-07-26T09:37:00.001-07:00</published><updated>2009-07-27T07:35:25.638-07:00</updated><title type='text'>[3.07.-6.07. Iran] "Trekking" i inne atrakcje w okolicach Damavand</title><content type='html'>&lt;a onblur="try {parent.deselectBloggerImageGracefully();} catch(e) {}" href="http://2.bp.blogspot.com/_8nGKW0bDeJo/Sm26UiSsv9I/AAAAAAAAAQs/ZwPtMyQrFy4/s1600-h/SNC00219.jpg"&gt;&lt;img style="float:left; margin:0 10px 10px 0;cursor:pointer; cursor:hand;width: 150px; height: 200px;" src="http://2.bp.blogspot.com/_8nGKW0bDeJo/Sm26UiSsv9I/AAAAAAAAAQs/ZwPtMyQrFy4/s200/SNC00219.jpg" border="0" alt=""id="BLOGGER_PHOTO_ID_5363147593233514450" /&gt;&lt;/a&gt;&lt;br /&gt;&lt;a onblur="try {parent.deselectBloggerImageGracefully();} catch(e) {}" href="http://1.bp.blogspot.com/_8nGKW0bDeJo/Sm26UtNvTQI/AAAAAAAAAQk/_CECVf28Lm0/s1600-h/SNC00220.jpg"&gt;&lt;img style="float:left; margin:0 10px 10px 0;cursor:pointer; cursor:hand;width: 200px; height: 150px;" src="http://1.bp.blogspot.com/_8nGKW0bDeJo/Sm26UtNvTQI/AAAAAAAAAQk/_CECVf28Lm0/s200/SNC00220.jpg" border="0" alt=""id="BLOGGER_PHOTO_ID_5363147596165500162" /&gt;&lt;/a&gt;&lt;br /&gt;&lt;a onblur="try {parent.deselectBloggerImageGracefully();} catch(e) {}" href="http://4.bp.blogspot.com/_8nGKW0bDeJo/Sm26UfXPdII/AAAAAAAAAQc/RgY82Aqxjq0/s1600-h/SNC00223.jpg"&gt;&lt;img style="float:left; margin:0 10px 10px 0;cursor:pointer; cursor:hand;width: 200px; height: 150px;" src="http://4.bp.blogspot.com/_8nGKW0bDeJo/Sm26UfXPdII/AAAAAAAAAQc/RgY82Aqxjq0/s200/SNC00223.jpg" border="0" alt=""id="BLOGGER_PHOTO_ID_5363147592447259778" /&gt;&lt;/a&gt;&lt;br /&gt;&lt;a onblur="try {parent.deselectBloggerImageGracefully();} catch(e) {}" href="http://2.bp.blogspot.com/_8nGKW0bDeJo/Sm26T2ePkoI/AAAAAAAAAQU/rwedC9cWGOU/s1600-h/SNC00228.jpg"&gt;&lt;img style="float:left; margin:0 10px 10px 0;cursor:pointer; cursor:hand;width: 150px; height: 200px;" src="http://2.bp.blogspot.com/_8nGKW0bDeJo/Sm26T2ePkoI/AAAAAAAAAQU/rwedC9cWGOU/s200/SNC00228.jpg" border="0" alt=""id="BLOGGER_PHOTO_ID_5363147581470773890" /&gt;&lt;/a&gt;&lt;br /&gt;Przy pakowaniu się w góry uświadomiłem sobie straszna rzecz-gdzieś posialem kasę w walutach którą miałem przygotowana na iran (tak na oko około 2000pln). Ale nie była to ostatnia że złych wiadomości tego dnia: najpierw musieliśmy poczekać na dworcu parę godzin na autobus do miejscowości Polur, a potem okazało się że zgubilismy aparat Olki (ze zdjęciami z dotychczasowej trasy w Iranie). Taki jakiś pechowy dzień. Myśleliśmy że się skończy już bez kolejnych niespodzianek, ale jeszcze czekało nas spotkanie z policja w Polur gdzie dotarliśmy ok 1szej w nocy. &lt;br /&gt;Z autobusu wysiedlismy na stacji benzynowej w Polur i zaraz podjechala do nas policja. Poprosili o paszporty i kazali wsiadac do samochodu. Zapytali nas gdzie chcemy jechac (podalismy na odczepnego jezioro Lar blisko gory Damavand) i zaraz ruszylismy. Probowalismy sie dowiedziec gdzie nas wioza, ale mowili bardzo slabo po angielsku. W pewnym momencie zapytali sie, czy chcemy przenocowac na kempingu dla wchodzacych na szczyt, ale my twardo mowilismy, ze szukamy miejsca gdzies w dziczy zeby rozbic namiot i tam przespac sie, bez placenia za to kasy. Jak tylko to uslyszeli ruszylismy dalej. Jako ze dalej nie wiedzielismy gdzie nas wioza i nie bylo jak sie dogadac co planuja postanowilismy zobaczyc po prostu co z tego wyniknie. Po 10ciu minutach jazdy zatrzymali sie na chwile, jeden z policjantow kazal nam wysiadac i zaczal cos pokazywac mowiac „drugs, mafia, drugs”. Okazalo sie ze pokazuje nam maki, z ktorych wyrabia sie narkotyki, a ta okolica usiana byla tymi kwiatami, w zwiazku z tym zachodzilo rowniez niebezpieczenstwo nadziania sie na zbieraczy tych kwiatkow. Abbas (tak sie nazywal jeden z policjantow) dodatkowo objasnil nam dokladnie jak i z ktorej czesci kwiatu wytwarza sie narkotyk. Pozniej znowu zapakowali nas do samochodu dalej wiezli gdzies na pustkowie. Po kolejnych 20tu minutach jazdy dotarlismy do jakiegos namiotu, ktory okazal sie letnim domem pszczelarza, ktory mial w poblizu okolo 20 uli. Policjanci obudzili go i kazali nam robic sie kolo niego, mowiac ze tu jest bezpiecznie. Abbas zadeklarowal, ze nastepnego dnia rano po nas przyjedzie i pojedziemy nad samo jezioro. Rano zjedlismy sniadanie z rodzina pszczelarza (z jego zona i 2k dzieci) – bialy ser i miod plus chlebki. Pozniej przyjechal policjant (juz cywilnym samochodem) i zabral nas do swoich znajomych „nomadow”, ktorzy rowniez zyli w namiotach i zajmowali sie wypasem owiec. Razem z jednym z nich zaliczylismy wycieczke motorem nad samo jezioro, w ktorym sie wykapalismy. Pozniej zjedlismy obiad u nomadow i Abbas odwiozl nas do namiotu pszczelarza (gdzie jeszcze zalaplismy sie na kolacje, na ktora dali pyszne jajka sadzone z pomidorami). W drodze do owczych „nomadow” mial miejsce przykry incydent, bo okazalo sie, ze Abbasowi chyba w glowce sie popierdolilo, ustawil sobie lusterko na Olke i zaczal najpierw puszczac jej porozumiewawcze oczka, a pozniej wysylac wirtualne pocalunki. Jako, ze Olka nie daje sobie w kasze dmuchac po paru minutach ignorowania go powiedziala mu wprost, zeby przestal to robic, bo jej sie to nie podoba. Goscio wyluzowal i potem bylo juz ok, ale jak tylko odstawil nas do pszczelarza powiedzial, ze musi jechac sluzbowo do Teheranu i juz sie nie zobaczymy (a rano jeszcze deklarowal, ze zaprasza nas na wieczor do swojej rodziny). Nam to bylo na reke, bo nastepnego dnia zaplanowalismy trekking w okolicach Damavand. Rano wstalismy wczesnie i oczywiscie zalapalismy sie na sniadanie u pszczelarza,  tym razem byl ser + swiezy miod razem z plastrami – yyyy chyba wosku (ojciec-pszczelarz zabije mnie po powrocie za te braki w wyksztalceniu :D).&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/5360692068899110733-5278596249098921678?l=mariuszch.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;</content><link rel='replies' type='application/atom+xml' href='http://mariuszch.blogspot.com/feeds/5278596249098921678/comments/default' title='Komentarze do posta'/><link rel='replies' type='text/html' href='http://www.blogger.com/comment.g?blogID=5360692068899110733&amp;postID=5278596249098921678' title='Komentarze (0)'/><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/5360692068899110733/posts/default/5278596249098921678'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/5360692068899110733/posts/default/5278596249098921678'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://mariuszch.blogspot.com/2009/07/307-607-iran-trekking-i-inne-atrakcje-w.html' title='[3.07.-6.07. Iran] &quot;Trekking&quot; i inne atrakcje w okolicach Damavand'/><author><name>camer</name><uri>http://www.blogger.com/profile/10716862559304391619</uri><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='16' height='16' src='http://img2.blogblog.com/img/b16-rounded.gif'/></author><media:thumbnail xmlns:media='http://search.yahoo.com/mrss/' url='http://2.bp.blogspot.com/_8nGKW0bDeJo/Sm26UiSsv9I/AAAAAAAAAQs/ZwPtMyQrFy4/s72-c/SNC00219.jpg' height='72' width='72'/><thr:total>0</thr:total></entry><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-5360692068899110733.post-7474318783107096548</id><published>2009-07-26T09:32:00.000-07:00</published><updated>2009-07-26T09:36:51.055-07:00</updated><title type='text'>[28.06-3.07. Iran] Utknelismy w Teheranie !!</title><content type='html'>Dzięki poznanej w Zanjan Irance zdobyliśmy kontakt do Saida, który miał się nami zaopiekować w Teheranie. Po drobnych problemach komunikacyjnych związanych z angielskim Saida (przy okazji 1szy raz kupiliśmy kartę do publicznego telefonu! - wcześniej wydawaliśmy fortunę na roaming) w końcu odebrał nas z terminala i zaczęło się osobliwe zwiedzanie miasta przez okno samochodu. Wieczorami Said woził nas do swoich znajomych u których nocowalismy. Tam też spotkaliśmy się po raz pierwszy z propozycja spróbowania dragow, które jak się okazuje pomimo że są w Iranie zakazane i bardzo ścigane są łatwo dostępne, tanie i popularne. Była to druga zaskakująca rzecz (po sekretnych związkach w jakich żyje młodzież), która udało nam się odkryć w tym niby tak bardzo religijnym i rygorystycznym kraju. Jako że nasz opiekun mieszkał poza miastem, a teheran jest olbrzymi przejazd w ta i z powrotem zajmował ok 2h (100km) co było dla nas bardzo uciążliwe i kosztowna bo ustaliliśmy że to my płacimy za paliwo. Wytrzymaliśmy tak 2dni, natomiast później znowu skorzystaliśmy z CS i znaleźliśmy hosta Hamida w samym centrum Teheranu. Było to nam bardzo na rękę bo do załatwienia mieliśmy wizy do Indii i Omanu. Okazało się że o ile do tego drugiego kraju wizę można kupić bez problemu na granicy, tak do Indii potrzebny jest jakiś list z rekomendacją od naszej ambasady i sprawa ma zająć aż ok tydzień. Na szczęście nasz konsul spisał się super, zadzwonił i wszystko wyjaśnił, tak że po powrocie do ambasady od razu poszliśmy do jakiejś szychy na górze Pana Gangesz, z którym po krótkiej rozmowie ustaliliśmy rodzaj i czas wizy. Niestety terminów nie dało się przeskoczyć także mieliśmy 7 dni do zagospodarowania. Postanowiliśmy wybrać się w okolice góry Damavand, jednego z najwyższych szczytów w Iranie (powyżej 5000m).&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/5360692068899110733-7474318783107096548?l=mariuszch.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;</content><link rel='replies' type='application/atom+xml' href='http://mariuszch.blogspot.com/feeds/7474318783107096548/comments/default' title='Komentarze do posta'/><link rel='replies' type='text/html' href='http://www.blogger.com/comment.g?blogID=5360692068899110733&amp;postID=7474318783107096548' title='Komentarze (0)'/><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/5360692068899110733/posts/default/7474318783107096548'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/5360692068899110733/posts/default/7474318783107096548'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://mariuszch.blogspot.com/2009/07/2806-307-iran-utknelismy-w-teheranie.html' title='[28.06-3.07. Iran] Utknelismy w Teheranie !!'/><author><name>camer</name><uri>http://www.blogger.com/profile/10716862559304391619</uri><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='16' height='16' src='http://img2.blogblog.com/img/b16-rounded.gif'/></author><thr:total>0</thr:total></entry><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-5360692068899110733.post-6277288941451577095</id><published>2009-07-06T14:24:00.001-07:00</published><updated>2009-07-06T15:34:53.025-07:00</updated><title type='text'>[22-28.06.2009 Iran] W drodze do Teheranu...</title><content type='html'>Wstalismy wczesnie rano i podjechalismy z naszym TIRowcem pod granice, gdzie musielismy sie rozstac, gdyz my przekraczalismy ja pieszo. Spodziewalismy sie jakis ostrych kontroli, tysiaca pytan, skrupulatnego przeszukiwania bagazy (Olka miala jakies niepodpisane leki, wiec troche trzeslimy portkami). Ale na szczescie nic z tych rzeczy, celnik wzial nasze paszporty, pochodzilismy za nim do kilku okienek, padlo pare lakonicznych pytan i wbil nam pieczatke do paszportu. Po wyjsciu z budynku spotkalismy sie po raz pierwszy z nachalnym sposobem sprzedawania uslug/towarow przez Iranczykow tzn opada Cie 10ciu i zaczyna cos krzyczec w farsi, lapac nasze bagaze i pakowac do taksowki, podczas gdy my nawet nie odpowiedzielismy ani razu. Nie wiem dlaczego, ale mnie od razu na to krew zalewa za kazdym razem gdy to nam sie przytrafia. Probuje nad soba pracowac, ale co chwile trafiaja nam sie coraz "ciekawsze" przypadki, przy ktorych nawet Olka wymieka i np zaczyna mowic do nich po polsku :D. &lt;br /&gt;Wracajac do tego co z nami sie dzialo, to tego dnia postanowlismy znalezc hotel w pobliskiej malej miejscowosci Maku, zeby spokojnie zapoznac sie z Iranem i przejsc z ukochanej przez nas tureckiej kultury do "troche" innej - iranskiej. Kolejnego dnia udalismy sie autobusem Tabrizu, ktory byl rekomendowany przez Lonely Planet jako bardzo ciekawe miasto. Na tle tego co widzielismy w Turcji Tabriz przedstawial sie bardzo cienko, na ulicy zaczepil nas Iranczyk Allahverdi, ktory bardzo chcial pokazac wszystkie atrakcje tego miasta, ale takie miejsca jak przysadzisty meczet czy park nie za bardzo nas jaraly. Jako ze muzea raczej omijamy z daleka to 3ciego dnia juz zmywalismy sie do kolejnego miejsca rekomendowanego przez przewodnik jako "mini Kapadocja" - Kandavanu. No coz - ten kto widzial Kapadocje nie powinien tam jechac, jeden dzien nam wystarczyl, weszlismy na jakas tam gorke w okolicy, poogladlismy widoczki i juz zawijalismy sie Zanjan. Na to miasto przeznaczalismy 3 dni, ale juz 2giego, po spotkaniu Iranki Miny, jechalismy do Abharu. Tam spotkalismy sie z jej chlopakiem i jego znajomym i w koncu zaczelo sie cos dziac w tym Iranie, bo dotychczasowe atrakcje w postaci niezbyt ciekawych zabytkow mocno nas rozczarowaly. Z wejscia pojechalismy na fajke wodna, ktora lepiej mi podeszla niz ta w Turcji (w koncu cos lepszego niz w Turcji!! ;) ), potem na dobre sandwich'e, ktore zjedlismyw parku, pozniej dluga pogadanka o Iranie, kulturze, zwyczajach i ciekawostkach z tego kraju u chlopaka Miny w domu. Nastepnego ranka zjedlismy sniadanie i uspokojeni informacjami z Teheranu wsiedlismy do autobusu jadacego do tego miasta. Tam Mina zalatwila nam swojego znajomego - Said'a, ktory mial nas odebrac z terminala i zaopiekowac sie nami podczas pobytu w stolicy Iranu.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;A teraz kilka slow na temat Iranu i Iranczykow:&lt;br /&gt;- w tym kraju zakazane sa tance, wiec nie ma czegos takiego jak dyskotek, tanczyc mozna jedynie po kryjomu w domu&lt;br /&gt;- relacje boyfriend-girlfriend sa tu zakazane, wiec nie moga sie spotykac przed malzenstwem (oczywiscie tylko w teorii). Jezeli taka para zostanie przylapana na obsciskiwaniu sie publicznie czy nawet rozmowie np w parku jest do tych celow dedykowana specjalna policja, ktora wyszukuje takich delikwentow i pozniej sila doprowadza ich do oltarza. Napisalem ze to tylko teoria, bo praktycznie wszyscy, ktorych spotkalismy byli w takich relacjach, tylko ze musieli sie z tym kryc (np nie chodzili za reke, jesli mieszkali ze soba to tez w tajemnicy i np gdy przychodzili znajomi to dziewczyna wychodzila, zeby pozniej przyjsc rowniez jako gosc.&lt;br /&gt;- w Iranie zakazane jest branie narkotykow pod (o ile sie nie myle) kara smierci, natomiast w Teheranie dwoch pierwszych naszych hostow powitalo nas pytaniem czy chcemy kokaine :O. U nich o dziwo jest tania i latwo dostepna :D.&lt;br /&gt;- ceny srodkow transportu sa bardzo tanie (np autobus na odcinku 300km to wydatek ok 12 zl), natomiast juz ceny jedzenia sa prawie jak w Polsce. jesli chodzi o hotele jest rowniez wzglednie tanio tzn w zaleznosci od standardu (my zazwyczaj wybieralismy najnizszy :P) jst to wydatek 30 zl za 2 osoby (czasem nawet z lazienka i prysznicem).&lt;br /&gt;- Iranczycy to straszne gaduly, praktycznie mowia caly czas i tylko o sobie, malo kogo interesuje jak to jest u nas. Dwa magiczne pytania w kazdej konwersacji to: skad jestescie? i czy jestescie malzenstwem?. Apropos nazwy Polski odnalazalem w koncu w ktorym z panstw nazywaja nasz kraj Lechestan - jupi!!&lt;br /&gt;- Iranczycy uwazaja ze sa najlepsi i chyba dlatego tak duzo mowia o sobie. baardzo czesto zdarzalo sie nam, ze ktos opowiadal o sobie, ze jest bardzo madry, albo ze jest najlepszy w tym co robi albo czego sie uczy.&lt;br /&gt;- chyba z racji tego, ze bardzo malo podrozuja po swiecie to maja wypaczone poczucie tego co jest ladne i warte uwagi, wiec czesto zabierali nas nad kawalek jakiejs wody czy do paru drzew i dziwili sie, ze nie robimy fotogrfii, bo turysci przeciez powinni robic fotki.&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/5360692068899110733-6277288941451577095?l=mariuszch.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;</content><link rel='replies' type='application/atom+xml' href='http://mariuszch.blogspot.com/feeds/6277288941451577095/comments/default' title='Komentarze do posta'/><link rel='replies' type='text/html' href='http://www.blogger.com/comment.g?blogID=5360692068899110733&amp;postID=6277288941451577095' title='Komentarze (4)'/><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/5360692068899110733/posts/default/6277288941451577095'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/5360692068899110733/posts/default/6277288941451577095'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://mariuszch.blogspot.com/2009/07/22-28062009-iran-w-drodze-do-teheranu.html' title='[22-28.06.2009 Iran] W drodze do Teheranu...'/><author><name>camer</name><uri>http://www.blogger.com/profile/10716862559304391619</uri><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='16' height='16' src='http://img2.blogblog.com/img/b16-rounded.gif'/></author><thr:total>4</thr:total></entry><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-5360692068899110733.post-3051920840622671019</id><published>2009-07-06T13:53:00.000-07:00</published><updated>2009-07-06T14:21:38.166-07:00</updated><title type='text'>[19-22.06.2009 GRUZJA/AZERBEJDŻAN/GRUZJA/TURCJA] Wpadka z wizą azerbejdżańską</title><content type='html'>Jest takie madre powiedzenie: "Kto nie ma w glowie - ma w nogach" - do nas ono pasuje jak ulal. Tak sie goscilismy u rodziny Mamuki, ze zapomnielismy zupelnie sprawdzic jak to jest z wiza azerbejdzanska i blednie zalozylismy, ze mozna ja kupic na granicy. Zadowoleni z siebie wsiedlismy do nocnego pociagu, zajelismy dobre lozka i zaczelismy powoli przygotowywac sie do snu. Wkrotce dojechalismy do granicy, gdzie celnik gruzinski szybko nas rozbudzil mowiac, ze skoro nie mamy wizy pewnie nas nie przepuszcza na granicy azerbejdzanskiej i lepiej bedzie dla nas wysiasc teraz i wrocic do Tbilisi, zeby sobie wyrobic wize. Jako ze bilety kosztowaly "troche" grosza i szkoda nam bylo tak sie poddac bez walki postanowilismy jechac dalej i tam wyprobowac czy Olki "oczka a'la kot ze shrek2" dzialaja na pogranicznikow azerbejdzanskich. No i kurwa - nie zadzialaly :/. Noc spedzilismy na posterunku granicznym, w towarzystwie jakiejs szychy, ktory nam zrobil czaj i chcial dac jakies orzeszki do przegryzienia. Na szczescie bylismy wyekwipowani przez mamę Mamuki i mielismy przepyszne haczapuri, a co najwazniejsze - byl Ci u nas w bagazu literek swojskiego wina od ojca Mamuki. Noc uplynela o dziwo w dobrych humorach, rano pociagiem zabralismy sie do Tbilisi,stamtad szybko busem do Batumi i na granice gruzinsko-turecka, tam zakup wizy i badanie kamera termiczna czy nie wozimy swinskiej grypy, natomiast potem lapanie TIRa do przygranicznej miejscowosci Hopa. Postanowilismy w Turcji nie stracic ani grosza, wiec nie wymienialismy nawet kasy. W zwiazku z tym szukalismy miejscowki pod namiot "na dziko". Po znalezieniu takowej mielismy jeszcze bliskie spotkanie z gospodarzem uzbrojonym w siekiere, ktory nas sie przestraszyl bo bylo juz ciemno. Kolejnego dnia ostro walczylismy, zeby jak najszybciej pokonac 600km Turcji i dotrzec do granicy iranskiej. O dziwo prawie nam sie to udalo, nocowalismy w TIRze na postoju 20 km od granicy. &lt;br /&gt;&lt;br /&gt;PS. Zdjec z tego i kolejnych dni nie bedzie, a przyczyne podam nieco pozniej.&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/5360692068899110733-3051920840622671019?l=mariuszch.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;</content><link rel='replies' type='application/atom+xml' href='http://mariuszch.blogspot.com/feeds/3051920840622671019/comments/default' title='Komentarze do posta'/><link rel='replies' type='text/html' href='http://www.blogger.com/comment.g?blogID=5360692068899110733&amp;postID=3051920840622671019' title='Komentarze (2)'/><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/5360692068899110733/posts/default/3051920840622671019'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/5360692068899110733/posts/default/3051920840622671019'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://mariuszch.blogspot.com/2009/07/19-22062009-gruzjaazerbejdzangruzjaturc.html' title='[19-22.06.2009 GRUZJA/AZERBEJDŻAN/GRUZJA/TURCJA] Wpadka z wizą azerbejdżańską'/><author><name>camer</name><uri>http://www.blogger.com/profile/10716862559304391619</uri><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='16' height='16' src='http://img2.blogblog.com/img/b16-rounded.gif'/></author><thr:total>2</thr:total></entry><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-5360692068899110733.post-1542545933821444298</id><published>2009-06-18T22:06:00.000-07:00</published><updated>2009-06-18T22:31:32.547-07:00</updated><title type='text'>[15-19.06.2009 Gruzja]  Mamuka's family rulez!!</title><content type='html'>&lt;a onblur="try {parent.deselectBloggerImageGracefully();} catch(e) {}" href="http://4.bp.blogspot.com/_8nGKW0bDeJo/SjsdeECCnZI/AAAAAAAAAP0/WQCDRh8ZcUo/s1600-h/P1020259.JPG"&gt;&lt;img style="float:left; margin:0 10px 10px 0;cursor:pointer; cursor:hand;width: 200px; height: 133px;" src="http://4.bp.blogspot.com/_8nGKW0bDeJo/SjsdeECCnZI/AAAAAAAAAP0/WQCDRh8ZcUo/s200/P1020259.JPG" border="0" alt=""id="BLOGGER_PHOTO_ID_5348901384748178834" /&gt;&lt;/a&gt;&lt;br /&gt;&lt;a onblur="try {parent.deselectBloggerImageGracefully();} catch(e) {}" href="http://2.bp.blogspot.com/_8nGKW0bDeJo/SjsdeGpMcII/AAAAAAAAAPs/r2BNcAUQpJ8/s1600-h/P1020187.JPG"&gt;&lt;img style="float:left; margin:0 10px 10px 0;cursor:pointer; cursor:hand;width: 200px; height: 133px;" src="http://2.bp.blogspot.com/_8nGKW0bDeJo/SjsdeGpMcII/AAAAAAAAAPs/r2BNcAUQpJ8/s200/P1020187.JPG" border="0" alt=""id="BLOGGER_PHOTO_ID_5348901385449271426" /&gt;&lt;/a&gt;&lt;br /&gt;&lt;a onblur="try {parent.deselectBloggerImageGracefully();} catch(e) {}" href="http://4.bp.blogspot.com/_8nGKW0bDeJo/Sjsdd49DS-I/AAAAAAAAAPk/lH7PCVWfjpM/s1600-h/P1020266.JPG"&gt;&lt;img style="float:left; margin:0 10px 10px 0;cursor:pointer; cursor:hand;width: 200px; height: 133px;" src="http://4.bp.blogspot.com/_8nGKW0bDeJo/Sjsdd49DS-I/AAAAAAAAAPk/lH7PCVWfjpM/s200/P1020266.JPG" border="0" alt=""id="BLOGGER_PHOTO_ID_5348901381774461922" /&gt;&lt;/a&gt;&lt;br /&gt;Mielismy juz w Batumi i Vani probke tego, jak wyglada goscionnosc gruzinska, kiedy rodzina znajomego sie toba zajmuje, ale w Tbilisi rodzina Mamuki - mojego znajomego z Anglii - po prostu rozlozyla nas "na lopatki". Kazdego dnia cos sie dzialo, gdybysmy nie protestowali, to zwiedzilibysmy zapewne wszystkie monastyry i muzea w Tbilisi i okolicach ;). Co wieczor byla organizowana "supra" w coraz to wiekszym gronie rodziny, przyjaciol i znajomych Esmy i Gia - rodzicow Mamuki, ktorzy zajmowali sie nami jak swoimi dziecmi. Coz moge napisac, tak jak w Batumi naprawde zżylismy sie z Maia i Beka, tak tutaj rodzice i przyjaciele Mamuki sa nam teraz naprawde bliscy, a my czulismy sie tutaj jak prawdziwi gruzini (ja prawdopodobnie wypilem w Tbilisi wiecej wina niz przez cale swoje zycie i o dziwo mi smakowalo :) ). Oprocz zwiedzania i ucztowania mielismy mozliwosc rowniez nadgonic zaleglosci internetowe (maile, blogi, zdjecia), wszedzie jak tylko poprosilismy mielismy pomoc kogos z rodziny lub przyjacil Mamuki (chociaz tu w zasadzie te 2 okreslenia sa prawie tozsame, gdyz jednymi z najwazniejszych osob w zyciu gruzinow sa ich przyjaciele). Nie wiem jak, ale mam nadzieje, ze jakos bede kiedys w stanie im sie odwdzieczyc za to wszystko czego tu doswiadczylem. &lt;br /&gt;Dzisiaj wieczorem wsiadamy w nocny pociag do Baku (bilety juz kupione - oczywiscie przy pomocy kogos z rodziny Mamuki - tym razem byl to Goga, ktory zreszta zajmowal sie nami przez 1sze 2 dni). W stolicy Azerbejdzanu mamy zamiar spedzic okolo pol dnia i potem bedziemy uderzac do Iranu, gdzie mam nadzieje powoli zacznie sie uspokajac po wyborach. Plan jest, zeby na razie zajac sie innymi miastami, gdzie jest spokojnie, a na koniec zostawic Teheran, gdzie musimy wyrbic sobie wizy do Indii. Ciekawe jak teraz wyglada przekraczanie granicy iranskiej, czy w ogole da sie wjechac tam na wizie turystycznej? Wkrotce sie przekonamy! :)&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/5360692068899110733-1542545933821444298?l=mariuszch.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;</content><link rel='replies' type='application/atom+xml' href='http://mariuszch.blogspot.com/feeds/1542545933821444298/comments/default' title='Komentarze do posta'/><link rel='replies' type='text/html' href='http://www.blogger.com/comment.g?blogID=5360692068899110733&amp;postID=1542545933821444298' title='Komentarze (5)'/><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/5360692068899110733/posts/default/1542545933821444298'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/5360692068899110733/posts/default/1542545933821444298'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://mariuszch.blogspot.com/2009/06/15-19062009-gruzja-mamukas-family-rulez.html' title='[15-19.06.2009 Gruzja]  Mamuka&apos;s family rulez!!'/><author><name>camer</name><uri>http://www.blogger.com/profile/10716862559304391619</uri><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='16' height='16' src='http://img2.blogblog.com/img/b16-rounded.gif'/></author><media:thumbnail xmlns:media='http://search.yahoo.com/mrss/' url='http://4.bp.blogspot.com/_8nGKW0bDeJo/SjsdeECCnZI/AAAAAAAAAP0/WQCDRh8ZcUo/s72-c/P1020259.JPG' height='72' width='72'/><thr:total>5</thr:total></entry><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-5360692068899110733.post-7803922196486419202</id><published>2009-06-18T21:18:00.000-07:00</published><updated>2009-06-18T22:05:51.681-07:00</updated><title type='text'>[12-15.06.2009 Gruzja] Svaneti - dzikie gory, "dzicy" ludzie, przygody na pograniczu Gruzji</title><content type='html'>&lt;a onblur="try {parent.deselectBloggerImageGracefully();} catch(e) {}" href="http://2.bp.blogspot.com/_8nGKW0bDeJo/SjscQoP2j3I/AAAAAAAAAPc/ajLQL_iVQek/s1600-h/P1020029.JPG"&gt;&lt;img style="float:left; margin:0 10px 10px 0;cursor:pointer; cursor:hand;width: 200px; height: 133px;" src="http://2.bp.blogspot.com/_8nGKW0bDeJo/SjscQoP2j3I/AAAAAAAAAPc/ajLQL_iVQek/s200/P1020029.JPG" border="0" alt=""id="BLOGGER_PHOTO_ID_5348900054439989106" /&gt;&lt;/a&gt;&lt;br /&gt;&lt;a onblur="try {parent.deselectBloggerImageGracefully();} catch(e) {}" href="http://3.bp.blogspot.com/_8nGKW0bDeJo/SjscQlFv2ZI/AAAAAAAAAPU/K-IOqwtugNg/s1600-h/P1020034.JPG"&gt;&lt;img style="float:left; margin:0 10px 10px 0;cursor:pointer; cursor:hand;width: 200px; height: 133px;" src="http://3.bp.blogspot.com/_8nGKW0bDeJo/SjscQlFv2ZI/AAAAAAAAAPU/K-IOqwtugNg/s200/P1020034.JPG" border="0" alt=""id="BLOGGER_PHOTO_ID_5348900053592299922" /&gt;&lt;/a&gt;&lt;br /&gt;&lt;a onblur="try {parent.deselectBloggerImageGracefully();} catch(e) {}" href="http://3.bp.blogspot.com/_8nGKW0bDeJo/SjscQRaId5I/AAAAAAAAAPM/0ysecVJPRiQ/s1600-h/P1020045.JPG"&gt;&lt;img style="float:left; margin:0 10px 10px 0;cursor:pointer; cursor:hand;width: 200px; height: 133px;" src="http://3.bp.blogspot.com/_8nGKW0bDeJo/SjscQRaId5I/AAAAAAAAAPM/0ysecVJPRiQ/s200/P1020045.JPG" border="0" alt=""id="BLOGGER_PHOTO_ID_5348900048309090194" /&gt;&lt;/a&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;a onblur="try {parent.deselectBloggerImageGracefully();} catch(e) {}" href="http://4.bp.blogspot.com/_8nGKW0bDeJo/SjsbqHJujdI/AAAAAAAAAPE/EjTs_3eVNas/s1600-h/P1020046.JPG"&gt;&lt;img style="float:left; margin:0 10px 10px 0;cursor:pointer; cursor:hand;width: 200px; height: 133px;" src="http://4.bp.blogspot.com/_8nGKW0bDeJo/SjsbqHJujdI/AAAAAAAAAPE/EjTs_3eVNas/s200/P1020046.JPG" border="0" alt=""id="BLOGGER_PHOTO_ID_5348899392720899538" /&gt;&lt;/a&gt;&lt;br /&gt;&lt;a onblur="try {parent.deselectBloggerImageGracefully();} catch(e) {}" href="http://3.bp.blogspot.com/_8nGKW0bDeJo/Sjsbp2P-wqI/AAAAAAAAAO8/qy9Fzl-FUg0/s1600-h/P1020051.JPG"&gt;&lt;img style="float:left; margin:0 10px 10px 0;cursor:pointer; cursor:hand;width: 200px; height: 133px;" src="http://3.bp.blogspot.com/_8nGKW0bDeJo/Sjsbp2P-wqI/AAAAAAAAAO8/qy9Fzl-FUg0/s200/P1020051.JPG" border="0" alt=""id="BLOGGER_PHOTO_ID_5348899388183724706" /&gt;&lt;/a&gt;&lt;br /&gt;&lt;a onblur="try {parent.deselectBloggerImageGracefully();} catch(e) {}" href="http://2.bp.blogspot.com/_8nGKW0bDeJo/SjsbpkampBI/AAAAAAAAAO0/pK1icRO_OXo/s1600-h/P1020057.JPG"&gt;&lt;img style="float:left; margin:0 10px 10px 0;cursor:pointer; cursor:hand;width: 200px; height: 133px;" src="http://2.bp.blogspot.com/_8nGKW0bDeJo/SjsbpkampBI/AAAAAAAAAO0/pK1icRO_OXo/s200/P1020057.JPG" border="0" alt=""id="BLOGGER_PHOTO_ID_5348899383396443154" /&gt;&lt;/a&gt;&lt;br /&gt;&lt;a onblur="try {parent.deselectBloggerImageGracefully();} catch(e) {}" href="http://3.bp.blogspot.com/_8nGKW0bDeJo/SjsbpWuMc8I/AAAAAAAAAOs/z0eQHH40Do4/s1600-h/P1020062.JPG"&gt;&lt;img style="float:left; margin:0 10px 10px 0;cursor:pointer; cursor:hand;width: 200px; height: 133px;" src="http://3.bp.blogspot.com/_8nGKW0bDeJo/SjsbpWuMc8I/AAAAAAAAAOs/z0eQHH40Do4/s200/P1020062.JPG" border="0" alt=""id="BLOGGER_PHOTO_ID_5348899379720516546" /&gt;&lt;/a&gt;&lt;br /&gt;&lt;a onblur="try {parent.deselectBloggerImageGracefully();} catch(e) {}" href="http://4.bp.blogspot.com/_8nGKW0bDeJo/SjsbpM5CaUI/AAAAAAAAAOk/ZvpaZeAfZP4/s1600-h/P1020063.JPG"&gt;&lt;img style="float:left; margin:0 10px 10px 0;cursor:pointer; cursor:hand;width: 200px; height: 133px;" src="http://4.bp.blogspot.com/_8nGKW0bDeJo/SjsbpM5CaUI/AAAAAAAAAOk/ZvpaZeAfZP4/s200/P1020063.JPG" border="0" alt=""id="BLOGGER_PHOTO_ID_5348899377081641282" /&gt;&lt;/a&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;a onblur="try {parent.deselectBloggerImageGracefully();} catch(e) {}" href="http://1.bp.blogspot.com/_8nGKW0bDeJo/SjsasIR7bnI/AAAAAAAAAOc/YsgkRfw8bv4/s1600-h/P1020067.JPG"&gt;&lt;img style="float:left; margin:0 10px 10px 0;cursor:pointer; cursor:hand;width: 200px; height: 133px;" src="http://1.bp.blogspot.com/_8nGKW0bDeJo/SjsasIR7bnI/AAAAAAAAAOc/YsgkRfw8bv4/s200/P1020067.JPG" border="0" alt=""id="BLOGGER_PHOTO_ID_5348898327871843954" /&gt;&lt;/a&gt;&lt;br /&gt;&lt;a onblur="try {parent.deselectBloggerImageGracefully();} catch(e) {}" href="http://2.bp.blogspot.com/_8nGKW0bDeJo/Sjsar7ShPjI/AAAAAAAAAOU/otWOgyx6HGM/s1600-h/P1020069.JPG"&gt;&lt;img style="float:left; margin:0 10px 10px 0;cursor:pointer; cursor:hand;width: 134px; height: 200px;" src="http://2.bp.blogspot.com/_8nGKW0bDeJo/Sjsar7ShPjI/AAAAAAAAAOU/otWOgyx6HGM/s200/P1020069.JPG" border="0" alt=""id="BLOGGER_PHOTO_ID_5348898324384661042" /&gt;&lt;/a&gt;&lt;br /&gt;&lt;a onblur="try {parent.deselectBloggerImageGracefully();} catch(e) {}" href="http://2.bp.blogspot.com/_8nGKW0bDeJo/SjsarkM-u0I/AAAAAAAAAOM/XnFgU2TFHXY/s1600-h/P1020071.JPG"&gt;&lt;img style="float:left; margin:0 10px 10px 0;cursor:pointer; cursor:hand;width: 200px; height: 133px;" src="http://2.bp.blogspot.com/_8nGKW0bDeJo/SjsarkM-u0I/AAAAAAAAAOM/XnFgU2TFHXY/s200/P1020071.JPG" border="0" alt=""id="BLOGGER_PHOTO_ID_5348898318187412290" /&gt;&lt;/a&gt;&lt;br /&gt;&lt;a onblur="try {parent.deselectBloggerImageGracefully();} catch(e) {}" href="http://1.bp.blogspot.com/_8nGKW0bDeJo/SjsarZhm5CI/AAAAAAAAAOE/F5VoaKLSrQo/s1600-h/P1020074.JPG"&gt;&lt;img style="float:left; margin:0 10px 10px 0;cursor:pointer; cursor:hand;width: 134px; height: 200px;" src="http://1.bp.blogspot.com/_8nGKW0bDeJo/SjsarZhm5CI/AAAAAAAAAOE/F5VoaKLSrQo/s200/P1020074.JPG" border="0" alt=""id="BLOGGER_PHOTO_ID_5348898315321140258" /&gt;&lt;/a&gt;&lt;br /&gt;&lt;a onblur="try {parent.deselectBloggerImageGracefully();} catch(e) {}" href="http://4.bp.blogspot.com/_8nGKW0bDeJo/SjsarJOGhVI/AAAAAAAAAN8/VtbQPtaiAUM/s1600-h/P1020106.JPG"&gt;&lt;img style="float:left; margin:0 10px 10px 0;cursor:pointer; cursor:hand;width: 200px; height: 133px;" src="http://4.bp.blogspot.com/_8nGKW0bDeJo/SjsarJOGhVI/AAAAAAAAAN8/VtbQPtaiAUM/s200/P1020106.JPG" border="0" alt=""id="BLOGGER_PHOTO_ID_5348898310944359762" /&gt;&lt;/a&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;a onblur="try {parent.deselectBloggerImageGracefully();} catch(e) {}" href="http://3.bp.blogspot.com/_8nGKW0bDeJo/SjsZQyPW8CI/AAAAAAAAAN0/4uxk8YsIGtg/s1600-h/P1020123.JPG"&gt;&lt;img style="float:left; margin:0 10px 10px 0;cursor:pointer; cursor:hand;width: 134px; height: 200px;" src="http://3.bp.blogspot.com/_8nGKW0bDeJo/SjsZQyPW8CI/AAAAAAAAAN0/4uxk8YsIGtg/s200/P1020123.JPG" border="0" alt=""id="BLOGGER_PHOTO_ID_5348896758587387938" /&gt;&lt;/a&gt;&lt;br /&gt;&lt;a onblur="try {parent.deselectBloggerImageGracefully();} catch(e) {}" href="http://1.bp.blogspot.com/_8nGKW0bDeJo/SjsZQrRZBYI/AAAAAAAAANs/bdchlAtAKuE/s1600-h/P1020150.JPG"&gt;&lt;img style="float:left; margin:0 10px 10px 0;cursor:pointer; cursor:hand;width: 200px; height: 133px;" src="http://1.bp.blogspot.com/_8nGKW0bDeJo/SjsZQrRZBYI/AAAAAAAAANs/bdchlAtAKuE/s200/P1020150.JPG" border="0" alt=""id="BLOGGER_PHOTO_ID_5348896756716864898" /&gt;&lt;/a&gt;&lt;br /&gt;&lt;a onblur="try {parent.deselectBloggerImageGracefully();} catch(e) {}" href="http://3.bp.blogspot.com/_8nGKW0bDeJo/SjsZQWM0AVI/AAAAAAAAANk/q1eBzDtcbdU/s1600-h/P1020169.JPG"&gt;&lt;img style="float:left; margin:0 10px 10px 0;cursor:pointer; cursor:hand;width: 200px; height: 133px;" src="http://3.bp.blogspot.com/_8nGKW0bDeJo/SjsZQWM0AVI/AAAAAAAAANk/q1eBzDtcbdU/s200/P1020169.JPG" border="0" alt=""id="BLOGGER_PHOTO_ID_5348896751060517202" /&gt;&lt;/a&gt;&lt;br /&gt;&lt;a onblur="try {parent.deselectBloggerImageGracefully();} catch(e) {}" href="http://2.bp.blogspot.com/_8nGKW0bDeJo/SjsZQG4US9I/AAAAAAAAANc/lzI-hGAbsJA/s1600-h/P1020171.JPG"&gt;&lt;img style="float:left; margin:0 10px 10px 0;cursor:pointer; cursor:hand;width: 200px; height: 133px;" src="http://2.bp.blogspot.com/_8nGKW0bDeJo/SjsZQG4US9I/AAAAAAAAANc/lzI-hGAbsJA/s200/P1020171.JPG" border="0" alt=""id="BLOGGER_PHOTO_ID_5348896746948021202" /&gt;&lt;/a&gt;&lt;br /&gt;&lt;a onblur="try {parent.deselectBloggerImageGracefully();} catch(e) {}" href="http://4.bp.blogspot.com/_8nGKW0bDeJo/SjsZQAwG7gI/AAAAAAAAANU/nsZuifQRZ_8/s1600-h/P1020173.JPG"&gt;&lt;img style="float:left; margin:0 10px 10px 0;cursor:pointer; cursor:hand;width: 134px; height: 200px;" src="http://4.bp.blogspot.com/_8nGKW0bDeJo/SjsZQAwG7gI/AAAAAAAAANU/nsZuifQRZ_8/s200/P1020173.JPG" border="0" alt=""id="BLOGGER_PHOTO_ID_5348896745302978050" /&gt;&lt;/a&gt;&lt;br /&gt;Po calym dniu jazdy minibusami w koncu dotarlismy do wioski Becho (kolo Mazeri) w gorach Svaneti. W busie zahaczyl nas jeden goscio, ktory od razu zaczal nam opowiadac jak to u niego juz bywali rozni turysci i jak im organizowal wypoczynek i jacy byli zadowoleni. Jako, ze nasza czujnosc po Turcji i po wizycie u rodziny Shoty byla uspiona zdecydowalismy sie wysiasc z nim i u niego zrobic sobie miejsce wypadowe w gory. Wyladowalismy we wsi zlozonej z 4ch domow, troche daleko od wlasciwych gor, nasz gospodarz mial chate jak u nas w najgorszych wioskach, z wychodkiem na zewnatrz, a z osiagniec cywilizacyjnych byl tylko TV i prysznic :). Chcielismy 1 noc przespac u niego, potem wziac male plecaki z ciuchami i jedzeniem i pojsc na 3 dni w gory, a duze plecaki zostawic na przechowanie u niego. Cos mnie tknelo, gdy wczesniej gdy opowiadal rozne historie o swoich turystach i nie dalismy sie wkrecic w spanie u niego, tylko rozlozylismy sie z namiotem u niego w ogrodzie. Wieczorem probowalismy przyblizyc mu idea naszego pobytu w tych gorach, ale jakos w ogole nie mogl (albo nie chcial) zalapac. Poczestowal nas skromna kolacja, rano rownie skromnym sniadaniem, a gdy juz bylismy spakowani i gotowi do wymarszu posadzil nas przy stole i zaczal rozmowe wlasciwa :). W bardzo prostych slowach (A ile pieniedzy Wy mi zaplacicie za te 3 dni pobytu?) uswiadomil nam, ze tu jest troche inaczej niz w Turcji czy innych regionach Gruzji. Nie bardzo wiedzielismy za co mamy mu placic ( miejsce pod namiot jednego wieczora, te niezwykle skromne posilki czy przechowanie bagazu), on tez nie potrafil na to sensowanie odpowiedziec, a jak jeszcze do tego podal ile on by oczekiwal (200 lar-&gt; ok 400 zl) to szybko podsumowalismy co dotychczas od niego mielismy, zostawilismy (po dlugich negocjacjach) 10 lar, zabralismy wszystkie plecaki i poszlismy szukac dobrych ludzi w najblizszej wiosce. Tam najpierw zagadalismy policje, u nich zostawilismy plecaki, a pozniej  w punkcie kontroli granicznej spotkalismy Besika, ktory jak sie pozniej okazalo zostal naszym opiekunem na kolejne 2 dni. Jesli chodzi o nasze wrazenia to mozemy powiedziec, ze gory sa naprawde dzikie - nie ma szlakow, drogi dojazdowe sa przy kazdym wiekszym deszczu zalewane i nieprzejezdne, takze klimaty sa survivalowe, widoki zajebiste, a przygody - no coz zalezy jak sie trafi :). My akurat mielismy opiekuna, wiec pokazywal nam ktoredy chodzic, gdy spotykalismy podpitych gorali w wiosce (najgorsza rzecz jaka moze spotkac turyste) on wszystko zalatwial, zdarzylo nam sie troche postrzelac z jego kalacha, bylismy rowniez zmuszeni korzystac przy przeprawie przez "rzeczke" z jego mula. z powodu pogody nie wyszla mi eskapada wraz z Besikiem w troche wyzsze partie gor, gdzie chcial zapolowac na kozly. Rozbilismy sie kolo jego chatki wartowniczej w poblizu granicy z Rosja i tam spedzilismy wraz z nim 2 noce. Powrot do cywilizacji byl mocno utrudniony, bo bylo sporo deszczu, kolejna (4ta noc w Svaneti) spedzilismy u Besika w domu w wiosce Becho, wczesnie rano (ok 5tej) poszlismy odebrac nasze bagaze z policji i zapakowalismy sie w busa jadacego bezposrednio do Tbilisi.&lt;br /&gt;Podsumowujac nasz wypad w gory musze powiedziec, ze naprawde bylo warto, bo takich klimatow to chyba w Europie juz sie nie uswiadczy. My to zrobilismy troche na wariackich papierach (jak to my :P) i tylko dzieki dobrym ludziom ta "wycieczka" sie udala, bo rownie dobrze moglismy gdzies w lesie przesiedziec 2 dni nic nie robiac, bo zadnej mapy ani szlakow tu sie praktycznie nie uswiadczy. Gdyby ktos byl zainteresowany pobytem w tych gorach to dysponuje namiarem do Besika, ktory moze zapewnic zakwaterowanie, wyzywienie i co najwazniejsze moze robic rowniez za przewodnika i ochrone.&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/5360692068899110733-7803922196486419202?l=mariuszch.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;</content><link rel='replies' type='application/atom+xml' href='http://mariuszch.blogspot.com/feeds/7803922196486419202/comments/default' title='Komentarze do posta'/><link rel='replies' type='text/html' href='http://www.blogger.com/comment.g?blogID=5360692068899110733&amp;postID=7803922196486419202' title='Komentarze (0)'/><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/5360692068899110733/posts/default/7803922196486419202'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/5360692068899110733/posts/default/7803922196486419202'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://mariuszch.blogspot.com/2009/06/12-115062009-gruzja-svaneti-dzikie-gory.html' title='[12-15.06.2009 Gruzja] Svaneti - dzikie gory, &quot;dzicy&quot; ludzie, przygody na pograniczu Gruzji'/><author><name>camer</name><uri>http://www.blogger.com/profile/10716862559304391619</uri><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='16' height='16' src='http://img2.blogblog.com/img/b16-rounded.gif'/></author><media:thumbnail xmlns:media='http://search.yahoo.com/mrss/' url='http://2.bp.blogspot.com/_8nGKW0bDeJo/SjscQoP2j3I/AAAAAAAAAPc/ajLQL_iVQek/s72-c/P1020029.JPG' height='72' width='72'/><thr:total>0</thr:total></entry><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-5360692068899110733.post-7892756551066159566</id><published>2009-06-18T21:12:00.000-07:00</published><updated>2009-06-18T21:18:31.997-07:00</updated><title type='text'>[11.06.2009 Gruzja] Kutaisi - pierwsze schody podczas podrozy</title><content type='html'>&lt;a onblur="try {parent.deselectBloggerImageGracefully();} catch(e) {}" href="http://4.bp.blogspot.com/_8nGKW0bDeJo/SjsRaJ26PkI/AAAAAAAAANM/nrZZK45Ou_A/s1600-h/P1010980.JPG"&gt;&lt;img style="float:left; margin:0 10px 10px 0;cursor:pointer; cursor:hand;width: 200px; height: 133px;" src="http://4.bp.blogspot.com/_8nGKW0bDeJo/SjsRaJ26PkI/AAAAAAAAANM/nrZZK45Ou_A/s200/P1010980.JPG" border="0" alt=""id="BLOGGER_PHOTO_ID_5348888123453095490" /&gt;&lt;/a&gt;&lt;br /&gt;Plan byl prosty: jedziemy do Kutaisi - tam zaliczamy 2 monastyry, potem wskakujemy w busa do Zugdidi, gdzie rozbijemy sie na dziko i potem jedziemy kolejnym busem w gory. Niestety polaczenia pomiedzy miastami i transport jest w Gruzji delikatnie mowiac w powijakach, wiec okazalo sie, ze tego dnia utknelismy w Kutaisi. Na szczescie znalazla sie dobra duszyczka - Aleksander - ktory nami sie zaopiekowal, najpierw zabral nas do piekarni, gdzie pracowal, potem podzwonil po swoich przyjacielach i znalazl nam nocleg u nich w domu (oczywiscie z poczestunkiem i winem - to co ze byla 11 w nocy :) ). Wczesnie rano zjedlismy sniadanie u naszych gospodarzy i ruszylismy w dalsza podroz.&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/5360692068899110733-7892756551066159566?l=mariuszch.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;</content><link rel='replies' type='application/atom+xml' href='http://mariuszch.blogspot.com/feeds/7892756551066159566/comments/default' title='Komentarze do posta'/><link rel='replies' type='text/html' href='http://www.blogger.com/comment.g?blogID=5360692068899110733&amp;postID=7892756551066159566' title='Komentarze (0)'/><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/5360692068899110733/posts/default/7892756551066159566'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/5360692068899110733/posts/default/7892756551066159566'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://mariuszch.blogspot.com/2009/06/11062009-gruzja-kutaisi-pierwsze-schody.html' title='[11.06.2009 Gruzja] Kutaisi - pierwsze schody podczas podrozy'/><author><name>camer</name><uri>http://www.blogger.com/profile/10716862559304391619</uri><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='16' height='16' src='http://img2.blogblog.com/img/b16-rounded.gif'/></author><media:thumbnail xmlns:media='http://search.yahoo.com/mrss/' url='http://4.bp.blogspot.com/_8nGKW0bDeJo/SjsRaJ26PkI/AAAAAAAAANM/nrZZK45Ou_A/s72-c/P1010980.JPG' height='72' width='72'/><thr:total>0</thr:total></entry><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-5360692068899110733.post-1124113931135998229</id><published>2009-06-18T20:37:00.000-07:00</published><updated>2009-06-18T21:10:52.291-07:00</updated><title type='text'>[8-11.06.2009 Gruzja] Batumi/Vani - pierwsze kontakty z Gruzja i Gruzinami</title><content type='html'>&lt;a onblur="try {parent.deselectBloggerImageGracefully();} catch(e) {}" href="http://4.bp.blogspot.com/_8nGKW0bDeJo/SjsJj3L3Q9I/AAAAAAAAANE/KrwKrmEv95E/s1600-h/P1010732.JPG"&gt;&lt;img style="float:left; margin:0 10px 10px 0;cursor:pointer; cursor:hand;width: 200px; height: 133px;" src="http://4.bp.blogspot.com/_8nGKW0bDeJo/SjsJj3L3Q9I/AAAAAAAAANE/KrwKrmEv95E/s200/P1010732.JPG" border="0" alt=""id="BLOGGER_PHOTO_ID_5348879494146376658" /&gt;&lt;/a&gt;&lt;br /&gt;&lt;a onblur="try {parent.deselectBloggerImageGracefully();} catch(e) {}" href="http://3.bp.blogspot.com/_8nGKW0bDeJo/SjsJjv4P87I/AAAAAAAAAM8/rBVM8K43QPI/s1600-h/P1010759.JPG"&gt;&lt;img style="float:left; margin:0 10px 10px 0;cursor:pointer; cursor:hand;width: 200px; height: 133px;" src="http://3.bp.blogspot.com/_8nGKW0bDeJo/SjsJjv4P87I/AAAAAAAAAM8/rBVM8K43QPI/s200/P1010759.JPG" border="0" alt=""id="BLOGGER_PHOTO_ID_5348879492185060274" /&gt;&lt;/a&gt;&lt;br /&gt;&lt;a onblur="try {parent.deselectBloggerImageGracefully();} catch(e) {}" href="http://2.bp.blogspot.com/_8nGKW0bDeJo/SjsJjuyKXCI/AAAAAAAAAM0/L-2fE6a6bLM/s1600-h/P1010772.JPG"&gt;&lt;img style="float:left; margin:0 10px 10px 0;cursor:pointer; cursor:hand;width: 200px; height: 133px;" src="http://2.bp.blogspot.com/_8nGKW0bDeJo/SjsJjuyKXCI/AAAAAAAAAM0/L-2fE6a6bLM/s200/P1010772.JPG" border="0" alt=""id="BLOGGER_PHOTO_ID_5348879491891092514" /&gt;&lt;/a&gt;&lt;br /&gt;&lt;a onblur="try {parent.deselectBloggerImageGracefully();} catch(e) {}" href="http://3.bp.blogspot.com/_8nGKW0bDeJo/SjsJEEMdwvI/AAAAAAAAAMs/YI4PUyLcDm8/s1600-h/P1010787.JPG"&gt;&lt;img style="float:left; margin:0 10px 10px 0;cursor:pointer; cursor:hand;width: 200px; height: 133px;" src="http://3.bp.blogspot.com/_8nGKW0bDeJo/SjsJEEMdwvI/AAAAAAAAAMs/YI4PUyLcDm8/s200/P1010787.JPG" border="0" alt=""id="BLOGGER_PHOTO_ID_5348878947882746610" /&gt;&lt;/a&gt;&lt;br /&gt;&lt;a onblur="try {parent.deselectBloggerImageGracefully();} catch(e) {}" href="http://2.bp.blogspot.com/_8nGKW0bDeJo/SjsJDzRlYxI/AAAAAAAAAMk/u02Kxkg6ZiY/s1600-h/P1010801.JPG"&gt;&lt;img style="float:left; margin:0 10px 10px 0;cursor:pointer; cursor:hand;width: 200px; height: 133px;" src="http://2.bp.blogspot.com/_8nGKW0bDeJo/SjsJDzRlYxI/AAAAAAAAAMk/u02Kxkg6ZiY/s200/P1010801.JPG" border="0" alt=""id="BLOGGER_PHOTO_ID_5348878943340815122" /&gt;&lt;/a&gt;&lt;br /&gt;&lt;a onblur="try {parent.deselectBloggerImageGracefully();} catch(e) {}" href="http://1.bp.blogspot.com/_8nGKW0bDeJo/SjsJDtWdmkI/AAAAAAAAAMc/Qejo6VQSlJc/s1600-h/P1010839.JPG"&gt;&lt;img style="float:left; margin:0 10px 10px 0;cursor:pointer; cursor:hand;width: 200px; height: 150px;" src="http://1.bp.blogspot.com/_8nGKW0bDeJo/SjsJDtWdmkI/AAAAAAAAAMc/Qejo6VQSlJc/s200/P1010839.JPG" border="0" alt=""id="BLOGGER_PHOTO_ID_5348878941750663746" /&gt;&lt;/a&gt;&lt;br /&gt;&lt;a onblur="try {parent.deselectBloggerImageGracefully();} catch(e) {}" href="http://4.bp.blogspot.com/_8nGKW0bDeJo/SjsJDhust5I/AAAAAAAAAMU/R_FgY8NJ8ZY/s1600-h/P1010873.JPG"&gt;&lt;img style="float:left; margin:0 10px 10px 0;cursor:pointer; cursor:hand;width: 200px; height: 133px;" src="http://4.bp.blogspot.com/_8nGKW0bDeJo/SjsJDhust5I/AAAAAAAAAMU/R_FgY8NJ8ZY/s200/P1010873.JPG" border="0" alt=""id="BLOGGER_PHOTO_ID_5348878938631092114" /&gt;&lt;/a&gt;&lt;br /&gt;&lt;a onblur="try {parent.deselectBloggerImageGracefully();} catch(e) {}" href="http://1.bp.blogspot.com/_8nGKW0bDeJo/SjsJDb6qWCI/AAAAAAAAAMM/ecRtD2o8D2c/s1600-h/P1010904.JPG"&gt;&lt;img style="float:left; margin:0 10px 10px 0;cursor:pointer; cursor:hand;width: 200px; height: 133px;" src="http://1.bp.blogspot.com/_8nGKW0bDeJo/SjsJDb6qWCI/AAAAAAAAAMM/ecRtD2o8D2c/s200/P1010904.JPG" border="0" alt=""id="BLOGGER_PHOTO_ID_5348878937070655522" /&gt;&lt;/a&gt;&lt;br /&gt;Po dotarciu na granice turecko-gruzinska od razu uderzyla nas roznica pomiedzy tymi dwoma krajami - kiedy turcja sprawiala na nas wrazenie czystej, schludnej i uporzadkowanej to Gruzja wygladala dokladnie tak jakbym mogl sobie wyobrazic post-sowiecka republike - balagan, tlumy ludzi przemycajacych z Turcji towar w workach foliowych, troche brudno i o "misafirach" mozna zapomniec. No i oczywiscie trzeba bylo si przelaczyc na inny jezyk - o angielskim moglismy tu zapomniec, gruzinski jest cholernie trudny (nauczylismy sie tylko kilku podstawowych zwrotow) - pozostal moj kulawy rosyjski. Naszym celem bylo miasto Batumi lezace nad M. Czarnym, w ktorym mielismy spotkac Maię i Bekę - rodzine Shoty - mojego gruzinskiego znajomego z angielskich czasow, z ktorym razem mieszkalem. Po spotkaniu sie z nimi wieczorem szybko zlapalismy wspolny jezyk: Maia to super wyluzowana matka, ktora sama wychowuje swojego syna Bekę. Kiedys pracowala w odpowiedniku naszego Monaru, wiec z mlodymi ludzmi ma naprawde dobry kontakt i w ogole bardzo mlodo zyje. W Batumi (a pozniej miasteczku Vani, gdzie mieszkaja siostry Shoty) spedzilismy 3 naprawde ciekawe dni - poprobowalismy ich tradycyjnych dan ([uwaga-polska pisownia!!] chinkali - takie jakby pierogi z miesem, tylko inaczej zwijane i dodatkowo w srodku jest troche rosolu - moje ulubione!!, haczapuri - chlebek pizzowy z serem bialym w tysiacu odmian, mcwadi - cos a'la szaszlyki), kapalismy sie w koncu w Morzu Czarnym, ogladalismy pokaz "tanczacej" fontanny, a w Vani ogladalismy pokaz tancow gruzinskich oraz mieslismy mozliwosc zapoznac sie z tradycyjna biesiada gruzinska nazywana "supra", na ktorej role wiadącą przejmuje jedna, ogolnie powazana osoba tzw "tamada" ktory odpowiada za wznoszenie toastow. A z tymi toastami to w Gruzji Polak moze sie naprawde zdziwic: alkohol (glownie wino) pije sie tu tylko po toascie, a moze on byc baaardzo dlugi - czasem bywa to ok 5-10 min oracja, podczas ktorej tamada pokazuje pelnie swoich mozliwosci :). Dla nas bylo to na poczatku troche meczace tak trzymac szklanke w gorze i po pare razy odstawiac ja od ust, bo okazywalo sie, ze to ze sie stuknelismy wcale nie konczylo toastu :P - pozniej do tego juz przywyklismy. Jako ze Gruzini sa bardzo rozspiewanym narodem prawie zawsze w towarzystwie znajdzie sie ktos kto potrafi grac na gitarze badz pianinie, wiec ich imprezy sa rowniez z tego powodu bardzo wesole, bo po paru toastach cale towarzystwo zaczyna spiewac. My przy okazji rowniez podlapalismy jedna z ich piosenek, natomiast ze swojej strony nauczylismy ich "Hej sokoly", ktora bardzo ladnie im wychodzila :). Z Vani ruszylismy troche okrezna droga (przez Kutaisi, Zugdidi) do ich oslawionych gor Svaneti, w ktorych zyja podobno tacy "dzicy" gorale, ze wiekszosc gruzinow ich sie boi. Postanowilismy to sprawdzic sami :).&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/5360692068899110733-1124113931135998229?l=mariuszch.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;</content><link rel='replies' type='application/atom+xml' href='http://mariuszch.blogspot.com/feeds/1124113931135998229/comments/default' title='Komentarze do posta'/><link rel='replies' type='text/html' href='http://www.blogger.com/comment.g?blogID=5360692068899110733&amp;postID=1124113931135998229' title='Komentarze (0)'/><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/5360692068899110733/posts/default/1124113931135998229'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/5360692068899110733/posts/default/1124113931135998229'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://mariuszch.blogspot.com/2009/06/8-11062009-gruzja-batumivani-pierwsze.html' title='[8-11.06.2009 Gruzja] Batumi/Vani - pierwsze kontakty z Gruzja i Gruzinami'/><author><name>camer</name><uri>http://www.blogger.com/profile/10716862559304391619</uri><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='16' height='16' src='http://img2.blogblog.com/img/b16-rounded.gif'/></author><media:thumbnail xmlns:media='http://search.yahoo.com/mrss/' url='http://4.bp.blogspot.com/_8nGKW0bDeJo/SjsJj3L3Q9I/AAAAAAAAANE/KrwKrmEv95E/s72-c/P1010732.JPG' height='72' width='72'/><thr:total>0</thr:total></entry><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-5360692068899110733.post-3830068633198482333</id><published>2009-06-18T20:17:00.000-07:00</published><updated>2009-06-18T20:35:56.885-07:00</updated><title type='text'>[6-8.06.2009 Turcja] Rize - nasz ostatni przystanek w Turcji</title><content type='html'>&lt;a onblur="try {parent.deselectBloggerImageGracefully();} catch(e) {}" href="http://2.bp.blogspot.com/_8nGKW0bDeJo/SjsEq4mhxNI/AAAAAAAAAME/sZTEclnXRvc/s1600-h/P1010721.JPG"&gt;&lt;img style="float:left; margin:0 10px 10px 0;cursor:pointer; cursor:hand;width: 200px; height: 133px;" src="http://2.bp.blogspot.com/_8nGKW0bDeJo/SjsEq4mhxNI/AAAAAAAAAME/sZTEclnXRvc/s200/P1010721.JPG" border="0" alt=""id="BLOGGER_PHOTO_ID_5348874117227594962" /&gt;&lt;/a&gt;&lt;br /&gt;&lt;a onblur="try {parent.deselectBloggerImageGracefully();} catch(e) {}" href="http://4.bp.blogspot.com/_8nGKW0bDeJo/SjsEqySzwVI/AAAAAAAAAL8/FWK4cD-hg5s/s1600-h/P1010726.JPG"&gt;&lt;img style="float:left; margin:0 10px 10px 0;cursor:pointer; cursor:hand;width: 200px; height: 133px;" src="http://4.bp.blogspot.com/_8nGKW0bDeJo/SjsEqySzwVI/AAAAAAAAAL8/FWK4cD-hg5s/s200/P1010726.JPG" border="0" alt=""id="BLOGGER_PHOTO_ID_5348874115534274898" /&gt;&lt;/a&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Po dotarciu do miasta Rize - ostatniego duzego osrodka przed granica z Gruzja poszlismy sobie zjesc cos do restauracji (nasz najlepszy sposob na rozwiazywanie problemow z miejscowka do spania ;) ), tam (po zjedzeniu super wielkiego dania) dostalismy namiar, gdzie mozna sie rozbic namiotem i oczywiscie zostalismy wsadzeni w odpowieni minibus i nasi opiekunowie wszystko wytlumaczyli kierowcy, zebysmy sie nie musieli motac. Po znalezieniu plazy okazalo sie, ze jest to osrodek, ale bez problemu znaleziono dla nas kawalek pod namiot i pozwolono rozbic sie bez zadnych oplat. Oczywiscie zaraz tez dostalismy zaproszenie na herbatke do wlasciciel osrodka. Nastepnego dnia (jako ze to byla niedziela) wrocilismy do restauracji z pysznym jedzeniem i dodatkowo poprosilismy o wlaczenie transmisji Formuly 1, co wywolalo wsrod lokalesow niezle poruszenie, bo chyba u nich F1 nie jest tak popularna i kazdy wchodzac dziwil sie, co to leci w TV, ale zaraz po otrzymamniu wyjasnienia, ze cudzoziemcy o to poprosili siadali grzecznie i ogladali z nami. Pelni szczescia dopelnil darmowy internet WIFI, ktory rowniez tam mieli - takze w sumie spedzilismy tam ok 6-7 godzin :). Nastepnego dnia ruszlismy (autostopem ofc) w strone granicy turcko-gruzinskiej.&lt;br /&gt;Aha - to zdjecie z policjantami obrazuje jak wyglada czasem lapanie stopa w Turcji: najpierw podszedl do nas mezczyzna w podkoszulce, zapytal skad jestesmy, kiedy dowiedzial sie ze z Polski, od razu opowiedzial swoja historie jak to byl kierowca TIRa i jezdzil po swiecie (rowniez po Polsce) i tyle dobrego doswiadczyl od ludzi, ze on sie teraz nami zajmie. Po chwili podjechali policjanci, standardowe pytania i po chwili kombinowali z tym czlowiekiem, jaki bedzie najlepszy srodek transportu dla nas. Po chwili koles zatrzymal autobus i juz byl gotowy zaplacic za nas, ale jakos sie wymowilismy, wiec we 3ke wzieli sie do lapania stopa. Troche slabo im to szlo, bo byla to autostrada, a ze policjanci nie mogli zatrzymywac aut, tylko na nie machali jak normalni autostopowicze nic z tego nie wychodzilo. Widzac to podziekowalismy i jako eksperci wzielismy sie do roboty i po 5 min mieslimy juz TIRa do samej granicy :).&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/5360692068899110733-3830068633198482333?l=mariuszch.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;</content><link rel='replies' type='application/atom+xml' href='http://mariuszch.blogspot.com/feeds/3830068633198482333/comments/default' title='Komentarze do posta'/><link rel='replies' type='text/html' href='http://www.blogger.com/comment.g?blogID=5360692068899110733&amp;postID=3830068633198482333' title='Komentarze (1)'/><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/5360692068899110733/posts/default/3830068633198482333'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/5360692068899110733/posts/default/3830068633198482333'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://mariuszch.blogspot.com/2009/06/6-8062009-turcja-rize-nasz-ostatni.html' title='[6-8.06.2009 Turcja] Rize - nasz ostatni przystanek w Turcji'/><author><name>camer</name><uri>http://www.blogger.com/profile/10716862559304391619</uri><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='16' height='16' src='http://img2.blogblog.com/img/b16-rounded.gif'/></author><media:thumbnail xmlns:media='http://search.yahoo.com/mrss/' url='http://2.bp.blogspot.com/_8nGKW0bDeJo/SjsEq4mhxNI/AAAAAAAAAME/sZTEclnXRvc/s72-c/P1010721.JPG' height='72' width='72'/><thr:total>1</thr:total></entry><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-5360692068899110733.post-2307607118921851323</id><published>2009-06-18T19:48:00.000-07:00</published><updated>2009-06-18T20:16:06.317-07:00</updated><title type='text'>[5-6.06.2009 Turcja] Noc w Kesap na plazy nad M. Czarnym i (po raz kolejny) magiczne znaczenie slowa "Misafir"</title><content type='html'>&lt;a onblur="try {parent.deselectBloggerImageGracefully();} catch(e) {}" href="http://3.bp.blogspot.com/_8nGKW0bDeJo/Sjr_rrpoaQI/AAAAAAAAAL0/scCm3wTxeiI/s1600-h/P1010698.JPG"&gt;&lt;img style="float:left; margin:0 10px 10px 0;cursor:pointer; cursor:hand;width: 134px; height: 200px;" src="http://3.bp.blogspot.com/_8nGKW0bDeJo/Sjr_rrpoaQI/AAAAAAAAAL0/scCm3wTxeiI/s200/P1010698.JPG" border="0" alt=""id="BLOGGER_PHOTO_ID_5348868633372682498" /&gt;&lt;/a&gt;&lt;br /&gt;&lt;a onblur="try {parent.deselectBloggerImageGracefully();} catch(e) {}" href="http://4.bp.blogspot.com/_8nGKW0bDeJo/Sjr_rd0ilCI/AAAAAAAAALs/bw9g3g6Nwbs/s1600-h/P1010696.JPG"&gt;&lt;img style="float:left; margin:0 10px 10px 0;cursor:pointer; cursor:hand;width: 200px; height: 133px;" src="http://4.bp.blogspot.com/_8nGKW0bDeJo/Sjr_rd0ilCI/AAAAAAAAALs/bw9g3g6Nwbs/s200/P1010696.JPG" border="0" alt=""id="BLOGGER_PHOTO_ID_5348868629660341282" /&gt;&lt;/a&gt;&lt;br /&gt;&lt;a onblur="try {parent.deselectBloggerImageGracefully();} catch(e) {}" href="http://1.bp.blogspot.com/_8nGKW0bDeJo/Sjr_rI_8kiI/AAAAAAAAALk/iOmb-YmnkAc/s1600-h/P1010706.JPG"&gt;&lt;img style="float:left; margin:0 10px 10px 0;cursor:pointer; cursor:hand;width: 200px; height: 133px;" src="http://1.bp.blogspot.com/_8nGKW0bDeJo/Sjr_rI_8kiI/AAAAAAAAALk/iOmb-YmnkAc/s200/P1010706.JPG" border="0" alt=""id="BLOGGER_PHOTO_ID_5348868624071037474" /&gt;&lt;/a&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Po dotarciu do wybrzeza M. Czarnego zaczelismy rozgladac sie kawalkiem plazy, zeby podobnie jak w Zl. Piaskach w Bulgarii rozbic sie tam z namiotem. Nie bylo to latwe, wiec poszlismy cos zjesc do najblizszej restauracji, gdzie w tempie expresowym wlascieciel przyjal zamowienie tzn powiedzial co dzisiaj jest daniem dnia i zaczal bez pytania przygotowywac 2 porcje dla nas :D. Na szczescie jedzenie bylo pyszne i tanie wiec nie marudzilismy :), przy okazji wywiazala sie rozmowa co tu robimy i jakie mamy plany. Gdy wyszlo na jaw, ze mamy zamiar rozbic sie "gdzies" na plazy wlasciciel pierwsze co zrobil to zaproponowal, zebysmy sie przespali u niego w domu, gdy zaczelismy sie opierac, ze moze to bedzie dla niego problem, zrobil wielkie oczy i powiedzial, ze przeciez jestesmy jego "misafirami" (goscmi), zeslanymi przez Boga - wiec jak w ogole mozemy tak myslec. Kiedy dalej sie opieralismy stwierdzil, ze nie moze nas tak po prostu zostawic, zapakowal nas do samochodu i pojechal z nami na poszukiwanie plazy. Kiedy to sie udalo, zostawil jeszcze namiary na siebie w razie gdyby nam sie odwidzialo i chcielibysmy skorzystac z gosciny u niego :). Rozbilismy sie w poblizu jakiegos niby osrodka wczasowego, gdzie wowczas nikogo nie bylo. Rano bardzo dlugo sie wybieralismy, bo w nocy i rano padal deszcz wiec jakos tak nam powoli to szlo. Kiedy bylismy gotowi do drogi zauwazylismy, ze w osrodku pojawily sie jakies osoby i 2 z nich podeszly do nas. Zapytali skad jestesmy, czy u nas wszystko ok i zaprosili nas na herbatke, bo przeciez jestesmy ich "misafirami", ktorych Bog zeslal na ich kawalek plazy. Skonczylo sie na posiedzeniu z nimi i kilkoma przyjaciolmi do popoludnia, obiedzie i wymianie kontaktow. ozniej jeszcze chcieli pomoc nam zlapac stopa TIRa, ale jakos udalo nam sie to im wyperswadowac, bo sami swietnie sobie radzilismy.&lt;br /&gt;Co do tego "misafira" to jest to cos na podobienstwo naszego (kiedys spotykanego) "gosc w dom-Bog w dom", jednak u nich jest to nadal stosowanego i niewazne czy "goscie" zostali zeslani przez Boga do ich domu, samochodu, sklepu, restauracji czy nawet kraju - Turcy po prostu od razu staraja sie dowiedziec co nam potrzeba i pomoc (bez ogladania sie na koszty i czas). Mielismy mnostwo takich dziwnych dla nas sytuacji, kiedy z niczego wywiazala sie gadka-szmatka i po 2ch minutach mielismy np podwozke gdzies lub miejsce do spania. W Turcji naprawde warto odpowiadac na wszystkie pozdrowienia typu: czesc czy dzien dobry, bo to od razu procentuje np szlismy ulica w Keyseri i ze sklepu z dywanami pozdrowil nas wlasciciel, gdy odpowiedzielismy standardowo zapytal nas skad jestesmy (w Turcji 2 pierwsze pytania to zazwyczaj skad jestesmy i czy jestemy malzenstwem :D), potem gdzie jedziemy, a gdy dowiedzial sie w ktora strone, zaraz zgadal sie z klientem, ktory byl w sklepie i po chwili siedzielismy w samochodzie. Cos pieknego :).&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/5360692068899110733-2307607118921851323?l=mariuszch.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;</content><link rel='replies' type='application/atom+xml' href='http://mariuszch.blogspot.com/feeds/2307607118921851323/comments/default' title='Komentarze do posta'/><link rel='replies' type='text/html' href='http://www.blogger.com/comment.g?blogID=5360692068899110733&amp;postID=2307607118921851323' title='Komentarze (0)'/><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/5360692068899110733/posts/default/2307607118921851323'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/5360692068899110733/posts/default/2307607118921851323'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://mariuszch.blogspot.com/2009/06/5-6062009-turcja-noc-w-kesap-na-plazy.html' title='[5-6.06.2009 Turcja] Noc w Kesap na plazy nad M. Czarnym i (po raz kolejny) magiczne znaczenie slowa &quot;Misafir&quot;'/><author><name>camer</name><uri>http://www.blogger.com/profile/10716862559304391619</uri><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='16' height='16' src='http://img2.blogblog.com/img/b16-rounded.gif'/></author><media:thumbnail xmlns:media='http://search.yahoo.com/mrss/' url='http://3.bp.blogspot.com/_8nGKW0bDeJo/Sjr_rrpoaQI/AAAAAAAAAL0/scCm3wTxeiI/s72-c/P1010698.JPG' height='72' width='72'/><thr:total>0</thr:total></entry><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-5360692068899110733.post-2690184149296731423</id><published>2009-06-18T19:26:00.000-07:00</published><updated>2009-06-18T19:47:36.012-07:00</updated><title type='text'>[3-5.06.2009 Turcja] Sivas - przystanek w drodze nad Morze Czarne</title><content type='html'>&lt;a onblur="try {parent.deselectBloggerImageGracefully();} catch(e) {}" href="http://4.bp.blogspot.com/_8nGKW0bDeJo/Sjr4p89g46I/AAAAAAAAALE/LCOwQnbXWoU/s1600-h/P1010677.JPG"&gt;&lt;img style="float:left; margin:0 10px 10px 0;cursor:pointer; cursor:hand;width: 134px; height: 200px;" src="http://4.bp.blogspot.com/_8nGKW0bDeJo/Sjr4p89g46I/AAAAAAAAALE/LCOwQnbXWoU/s200/P1010677.JPG" border="0" alt=""id="BLOGGER_PHOTO_ID_5348860907078345634" /&gt;&lt;/a&gt;&lt;br /&gt;&lt;a onblur="try {parent.deselectBloggerImageGracefully();} catch(e) {}" href="http://1.bp.blogspot.com/_8nGKW0bDeJo/Sjr4phKi-gI/AAAAAAAAAK8/nnYC9KBM-E4/s1600-h/P1010674.JPG"&gt;&lt;img style="float:left; margin:0 10px 10px 0;cursor:pointer; cursor:hand;width: 200px; height: 133px;" src="http://1.bp.blogspot.com/_8nGKW0bDeJo/Sjr4phKi-gI/AAAAAAAAAK8/nnYC9KBM-E4/s200/P1010674.JPG" border="0" alt=""id="BLOGGER_PHOTO_ID_5348860899616815618" /&gt;&lt;/a&gt;&lt;br /&gt;&lt;a onblur="try {parent.deselectBloggerImageGracefully();} catch(e) {}" href="http://3.bp.blogspot.com/_8nGKW0bDeJo/Sjr4peS53ZI/AAAAAAAAAK0/8YmbwKwyclg/s1600-h/P1010670.JPG"&gt;&lt;img style="float:left; margin:0 10px 10px 0;cursor:pointer; cursor:hand;width: 200px; height: 133px;" src="http://3.bp.blogspot.com/_8nGKW0bDeJo/Sjr4peS53ZI/AAAAAAAAAK0/8YmbwKwyclg/s200/P1010670.JPG" border="0" alt=""id="BLOGGER_PHOTO_ID_5348860898846563730" /&gt;&lt;/a&gt;&lt;br /&gt;Dotarlismy do Sivas jak zwykle autostopem, jak zwykle wieczorem :). Tam spotkalismy sie z Ozerem - krewnym jednego z naszych kierowcow, ktorzy nas wzieli kiedys z na stopa i jak sie dowiedzieli, ze bedziemy przejezdzac przez Sivas od razu zalatwili nam noclegi w tej miejscowosci. Jako, ze Ozer nie bardzo radzil sobie z angielskim poprosil o pomoc kolezanke - Zuhal - ze szkoly w ktorej oboje pracuja. Po zapoznaniu sie i wypiciu tradycyjnej herbatki pojechalismy do mieszkania Zuhal i zrobilismy mala imprezke w polsko-tureckim stylu (wodka + fistaszki i owoce) :P. Pozna noca pojechalismy potem z lekko nagietym Ozerem do jego domu, gdzie zamieszkalismy na 3 dni. Kolejne dni spedzilismy na zwiedzaniu miasta, zalatwianiu naszych podstawowych potzreb jak pranie,internet, zakupy, odwiedzilismy rowniez szkole w ktorej pracuje Ozer, gdzie bylismy mala sensacja - najpierw dla uczniow, potem (jak wyladowalismy w pokoju nauczycielskim) takze dla kolegow Ozera. Przez te dni Ozer na tyle do nas przywykl, ze nie chcial nam pozwolic odjechac i nawet gdy stalismy na autostopie na wylocie Sivas on jeszcze siedzial w samochodzie i czekal az cos zlapiemy. &lt;br /&gt;Aha - i jeszcze taka ciekawostka o zawodzie nauczyciela w Turcji: tak jak u nas jest on swego rodzaju "urzednikiem" panstwowym, lecz podczas gdy u nas jest mozliwosc znalezc sobie prace na wlasna reke i pracowac gdzie sie chce to tutaj rzad/ministerstwo wysyla ich do odrobienia 5ciu lat na wschodzie kraju, gdzie sa problemy z nauczycielami. Po tym okresie mozna wybrac sobie miejsce pracy, ale kolejna zmiane mozna zrobic dopiero po kolejnych 5ciu latach. A jesli chodzi o nauczycieli jezyka angielskiego to w ogole maja przejeb..., bo np nie ma szans na opuszczenie kraju, zeby pracowac gdzie indziej - sa tak cenni dla rzadu, ze w takim przypadku nie dostana pozwolenia na wyjazd z kraju.&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/5360692068899110733-2690184149296731423?l=mariuszch.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;</content><link rel='replies' type='application/atom+xml' href='http://mariuszch.blogspot.com/feeds/2690184149296731423/comments/default' title='Komentarze do posta'/><link rel='replies' type='text/html' href='http://www.blogger.com/comment.g?blogID=5360692068899110733&amp;postID=2690184149296731423' title='Komentarze (1)'/><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/5360692068899110733/posts/default/2690184149296731423'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/5360692068899110733/posts/default/2690184149296731423'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://mariuszch.blogspot.com/2009/06/3-5062009-turcja-sivas-przystanek-w.html' title='[3-5.06.2009 Turcja] Sivas - przystanek w drodze nad Morze Czarne'/><author><name>camer</name><uri>http://www.blogger.com/profile/10716862559304391619</uri><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='16' height='16' src='http://img2.blogblog.com/img/b16-rounded.gif'/></author><media:thumbnail xmlns:media='http://search.yahoo.com/mrss/' url='http://4.bp.blogspot.com/_8nGKW0bDeJo/Sjr4p89g46I/AAAAAAAAALE/LCOwQnbXWoU/s72-c/P1010677.JPG' height='72' width='72'/><thr:total>1</thr:total></entry><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-5360692068899110733.post-4639472667271849856</id><published>2009-06-04T14:06:00.000-07:00</published><updated>2009-06-18T01:19:45.933-07:00</updated><title type='text'>[31.05-3.06.2009 Turcja] Kapadocja - slowin' down...</title><content type='html'>&lt;a onblur="try {parent.deselectBloggerImageGracefully();} catch(e) {}" href="http://2.bp.blogspot.com/_8nGKW0bDeJo/Sjn3Wpc8MFI/AAAAAAAAAKs/R6Qn7NiB-gs/s1600-h/P1010597.JPG"&gt;&lt;img style="float:left; margin:0 10px 10px 0;cursor:pointer; cursor:hand;width: 200px; height: 133px;" src="http://2.bp.blogspot.com/_8nGKW0bDeJo/Sjn3Wpc8MFI/AAAAAAAAAKs/R6Qn7NiB-gs/s200/P1010597.JPG" border="0" alt=""id="BLOGGER_PHOTO_ID_5348578000935596114" /&gt;&lt;/a&gt;&lt;a onblur="try {parent.deselectBloggerImageGracefully();} catch(e) {}" href="http://1.bp.blogspot.com/_8nGKW0bDeJo/Sig4VDry0UI/AAAAAAAAAKM/XH5nSF7BS3w/s1600-h/P1010648.JPG"&gt;&lt;img style="float:left; margin:0 10px 10px 0;cursor:pointer; cursor:hand;width: 134px; height: 200px;" src="http://1.bp.blogspot.com/_8nGKW0bDeJo/Sig4VDry0UI/AAAAAAAAAKM/XH5nSF7BS3w/s200/P1010648.JPG" border="0" alt=""id="BLOGGER_PHOTO_ID_5343582892292493634" /&gt;&lt;/a&gt;&lt;br /&gt;&lt;a onblur="try {parent.deselectBloggerImageGracefully();} catch(e) {}" href="http://1.bp.blogspot.com/_8nGKW0bDeJo/Sig4VVOdiuI/AAAAAAAAAKc/N7YswFOl-PQ/s1600-h/P1010565.JPG"&gt;&lt;img style="float:left; margin:0 10px 10px 0;cursor:pointer; cursor:hand;width: 134px; height: 200px;" src="http://1.bp.blogspot.com/_8nGKW0bDeJo/Sig4VVOdiuI/AAAAAAAAAKc/N7YswFOl-PQ/s200/P1010565.JPG" border="0" alt=""id="BLOGGER_PHOTO_ID_5343582897001302754" /&gt;&lt;/a&gt;&lt;br /&gt;&lt;a onblur="try {parent.deselectBloggerImageGracefully();} catch(e) {}" href="http://1.bp.blogspot.com/_8nGKW0bDeJo/Sig4VYa5ZqI/AAAAAAAAAKk/LWgR4SDShQo/s1600-h/P1010540.JPG"&gt;&lt;img style="float:left; margin:0 10px 10px 0;cursor:pointer; cursor:hand;width: 200px; height: 133px;" src="http://1.bp.blogspot.com/_8nGKW0bDeJo/Sig4VYa5ZqI/AAAAAAAAAKk/LWgR4SDShQo/s200/P1010540.JPG" border="0" alt=""id="BLOGGER_PHOTO_ID_5343582897858766498" /&gt;&lt;/a&gt;&lt;br /&gt;&lt;a onblur="try {parent.deselectBloggerImageGracefully();} catch(e) {}" href="http://2.bp.blogspot.com/_8nGKW0bDeJo/Sig4VIGn90I/AAAAAAAAAKU/ooTuKuF5ecc/s1600-h/P1010633.JPG"&gt;&lt;img style="float:left; margin:0 10px 10px 0;cursor:pointer; cursor:hand;width: 200px; height: 133px;" src="http://2.bp.blogspot.com/_8nGKW0bDeJo/Sig4VIGn90I/AAAAAAAAAKU/ooTuKuF5ecc/s200/P1010633.JPG" border="0" alt=""id="BLOGGER_PHOTO_ID_5343582893478770498" /&gt;&lt;/a&gt; Poznym wieczorem dotarlismy do Kapadocji, rozbilismy sie na kempingu za 10 lira od lebka i poszlismy spac. Nastepne dni spedzilismy na zwiedzaniu tej krainy dziwnych ksztaltow skalnych, ale jako ze bylismy troche zmeczeni naszymi ostatnimi wizytami u rodzin tureckich to wrzucilismy na luz i sie nie forsowalismy. Wieczorami przesiadywalismy w restauracji z darmowym WiFi, wiec powoli zaczelismy nadrabiac wszystkie zaleglosci, ktore nagromadzily sie od trekkingu po Lycian Way. Jeden dzien przechodzilismy na nogach, inny przejezdzilismy na rowerach. W miedzyczasie zmienilismy kemping na inny z basenem, wiec po 2x dziennie sobie plywalismy, co bardzo ulatwialo przetrwanie w ok 40* upalach. Po 3 dniach labowania ruszylismy w strone Sivas, gdzie mielismy juz zaaklepana kolejna miejscowke.&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/5360692068899110733-4639472667271849856?l=mariuszch.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;</content><link rel='replies' type='application/atom+xml' href='http://mariuszch.blogspot.com/feeds/4639472667271849856/comments/default' title='Komentarze do posta'/><link rel='replies' type='text/html' href='http://www.blogger.com/comment.g?blogID=5360692068899110733&amp;postID=4639472667271849856' title='Komentarze (6)'/><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/5360692068899110733/posts/default/4639472667271849856'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/5360692068899110733/posts/default/4639472667271849856'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://mariuszch.blogspot.com/2009/06/3105-3062009-turcja-kapadocja-slow-down.html' title='[31.05-3.06.2009 Turcja] Kapadocja - slowin&apos; down...'/><author><name>camer</name><uri>http://www.blogger.com/profile/10716862559304391619</uri><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='16' height='16' src='http://img2.blogblog.com/img/b16-rounded.gif'/></author><media:thumbnail xmlns:media='http://search.yahoo.com/mrss/' url='http://2.bp.blogspot.com/_8nGKW0bDeJo/Sjn3Wpc8MFI/AAAAAAAAAKs/R6Qn7NiB-gs/s72-c/P1010597.JPG' height='72' width='72'/><thr:total>6</thr:total></entry><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-5360692068899110733.post-6930595025432496722</id><published>2009-06-04T13:28:00.000-07:00</published><updated>2009-06-04T14:05:04.772-07:00</updated><title type='text'>[30-31.05.2009 Turcja] Aksaray - u tureckiej rodzinki</title><content type='html'>&lt;a onblur="try {parent.deselectBloggerImageGracefully();} catch(e) {}" href="http://1.bp.blogspot.com/_8nGKW0bDeJo/SigvLWElHdI/AAAAAAAAAKE/ZOdKfQ7wsYg/s1600-h/P1010510.JPG"&gt;&lt;img style="float:left; margin:0 10px 10px 0;cursor:pointer; cursor:hand;width: 200px; height: 133px;" src="http://1.bp.blogspot.com/_8nGKW0bDeJo/SigvLWElHdI/AAAAAAAAAKE/ZOdKfQ7wsYg/s200/P1010510.JPG" border="0" alt=""id="BLOGGER_PHOTO_ID_5343572829824949714" /&gt;&lt;/a&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Kolejny dzien dziwnych autostopow uplynal pod znakiem policji. Najpierw zabrali nas dwaj goscie, ktorzy wracali z zabawy z Antalyi: jeden (Enver) okazal sie dosc waznym policjantem, ktory ochrania podczas wizyt w Turcji takie osoby jak prezydentow innych panstw, waznych dyplomatow itp. Natomiast drugi (Levent) gdy tylko dowiedzial sie, ze jedziemy do Sivas, powiedzial nam, ze on tam sie urodzil i ma tam kuzyna, zaraz zadzwonil do niego i zalatwil nam tam spanie. Podrzucili nas do miasta Konya, ale troche za wczesnie nas wysadzili, wiec po chwili zatrzymala sie policja i po krotkiej rozmowie zapakowali nas do samochodu i podrzucili na lepsza miejscowke. Stamtad wzial nas TIR, jednak po parudziesieciu kilometrach zatrzymala nas kontrola policyjna, ktora przyczepila sie do ilosci pasazerow, ktorych w ogole nie powinno byc w kabinie. Po krotkiej rozmowie kierowca poprosil nas zebysmy porozmawiali z policjantami, ja oczywiscie robilem tylko dobre miny, natomiast Olka uzyla wszytkich srodkow perswazji z arsenalu kobiecego (wlacznie z oczkami kota ze Shreka2). Po kilku nerwowych minutach policjanci dali sobie spokoj i nas puscili. Po dotarciu do Aksaray spotkalismy sie z Ylmazem (kierowca TIRa, ktory wzial nas kiedys na stopa w Tekirdag), ktory zabral nas do swojego domu. Byla to rowniez tradycyjna rodzina turecka (jak u Huseyina), takze najpierw pogadalismy do poznych godzin nocnych (tym razem mieslismy propozycje zabrania malego dziecka jednej z ich kuzynek :D), a rano znowu jedlismy sniadanie w ichnim stylu (czyli w pozycji dla mnie bardzo ciezkiej). Nastepnego dnia Ylmaz zalatwil nam transport w kierunku &lt;a href="http://pl.wikipedia.org/wiki/Kapadocja"&gt;Kapadocji&lt;/a&gt;, ktora miala byc ostatnim z naszych zaplanowanych przystankow-atrakcji w Turcji.&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/5360692068899110733-6930595025432496722?l=mariuszch.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;</content><link rel='replies' type='application/atom+xml' href='http://mariuszch.blogspot.com/feeds/6930595025432496722/comments/default' title='Komentarze do posta'/><link rel='replies' type='text/html' href='http://www.blogger.com/comment.g?blogID=5360692068899110733&amp;postID=6930595025432496722' title='Komentarze (0)'/><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/5360692068899110733/posts/default/6930595025432496722'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/5360692068899110733/posts/default/6930595025432496722'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://mariuszch.blogspot.com/2009/06/30-31052009-turcja-aksaray-u-tureckiej.html' title='[30-31.05.2009 Turcja] Aksaray - u tureckiej rodzinki'/><author><name>camer</name><uri>http://www.blogger.com/profile/10716862559304391619</uri><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='16' height='16' src='http://img2.blogblog.com/img/b16-rounded.gif'/></author><media:thumbnail xmlns:media='http://search.yahoo.com/mrss/' url='http://1.bp.blogspot.com/_8nGKW0bDeJo/SigvLWElHdI/AAAAAAAAAKE/ZOdKfQ7wsYg/s72-c/P1010510.JPG' height='72' width='72'/><thr:total>0</thr:total></entry><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-5360692068899110733.post-6921416764955919550</id><published>2009-06-04T02:39:00.000-07:00</published><updated>2009-06-04T13:20:43.018-07:00</updated><title type='text'>[29-30.05.2009 Turcja] Meeega autostop - Huseyin i Ahmet z Seydisehir</title><content type='html'>&lt;a onblur="try {parent.deselectBloggerImageGracefully();} catch(e) {}" href="http://1.bp.blogspot.com/_8nGKW0bDeJo/SigsdOFS6DI/AAAAAAAAAJ8/i810nCqaXk4/s1600-h/P1010503.JPG"&gt;&lt;img style="float:left; margin:0 10px 10px 0;cursor:pointer; cursor:hand;width: 200px; height: 133px;" src="http://1.bp.blogspot.com/_8nGKW0bDeJo/SigsdOFS6DI/AAAAAAAAAJ8/i810nCqaXk4/s200/P1010503.JPG" border="0" alt=""id="BLOGGER_PHOTO_ID_5343569838383228978" /&gt;&lt;/a&gt;&lt;br /&gt;&lt;a onblur="try {parent.deselectBloggerImageGracefully();} catch(e) {}" href="http://1.bp.blogspot.com/_8nGKW0bDeJo/SigsdNdqthI/AAAAAAAAAJ0/0OPIMXnD5ow/s1600-h/P1010467.JPG"&gt;&lt;img style="float:left; margin:0 10px 10px 0;cursor:pointer; cursor:hand;width: 200px; height: 133px;" src="http://1.bp.blogspot.com/_8nGKW0bDeJo/SigsdNdqthI/AAAAAAAAAJ0/0OPIMXnD5ow/s200/P1010467.JPG" border="0" alt=""id="BLOGGER_PHOTO_ID_5343569838217016850" /&gt;&lt;/a&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;A teraz opis chyba jednego z najbardziej zwariowanych dni jakie dotychczas mielismy. Stalismy juz pare kilometrow za Antalya w miejscowosci Manavgat, gdy zatrzymala sie ciezarowka zaladowana calym dobytkiem (krowy, kozy i ludzie), wysiadl z niej goscio i poszedl na zakupy, a wracajac rzucil do nas haslo czy jedziemy do Konyi, ze spoko nas podwioza (bylo ich 2ch w kabinie). Dlugo sie nie zastanawialismy, powrzucalismy bagaze i ruszylismy w droge. Po krotkiej rozmowie zaproponowali, ze mozemy razem sobie zrobic grilla po drodze, jak tylko odwioza "ladunek". Zaraz kupili co trzeba (piwo, mieso, warzywa, chleb), a po dojechaniu na miejsce ja z Olka zajelismy sie przygotowaniem jedzenia, kierowca (Ahmet) pojechal odwiec ladunek, a Huseyin zostal z nami, rozdzielal piwa i zabawial nas rozmowa. Pozniej przyjechal Ahmet i okazalo sie, ze ma ze soba turecka "gitare" i zaczal nam przygrywac i podspiewywac. Poznym wieczorem (ok 22) zapytali czy chcielibysmy zobaczyc tureckie wesele. Z tego co widzielismy to nasz kierowca byl juz troche wstawiony, ale nic sobie z tego nie robil :P i jakos dowiozl nas do wioski, gdzie odbywalo sie wesele. Jak dla mnie to bardziej wygladalo na wiejska potancowke bez bab :D - byli tylko faceci, ubrani normalnie (dresy, dzinsy itp), kazdy przychodzil z jakims alkoholem, ktory chcial pic, a gospodarze przynosili tylko talerzyk z fistaszkami. Pani mlodej nie widzialem w ogole, faceci taanczyli jak w klubie gejowskim, przymilajac sie do siebie jak my to robimy u nas w klubach z dziewczynami. Udalo mi sie nawet zatanczyc kilka kawalkow w ich stylu, wzudzajac ogolny entuzjazm, natomiast Olka byla jedyna kobieta na tej imperezie. Ok 1szej w nocy mielismy juz dosc i chcielismy jechac, ale gdy zobaczylismy stan naszego kierowcy, ktory w miedzyczasie walnal jeszcze kilka piwek to nam sie odechcialo. No ale jak tu dyskutowac z zalanym w trupa Turkiem, ktory jest przekonany ze da rade, a na tyle juz nie czai, ze trudno mu cokolwiek zrozumiec. Tak czy siak jakos dowiozl nas do domu Huseyina (do ktorego ten w miedzyczasie nas zaprosil). Jako, ze byl to dom typowo muzulmanski, a my przykazdej okazji podkreslamy, ze jestesmy tylko przyjaciolmi dostalismy 2 osobne lozka, ale wieczor skonczylby sie za szybko, gdybysmy sie od razu polozyli spac. Pijany gospodarz zbudzil cala rodzine (mama, corka i 18letni syn) i zaczela sie ciezka rozmowa, na temat ktorego na poczatku w ogole nie moglismy zrozumiec. Po okolo godzinie ciezkiej walki Olka ustalila, ze gosc prosi nas o to, zeby znalezc polska zone dla syna, ktory chce tylko zdobyc paszport umozliwiajacy mu wyjazd do zachodniej Europy. Po kolejnej godzinie tlumaczen dlaczego to sie nie uda w koncu jakos odpuscil i udalismy sie na zasluzony wypoczynek. Nastepnego dnia zjedlismy z cala rodzina sniadanie (siedzac w kucki na podlodze - masakra dla mnie), potem wywiezli nas poza miasto i tam rozpoczelismy lowy ;).&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/5360692068899110733-6921416764955919550?l=mariuszch.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;</content><link rel='replies' type='application/atom+xml' href='http://mariuszch.blogspot.com/feeds/6921416764955919550/comments/default' title='Komentarze do posta'/><link rel='replies' type='text/html' href='http://www.blogger.com/comment.g?blogID=5360692068899110733&amp;postID=6921416764955919550' title='Komentarze (5)'/><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/5360692068899110733/posts/default/6921416764955919550'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/5360692068899110733/posts/default/6921416764955919550'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://mariuszch.blogspot.com/2009/06/29-30052009-turcja-meeega-autostop.html' title='[29-30.05.2009 Turcja] Meeega autostop - Huseyin i Ahmet z Seydisehir'/><author><name>camer</name><uri>http://www.blogger.com/profile/10716862559304391619</uri><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='16' height='16' src='http://img2.blogblog.com/img/b16-rounded.gif'/></author><media:thumbnail xmlns:media='http://search.yahoo.com/mrss/' url='http://1.bp.blogspot.com/_8nGKW0bDeJo/SigsdOFS6DI/AAAAAAAAAJ8/i810nCqaXk4/s72-c/P1010503.JPG' height='72' width='72'/><thr:total>5</thr:total></entry><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-5360692068899110733.post-104118597178341023</id><published>2009-06-04T01:24:00.000-07:00</published><updated>2009-06-04T13:16:40.022-07:00</updated><title type='text'>[28-29.05.2009 Turcja] Antalya i "Istambul deja vu"</title><content type='html'>&lt;a onblur="try {parent.deselectBloggerImageGracefully();} catch(e) {}" href="http://2.bp.blogspot.com/_8nGKW0bDeJo/SigqwX1iwqI/AAAAAAAAAJs/agP7TiDVjBg/s1600-h/P1010402.JPG"&gt;&lt;img style="float:left; margin:0 10px 10px 0;cursor:pointer; cursor:hand;width: 200px; height: 133px;" src="http://2.bp.blogspot.com/_8nGKW0bDeJo/SigqwX1iwqI/AAAAAAAAAJs/agP7TiDVjBg/s200/P1010402.JPG" border="0" alt=""id="BLOGGER_PHOTO_ID_5343567968395772578" /&gt;&lt;/a&gt;&lt;br /&gt;&lt;a onblur="try {parent.deselectBloggerImageGracefully();} catch(e) {}" href="http://2.bp.blogspot.com/_8nGKW0bDeJo/SigqwOxPUpI/AAAAAAAAAJk/FMQo0eooSOI/s1600-h/P1010412.JPG"&gt;&lt;img style="float:left; margin:0 10px 10px 0;cursor:pointer; cursor:hand;width: 200px; height: 133px;" src="http://2.bp.blogspot.com/_8nGKW0bDeJo/SigqwOxPUpI/AAAAAAAAAJk/FMQo0eooSOI/s200/P1010412.JPG" border="0" alt=""id="BLOGGER_PHOTO_ID_5343567965961802386" /&gt;&lt;/a&gt;&lt;br /&gt;&lt;a onblur="try {parent.deselectBloggerImageGracefully();} catch(e) {}" href="http://3.bp.blogspot.com/_8nGKW0bDeJo/SigqvlUq48I/AAAAAAAAAJc/epQu_NfWZiY/s1600-h/P1010415.JPG"&gt;&lt;img style="float:left; margin:0 10px 10px 0;cursor:pointer; cursor:hand;width: 200px; height: 133px;" src="http://3.bp.blogspot.com/_8nGKW0bDeJo/SigqvlUq48I/AAAAAAAAAJc/epQu_NfWZiY/s200/P1010415.JPG" border="0" alt=""id="BLOGGER_PHOTO_ID_5343567954836120514" /&gt;&lt;/a&gt;&lt;br /&gt;&lt;a onblur="try {parent.deselectBloggerImageGracefully();} catch(e) {}" href="http://2.bp.blogspot.com/_8nGKW0bDeJo/Sigqvktp7hI/AAAAAAAAAJU/ufDhMEU09ho/s1600-h/P1010423.JPG"&gt;&lt;img style="float:left; margin:0 10px 10px 0;cursor:pointer; cursor:hand;width: 200px; height: 133px;" src="http://2.bp.blogspot.com/_8nGKW0bDeJo/Sigqvktp7hI/AAAAAAAAAJU/ufDhMEU09ho/s200/P1010423.JPG" border="0" alt=""id="BLOGGER_PHOTO_ID_5343567954672479762" /&gt;&lt;/a&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Tego dnia mielismy dojechac do Antalya - kurortu nad (chyba juz) Morzem Srodziemnomorskim. Bylo troche kilometrow do pokonania (cos ok 200 km, wiec wzglednie wczesnie sie wybralismy. Po dojechaniu busem na dobra miejscowke zaczelismy polowanie na stopa. Po chwili zatrzymal sie mlody chlopak (Kursat), z ktorym dogadalem sie :P (ja tylko angielski, on tylko turecki), ze jedzie kilka kilometrow w nasza strone, co nam odpowiadalo. Zapakowalismy sie i Olka ze swoim dosc dobrym tureckim wziela go w obroty. Po kilku minutach rozmowy okazalo sie, ze Kursat postanowil zmienic plany i zawiezie nas do Antalyi, gdzie mieszka, a dzis mial jechac jeszcze w interesach do innego miasta, ale to odpuscil, zeby moc nas podrzucic na miejsce. Po jeszcze kilku minutach rozmowy z Olka zaproponowal nam, zebysmy dzisiejsza noc spedzili u niego. Rzucil cos takiego: mam duze mieszkanie, wiec nie bedzie problemu (ulubione powiedzenie Turkow - "problem yok"). Oczywiscie opieralismy sie, mowiac ze mamy jakies adresy kempingow i tam sie zadokujemy. Ustalilismy, ze sprawdzimy te miejsca i jesli nie beda ok to jedziemy do niego. Po drodze postawil nam jeszcze gozleme (bo bylismy jego "misafirami") - cos a'la nasze nalesniki tylko 2x wieksze, ktore oni tu przygotowuja z serem, badz miesem. Po dojechaniu na miejsce okazalo, ze kempingi sa pozamykane, wiec nie pozostalo nam nic innego jak pojechac do niego. Tam wyszlo na jaw, ze wynajmuje mieszkanie razem z dwoma wspollokatorami, do tego bylo jeszcze 2ch ich kumpli, takze bylo nas calkiem sporo nawet jak na spore mieszkanie. Plan dzialania szybko sie wyklarowal (bo bylo juz troche pozno), szybka kapiel w morzu, potem zakupy i potem to co tygrysy lubia najbardziej czyli imprezka :D. Chlopaki zrzucili sie na jedzenie (pierwszy raz jedlismy w ten sposob, ze cale danie bylo w jednej misce i wszyscy z niej jedli swoimi widelcami - jak kiedys u nas na wsiach), my z Olka zasponsorowalismy alkohol (auć - tutaj wodka jest mocno droga, ale mowi sie trudno :P). Imprezka byla calkiem udana, dosc powiedziec, ze chlopcy poznali gre z Istambulu "Ring of Fire", potem potanczyli (tutaj tancza tylko faceci), potem przyszla sasiadka, zeby troche byc ciszej, bo dziecko nie moze spac (ale o dziwo nie krzyczala jak to u nas bywa, tylko poprosila). Rano okazalo sie dodatkowo, ze 2ch z nich ma jakis super waazny egzamin, do ktorego powinni sie przygotowywac zamiast z nami imprezowac. Generalnie goscie okazali sie luzakami pokroju Akina i Mustafy z Istambulu. Ok 12tej ruszlyslimy w dalsza droge do miasta Konya.&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/5360692068899110733-104118597178341023?l=mariuszch.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;</content><link rel='replies' type='application/atom+xml' href='http://mariuszch.blogspot.com/feeds/104118597178341023/comments/default' title='Komentarze do posta'/><link rel='replies' type='text/html' href='http://www.blogger.com/comment.g?blogID=5360692068899110733&amp;postID=104118597178341023' title='Komentarze (0)'/><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/5360692068899110733/posts/default/104118597178341023'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/5360692068899110733/posts/default/104118597178341023'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://mariuszch.blogspot.com/2009/06/28-29052009-turcja-antalya-i-istambul.html' title='[28-29.05.2009 Turcja] Antalya i &quot;Istambul deja vu&quot;'/><author><name>camer</name><uri>http://www.blogger.com/profile/10716862559304391619</uri><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='16' height='16' src='http://img2.blogblog.com/img/b16-rounded.gif'/></author><media:thumbnail xmlns:media='http://search.yahoo.com/mrss/' url='http://2.bp.blogspot.com/_8nGKW0bDeJo/SigqwX1iwqI/AAAAAAAAAJs/agP7TiDVjBg/s72-c/P1010402.JPG' height='72' width='72'/><thr:total>0</thr:total></entry><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-5360692068899110733.post-819297326486243215</id><published>2009-06-01T00:34:00.000-07:00</published><updated>2009-06-04T13:07:48.326-07:00</updated><title type='text'>[23-28.05.2009 Turcja] Pamukkale, Oludeniz (Blue Lagoon), trekking Lycian Way</title><content type='html'>&lt;a onblur="try {parent.deselectBloggerImageGracefully();} catch(e) {}" href="http://4.bp.blogspot.com/_8nGKW0bDeJo/SifyfvOIBHI/AAAAAAAAAIs/J9cdHzlQmOE/s1600-h/P1010388.JPG"&gt;&lt;img style="float:left; margin:0 10px 10px 0;cursor:pointer; cursor:hand;width: 134px; height: 200px;" src="http://4.bp.blogspot.com/_8nGKW0bDeJo/SifyfvOIBHI/AAAAAAAAAIs/J9cdHzlQmOE/s200/P1010388.JPG" border="0" alt=""id="BLOGGER_PHOTO_ID_5343506109963961458" /&gt;&lt;/a&gt;&lt;br /&gt;&lt;a onblur="try {parent.deselectBloggerImageGracefully();} catch(e) {}" href="http://1.bp.blogspot.com/_8nGKW0bDeJo/SifyfjWV-xI/AAAAAAAAAIk/7Pw7uPJCLxU/s1600-h/P1010385.JPG"&gt;&lt;img style="float:left; margin:0 10px 10px 0;cursor:pointer; cursor:hand;width: 200px; height: 133px;" src="http://1.bp.blogspot.com/_8nGKW0bDeJo/SifyfjWV-xI/AAAAAAAAAIk/7Pw7uPJCLxU/s200/P1010385.JPG" border="0" alt=""id="BLOGGER_PHOTO_ID_5343506106777205522" /&gt;&lt;/a&gt;&lt;br /&gt;&lt;a onblur="try {parent.deselectBloggerImageGracefully();} catch(e) {}" href="http://1.bp.blogspot.com/_8nGKW0bDeJo/SifyfQPmfPI/AAAAAAAAAIc/BUnvGfgOdE0/s1600-h/P1010358.JPG"&gt;&lt;img style="float:left; margin:0 10px 10px 0;cursor:pointer; cursor:hand;width: 200px; height: 133px;" src="http://1.bp.blogspot.com/_8nGKW0bDeJo/SifyfQPmfPI/AAAAAAAAAIc/BUnvGfgOdE0/s200/P1010358.JPG" border="0" alt=""id="BLOGGER_PHOTO_ID_5343506101648653554" /&gt;&lt;/a&gt;&lt;br /&gt;&lt;a onblur="try {parent.deselectBloggerImageGracefully();} catch(e) {}" href="http://1.bp.blogspot.com/_8nGKW0bDeJo/SifyER--TfI/AAAAAAAAAIU/sUYvW6gzCS8/s1600-h/P1010305.JPG"&gt;&lt;img style="float:left; margin:0 10px 10px 0;cursor:pointer; cursor:hand;width: 200px; height: 133px;" src="http://1.bp.blogspot.com/_8nGKW0bDeJo/SifyER--TfI/AAAAAAAAAIU/sUYvW6gzCS8/s200/P1010305.JPG" border="0" alt=""id="BLOGGER_PHOTO_ID_5343505638259314162" /&gt;&lt;/a&gt;&lt;br /&gt;&lt;a onblur="try {parent.deselectBloggerImageGracefully();} catch(e) {}" href="http://3.bp.blogspot.com/_8nGKW0bDeJo/SifyEJs91WI/AAAAAAAAAIM/X29OSGaxfmw/s1600-h/P1010301.JPG"&gt;&lt;img style="float:left; margin:0 10px 10px 0;cursor:pointer; cursor:hand;width: 200px; height: 133px;" src="http://3.bp.blogspot.com/_8nGKW0bDeJo/SifyEJs91WI/AAAAAAAAAIM/X29OSGaxfmw/s200/P1010301.JPG" border="0" alt=""id="BLOGGER_PHOTO_ID_5343505636036302178" /&gt;&lt;/a&gt;&lt;br /&gt;&lt;a onblur="try {parent.deselectBloggerImageGracefully();} catch(e) {}" href="http://1.bp.blogspot.com/_8nGKW0bDeJo/SifyD7pMFqI/AAAAAAAAAIE/af7_N9IHj3Y/s1600-h/P1010235.JPG"&gt;&lt;img style="float:left; margin:0 10px 10px 0;cursor:pointer; cursor:hand;width: 200px; height: 133px;" src="http://1.bp.blogspot.com/_8nGKW0bDeJo/SifyD7pMFqI/AAAAAAAAAIE/af7_N9IHj3Y/s200/P1010235.JPG" border="0" alt=""id="BLOGGER_PHOTO_ID_5343505632262362786" /&gt;&lt;/a&gt;&lt;br /&gt;&lt;a onblur="try {parent.deselectBloggerImageGracefully();} catch(e) {}" href="http://3.bp.blogspot.com/_8nGKW0bDeJo/SifyDnqvPbI/AAAAAAAAAH8/5tdJMbSqbFk/s1600-h/P1010202.JPG"&gt;&lt;img style="float:left; margin:0 10px 10px 0;cursor:pointer; cursor:hand;width: 200px; height: 133px;" src="http://3.bp.blogspot.com/_8nGKW0bDeJo/SifyDnqvPbI/AAAAAAAAAH8/5tdJMbSqbFk/s200/P1010202.JPG" border="0" alt=""id="BLOGGER_PHOTO_ID_5343505626900151730" /&gt;&lt;/a&gt;&lt;br /&gt;&lt;a onblur="try {parent.deselectBloggerImageGracefully();} catch(e) {}" href="http://2.bp.blogspot.com/_8nGKW0bDeJo/SifyDu0-cMI/AAAAAAAAAH0/nhdUn7npiiM/s1600-h/P1010195.JPG"&gt;&lt;img style="float:left; margin:0 10px 10px 0;cursor:pointer; cursor:hand;width: 200px; height: 133px;" src="http://2.bp.blogspot.com/_8nGKW0bDeJo/SifyDu0-cMI/AAAAAAAAAH0/nhdUn7npiiM/s200/P1010195.JPG" border="0" alt=""id="BLOGGER_PHOTO_ID_5343505628822139074" /&gt;&lt;/a&gt;&lt;br /&gt;&lt;a onblur="try {parent.deselectBloggerImageGracefully();} catch(e) {}" href="http://1.bp.blogspot.com/_8nGKW0bDeJo/SiOI0KC75II/AAAAAAAAAHQ/g5pcXLsFD4k/s1600-h/P1010286.JPG"&gt;&lt;img style="float:left; margin:0 10px 10px 0;cursor:pointer; cursor:hand;width: 200px; height: 134px;" src="http://1.bp.blogspot.com/_8nGKW0bDeJo/SiOI0KC75II/AAAAAAAAAHQ/g5pcXLsFD4k/s200/P1010286.JPG" border="0" alt=""id="BLOGGER_PHOTO_ID_5342264012622783618" /&gt;&lt;/a&gt;&lt;br /&gt;&lt;a onblur="try {parent.deselectBloggerImageGracefully();} catch(e) {}" href="http://3.bp.blogspot.com/_8nGKW0bDeJo/SiOIA6aypFI/AAAAAAAAAHI/l0ghT2wqyHU/s1600-h/P1010349.JPG"&gt;&lt;img style="float:left; margin:0 10px 10px 0;cursor:pointer; cursor:hand;width: 200px; height: 134px;" src="http://3.bp.blogspot.com/_8nGKW0bDeJo/SiOIA6aypFI/AAAAAAAAAHI/l0ghT2wqyHU/s200/P1010349.JPG" border="0" alt=""id="BLOGGER_PHOTO_ID_5342263132254544978" /&gt;&lt;/a&gt;&lt;br /&gt;&lt;a onblur="try {parent.deselectBloggerImageGracefully();} catch(e) {}" href="http://1.bp.blogspot.com/_8nGKW0bDeJo/SiOGfTpqoMI/AAAAAAAAAHA/jsq86r7ctpc/s1600-h/P1010184.JPG"&gt;&lt;img style="float:left; margin:0 10px 10px 0;cursor:pointer; cursor:hand;width: 200px; height: 134px;" src="http://1.bp.blogspot.com/_8nGKW0bDeJo/SiOGfTpqoMI/AAAAAAAAAHA/jsq86r7ctpc/s200/P1010184.JPG" border="0" alt=""id="BLOGGER_PHOTO_ID_5342261455400640706" /&gt;&lt;/a&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Wstaliśmy względnie rano, zjedliśmy śniadanie które było w cenie i pojechaliśmy busem do Pamukkale. Miał to być niemal 8 cud świata (wapienne tarasy wypełnione turkusowa wodą), jednak z niewiadomych powodów woda wyszła ;) i widoki w sumie nie były warte wydania 20 lir. Na szczęście zaraz obok w ramach tej samej opłaty były ruiny Hierapolis (o czym oczywiście nie wiedzieliśmy-ostatnio nie było czasu na naukę). Było już dość późno (ok 5 godz) gdy ruszyliśmy dalej do Oludeniz. Przy użyciu kilku dziwnych stopów (pomoc drogowa, stary renault12 czyli coś a'la dacia, jakiś turecki samochód przerobiony na kabriolet z lokalna żulerką) w końcu późnym wieczorem, a w zasadzie nocą dotarliśmy na kemping, gdzie znowu się poklocilismy :D. Następny dzień spędziliśmy odpoczywając na plaży i pływając w wodach błękitnej laguny. Chyba nam tego brakowało bo znowu zaczęliśmy nadawać na tych samych falach. Kolejnego dnia poszliśmy na 3dniowy trekking po szlaku nazywanym "Lycian Way", postanowiliśmy zrobić 1szy odcinek Ovacik - Alinca (ok 30km). Jak zwykle niefrasobliwie podeszliśmy do sprawy i nie zdobyliśmy nigdzie nawet najprostszej mapy, co zaowocowało tym że pomylilismy drogę i przy okazji zaliczylismy największą górkę w okolicy (Babadag ok 2000m). Muszę powiedzieć że spędzanie nocy w górach, w dziczy bez ludzi ma swój klimat, a to w połączeniu z ogniskiem, kolacją a'la suchy prowiant na wycieczkach, przepyszna pomidorowa :D od knorra (jeszcze z Polski) i pięknymi zachodami słońca sprawiło, że będziemy pamiętali te 3 dni bardzo długo. Ostatniego dnia z powodu problemu z powrotem z Alinca do Oludeniz spędziliśmy noc na kempingu w miejscowości Kabakkoyu, gdzie poplywalismy w super zatoczce (polecam to miejsce jakby ktoś był w okolicach Fethiye Oludeniz). Następnego dnia wróciliśmy na nasz kemping, odebraliśmy bagaże i ruszyliśmy w stronę Antalyi.&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/5360692068899110733-819297326486243215?l=mariuszch.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;</content><link rel='replies' type='application/atom+xml' href='http://mariuszch.blogspot.com/feeds/819297326486243215/comments/default' title='Komentarze do posta'/><link rel='replies' type='text/html' href='http://www.blogger.com/comment.g?blogID=5360692068899110733&amp;postID=819297326486243215' title='Komentarze (5)'/><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/5360692068899110733/posts/default/819297326486243215'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/5360692068899110733/posts/default/819297326486243215'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://mariuszch.blogspot.com/2009/06/23-24052009-turcja-pamukkale-oludeniz-i.html' title='[23-28.05.2009 Turcja] Pamukkale, Oludeniz (Blue Lagoon), trekking Lycian Way'/><author><name>camer</name><uri>http://www.blogger.com/profile/10716862559304391619</uri><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='16' height='16' src='http://img2.blogblog.com/img/b16-rounded.gif'/></author><media:thumbnail xmlns:media='http://search.yahoo.com/mrss/' url='http://4.bp.blogspot.com/_8nGKW0bDeJo/SifyfvOIBHI/AAAAAAAAAIs/J9cdHzlQmOE/s72-c/P1010388.JPG' height='72' width='72'/><thr:total>5</thr:total></entry><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-5360692068899110733.post-2639749950159986798</id><published>2009-05-22T22:24:00.000-07:00</published><updated>2009-05-22T23:11:10.031-07:00</updated><title type='text'>[22-23.05.2009 Turcja] Efez, Denizli i 1szy Samarytanin</title><content type='html'>&lt;a onblur="try {parent.deselectBloggerImageGracefully();} catch(e) {}" href="http://4.bp.blogspot.com/_8nGKW0bDeJo/SheL7qR8DHI/AAAAAAAAAG4/j7hkYt50pEk/s1600-h/P1010110.JPG"&gt;&lt;img style="float:left; margin:0 10px 10px 0;cursor:pointer; cursor:hand;width: 200px; height: 133px;" src="http://4.bp.blogspot.com/_8nGKW0bDeJo/SheL7qR8DHI/AAAAAAAAAG4/j7hkYt50pEk/s200/P1010110.JPG" border="0" alt=""id="BLOGGER_PHOTO_ID_5338889740349082738" /&gt;&lt;/a&gt;&lt;br /&gt;&lt;a onblur="try {parent.deselectBloggerImageGracefully();} catch(e) {}" href="http://4.bp.blogspot.com/_8nGKW0bDeJo/SheL04U797I/AAAAAAAAAGw/Ffp_edgeK_M/s1600-h/P1010068.JPG"&gt;&lt;img style="float:left; margin:0 10px 10px 0;cursor:pointer; cursor:hand;width: 200px; height: 133px;" src="http://4.bp.blogspot.com/_8nGKW0bDeJo/SheL04U797I/AAAAAAAAAGw/Ffp_edgeK_M/s200/P1010068.JPG" border="0" alt=""id="BLOGGER_PHOTO_ID_5338889623860672434" /&gt;&lt;/a&gt;&lt;br /&gt;&lt;a onblur="try {parent.deselectBloggerImageGracefully();} catch(e) {}" href="http://1.bp.blogspot.com/_8nGKW0bDeJo/SheLq6iUIzI/AAAAAAAAAGo/ZmSfvQnQtAI/s1600-h/P1010115.JPG"&gt;&lt;img style="float:left; margin:0 10px 10px 0;cursor:pointer; cursor:hand;width: 200px; height: 133px;" src="http://1.bp.blogspot.com/_8nGKW0bDeJo/SheLq6iUIzI/AAAAAAAAAGo/ZmSfvQnQtAI/s200/P1010115.JPG" border="0" alt=""id="BLOGGER_PHOTO_ID_5338889452654961458" /&gt;&lt;/a&gt;&lt;br /&gt;Rano ruszylismy w droge do &lt;a href="http://www.google.com/search?rlz=1C1CHMB_en-GBGB312GB312&amp;sourceid=chrome&amp;ie=UTF-8&amp;q=pamukkale"&gt;Pamukkale&lt;/a&gt; majac w planie zaliczenie po drodze kolejne staroytne miasto - Efez. Hitchhikowanie tego dnia nie szlo nam za dobrze, dodatkowo mieslismy troche kwasne humory, coraz sie klocilismy o jakiejs pierdoly takze dzien nie zapowiadal sie ciekawie. W koncu dotarlismy do Efezu ok 15tej, pochodzilismy tam ok godziny i (juz w lepszych humorach) postanowilismy sprobowac dotrzec jeszcze dzisiaj do Pamukkale (ok 180km), co bylo raczej nierealne, ale nie zwyklismy sie latwo poddawac. Pierwszy stop z Selcuk (Efez) do Aydin zlapalismy dosc szybko, co dobrze rokowalo, pozostalo nam wiec tylko ok 130km - najpierw musielismy dotrzec do kolejnego dosc duzego miasta (Denizli ponad 1 mln mieszkancow). Po kilku minutach machania zatrzymal sie niepozorny goscio w jakims starym ichnim samochodzie marki TOFAS. Ustalilismy ze jedzie do Denizli, pozniej okazalo sie, ze po drodze ma jeszcze do zalatwienia jakies interesy, ale i tak bylo to nam na reke, bo juz powoli zaczynalo sie sciemniac. Od poczatku pytalismy go, czy bedzie mozliwosc "wyrzucenia" nas gdzies poza miastem, zebysmy mogli sie rozbic gdzies na dziko z naszym namiotem. Na poczatku rzucil ulubione tureckie stwierdzenie: "problem yok" (nie ma problemu), ale w miare jak dojezdzalismy do celu zaczynal nas coraz bardziej wypytywac o hotel gdzie mamy spedzic noc i jedzenie. Olka (zna dosc dobrze turecki, a gosc nie mowil po angielsku) starala sie jak mogla przekonac go, ze jedzenie mamy w plecakach, natomiast jesli chodzi o spanie to poradzimy sobie z pomoca namiotu. Jednak wygladalo na to, ze nasz kierowca (Tahsin) ma juz swoj plan :). Zaparkowal w centrum i poszlismy do restauracji, gdzie postawil nam obiad i nie chcial w ogole slyszec o tym, ze my zaplacimy jako podziekowanie za autostop. Poniej, caly czas twierdzac, ze jestemy jego "misafir" (tak jakby goscmi) zabral nas do hotelu, tam zalatwil wszystkie formalnosci (dalej tylko usmiechajac sie dziwnie na wzmianke o pieniadzach), dal nam klucze do pokoju, pryszedl sprawdzic czy wszystko ok, poinformowal nas, ze wszystko jest oplacone (wlacznie ze sniadaniem), zyczyl nam dobrej drogi i odjechal zostawiajac nas mocno oslupialych. Nazwalismy go naszym "1szym Samarytaninem" majac nadzieje, ze jeszcze takich dobrych ludzi spotkamy po drodze. Dzisiaj zamierzamy dojechac do Pamukkale (brakuje nam ok 20km), pozniej bedziemy kierowac sie w strone Fethiye - tureckiego kurortu nad Morzem Egejskim, gdzie najpierw planujemy rozbic sie na kempingu przy lagunie w miejscowosci &lt;a href="http://www.fethiye.net/fethiye_peng6.html#oludeniz"&gt;Oludeniz&lt;/a&gt;, a pozniej skorzystac ponownie z CS, zostawic u niego bagaze i pojsc na 2-3dniowy trekking szlakiem &lt;a href="http://www.lycianway.com/LycianWayContent/gallery.html"&gt;Lycian Way&lt;/a&gt;.&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/5360692068899110733-2639749950159986798?l=mariuszch.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;</content><link rel='replies' type='application/atom+xml' href='http://mariuszch.blogspot.com/feeds/2639749950159986798/comments/default' title='Komentarze do posta'/><link rel='replies' type='text/html' href='http://www.blogger.com/comment.g?blogID=5360692068899110733&amp;postID=2639749950159986798' title='Komentarze (5)'/><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/5360692068899110733/posts/default/2639749950159986798'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/5360692068899110733/posts/default/2639749950159986798'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://mariuszch.blogspot.com/2009/05/22-23052009-turcja-efez-denizli-i-1szy.html' title='[22-23.05.2009 Turcja] Efez, Denizli i 1szy Samarytanin'/><author><name>camer</name><uri>http://www.blogger.com/profile/10716862559304391619</uri><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='16' height='16' src='http://img2.blogblog.com/img/b16-rounded.gif'/></author><media:thumbnail xmlns:media='http://search.yahoo.com/mrss/' url='http://4.bp.blogspot.com/_8nGKW0bDeJo/SheL7qR8DHI/AAAAAAAAAG4/j7hkYt50pEk/s72-c/P1010110.JPG' height='72' width='72'/><thr:total>5</thr:total></entry><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-5360692068899110733.post-2249994385903282064</id><published>2009-05-20T16:15:00.000-07:00</published><updated>2009-05-22T22:24:01.268-07:00</updated><title type='text'>[20-22.05.2009 Turcja] Izmir</title><content type='html'>&lt;a onblur="try {parent.deselectBloggerImageGracefully();} catch(e) {}" href="http://1.bp.blogspot.com/_8nGKW0bDeJo/ShSSQ8d3l_I/AAAAAAAAAGg/SpudwBIub4c/s1600-h/P1010046.JPG"&gt;&lt;img style="float:left; margin:0 10px 10px 0;cursor:pointer; cursor:hand;width: 200px; height: 133px;" src="http://1.bp.blogspot.com/_8nGKW0bDeJo/ShSSQ8d3l_I/AAAAAAAAAGg/SpudwBIub4c/s200/P1010046.JPG" border="0" alt=""id="BLOGGER_PHOTO_ID_5338052278147848178" /&gt;&lt;/a&gt;&lt;br /&gt;Chyba Turcja bedzie w naszym prywatnym rankingu autostopowania na 1szym miejscu, praktycznie momentalnie lapiemy stopa, ludzie sa mili, podwoza cie gdzie poprosisz, czasem proponuja cos wiecej. Nie inaczej bylo w drodze do Izmiru, zatrzymalismy TIRa z cemetem, ktorym przejechalismy ok 260 km (z calej 305km trasy). W dodatku jeszcze kierowca kupil nam jakies ciastka i napoje - nice :). Potem jeszcze krotki stop do centrum Izmiru, wizyta w restauracji zeby podladowac nasze bateryjki za pomoca kebaba, chwila oczekiwania na hosta i na wieczor wyladowalismy u naszych nowych gospodarzy Uwe (Niemiec - pracuje w firmie montujacej farmy/elektrownie wiatrowe) i Basak (Turczynka - jest stewardesa), z ktorymi pogadalismy przy butelce raki do poznych godzin wieczornych. Na jutro (21.05) mamy zaplanowane troche spraw okolotravelerskich (pranie, ladowanie urzadzen, Olka idzie do dentysty, bo jej sie ulamal zab, ja ide zrobic drugie szczepienie na zoltaczke), a pozniej z naszymi hostami mamy cos zjesc, polazic po miescie, wieczorem ma by jakis koncert rockowy - moze sie na niego wybierzemy. Zobaczymy jak sie ten dzien potoczy :).&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Nastepnego dnia (21.05) zrealizowalismy z drobnymi problemami (jesli chodzi o moje szczepienia) nasze plany i po poludniu spotkalismy sie na miescie z Basak. Zaprowadzila nas na lokalny bazar, gdzie zjedlismy u jej znajomych smaczne jedzonko, potem pokrecilismy sie po nabrzezu, a wieczorem gdy dolaczyl do nas Uwe pojechalismy na przepyszna rybe w bulce (i to pisze ja - przeciwnik ryb!!). Pozniej jeszcze chwile porozmawialismy i dosc wczesnie polozylismy sie spac, zeby nastepnego dnia ruszyc w dalsza droge.&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/5360692068899110733-2249994385903282064?l=mariuszch.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;</content><link rel='replies' type='application/atom+xml' href='http://mariuszch.blogspot.com/feeds/2249994385903282064/comments/default' title='Komentarze do posta'/><link rel='replies' type='text/html' href='http://www.blogger.com/comment.g?blogID=5360692068899110733&amp;postID=2249994385903282064' title='Komentarze (0)'/><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/5360692068899110733/posts/default/2249994385903282064'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/5360692068899110733/posts/default/2249994385903282064'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://mariuszch.blogspot.com/2009/05/20052009-turcja-izmir.html' title='[20-22.05.2009 Turcja] Izmir'/><author><name>camer</name><uri>http://www.blogger.com/profile/10716862559304391619</uri><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='16' height='16' src='http://img2.blogblog.com/img/b16-rounded.gif'/></author><media:thumbnail xmlns:media='http://search.yahoo.com/mrss/' url='http://1.bp.blogspot.com/_8nGKW0bDeJo/ShSSQ8d3l_I/AAAAAAAAAGg/SpudwBIub4c/s72-c/P1010046.JPG' height='72' width='72'/><thr:total>0</thr:total></entry><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-5360692068899110733.post-1485884170548474404</id><published>2009-05-20T15:30:00.000-07:00</published><updated>2009-05-20T16:14:34.243-07:00</updated><title type='text'>[18-20.05.2009 Turcja] Przyladek Galipoli, Çanakkale, Troja</title><content type='html'>&lt;a onblur="try {parent.deselectBloggerImageGracefully();} catch(e) {}" href="http://4.bp.blogspot.com/_8nGKW0bDeJo/ShSNJlUb9JI/AAAAAAAAAGY/OQswClfCwuU/s1600-h/P1010037.JPG"&gt;&lt;img style="float:left; margin:0 10px 10px 0;cursor:pointer; cursor:hand;width: 200px; height: 133px;" src="http://4.bp.blogspot.com/_8nGKW0bDeJo/ShSNJlUb9JI/AAAAAAAAAGY/OQswClfCwuU/s200/P1010037.JPG" border="0" alt=""id="BLOGGER_PHOTO_ID_5338046654117049490" /&gt;&lt;/a&gt;&lt;br /&gt;&lt;a onblur="try {parent.deselectBloggerImageGracefully();} catch(e) {}" href="http://1.bp.blogspot.com/_8nGKW0bDeJo/ShSNCbcNwNI/AAAAAAAAAGQ/08mI9aVte_g/s1600-h/P1010035.JPG"&gt;&lt;img style="float:left; margin:0 10px 10px 0;cursor:pointer; cursor:hand;width: 200px; height: 133px;" src="http://1.bp.blogspot.com/_8nGKW0bDeJo/ShSNCbcNwNI/AAAAAAAAAGQ/08mI9aVte_g/s200/P1010035.JPG" border="0" alt=""id="BLOGGER_PHOTO_ID_5338046531206234322" /&gt;&lt;/a&gt;&lt;br /&gt;Uff -
